Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Ursueal

Zamieszcza historie od: 3 września 2016 - 3:27
Ostatnio: 8 grudnia 2017 - 6:06
  • Historii na głównej: 30 z 35
  • Punktów za historie: 7154
  • Komentarzy: 126
  • Punktów za komentarze: 592
 
[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 11) | raportuj
17 listopada 2017 o 21:10

@Iras: A usiądź w metrze obok takiej, to patrzy jak na rozgniecioną wesz, bo śmiałaś obok niej się pojawić, a przecież ona wiezie siebie i cały swój majestat, który też musi siedzieć.

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 22 (Głosów: 26) | raportuj
4 listopada 2017 o 16:28

Sezon taki, że nagle wszyscy mogą iść na trzytygodniowe L4. Ciekawe, co wtedy powie Wielki Nieosiągalny Manager. Chorować wolno każdemu, za bycie chorym nie można nikogo zwolnić.

[historia]
Ocena: -5 (Głosów: 9) | raportuj
21 września 2017 o 14:26

@Etincelle: Które wcale nie są trudne. Studiując na politechnice musiałam zasuwać kilka razy ciężej niż na uniwerku medycznym, żeby mieć nawet niższe oceny. "Trudna" medycyna to jeden wielki mit.

[historia]
Ocena: -5 (Głosów: 23) | raportuj
21 września 2017 o 11:29

@Armagedon: Jestem pewna, że twoją ciekawość co do moich motywacji mam głęboko w zadzie, skoro wyrażasz ją w tak jadowity sposób.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 15) | raportuj
20 września 2017 o 21:51

@Jaladreips: Ostatnio za nazwanie mnie k*rwą przywaliłam z liścia babie pod sześćdziesiątkę tak, że jej proteza wypadła. Ludzie bardziej niż samym bólem są zaskoczeni tym, że ktoś odpowiada agresją na ich agresję, a nie "odmaszerowuje z godnościom osobistom" i najczęściej uciekają, wrzeszcząc o skandalicznych atakach na życie. A rodzice za dzieciaka uczyli, nie zaczepiaj, bo pogryzie...

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 7) | raportuj
1 sierpnia 2017 o 21:51

@Day_Becomes_Night: Moim tekstem na takie osoby jest "Fascynujące, a ma pani jakieś epizody w życiu, w których wyszła pani na wartościowego człowieka?"

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 lipca 2017 o 14:14

@Edwin: Za wetem od głupich karpi na Dolnym Śląsku przeszukali prawie całą Polskę. A teraz znajdź takiego, który będzie umiał leczyć np. pszczoły i namów, żeby się osiedlił w twojej okolicy. POWODZENIA.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 lipca 2017 o 14:12

@paski: Nie, nie chcieliby. Po 6 lakach na kierunku lekarskim i uważnej obserwacji ludzi wokół dam sobie rękę uciąć, że nie chcieliby.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
17 lipca 2017 o 22:41

@Pattwor: Rozpowiadają, rozpowiadają. Poznałam wiele tajemnic spowiedzi, kiedy na górskim obozie wędrownym zszywałam księdzu ramię, a jedynym środkiem znieczulającym, jaki miałam pod ręką był bimber. Księżulo spił się jak świnia, ja go zszywałam, a on tymczasem gadał, co mu w głowie postało.

[historia]
Ocena: 15 (Głosów: 17) | raportuj
17 lipca 2017 o 11:43

@Lynxo: Jeżeli chodzi o kwestie merytoryczne, to nie mogę narzekać (za bardzo), ale podejrzewam, że rodzice załamują ręce.

