Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Woltarix

Zamieszcza historie od: 18 marca 2017 - 17:49
Ostatnio: 6 września 2017 - 22:00
  • Historii na głównej: 6 z 10
  • Punktów za historie: 1034
  • Komentarzy: 36
  • Punktów za komentarze: 131
 

#79920

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność z poniedziałku, która dzisiaj dała o sobie znać.

Co ważne dla historii - mam dużą bliznę na szyi po usuwaniu nowotworu niezłośliwego. Nie jest już tak widoczna, jak rok temu, ale nie trzeba jej długo szukać. Używam maści na blizny, żeby ją zmniejszyć, ale taki proces trochę trwa. Tyle tytułem wstępu.

W poniedziałek rozpoczął się rok szkolny. Z racji tego, że jeszcze do szkoły chodzę, wybrałem się na rozpoczęcie. Najpierw odbyła się msza, na której byłem pod obserwacją jakiejś kobiety. Bez przerwy patrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem. Niby nic strasznego, ale trochę dziwnie się czułem.

Po mszy poszliśmy do szkoły do wychowawców po nowe plany i tu pierwszy zgrzyt - wychowawczyni zatrzymała mnie, żeby porozmawiać o moich problemach. Byłem zdziwiony, bo nic o takowych nie wiem, może coś w kościele zrobiłem nie tak.

[W] - Woltarix, słyszałam, że masz poważne problemy, chcesz o nich porozmawiać?

W głowie lata pytanie, o co chodzi?

[W] - Może chcesz o tym porozmawiać z rodzicami?

[J] - A może pani jaśniej?

[W] - Twoja nowa katechetka podejrzewa, że próbowałeś popełnić samobójstwo.

W głowie dwie myśli - kto i dlaczego?

Niezbyt wiedziałem, co powiedzieć. Może ze mnie wariat i wymazuję sobie z pamięci próby samobójcze.

Pytam się, czemu tak mówi, a wychowawczyni odpowiada, że to kobieta z kościoła widziała moje liczne blizny* i sądzi, że mam problemy. Poinformowałem, że ze mną wszystko gra, genezę swoich blizn znam i żadnej nowej chwilowo nie mam.

Niby wszystko ok, ale dzisiaj miałem drugi zgrzyt.

Lekcja religii, zapomniałem, że mam z tą katechetką. Na lekcji powtórka z kościoła. PZO wytłumaczone i przez resztę lekcji wzrok skierowany na mnie z pytaniem w oczach: "czy jesteś po*ebany, czy nie całkiem"?

Koniec lekcji, znowu zatrzymanie pod zarzutem samobójstwa.

[K] - Dziecko drogie! Kroczysz złą drogą! Ucieczka od życia jest grzechem, który skaże cię na piekło!

WTF?!

[J] - Czyli to pani mówiła, że chcę się zabić?

Byłem trochę wkurzony, że ktoś ot tak twierdzi, kto chce zejść pod ziemię.

[K] - Ja widziałam w DOMU BOŻYM (podniosła głos jak w chórze) twoją bliznę. Ty chcesz się zabić, A TO GRZECH!

[J] - Pozwoli pani, że to ja zadecyduję, co zrobię.

Zbieram się do wyjścia, a babka łapie za bluzę i ciągnie mnie do siebie. Nie wiem jak, ale zdjęła mi bluzę i wlepiła wzrok w ręce.**

[K] (z obłędem w oczach) - SZATAN W TOBIE JEST! RANISZ SIĘ KU JEGO UCIESZE!

Wyrwałem jej bluzę, pobiegłem do wychowawczyni i powiedziałem, że jeśli ta wariatka ma nas uczyć, to ja rezygnuję z religii. Poszła ze mną do dyrektora z prośbą o zmianę na starego katechetę.

Klasa i inni uczniowie przed salą potwierdzą jej zachowanie, bo drzwi były wtedy otwarte i wszystko słyszeli.

Gdzie się tacy ludzie chowają?

