Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

andtwo

Zamieszcza historie od: 13 grudnia 2016 - 19:11
Ostatnio: 21 kwietnia 2018 - 11:08
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 470
  • Komentarzy: 24
  • Punktów za komentarze: 109
 

#81932

(PW) ·
| Do ulubionych
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, cz. 1.


Razem z [S]iostrą przeżyłyśmy wiele trudnych chwil, byłyśmy właściwie zdane same na siebie, kłóciłyśmy się i obrażałyśmy na siebie często, ale lubiłyśmy swoje towarzystwo. Albo ja lubiłam, a siostra to wykorzystywała.

Obecnie nie utrzymujemy kontaktu. Nie z powodów wymienionych poniżej, ale myślę, że już one są wystarczającym powodem, aby trzymać się od tego typu człowieka z daleka, jeśli tylko jest taka możliwość. W historii gościnnie występuje mój wtedy [N]arzeczony, dziś mąż.
Sytuacje miały miejsce na przestrzeni kilku lat.

SAMOCHÓD

Miałyśmy wspólny samochód od dziadka. [S] w nim nie sprzątała, ani go nie myła. Nie jeździła na wymianę kół (bo "przecież Ty jeździsz zawsze, to mechanik już Cię zna"), nie jeździła na przeglądy, nigdy.

1. Nie raczyła odśnieżać wjazdu do garażu (bez odśnieżenia nie było opcji wyjechania), bo ona auta nie potrzebuje. Więc odśnieżałam ja. Godzinę po odśnieżeniu samochód był jej super hiper mega potrzebny. I krzyk, bo jej kluczyków nie chcę dać (w końcu dawałam).

2. [S] była STUDENTKĄ, nie będzie więc na zajęcia jeździć pociągiem, tylko autem. I chyba mnie pogrzało, że ona ma tankować za swoje. I co z tego, że jednorazowa podróż tam-powrót kosztuje 30 zł, od dziadka weźmie na benzynę (jak jeszcze żył). Jaka szkoda, że z tak ekonomicznym podejściem studia zakończyła na etapie 2-go roku, na najłatwiejszym wydziale. A ja głupia całe studia pociągiem jeździłam, bo szybciej, niż autem i tanio (oczywiście też mi się zdarzyło raz na jakiś czas jechać autem, częściej szkoda mi było pieniędzy- i moich, i dziadkowych).

3. Samochód na benzynę, palił jak smok, więc kiedy zaczęłam pracować i częściej autem jeździć, zaproponowałam [S] założenie gazu (dziadek już nie żył i nie miał kto za [S] tankować). Pomysł się nie spodobał, bo "gaz powoduje, że auto traci na mocy". Na nic tłumaczenia, że 15-letnie auto z silnikiem 1,4 nie ma gdzie stracić na mocy, a 10 litrów benzyny na 100 km to naprawdę dużo. W końcu stwierdziła "rób co chcesz". Gaz założyłam. [S] nigdy się nie dorzuciła, ale nagle samochód był jej 3 razy częściej potrzebny, niż wcześniej.

4. Samochód stary, wymagał pilnego i generalnego remontu, zaczął stwarzać zagrożenie na drodze, a także zbliżał się koniec przeglądu. [S] o tym wiedziała.
Pojechałam do mechanika. Werdykt: 1600 zł. Dodatkowo postanowiłam naprawić klimę, bo latem nie dało się wytrzymać. Z [S] co lato była mowa, jak by to było super znowu mieć klimę.
Autko odebrane, przegląd podbity, po połowę kasy zwróciłam się do siostry.
Wywiązała się mniej więcej taka rozmowa:
[S] ja za żadną naprawę nie będę płacić, bo prawie w ogóle nie jeżdżę autem
[J] A czym w takim razie do tej pory do roboty jeździłaś?
[S] A z jakiej racji ja mam płacić za klimę? ja klimy nie potrzebuję
[J] Ok, za klimę nie musisz mi zwracać, ale jak będziesz używać, to zwrócisz, proste
[S] Nie będziesz sobie ustalać zasad