[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 12) | raportuj
6 czerwca 2017 o 19:44

@Day_Becomes_Night: Są. I co? Nakryjesz kocem i będziesz udawała, że to się nie dzieje? Czy może pas cnoty założysz, a syna profilaktycznie wyrzezasz? Seks jest już wszędzie i trudno, trzeba się przyzwyczaić, że to część życia. Dzieci 12-15 trzeba uświadamiać w kierunku "nie daj się skrzywdzić", a z szesnastolatkami trzeba rozmawiać o tym, że muszą być odpowiedzialne i rozsądne, bo ciąże się zdarzają, podobnie jak choroby weneryczne, wymuszony seks po obu stronach, robienie sobie nagich zdjęć albo filmów i wrzucanie ich do Sieci to głupi pomysł, a prostytucja to zły początek drogi w dorosłość. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, jeżeli chodzi o tematy związane z seksem. Ze swoim dzieckiem nie wyobrażam sobie nie rozmawiać o tym, że może np. być biseksualne albo homoseksualne, że może mieć impotencję młodzieńczą albo po prostu jakieś pytania i boi się mi je zadać.

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 7) | raportuj
6 czerwca 2017 o 19:24

W sobotę znalazłam w przymierzalni w Tesco 2 pudełka lodów. W temperaturze pokojowej, czyli całkowicie rozpuszczone. Oddałam obsłudze do spisania na straty. I teraz smaczek: do przymierzalni byłam kolejka, w której stałam ponad 10 minut, widziałam 3 wychodzące z niej osoby. Najwyraźniej lody musiały się zmaterializować tuż przed moim wejściem.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
11 kwietnia 2017 o 15:18

@Baobhan_Sith: Endokrynolog za 2 lata? Gdzie tak prędko? :D

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
11 kwietnia 2017 o 15:16

@Massai: Bo kontrola jest podstawą zaufania. ;) Byłam świadkiem pięknej sceny w przychodni przyszpitalnej: pacjentka wychodzi z gabinetu psychiatrycznego, idzie do rejestracji, recytuje z pamięci (widać i słychać, że odtwarza, a nie tworzy), że następna wizyta kontrolna ma być za 4 tygodnie. Rejestratorka otworzyła kalendarz, zapytała o nazwisko, powiedziała np. "11 listopada, 11.15" i koniec. Jaka jest szansa, że osoba, która musiała prośby o zarejestrowanie na kolejną wizytę nauczyć się na pamięć od lekarza drogą powtórz - powtórz jeszcze raz - i jeszcze raz... zrozumie i zapamięta taką informację? Prawie żadna. Jakie jest ryzyko, że mając karteczkę z napisem "11.11 g.11.15" zgubi ją lub zapomni, o co chodziło? Bardzo duże. Jaki odsetek napisze "Psychiatra - dr XYZ - wizyta 11 listopada, godz. 11.15, pieczątka z adresem"? Nie rozśmieszajcie mnie...

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 3) | raportuj
11 kwietnia 2017 o 15:03