*Nie wiem jakim cudem zauważyła liczne blizny, kiedy jedyna widoczna była na szyi.

**Z racji tego, że jestem rekonstruktorem, mam od zarąbania małych blizn po mieczu/kiju/zapasach, czy nawet od robienia na podwórku.

Szkoła Katechetka

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (128)
zarchiwizowany

#79731

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam.

Od dziecka lubiłem czytać, oglądać i słuchać historie o średniowieczu. Zaszczepił to we mnie mój dziadek, który mimo że ma już ponad 75 lat to nadal może godzinami mówić o historii Zawiszy, o potopie szwedzkim i różnych dawnych dziejach. Na moje 7 urodziny dostałem od niego "Krzyżaków" z 1989 roku. Zeszło mi rok z przeczytaniem, ale mimo tego nie zraziłem się do twórczości Henryka i dziadek widząc moją radość sprezentował mi Trylogię Sienkiewicza.

Będąc już w wieku gimnazjalnym znałem na pamięć całą historię "Krzyżaków" i Trylogii. Jak wiadomo, w pierwszej gimnazjum jedną z obowiązkowych lektur są właśnie owi "Krzyżacy". Termin na przeczytanie książki wyznaczony, sprawdzian tak samo. Powtórzyłem od deski do deski i pozostało czekać na sprawdzian.

Sprawdzian nadszedł, pytania jakie dostałem były łatwe i w parę minut oddałem kartkę i pozostało czekać na ocenę. Testy sprawdzone, pani wyczytuje:
[P] - X pięć, Y cztery, Woltarix pała, Z trzy....

Jak to usłyszałem to serce we mnie zamarło. Patrzę na kartkę, żadna odpowiedź nie była błędna, a na dole dopisek "Uczeń ściągał na sprawdzianie". Koniec lekcji, kartkę zabrałem do domu i już miałem przed oczami krzyczących rodziców. W domu od razu pobiegłem do dziadka. Dziadek spojrzał na kartkę to na mnie i znowu na kartkę i jak nie krzyknie:

[D]- Wnuczek! Jak się nazywa?
[J]- Ale kto?
[D]- Nauczycielka! Jutro z Tobą idę i masz mi pokazać, która to!

Ja trochę przestraszony bo może dziadek jeszcze ją pobije*, ale potakuję głową.

Następnego dnia wybrałem się z dziadkiem do szkoły, pokazałem w której klasie mam lekcje i o której mam polski. Dogadaliśmy się, kiedy wejdzie i wchodzę do sali. Oddaję kartkę z podpisem i czekam na koniec lekcji. Dzwonek zadzwonił, klasa wyszła, a wszedł dziadek i zaczyna rozmowę:

[D]- Dzień Dobry ja jestem dziadkiem Woltarixa i chciałem przedyskutować jedną rzecz. Dlaczego wstawiła pani jedynkę mojemu wnuczkowi?
[P]- Nie powiedział panu? Ściągał.
[D]- Proszę pani to nie jest możliwe.
[P]- A dlaczego?

Dziadek przywołał mnie do siebie, stanąłem obok i patrzę pytająco, a dziadek zaczyna strzelać pytaniami z "Krzyżaków", "Potopu" i "Ogniem i Mieczem". Ja odpowiadam bez zająknięcia bo dla mnie to banał. Polonistka coraz szersze oczy. Dziadek złapał oddech żeby przeładować, ja uśmiechnięty, polonistka usta rozchyliła.

[P]- Proszę pana, skąd on to wie?
[D]- A stąd, że wnuczek czyta, a czyta dokładnie i bez przerwy. Niech pani mu teraz poprawi ocenę, albo idę do dyrektora.
[P]- Ale proszę pana, Woltarix wie to wszystko lepiej ode mnie.

Tutaj nastąpiła cisza, dziadek zrobił się czerwony, złapał się stołu i zaczął się śmiać jak wariat. Objął mnie ramieniem, wskazał głową drzwi i wyszliśmy śmiejąc się obaj.