Potem stwierdziła, że za naprawę też jednak nie zapłaci, a ja zdecydowałam więcej się nie dawać wykorzystywać, więc zabrałam kluczyki. Krzyków i wyzwisk nie było końca. Poinformowałam [S], że skoro nie stać jej na utrzymanie samochodu, to jeździć nim nie będzie i ma mi swoją połowę sprzedać - o auto nigdy nie dbała, wszystko przy nim robiłam ja.
Postanowiłam wykorzystać też fakt, że [S] od miesięcy była mi winna pieniądze, akurat połowę wartości auta (wartości przed naprawą). Auto w końcu mi sprzedała, nie miała wyjścia. I pewnie stwierdzicie, że w tej sytuacji to ja byłam piekielna, ale spróbujcie postawić się na moim miejscu, albo poczekajcie z oceną do końca historii.

DOM

Najpierw zmarła babcia, potem ojciec, na końcu dziadek. Matka z nami nie mieszkała. Dom od lat zaniedbany. Ojciec domem w ogóle się nie zajmował, dziadkowie za starzy, ja robiłam, co byłam w stanie.

1. Miałyśmy ustalony grafik palenia w piecu. Za [S] często palił jej chłopak. Ale kiedy za mnie czasami palił [N], to oczywiście to jest niesprawiedliwe i palenie [N] się nie liczy. A kiedy [N] się wprowadził, stwierdziła, że w ogóle
palić w piecu nie będzie, bo jej to nie potrzebne, więc jak chcemy, to sobie sami możemy palić. Myślała, że nie da się odciąć jej grzejników od ciepła. Jak jej tyłek przemarzł przez jedną noc, grafik znów zaczął obowiązywać :) Ale
najpierw oczywiście była awantura, jakim prawem zablokowaliśmy jej grzejniki.

2. Zimą nie odśnieżała ani chodnika, ani placu, bo nie.

3. Trawnik kosiłam tylko ja, bo [S] skoszony trawnik nie jest potrzebny.

4. Segregacją śmieci zajmowałam się ja, od [S] wymagałam ich wystawiania przed dom co drugi miesiąc (na przemian ze mną). Wiecznie jej o tym przypominałam i musiałam się o to prosić. W pewnym momencie powiedziała, że ona ma w d... śmieci i nie będzie ich wystawiać (a produkowała je na potęgę).

5. Mycie schodów wejściowych, zamiatanie schodów do piwnicy i samej piwnicy - ona tego nie będzie robić, bo ja tego nie robię i kłamię, że to robię.

6. Mycie okien na święta. Okien dużo, nigdy się nie zdarzyło, żeby umyła swoją połowę. Po umyciu dwóch okien była zmęczona obowiązkami domowymi na kolejne 2 miesiące.

7. Zaproponowałam [S], żeby kupić wspólnie suszarkę na ubrania, taką najtańszą, za 30 zł. Ona tego nie potrzebuje. Ok, kupiłam sama. Suszarka najczęściej zajęta ciuchami [S], potrafiła nawet ściągnąć moje jeszcze mokre, żeby powiesić swoje. A jak jej zabroniłam suszarki używać, to wielka kłótnia na tematy 5 lat do tyłu.

8. Wraz z [N]arzeczonym wyremontowaliśmy dla siebie piętro. [S] bardzo mi zazdrościła, więc po rozmowie z [N] powiedziałam [S], że [N] może wyremontować jej część domu (parter). Zapytała, ile by ją to kosztowało. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że [N] nie wspominał o zapłacie, ale może mogłaby mu dać np. tysiąc zł?
To była tylko moja propozycja, generalnie powinna się dogadać z [N]. Miałby on skuć całą łazienkę, wyburzyć ściankę, zamurować drzwi, zerwać boazerię w kuchni i przedpokoju ze ścian, ściany przygotować pod malowanie, położyć podłogę w kuchni i przedpokoju, ewentualnie położyć płytki na ścianę w kuchni. Potem pewnie by jej meble poskręcał i inne pierdoły. [S] była oburzona, że w ogóle miałaby mu coś zapłacić, więc się nie zdecydowała.

