Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

TruskawkowyMuss

Zamieszcza historie od: 10 marca 2014 - 0:37
Ostatnio: 13 listopada 2017 - 11:06
  • Historii na głównej: 11 z 15
  • Punktów za historie: 4028
  • Komentarzy: 216
  • Punktów za komentarze: 1402
 
zarchiwizowany
Kilka dni temu otrzymałam taki e-mail:
"Dear Customer!

According to our data you owe our company a sum of $537,95. There are records saying that you have ordered goods in a total amount of $ 537,95 in the third quarter of 2015.

Invoice has been paid only partially. The unpaid invoice #13155480 is enclosed below for your revision.

We are writing to you, hoping for understanding and in anticipation of the early repayment of debt.

Please check out the file and do not hesitate to pay off the debt.

Otherwise we will have to start a legal action against you.

Regards,
Samuel robbie
304 N Davis St, Jacksonville,
FL 03739
Phone nr: 517-020-7106"

Adres e-mail nadawcy: robbieSamuel6318@jedrasik.pl
Plik oczywiście z załącznikiem.
Czy ktoś z was spotkał się z czymś takim? Chodzi mi konkretnie o podobnie brzmiące wiadomości i zbieżność nazw.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (30)
zarchiwizowany
Sytuacja miała miejsce dzisiaj w godzinach popołudniowych.

Do autobusu środkowymi drzwiami wsiadła kobieta (w wieku ok 30 lat) wraz z mężczyzną. Od razu zauważył ją inny mężczyzna, w podobnym wieku, siedzący z przodu, tyłem do kierunku jazdy. Zerwał się z siedzenia, zaczął ją obrażać, krzyczeć, przeklinać. Kobieta wraz z towarzyszem podróży uciekli na tył pojazdu, natomiast awanturnik zaczął szarpać siedzenia, uderzać kasowniki, jednym słowem - demolka. Kierowca zareagował bardzo szybko, od razu wezwał policję i zatrzymał się na najbliższym przystanku. Agresor zajął się demolowaniem przystanku, bez przerwy wrzeszcząc na kobietę.

Prawdziwa piekielność: kierowca czekał na przystanku 30 minut od zgłoszenia sprawy na policję. Odjechał po tym, jak mężczyzna w końcu się zmęczył demolowaniem okolicy i oddalił.

Zawsze wydawało mi się, że w przypadku awantury w środkach komunikacji miejskiej policja, ewentualnie straż miejska, pojawiają się szybciej niż w przypadku na przykład zakłócania ciszy nocnej. Ale widocznie tylko mi się zdawało.

Uprzedzając pytania, czy nikt z pasażerów nie mógł zareagować- autobus był prawie pusty, jechało kilka starszych osób, dwie, trzy kobiety w wieku ok 30 - 40 lat oraz nieszczęsny męski towarzysz podróży obrażanej kobiety, który ulotnił się jak kamfora, gdy tylko kierowca otworzył drzwi.

komunikacja_miejska; policja

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (183)
zarchiwizowany
EDIT: Mówiąc o dziadku, że był piekielny, miałam na myśli to określenie z perspektywy Kasi :) Oczywiście nie ironizując to nie dziadek był tym złym a raczej jej rodzice. Dziadek zachował się wzorowo, podejrzewam że po raz pierwszy ktoś w jej króciutkim życiu nie spełnił jej żądania :)

"Piekielny" był mój dziadek wobec swojej rozpieszczonej i bezstresowo wychowywanej siedmioletniej wnuczki Kasi (a mojej siostry ciotecznej).

Kasia z rodzicami bardzo rzadko odwiedza dziadków, mieszkają poza granicami Polski. Dziadek z racji wieku ma problemy z kręgosłupem i stawami, nie jest tak aktywny fizycznie jak parę lat temu.

Sytuacja właściwa.
Dziadek [D] siedzi w kuchni i rozwiązuje krzyżówkę. Kasia [K] ogląda w pokoju bajki.
[K]: Dziadeeeek! Łyżeczka!
[D]: Słucham?
[K]: Łyżeczkę mi daj! Daaaaj!
[D]: Nie wiem gdzie są.
[K]: Co? Łyżeczkę mi DAAAAJ!
[D]: Nie wiem gdzie babcia chowa łyżeczki.

Kasia przyszła z pokoju i stanęła przed dziadkiem.
[K]: Jak nie wiesz? Łyżeczki? Nie wiesz dziadek?
[D]: No nie wiem.

Kasia podchodzi do szuflady i wskazuje palcem.
[K]: O tu są dziadek. Tu!
[D]: To jak już przyszłaś i wiesz gdzie są, to sobie weź.

To była Kasi ostatnia próba wysługiwania się dziadkiem :)

dzieci

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (305)
zarchiwizowany
Ostatnio mojemu tacie zebrało się na wspominki, więc pozwolę sobie opowiedzieć jedną z piekielno - śmiesznych historii jaka przydarzyła się blisko 20 lat temu.

W ramach wstępu: jako dziecko byłam bardzo ciekawa świata, uwielbiałam książeczki, kolorowanki i chłonęłam nowe informacje niczym gąbka wodę. W jednej z takich edukacyjnych książeczek był temat dotyczący świata i jego mieszkańców. Były mapki, Indianie, Hindusi, Murzyni (czy raczej- Afroamerykanie ;)) itd. Temat mnie zafascynował i pochłonął.

Pewnego dnia poszłam z tatą po drobne zakupy do osiedlowego sklepu. Stoimy w kolejce, a przed nami stoi czarnoskóry mężczyzna. Tata przeczuwając co może się stać, starał się odwracać moją uwagę od niego. Nieskutecznie. W pewnym momencie wypaliłam na cały sklep "Tato, a mówiłeś że Murzyni mieszkają w Afryce!". Tata czerwony. Ja dalej swoje- że w Afryce Murzyni, w Indiach Hindusi a w Polsce my! Wszyscy dookoła pokładają się ze śmiechu, tata płonie ze wstydu a ja niczego nieświadoma drążę temat. Na szczęście, rzeczony obcokrajowiec śmiał się najgłośniej.

Uprzedzając komentarze- nigdy nie byłam wychowywana w przeświadczeniu o "wyższości rasy" czy pogardzie do innych ludzi. Mottem w naszej rodzinie jest hasło: "O człowieku świadczą nie jego religia czy kolor skóry, a czyny".

obcokrajowcy_dzieci

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (45)

1