A czemu mi się to przypomniało? Parę godzin temu zadzwoniła do mnie była polonistka i spytała czy mogę przygotować przed rokiem szkolnym parę materiałów z "Krzyżaków" dla jej wychowanków.

* Dziadek za młodych lat był awanturnikiem znanym w okolicach. Jak było wesele/chrzciny/wstaw cokolwiek to była i bitka zaczęta przez dziadka.

Gimnazjum Sienkiewicz Krzyżacy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 32 (112)

#79607

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam. Sprzed miesiąca.

Noga została wyleczona, po spytaniu lekarza czy mogę być aktywny fizycznie odpowiedź pozytywna. No to jedziem na Runmageddon*. Jestem zapisany na Rekruta**, stres trochę jest bo to mój pierwszy tego typu bieg i nie wiadomo czy ukończę. Idę do kolejki z zapisami, biorę kartkę i wypełniam. Co ważne, było tam napisane jasno i wyraźnie, że Runmageddon nie ponosi odpowiedzialności za uszczerbek na zdrowiu. Opieka medyczna jest na miejscu i to świetna, wszystko załatwią, poskładają do kupy, tylko "Nie nasza wina".

Jakoś tak w połowię biegu przed oczyma stanęła ściana. Wysokość tak około 3-4 metry. No nic, wzięło się udział to trzeba ukończyć. Chłopak siostry pomaga przejść przez ścianę, ja asekuruje. Nagle za nami ktoś krzyczy:

[K]rzykacz - ODSUŃCIE SIĘ URWA! JA TO PRZEJDĘ SAM!

Patrzymy - ściana szeroka na 4 metry, my przy lewym końcu stoimy, nikt inny nie wdrapuje się.

[K] - URWA DO WAS MÓWIĘ! POEBANI CZY JACY?!

My powoli się przesuwamy, bo może gość się spóźnił na Elite***. Facet bierze rozbieg, skacze, i uderza w ścianę z wrzaskiem.

Ludzie podbiegają, a facet tarza się z bólu po ziemi i trzyma za dłoń. 3 palce dziwnie powykrzywiane w różne strony. Ogólnie biegu już nie ukończy. Wolontariusze pomagają mu wstać z niemałym trudem bo facet rzuca mięsem i wyrywa się. Ze słów pomiędzy mięsem dało się zrozumieć:

[K] - *** POZWĘ WAS *** WSZYSTKICH*** SKOŃCZENI JESTEŚCIE***.

Dalej nie zwracaliśmy uwagi, tylko kontynuowaliśmy bieg. Po mecie bierzemy piwo, wodę i idziemy odpocząć. Patrzę, a kawałek od nas stoi ambulans, obok niego K i chyba jeden z organizatorów. Mieli małą dyskusję:

[K] - POZWĘ WAS! POŁAMAŁEM RĘKĘ! DOJADĘ WAS!
[O] - Podpisywał Pan regulamin?
[K] - NO I CO, ŻE PODPISAŁEM?! SKOŃCZENI JESTEŚCIE!
[O] - Więc widział Pan, że nie ponosimy odpowiedzialności za wypadki? Gwarantujemy opiekę medyczną i tyle. Biegł Pan na własną odpowiedzialność.

K coś jeszcze się wydzierał, coś o jakichś przepisach ale organizator olał go ciepłym moczem i w akompaniamencie wyzwisk wrócił na stanowisko.

* Rodzaje maratonów z przeszkodami typu zasieki, ściany, basen z lodem czy drużyna rugbystów.

** Rekrut to bieg na 6 km z 30 przeszkodami, są jeszcze Intro, Classic, Hardkor i Ultra.

*** Elite to taka podkategoria powyższych trybów, gdzie liczy się czas. W normalnych chodzi bardziej o zabawę dlatego w Elite biorą udział goście ze świetną kondycją.

Runmageddon

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (116)
zarchiwizowany

#79444

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam.