9. Wiecznie musiałam szukać swoich ubrań i kosmetyków. Czasami moje rzeczy znajdowały się u jej koleżanek, bo pożyczała dalej. A jak raz na ruski rok się zdarzyło, że ja coś pożyczyłam, to wielka awantura.

10. Imprezy. Siedziało się najczęściej na poddaszu/ 2-gim piętrze, więc do drzwi wejściowych daleko. Goście [S] wychodzili grubo po północy, [S] nigdy ich nie odprowadzała do drzwi, a oni albo nie umieli, albo im się nie chciało ich
zamknąć. I tak przez pół nocy od ulicy można było podziwiać otwarte drzwi na oścież. Reakcja [S] na moje uwagi, żeby zamykała drzwi za ludźmi- "O co Ci chodzi, przecież nie ma co ukraść". Jedna dziewczyna poprosiła kiedyś o odprowadzenie do drzwi, bo była pierwszy raz. Usłyszała "nie no dasz radę sama".

11. Nie wiem, jak to wyglądało, kiedy nie było mnie w domu, ale kiedy byłam, [S] nigdy nie reagowała na dzwonek do drzwi. Za każdym razem słyszałam "sama idź otworzyć". Nie ważne, że byłam w toalecie, albo gdzieś się szykowałam i
byłam w bieliźnie.

12. Widzieliście u kogoś, z wewnątrz lub z zewnątrz, odsuniętą prawie do połowy firankę w oknie? Ja nie widziałam. Na swoim piętrze [S] postawiła na parapecie od strony drogi radio. Przez to firanka wiecznie była na 3/4 okna. Z zewnątrz wyglądało to jak w melinie. Poprawiałam ja. Mówiłam raz, drugi, trzeci, do jasnej ciasnej, nie może tej firanki poprawić po włączeniu/ wyłączeniu radia? I czy w ogóle jej przesuwanie jest konieczne? Jak grochem o ścianę. W końcu [N] się wkurzył, radio schował (radio wspólne). Reakcja? G...o nas to powinno obchodzić, bo to jej część domu. Racja, ale z zewnątrz nigdzie nie jest napisane, że to jej część, a ja nie mam ochoty na opinię niechluja.

13. Pewnego dnia zgubiła indeks (a był jej pilnie potrzebny). Krzyki na pół ulicy, że to wina moja i jej ówczesnego chłopaka, absolutnie nie jej. I że w takim razie mamy pomóc jej szukać.

14. Wiecznie się kłóciłyśmy, że ta druga nic nie sprząta w domu. Więc zakładałyśmy plik, w którym każda miała zapisywać wszystko, co w danym dniu zrobiła. Kiedy po miesiącu się okazywało, że jednak ja robię znacznie więcej, to [S] stwierdzała, że ona połowy nie wpisała, bo zapomniała, a w ogóle to prowadzenie pliku jest bez sensu. I tak kilka razy.

15. Kiedy nie odbierałam od [S] telefonu i nie oddzwaniałam w ciągu 5 minut, miała wielkie pretensje. Kiedy nie odebrałam telefonu i od razu oddzwaniałam, w 99% przypadków nie odbierała. Nie odbierała też przez kolejne pół godziny. Kiedy jej to wypominałam, słyszałam: "ojejku jejku, hehe". Chciała mi wmówić, że dostaje raporty, że przeczytałam smsa od niej.

16. Niszczyła dosłownie wszystko, co tylko wzięła do ręki. Kiedy potrzaskała moją kolejną wysoką szklankę (chyba dwunaste z kolei szkło), zażądałam, aby odkupiła mi komplet 6 kieliszków do wina, najtańszy jaki będzie w sklepie. [S] nic mi nie będzie odkupywać, bo ona tą szklankę normalnie postawiła, ale szklanka się przesunęła i sama potrzaskała. Nigdy nie odkupowała rzeczy wspólnych, które zniszczyła, ale kieliszki udało mi się wyegzekwować.

Kiedy wymagałam od niej czegokolwiek związanego z domem, za każdym razem kończyło się kłótnią, krzykiem i poinformowaniem mnie, że "nie jestem jej matką, żeby jej rozkazywać".