@zendra: Płacenie składek nawet dwukrotnie większych w punktach procentowych niż niemieckie niczego nie poprawi, jeżeli nie zacznie się tymi pieniędzmi lepiej zarządzać. Tyle w temacie składek. Problem ma też inne, bardziej ludzkie oblicze. Dowolny system, który pracuje na ludziach, musi łączyć w sobie dwie cechy: stabilność i elastyczność. Połączenie jest karkołomne, ponieważ wszystkie 3 strony (pacjent - lekarz i reszta ferajny - urzędnik) oczekują, że rzeczywistość będzie zmieniała się na tyle powoli, że okrzepną w sytuacji prawno-finansowo-zawodowej. Tego właśnie wymagają warunki dowolnej "stałej" pracy - leczyć nie można z podejściem wolnostrzeleckim. Tymczasem w Polsce mamy karuzelę zmian i dniówkę zaczyna się od sprawdzenia, jakie nowe rewelacje wymyślono gdzieś w Warszawie. Jednocześnie te zmiany muszą zachodzić (i to często), ponieważ system musi odpowiadać rzeczywistości. Powódź zalała budynki koncernu produkującego czterocyfrową liczbę różnych leków, co oznacza, że za moment jedyne refundowane nie będą dostępne na rynku? Jeden z dwóch ortodontów w powiecie stracił możliwość wypełnienia kontraktu, bo złamał sobie nadgarstek? Pojawia się ryzyko epidemii (nie wiem, prostytutka przywlokła z wakacji w Brazylii trąd i się zorientowała po pół roku aktywnej pracy)? System potrzebuje skandalicznie długiego czasu, żeby odpowiednio zareagować, ponieważ pierwsze pytanie każdego po stronie zarządzania nim brzmi "czy na pewno nie będę mieć nieprzyjemności z powodu tej decyzji". Dobre decyzje w trudnych sytuacjach (nikt nie zaprzeczy, że sytuacja naszego systemu jest nie tyle trudna, ile dramatyczna) mają to do siebie, że często okazują się bardzo niepopularne. A decyzje na samej górze nie zapadają ze względu na wiedzę medyczną i socjologiczną (jakby nie sarkać na socjologów, to w zarządzaniu ludźmi są niezbędni), tylko podyktowane ideologią (naprotechnologia rulez). W efekcie działań potrzebnych niemal nie możemy się doczekać, ponieważ stoją w sprzeczności z poglądami osobistymi decydenta lub okres docierania zmian (głębokie i szeroko zakrojone reformy sięgające fundamentów systemu zazwyczaj zaczynają się od oporów, sprzeciwów i kłopotów) wypada akurat na czas wyborów. W efekcie mamy prowizorki, które niczego nie naprawiają, każdego denerwują, a na końcu i tak trwają dłużej niż wszystko inne.

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 6) | raportuj
10 kwietnia 2017 o 10:58

@sla: Tycie jest legalne. Nie wszystko, co legalne, jest jednak dobre dla człowieka (bo wbijanie samemu sobie gwoździ w głowę nie jest zabronione, a na pewno szkodliwe). Alkoholizm i nikotynizm też można leczyć, podobnie jak otyłość. Problem w tym, że papierosy można palić stale, można popalać, można palić 1-2 miesięcznie na imprezach, podobnie z piciem. Są udokumentowane przypadki nagłego (momentalnego wręcz) zerwania z nałogiem - rzadkie, co prawda, ale są. A otyłym nie można być w co drugą sobotę, bo akurat jest okazja, tylko trzeba się z tym mierzyć stale i nie zmieni się tego w jednej chwili mimo najszczerszych chęci. Tamta uczelnia też nie zdelegalizowała otyłości - za bycie otyłym nie dostawało się grzywny ani nie szło do paki. Po prostu uznano, że człowiek z dyplomem wyższej uczelni powinien wiedzieć, co robi ze sobą nie tak.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 10 kwietnia 2017 o 10:59

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
10 kwietnia 2017 o 9:17

@Jorn: Po ponad 7 latach wciąż nie udało mi się znaleźć regulaminu WF z poprzedniej uczelni, który podobno "gdzieś jest", a do którego odsyła ogólny regulamin studiów. W jednostce, która prowadziła WF nie wiedzieli, gdzie on jest, w jednostce ją nadzorującą też nie wiedzieli - czy w ogóle go kiedykolwiek mieli. Nacisk poskutkował informacją, że jestem problemowa. Czasami student może czytać, może pytać, a dopiero na końcu dowie się, że wszystkie informacje otrzymywał "w dobrej wierze i przeświadczeniu, że tak właśnie jest". Moje koło naukowe działało przez 14 lat, zanim wyszło na jaw, że nigdy nie zostało poprawnie zarejestrowane, bo statut nie miał kilku pieczątek. Nie przeszkadzało to nam istnieć, działać, rekrutować, nawet w wydawaniu uczelnianych pieniędzy nie przeszkadzało (dopóki nie wyszło na jaw, że formalnie to nie istniejemy). ;)