Woodstock za pasem to i piekielności o nim się już pojawiają. Będzie o typach ludzi po usłyszeniu hasła "Woodstock"

I. "Siedlisko Piekła"
Jak sama nazwa wskazuje są to osoby bardzo religijne (naprawdę, paru znajomych z tej grupy codziennie chodzi do kościoła), które są święcie przekonane o złych wpływach Woodstocku na ludzi, którzy tam jadą. Opowiadają z obłędem w oczach o orgiach, sektach, samobójstwach i szprycowaniu się tym całym "gównem".
Przy okazji są próby nawrócenia mnie na wiarę mimo tego, że nie jestem ateistą a raczej deistą. Następnie obraza majestatu i wykluczenie mnie z grona znajomych i inne dodatki (jedna osoba obsmarowała mnie w swojej parafii).

II. "Mam wywalone, ale słuchaj"
Najbardziej denerwujący typ według mnie. Mówią, że ich to nie interesuje, Woodstock to nie ich klimat, impreza nie obchodzi. Mówią tak co chwilę, specjalnie zmienią temat, żeby o tym wspomnieć. Zaczynają zadawać pytania o Woodzie, żeby potem stwierdzić "I tak mnie to nie obchodzi".

III. "Co ty wiesz o Woodstockowaniu?"
Weterani Woodstocku, którzy muszą Ci uświadomić, jak niewiele o nim wiesz. "Co z tego że jesteś 5, 10 ,20 raz? Musimy Ci wmówić, że nic nie wiesz". Perełką była osoba, która była 2 razy a kłóciła się ze znajomym, który był na wszystkich.

IV. "O K*RWA, JESTEŚ BRUDASEM"
Nie ja się z taką osobą zetknąłem, ale kuzyn. Spotkał się z paczką znajomych w knajpie i zaczęli snuć plany na wakacje. Wtem kuzyn wypowiedział brzemienne w skutkach słowa "Ja mam zamiar być na Woodstocku". Maszyna zagłady ruszyła, puszka a raczej studnia Pandory została otwarta. Jakiś facet typu "dres" (Siłownia, słaby rap z telefonu [swoją drogą, kto słucha muzyki z własnego odtwarzacza w knajpie?], łysa głowa i bluza JP 100%) chyba podsłuchiwał ich rozmowę, bo z ryjem doskoczył do kuzyna, zwyzywał od brudasów (kuzyn nie jest metalem, po prostu lubi mocną muzykę. Częściej go widuję w garniturze niż w normalnych ciuchach.), meneli, paru innych typów i wyszedł.

Stereotypy o Woodstocku są powielane w kościele, mediach i internecie. Zdjęcia są często kopiowane z innych imprez, ale z dopiskiem "WOODSTOCK", żeby podsycać nienawiść bo inaczej tego nie da się nazwać. Wybieram się po raz pierwszy, ale nie mam awersji, a wręcz przeciwnie. Wolę wierzyć na słowo osobą, które znam i które były (a nikt nie narzekał po powrocie) niż "informacją" z internetu.

Woodstock

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (23)

#78400

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z dzisiaj.

Wybrałem się do sklepu, coby kupić sobie coś słodkiego. Rzeczy wybrane, staję w kolejce. Parę osób przede mną pan kłóci się z kasjerką, bo on nie będzie podawał zgrzewki składającej się z ośmiu półtoralitrowych butelek, bo ciężkie (czyli szczupła i mała kasjerka na pewno da radę i jeszcze parę razy podrzuci). Kasjerka z trudem wyciągnęła, skasowała i tu byłby koniec, gdyby nie następujący dialog:

Pan (cichutkim szeptem, wyraźnie zawstydzony): Jeszcze prezerwatywy.
Kasjerka (na cały sklep): Niestety mamy tylko JEDEN RODZAJ PREZERWATYW!

Ludzie w kolejce się chichrają, mnie aż kaszel złapał.

Pan rzucił tylko: "Ja pie*dolę", zabrał zakupy i pędem wybiegł ze sklepu.

sklepy

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 252 (298)

#78381

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj z treningów.