Awantur było coraz więcej, w końcu [S] stwierdziła, że ze mną mieszkać się nie da, więc wyprowadziła się do najbliższego miasta. Jej zdaniem przez moje zachowanie wyrzuciłam ją z jej własnego domu.

Później zażądała, żebym płaciła jej czynsz za mieszkanie w naszym domu. Mój argument, że mieszkam w swojej połowie, a nie w jej, dotarł za trzecim razem.

Wnioski:
- jeśli ktoś wiecznie wam powtarza, że kłamiecie, a wiecie, że mówicie prawdę, to znaczy, że ta osoba kłamie bardzo często
- jeśli pokażecie, że wam na czymś zależy, egoista zawsze to wykorzysta przeciwko wam
- jeśli z kimś się kłócicie, a ta osoba zaczyna wyciągać stare kłótnie z waszej winy, niepowiązane z aktualną kłótnią, to znaczy, że wie o swojej winie, ale za wszelką cenę chce to ukryć.

rodzina

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (155)

#81837

(PW) ·
| Do ulubionych
O sprzedaży działki.

[B]rat mój miał działkę, a dokładniej to połowę dość małej działki. Druga połowa należała do obcego nam starszego małżeństwa (na potrzeby historii Kowalskich), którą to połowę zakupili jakiś rok wcześniej.

Kowalscy postanowili kupić także część działki od brata, bo bez niej nie mieli możliwości zrobić/ postawić czegokolwiek na już posiadanym kawałku. W tej sprawie Kowalscy przyszli do mnie (brat od lat mieszka za granicą i przylatuje do Polski tylko jeśli musi).

Wzięłam od Kowalskich numer telefonu, a następnie poinformowałam brata o możliwości sprzedaży działki. Brat stwierdził, że chętnie działkę sprzeda i żebym wszystko załatwiła. Nie chciał, żebym podała Kowalskim jego numer telefonu. Na załatwienie wszystkiego, co trzeba przy sprzedaży działki się zgodziłam. Myślałam, że będzie miło i przyjemnie, jednak musiałam się użerać z co chwilę dzwoniącymi Kowalskimi (niedziela wieczór? świetny moment, żeby po raz setny zadzwonić i zapytać, kiedy brat przyleci) i bratem, który nie potrafił się określić, kiedy może przylecieć podpisać umowę przedwstępną.

Działka została wyceniona na 10 tys. Z bratem ustaliliśmy kwotę sprzedaży 15 tys., aby zwróciły się koszty jego dwóch lotów do Polski (na podpisanie umowy przedwstępnej i tej właściwej) oraz koszty dokumentów, mojego jeżdżenia, wyceny. Ważny też był fakt, że Kowalskim na działce zależało (bo już kupili pierwszą część).

Kowalscy o cenie poinformowani telefonicznie, na co oni, że by chcieli za 12 tys. Ja twardo przy swoim, więc „dobra-dobra, dogadamy temat przy podpisywaniu umowy przedwstępnej". Brata oczywiście poinformowałam, za ile Kowalscy chcą działkę kupić, w odpowiedzi usłyszałam, że nie ma takiej opcji, ma być 15 i koniec kropka.

Brat przyleciał podpisać umowę przedwstępną, pojechaliśmy do Kowalskich, siadamy we czwórkę przy stole.

Zaczynam ja, jako że miałam wypełnić umowę o właściwe dane:
[J] Cena działki pozostaje taka, jak informowałam, czyli 15 tys.
[K] No my byśmy jednak chcieli kupić za 12 tys (negocjacje, wiadomo).
I tu oczy Kowalskich skierowane zostały na właściciela działki, czyli mojego brata.
[B] "Niech będzie za te 12 tys., nie będę się przecież kłócił o jakieś 200 euro" (tak, wiem, że 200 euro to nie 3 tys., brat po prostu chciał podkreślić, że nie ma co się kłócić o małą kwotę, jak by powiedział 700 euro, już by tak lekko nie zabrzmiało).
[Ja wtf?] Yyy, jesteś pewien?
[B] No tak, nie ma co przeciągać.
[K] Tak-tak, w końcu to [B] jest właścicielem i z nim rozmawiamy.