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 10 kwietnia 2017 o 9:22

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
10 kwietnia 2017 o 8:30

@WilliamFoster: Jeżeli uczelnia dobrze go prowadziła (czyli była i kadra, i zaplecze techniczne), to można go było miło wspominać. Ja pamiętam, jak trzeba było uspokajać chłopaka, bo odważył się uruchomić prysznic w męskiej szatni i okazało się, że 1) z rur leci coś na kształt ciepłego szlamu, którym chłopiec oblał się od stóp do głów 2) dźwięk z rur był taki, jakby budynek miał się zawalić. Do końca semestru męskie grupy wolały śmierdzieć niż korzystać z pryszniców (bo na użyczenie naszych dziwnie nie wyrażałyśmy zgody).

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 7) | raportuj
10 kwietnia 2017 o 8:08

@sla: Lata temu któryś z uniwersytetów w USA uzależnił dopuszczenie otyłych studentów (jakoś tak już bardzo skrajnie otyłych, z tego, co pamiętam) do dyplomowania, jeżeli zaliczą zajęcia ze zdrowego żywienia i schudną albo zapiszą się na zajęcia sportowe i będą w nich rzeczywiście uczestniczyć (albo wykażą, że sami uprawiają jakiś sport poza uczelnią), bo okazało się, że kolosalny odsetek absolwentów jest skrajnie roztyły i nie ma pojęcia o tym, dlaczego popełnia rozciągnięte w czasie samobójstwo. Pamiętam, że nawet podobała mi się ta idea, bo otyłość jest rzeczywiście poważnym problemem dla całego systemu opieki zdrowotnej (po wszystkich stronach barykady). No bo jak to wygląda - lekarz ważący 140 kilogramów, gdzie z brzucha można by spokojnie wytopić łoju na świeczki dla sporej katedry mówi pacjentowi, że ten powinien schudnąć dla własnego zdrowia.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
10 kwietnia 2017 o 7:58

Nie zdziwiłabym się, gdyby te 4 lata temu dziekanat naprawdę nie wiedział, że za WF są jakiekolwiek punkty. U nas te 2 punkty wyszły, kiedy byłam na 4 roku (WF można było robić tylko na 2 i 3), jako nadwyżka - w związku z "informatyzacją" systemu ECTS i akredytacją uczelni. A wyszły dlatego, że jakaś studentka z 2 roku poskarżyła się, że ją uczelnia zmusza do robienia nadmiaru punktów, bo wg wytycznych ministerstwa za WF one powinny być i zaczęła się kołomyja (komisja akredytacyjna przychodzi właśnie po to, żeby zbierać takie kwiatki). I dziekanat też wtedy pytał, po co nam ten cały WF.

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
30 marca 2017 o 21:38

Szczegóły zbiorczo: 1) w zespole wykonawczym, który miał wszystko opracować i doprowadzić do stanu pokazywalności początkowo było osób 8 czy 9, już nie pamiętam (byłam już po praktykach, a jeszcze przed zatrudnieniem tutaj), nie licząc kierownika - wszyscy stwierdzili, że jednak nie chcą się w to bardziej angażować i wrócili na łona swoich podstawowych komórek w firmie, do codziennych obowiązków. W każdym razie, 8 par rąk to było dość, żeby to pociągnąć - po zebraniu treści od kilkudziesięciu osób wyselekcjonować je przy wsparciu ekspertów, opracować do spójnej postaci, zaplanować model wdrożeniowy i usprawnić działania firmowe. 2) Z tego, co słyszałam i widziałam, kierownik projektu pojęcie o tym, jak w ogóle takie zadania realizować ma mniejsze niż średnie, ale zostały mu 3 lata do emerytury i pracuje w tej firmie. odkąd ona w ogóle istnieje, więc nosi się, jakby umiejętności zawodowe dawała sama wysługa lat. 3) Właśnie po to, żeby ktoś ogarniał robotę za niego, dali mu etat asystencki (był śmiech i były małe awantury, bo tylko kierownicy największych oddziałów mają u nas "osobiste" etaty do pomocy, a on kieruje jedną z najmniejszych i najbardziej podrzędnych komórek) - Ostatnią Osobę, która nie mogła mu powiedzieć, że nie, bo... pracuje jako jego asystent. 4) Czy zwolnienie jest jedynie na nerwicę - nie wiem, ale wątpię, bo to rzeczywiście długo jak na takie rozpoznanie. To, że ma zwolnienie na 4 miesiące to jednak informacja pewna, wiem też o zaplanowanej kilkunastotygodniowej terapii ciągłej. Ze wszystkich swoich bolączek Osoba mi się nie opowiadała - jedynie z nerwicy (ale od dawna była widoczna gołym okiem, podejrzewam, że teraz to już cały zespół schorzeń wywołanych długotrwałym stresem i przemęczeniem). 5) Podejrzewam (i tylko podejrzewam), że sam pomysł projektu (bardzo ciekawy i korzystny z zawodowego punktu widzenia) wyszedł właśnie ze strony Osoby i jeszcze kogoś z pierwotnej grupy, a potem góra postanowiła przypomnieć sobie, że przecież od dawna właśnie z taką ideą się w skrytości ducha nosiła.