Z racji tego, że walczyć wręcz lubię tak samo jak strzelać z łuku, czasami chodzę na treningi sympatyków* z moim znajomym, który jest ich trenerem. Głównie pilnuję bezpieczeństwa, ale raz czy dwa zdarza mi się strzelać lekkimi łukami.

Treningi prowadzimy na boisku szkolnym. Dostaliśmy zgodę od dyrektora pod warunkiem, że będą odbywać się tylko w soboty i zadbamy o bezpieczeństwo. Jak z terminami nie ma problemów to z bezpieczeństwem co innego, nieważne jak zabezpieczysz, ktoś i tak zrobi głupotę. No, po tym wstępie opiszę parę wydarzeń.

I.
Często mamy widzów. Ot, dzieciak ewentualnie tata (jeśli przyszły matki to tylko za namową dziatwy) zobaczy jak strzelamy i przyjdzie popatrzeć. Nie przeszkadza nam to, dopóki goście nie przekroczą taśmy, która jest obwiązana dookoła pola. Zazwyczaj rodzic pilnuję dziecka lub zapyta czy można podejść bliżej.

Nic jednak nie przebije Ojca Roku. Przyszedł z dzieckiem 3 może 4 letnim, stoi w oddaleniu od taśmy, więc nam nie przeszkadza. Robimy przerwę, Ojciec podchodzi z dzieckiem i zadaje klasyczne pytania co robimy, dlaczego, czy fajne itp. Znajomy nagle patrzy - dzieciaka nie ma. Odwracamy się w stronę słomianki nabitej strzałami, a tam dzieciak siedzi z tyłu i ciągnie za podpory. Słomianka się chwieje, dzieciak szarpie mocniej. Znajomy krótki sprint, ciągnie słomiankę do siebie i bierze dzieciaka. Ojciec nie widzi nic złego, "Michałek chciał się tylko pobawić". Szkoda, że ta zabawa mogła w najlepszym wypadku kosztować oko.

II.
Czasem ktoś z młodych przyprowadza kolegę, bo on ciekawy, chciał spróbować lub on umie. Na początku zapoznajemy takich z BHP, poprawnym naciągiem i dajemy łuki do wybrania.

Raz przyszedł delikwent. Z łuku "szczylo" jak to ujął, na turniejach był. Ok, BHP pokazane, naciąg sam umie, łuk wybrał 18** i dajesz. Poszła 1 seria, 2 i widzimy, że D coś umie. Znajomy ucieszony, może kolejny łucznik do drużyny, bo tych jak na lekarstwo u nas. Robimy przerwę, idę wyjmować strzały, parę na ziemi to się schyliłem. I nagle świst. Wstałem, spojrzałem na słomiankę i widzę, że na wysokości kręgosłupa wbita strzała. Słabo przed oczami, odwracam się, a Znajomy biegnie bordowy do delikwenta, który naciąga kolejną strzałę. Został wywalony na kopach z wilczym biletem, młodzi jak kogoś przyprowadzą to robimy test.

III.
Mój faworyt jeśli chodzi o głupotę. Nie było to u sympatyków. Przyszedłem pewnego razu, widzę nową twarz, pytam kolegi kogo przyniosło. "Odzysk***, sprawdzamy czy się nadaje". Dobra, przyglądam się mu uważnie, bo z odzysku zawsze coś odwalą. Nie minęła godzina, stoi odzysk z łukiem, strzałą i mówi - Gramy w odważnego! I posyła strzałę w górę. Powiem tak, debil ma szczęście, że stał pod drzewem i wbił strzałę w gałąź. Czasami jesteśmy wyrozumiali dla tych co zagrażają sobie i po rekonwalescencji wracają, ale taki idiota nie ma prawa dotykać nawet noża do masła. Po spacyfikowaniu poinformowaliśmy policję, ona go zabrała, daliśmy zeznania i więcej go nie widzieliśmy.