Ostatnie zdanie Kowalski wypowiedział niesamowicie piskliwym tonem, świadczącym o wysokim poziomie podniecenia. Wcale mu się nie dziwiłam, ale ciśnienie miałam wysokie.

Nastąpiła dłuższa chwila przerwy z mojej strony, w końcu pozbierałam szczękę z podłogi i umowę wypełniłam. Na 12 tys.

Wsiadamy do auta. Już mam pytać brata, co to kur.. było, a on:
[B] Kur.. cena miała być 15 tys.! ładnie zje...aś!
[J] Chłopie, a czego się spodziewałeś?! że nie będą próbować negocjować?! I po kiego od razu zaklepałeś ich cenę, zamiast samemu negocjować?!
[B] Kur.. ja myślałem, że wchodzimy, podpisujemy i wychodzimy, że cena jest dogadana! Ja nie umiem negocjować, przez Ciebie straciłem 3 tys!
[J] Trzeba było to powiedzieć przed spotkaniem, albo choćby już na spotkaniu „siostra, ty negocjuj", cokolwiek, byle nie zgadzać się na starcie na ich cenę!

I tak się wymienialiśmy uwagami do jego wylotu, oboje bardzo mądrzy po fakcie.

Ta sytuacja miała miejsce kilka lat temu, ale do dzisiaj mam do siebie ogromne pretensje, że pozwoliłam, aby tak to się potoczyło, mimo, że to nie moja działka i nie moje pieniądze.
Brat za załatwienie sprzedaży tej działki tysiaka mi odpalił (po odjęciu jeżdżenia i kosztów dokumentów na czysto miałam połowę, więc niby ok, ale te pieniądze nie były warte moich nerwów).

Brat jest starszy ode mnie o 5 lat. Zaraz po sprzedaży działki poinformowałam brata, że nigdy więcej nie będę jego pośrednikiem w sprzedaży czegokolwiek. Do dzisiaj brat ma do mnie pretensje o tę sytuację. Obecnie nie utrzymujemy kontaktu ze względu na dom, który jego nie był i nie jest, ale to temat na inną historię.

Sprzedaż działki

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (130)

#81718

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy umowę na telefon stacjonarny na czas nieokreślony.

Jako osoba decyzyjna jestem podana ja, wraz z moim numerem telefonu.
Umowa na dziadka Antka, już nieżyjącego.
Niebawem będę telefon likwidować z przyczyn oczywistych (co powinnam zrobić już dawno, ale to nie jest istotne :)).

Dzwoni [K]onsultantka.
[K] Dzień dobry, nazywam się..., dzwonię z firmy..., chciałabym rozmawiać z Panem Antonim.
[J] Dzień dobry, jestem osobą decyzyjną, w jakiej sprawie Pani dzwoni?
[K] Obecnie mają Państwo umowę na czas nieokreślony, chciałabym podpisać umowę na czas określony (dosłownie tak powiedziała).
[J] Wie Pani, nie będziemy podpisywać żadnej umowy, będę całkowicie likwidować telefon.
[K z lekkim prychnięciem] Ja sobie na ten temat porozmawiam z Panem Antonim, do widzenia.

Z takim podejściem konsultanta nie spotkałam się nigdy, a i oni myślę, że inaczej podchodzili do tematu, dzwoniąc do ponad 80-letniego klienta. Nigdy też nie miałam problemu, żeby za dziadka wszystko załatwić, a ci bardziej gorliwi konsultanci po minucie rozmowy z dziadkiem prosili, abym zabrała dziadkowi słuchawkę (był głuchy jak pień :D).

call center

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (144)

#80671

(PW) ·
| Do ulubionych
Osoby do pracy z polecenia.