[historia]
Ocena: 23 (Głosów: 27) | raportuj
25 marca 2017 o 23:33

Tjaaa... A gdzie był pies?

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 7) | raportuj
21 marca 2017 o 19:13

Taa... A to, że na zalanych książkach o wiele łatwiej rozwijają się się pleśnie to już pikuś? Książka zalana, jeżeli ma być nadal udostępniana, powinna być poddana dezynfekcji - tak się robi w dużych bibliotekach, nawet nie tylko z zalanymi książkami, ale okresowo z całością księgozbioru, bo w magazynach jest dość materiału na kilka doktoratów z mikrobiologii. Jeżeli czytelnik zniszczy książkę, nie zawsze musi ją odkupić. Moja matka przeprowadziła raz batalię z biblioteką uniwersytecką, bo wypożyczyła solidne tomiszcze (ponad 1100 stron) i po otwarciu grzbiet nie wytrzymał - książka pękła pod własnym ciężarem na dwie części. Kazali jej odkupić (książka za ponad 300 zł), ale poszła w zaparte i wykazała, że otwarcie mieści się jak najbardziej w normalnym użytkowaniu książki, a biblioteka przy wypożyczeniu nie dała jej żadnej instrukcji korzystania z tak grubych, ciężkich i niesolidnie wydanych kodeksów, skoro normalne użytkowanie prowadzi do uszkodzenia. W sądzie się nie skończyło, ale było blisko, czytałam pisma z biblioteki i były wyjątkowo chamskie - na szczęście wycofali się na etapie punktowania im mało precyzyjnego regulaminu.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
6 marca 2017 o 22:54

@nuclear82: Próbowałam sobie wyobrazić "tymczasowych" do analiz i kontroli certyfikacyjnych w przemyśle biochemicznym. Wyobraźnia odmówiła mi posłuszeństwa. Nie wiem, czy ktokolwiek, kto wspiął się do poziomu eksperta w tej branży w ogóle wie, co to agencja pracy tymczasowej. Tak, 16 godzin przez jednoczesną nieobecność 3 kluczowych osób. Nie ma kto nadzorować laboratoriów = laboratoria nie pracują = trzeba czekać, aż inny lab zrobi swoje i przejmie dodatkową robotę. Aparatura się nie rozmnoży, załoga też nie. A uruchomienie procesów bez osoby nadzorującej albo z większą liczbą podwładnych na raz niż pozwalają normy to proszenie się o takie kłopoty, że szefowie woleli siedzieć z nami po godzinach. A firma ma swoje wady, owszem, jak każda zatrudniająca trzycyfrową liczbę osób, ale minimalizm etatowy to akurat nie tutaj.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 następna »