A teraz gwoli wyjaśnienia:
* - Sympatykami nazywamy ludzi przed 18 rokiem, którzy są zainteresowani dołączeniem do drużyny lub po prostu strzelaniem.

** - Siła naciągu łuku. Sympatycy mają maksymalnie 15, chyba że ktoś dobrze ogarnia, to wtedy dostaje maks 20.

*** - Z odzysku czyli wywalony z innej drużyny nam podobnej. Z odzysku mamy kilku bardzo dobrze rokujących ludzi wywalonych za jednorazowe błędy.

Szkoła Trening

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (168)
zarchiwizowany
Witam. Dzisiaj smutno bo sytuacja z pogrzebu.

W niedzielę zmarła moja znajoma. Trafiła do szpitala przez dopalacze i mimo opieki lekarskiej po kilku dniach śpiączki serce przestało bić.

Pojechaliśmy do kościoła na mszę i tutaj trafiła mnie niesamowita piekielność ze strony księdza - o zmarłej opowiedział tylko kilka zdań! Po czym zaczął narzekać na politykę państwa, na rządzących krajem. Brat znajomej podszedł do księdza, zakrył dłonią mikrofon i prawdopodobnie opie*rzył go od dołu do góry. Ksiądz czerwony na twarzy coś wybąkał i wyszedł. Zastąpił go inny, który normalnie kontynuował.


Po mszy zabrano trumnę i podjechaliśmy na cmentarz dwoma autokarami. Tutaj po raz kolejny ukazała się piekielność, ale tym razem ze strony pewnych starszych kobiet siedzących za mną. Ja, siedząc obok siostry dziewczyny staram się ją pocieszać, kiedy do moich uszu dobiega taki dialog:

P1 - Wiesz, wczoraj zrobiłam pyszny serniczek, normalnie palce lizać. Dałam dla Tadka trochę i zjadł wszystko.

P2 - Naprawdę? Musisz mi dać przepis. Ja Mirkowi tylko szarlotkę robię bo nie lubi innych ciast.

Tak, panie rozmawiały w autokarze, który zmierzał na cmentarz o ciastach. Cholernych, nic nieznaczących ciastach. Najlepsze jest to, że nawet się nie kryły z rozmową, cały autokar słyszał o czym rozmawiały.

Myślałem, że mnie szlag trafi wtedy. Odwróciłem się i z podniesionym głosem zacząłem mówić:

J - Może przestaniecie gadać o ciastach? Trochę kultury okażecie.

P2 - A co ty nas pouczasz? Mówimy o czym chcemy.

P1 - Jeszcze podsłuchuje Haniu. Za grosz kultury.

J - Kultury? Może Panie nie zauważyły, ale jedziemy na cmentarz, obok mnie siedzi siostra zmarłej i ostatnie co chce słyszeć to rozmowy o pie*rzonych ciastach. (Tutaj już straciłem cierpliwość. Stąd wulgaryzm)

P1 - Jak się wyrażasz!? Jeszcze przy siostrze zmarłej! Szacunku do zmarłych nie masz!

(Tutaj zabrała głos siostra)

S - Niech się Pani zamknie. Po co Pani przyszła? W kościele rozmawia o ciuchach, tutaj o ciastach. Tak Pani jej okazuje szacunek? Niech Pani lepiej stąd wyjdzie.

P1 i P2 zaczęły coś bełkotać pod nosem, ja wstałem i poprosiłem kierowcę, żeby zatrzymał autokar i kazałem babom wyjść. Poparł mnie cały autokar i Panie z nieprzyjaznymi spojrzeniami na sobie wylazły z autokaru.


Dojechanie na cmentarz, procesja i pożegnania minęły w spokoju. Pań jak i pierwszego księdza już nie widziałem i nie chcę widzieć. Nie sądziłem, że nawet na pogrzebie z ludzi takie szuje wychodzą.

Pogrzeb

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 4 (110)

#77782

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji tego, że kilka dni temu zostałem osobą pełnoletnią, postanowiłem jak najszybciej oddać krew. Zachodzę do Centrum Krwiodawstwa, załatwiam wszystkie sprawy i wskakuję na fotel.