Historia 1.
Kończyłam roczny staż w bardzo dobrym zakładzie produkcyjnym - praca biurowa, świetne warunki, wspominam bardzo miło :) Mój przełożony nie mógł znaleźć nikogo na moje miejsce, więc zapytał, czy nie mam koleżanki bez pracy. Lubię pomagać innym, sama chciałabym dostać taką szansę, więc zaczęłam pytać znajomych. W końcu znalazłam jedną dziewczynę, koleżankę koleżanki mojej siostry (przyjmijmy Ania). Podrasowałam jej CV, przesłałam do szefa, rozmowa na drugi dzień o 13:00. Ania zachwycona, tak długo nie mogła nic znaleźć, bardzo jest mi wdzięczna. Ja szczęśliwa, bo komuś pomogłam :)

Nadszedł drugi dzień, godzina 13:00. Ania nie została wpuszczona na teren zakładu, alkomat wskazał spożycie alkoholu (sprawdzają każdą nową osobę). Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Szef tylko zapytał "andtwo, kogo Ty mi poleciłaś...". Co za wstyd! I podjęłam decyzję - nigdy więcej załatwiania komuś pracy!
Godz. 13:15, dzwoni zapłakana Ania. Ona tylko się syropu na kaszel napiła, bo ze stresu jej zaschło w gardle! Może da się coś jeszcze zrobić? Nie, nie da.

Historia 2.
Minęło kilka lat. Wkrótce opuszczam swój obecny zakład. Zakład nie może znaleźć nikogo na moje miejsce, a zakres obowiązków dla dwóch osób. I znów padło pytanie: może mam kogoś godnego polecenia?
Kurczę no, mam dwie dobre koleżanki. Jednej marzy się praca biurowa (przyjmijmy K1), ale nie ma żadnego doświadczenia, studiuje zaocznie, lat 25. Drugiej marzy się praca biurowa, ale nie może być monotonna (przyjmijmy K2), z rocznym doświadczeniem, po studiach, lat 30.
Postanowiłam zapomnieć o swoim postanowieniu. Przecież im zależy, znam je, chcą zdobywać doświadczenie i piąć się po szczeblach kariery! Tylko tak ciężko zacząć... Zaproponowałam im pracę. Obie zachwycone, z obiema przez godzinę wisiałam na telefonie, chciały wiedzieć wszystko ;) CV obu dziewczyn wysłałam.
K1. Dostała telefon, rozmowa na drugi dzień i pyk! zatrudniona :)
K2. Tu zaczęły się komplikacje:

Rozmowa 1:
K2: Wiesz co, ja teraz mam dużo rzeczy do załatwienia, bardziej by mi tak za 2 tygodnie pasowało. W sumie, jeśli ta praca ma być moja, to na mnie poczeka, hehe.
J: Aha, ale wiesz co, na rozmowę możesz iść, to też nie jest tak, że na 100% ją dostaniesz. A jak masz ją dostać, to powiedz na rozmowie, że możesz zacząć za 2 tygodnie.

Rozmowa 2:
K2: No zaprosili na rozmowę, ale czy ja się do tego nadaję?
J: Chciałaś pracę, w której nie będziesz się nudzić, tam na pewno nie będziesz :)
K2: Ale lipa, że urlop jest ustalony odgórnie.
J: Cóż, w zakładach produkcyjnych tak bywa, ale z góry wiesz kiedy i urlop pewny, zawsze w lipcu.
K2: Ale wiesz co, bo ja chciałam w przyszłym roku w listopadzie jechać na wczasy, dadzą mi urlop?
J: (!?) Jeśli ogarniesz swoją robotę, to myślę, że tydzień urlopu dostaniesz.
K2: Ale ja chciałam na dwa tygodnie.
J: Dwa tygodnie urlopu w sierpniu, dwa tygodnie w listopadzie i masz 20 dni urlopu na 26 możliwych... Nie sądzę, żeby zakład się zgodził... Takie rzeczy, to chyba tylko przy prowadzeniu własnego biznesu :)

Mimo wszystko na rozmowę K2 się umówiła, na którą oczywiście nie przyszła, napisała mi jedynie sms: "Chora byłam i musiałam przełożyć, może za 3 dni uda mi się podjechać".
Nie wiem, czy tak też powiedziała w kadrach, ale nikt już na nią nie czeka.

Tak ciężko jest znaleźć dobrą pracę w naszym kraju, prawda?

Chyba niepotrzebnie uszczęśliwiam ludzi na siłę. Nigdy więcej!

Praca

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (193)

1