Podchodzi do mnie [P]iguła (inaczej nie da się opisać, dosłownie emanowała negatywnością) i "wysyła" komendy:

[P] - Siadać! Wyprostować! Podnieść!
[J] - Którą mam podnieść?
[P] - Prawa mówię! Powtarzać CZEBA? (czeba zostało wykrzyczane prosto w twarz).
[J] - Nie wystarczy, że obrócę wnętrzem do Pani?
[P] - NIE!

Lekko zrezygnowany podaję Pigule swoją ręczynę, a ona łapie w żelazny chwyt i zaczyna gnieść i uderzać otwartą dłonią w całe przedramię.
[J] - Może Pani trochę delikatniej? Zaczyna mnie to boleć.
[P] - NIE MOGĘ!

Po kolejnych paru uderzeniach Piguła stwierdza, że żyłę już widać i zaczyna proces wprowadzenia igły. Pominę już pozostałe komendy i szczekanie na mnie, i przejdę do kulminacji.

Piguła wkłuwała się 9 razy! Za każdym razem nie trafiała w żyłę. Przy 8 razie krew już sączyła się z dziurek, co nie przeszkodziło jej narzekać jaką to ja mam rzadką krew, leje się jak woda. W końcu trafiła w żyłę, poruszała na boki (bolało jak cholera), stwierdziła że gotowe i zabrała się w siną dal, zostawiając mnie ze strużkami krwi cieknącymi z ręki. Inny pacjent dał mi chusteczki, żebym wytarł i tamował krew.

Oddanie tych 450ml (albo 1 litra, nie wiem ile upłynęło ze mnie) zabrało mi 30 minut i dodało parę wielkich sińców. Teraz przynajmniej wiem na przyszłość kogo unikać w RCK.

Krwiodawstwo

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (256)
zarchiwizowany

#77689

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam.

Dzisiaj wracając ze szkoły zostałem zwyzywany w autobusie przez jakiegoś dziadka od pedałów, gejów i homofobów (chyba nie widział sprzeczności w tym połączeniu).

Zostałem tak okrzyknięty z powodu długości włosów moich jak i moich towarzyszy, choć w moim przypadku nie sięgają mi nawet do ramion, ale pseudo-kucyka da się stworzyć. Dziadzia zaczął się rozkręcać, że za jego czasów to byli albo łysi, albo na jeża i jął kontynuować swoją litanię tym, że długowłosi to pedały, geje i homofoby bez honoru, którzy na wojnie od razu się poddają dla przeciwników.

Lekko mnie zdenerwował, bo nie znoszę jak ktoś jeździ po moich znajomych więc piekielnie zapytałem się go czy w Auschwitz żył, że byli tylko łysi i na jeża. Dziadek się zasapał i zamilknął, a my jechaliśmy w nieprzyjemnej atmosferze.

Dziadek

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (31)

#77606

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio byłem u lekarza kontynuować leczenie kontuzjowanej nogi i opiszę w jaki sposób została uszkodzona.

Posiadam ja psa, a raczej bydle (nazywane tak przez około 80% znajomych). Jest to mieszaniec mastiffa z nie wiem czym, bo właściciel, od którego przyjmowałem go za szczeniaka nie chciał nic powiedzieć. No ale trudno się mówi. Stał się członkiem rodziny i jest gdzieś na poziomie brata, którego nie miałem.

Moje bydle jest wielkie, rozpędza się jak lokomotywa (z poziomu ślimaka do tura, w sumie dyszy tak samo), lubi zabawy i nie znosi psów. Tu należy podkreślić, że do suk podejdzie i tyle , a na psy rzucał się od razu z pianą na pysku i nie da się go opanować. Po dłuższym czasie szkolenia jestem w stanie go uspokoić komendą oraz trzymać jeśli się szarpie, ale kiedy inny pies podejdzie to nie da się go kontrolować.

Dla bezpieczeństwa wyprowadzam go z samego rana i późnym wieczorem w kagańcu.

Po tym przydługim wstępie, pora przejść do problemu. W niedzielę stwierdziłem, że bydle z racji swojego wzorowego zachowania (upolował 4 krety) zasługuje na nagrodę, a mianowicie kość wołowa i pół dnia spaceru po lesie i polach. Jak z kością nie było problemu to ze spacerem katastrofa.

Będąc w środku lasu bydle coś wyczuło. Z racji tego, że w owym lesie jest mnóstwo zwierzyny (Jelenie, sarny, dziki) myślałem, że tylko poczuł zapach. Ale gdyby tak było, to bym tutaj nie pisał. Zaraz doszedł mnie dźwięk szczekania i przywoływanie psa. Podszedłem do swojego bydlęcia (w lesie biega luźno coby mi ręki swoim ciągnięciem nie urwał), zapiąłem go i zacząłem iść w kierunku domu kiedy nagle wyskoczył owczarek kaukaski (kto nie wie co to za rasa już tłumaczę: psy te są wielkie, włochate, a nietresowane są niebezpieczne z racji swoich gabarytów i skłonności do dominacji, dlatego są odradzane nowicjuszom).

Oczywiście bydle (moje) zaczęło się jeżyć, drugie bydle tak samo. Próbuje uspokoić swojego psa i w tym momencie przybiega właścicielka kaukaza. Babka mniejsza i chudsza ode mnie (A ja mam zawrotne 1.73 przy 65 kg). W przerwach między uspokajaniem psa mówię kobiecie, żeby zabrała kaukaza bo zaraz się pogryzą (moje bydle nie miało kagańca - też w nagrodę i wiem, że jest to głupie), a ona twierdzi, że tylko się drażnią!

Co z tego, że jeden na drugiego patrzy z żądzą mordu a ja już bydle trzymam przy szyi. Babka łaskawie podchodzi do kaukaza, wyjmuje z kieszeni smycz (czyli musiała go puścić luzem) i zapina psa. W tym momencie psy jak na komendę rzuciły się na siebie, a ja pociągnąłem swojego do tyłu, łudząc się że to pomoże. Zamierzenie niby dobre tylko nie przemyślałem jednego: że kaukaz obierze bliższy cel.

Po wykonaniu mojego genialnego planu zostałem rzucony na ziemię, a kaukaz ugryzł mnie w udo (chociaż mógłbym użyć tutaj wulgaryzmu, który bardziej jest na miejscu). Krzyk jaki się ze mnie wydostał chyba pół gminy słyszało. Kaukaz mnie ciągnie, ja wyję z bólu, bydle skacze na kaukaza, a babka płacze.

To był chyba pierwszy raz, kiedy cieszyłem się, że bydle tak nienawidzi samców. Nie dość że zaczął go gryźć gdzie popadnie, to jeszcze zrzucił go ze mnie. Odczołgałem się trochę, wyciągnąłem gaz pieprzowy (miałem go zamiast noża) i rozpyliłem w stronę psów. I tyle pamiętam.

Obudziłem się w szpitalu już po operacji. Lekarz, który mnie zszywał przyznał, że pierwszy raz widział taką ranę spowodowaną przez psa. Zacząłem zadawać pytania i się dowiedziałem:

Psy uciekły w siną dal, bydle wróciło do domu, a kaukaz nie wiadomo. Babka zadzwoniła po pomoc i przetransportowali mnie z marszu na salę operacyjną przez ryzyko zakażenia.

Ze szpitala wyszedłem po tygodniu o kulach. Sprawę skierowałem do sądu. Okazało się, że babka nie miała papierów zezwalających na utrzymanie kaukaza, więc został jej odebrany. Nie wiem czy go uśpili czy dali na jakąś resocjalizacje.

Tak więc minęło od tej sytuacji już z 5 miesięcy, a noga wciąż jest leczona.

Pies

Skomentuj (74) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 230 (284)

1