Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

arni90

Zamieszcza historie od: 30 czerwca 2012 - 22:19
Ostatnio: 26 lutego 2018 - 20:16
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 311
  • Komentarzy: 30
  • Punktów za komentarze: 12
 

#81348

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat, który poruszę będzie budził kontrowersje, niektórzy mnie zhejtują. Nie piszę tego w czyimś imieniu, tylko we własnym. To będą moje odczucia i przemyślenia.

Wiecie co jest prawdziwą piekielnością? Nie kurier, nie kanar czy pracownik infolinii. Oczywiście to są piekielności jednostek dotyczące innych jednostek. Według mnie prawdziwą piekielnością jest obecny świat. Podkreślam jeszcze raz, wypowiadam się w swoim własnym imieniu, nie w imieniu lewicowców, prawicowców, państwowców itp.

Zaczynamy od naszej ojczyzny. Politycy podzielili nas Polaków. Podzielili nie ze względów jakichś ideologii (chociaż częściowo to z tego wynika). Podzielili nas żeby ugrać kapitał polityczny. Robią to przez obsmarowanie kogoś, straszenie kimś itp. Nie ma w naszym kraju jakiejś partii, na którą mógłbym ze spokojem serca zagłosować. Podobają mi się niektóre pomysły z lewa jak i z prawa. W obecnej chwili kiedy powiem, że jakiś pomysł rządzących mi się podoba zostaje nazwany naziolem, katolem, itp. Kiedy powiem że podoba mi się pomysł opozycji, zostaję nazwany lemingiem, sługusem Niemców itp. Widzicie o co mi chodzi? Nieważne jakim człowiekiem jestem, ważne za kim jestem. Ludzie przez pryzmat polityki zaczynają na siebie spoglądać z pogardą. Lewa czy prawa strona ma swoje skrajne odmiany, tak było, jest i będzie. W tej chwili ludzie próbują każdego zaszufladkować. Jeszcze nie tak dawno nie było tego.

Świat.

Temat na czasie, czyli kto jest czemu winien? Nie chodzi mi o treść ustawy, która budzi kontrowersje (chociaż dla mnie nic tam kontrowersyjnego nie ma). Chodzi mi o reakcje zagranicznych mediów oraz naszych. Jak Norwegia/Francja (media) może zarzucać państwu polskiemu lub narodowi polskiemu kolaboracje z Niemcami? Rozumiem zarzut że byli Polacy którzy się z Niemcami układali, ale to nie był ogół społeczeństwa tylko jednostki. Niektórzy Żydzi też się kumali z Niemcami i jakoś nikt nie twierdzi że Żydzi są współwinni zagłady ich narodu. Jak Niemiecka gazeta może napisać „Polski obóz zagłady”?

Boli mnie też że w naszych czasach pojawia się kult Hitlera. Najgorsze jest w tym to że u nas też się ten kult pojawia. Jak może Polak oddawać hołd Hitlerowi?!?! Jeszcze o ile w Niemczech czy innych krajach osi można jakoś pokrętnie to zrozumieć (chęć bycia wielkim i silnym nie licząc się przy tym z innymi) to o tyle w Polsce jest to dla mnie niewyobrażalne. Jak można podziwiać kogoś kto gardzi tobą?!?!

Jak to w ogóle jest że każdy każdemu chce na siłę wpierać swoją racje, a gdy ktoś się nie da przekonać, to obrzuca się go wyzwiskami. Mówię tu nie o rzeczach które się tyczą ogółu (bo jakieś reguły są potrzebne), tylko o sporach, które dotyczą indywidualnych preferencji, np: spór o to czy ktoś ma być veganem lub ma jeść mięso i pić mleko. Inny przykład homoseksualistów. Niech sobie będą, zawsze byli, z jakiej racji ktoś komuś może zabronić w domu penetrować kiszkę koledze. Z drugiej strony jak homoseksualista może ode mnie wymagać żeby go akceptować, nie mówię tu o tolerowaniu, bo tolerować go muszę (jego sprawa). Ja myślę swoje ty myśl swoje i koniec. Może się komuś nie podobać moja brzydka twarz? MOŻE. Może nie podobać mi się murzynka/Azjatka/Europejka? MOŻE. Byle bym jej/jego z tego powodu nie obrażał.

Takich przykładów jest dużo, dużo więcej. Kiedyś wydaje mi się, że więcej ludzi było jednomyślnych, społeczeństwa nie były tak podzielone. Co się dzieje z obecnym światem?

PS. Zdaje sobie sprawę, że mogę nie mieć racji. Niektóre argumenty mogą do kogoś nie trafiać, ale póki nikogo nie obrażam, mogę myśleć co chcę.

Świat

Skomentuj (64) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (325)

#79924

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam.

Historia o piekielnym ubezpieczycielu (rzeczna nazwa). Będzie długo ale jak najbardziej piekielnie.

Najpierw opis.
Dnia 31.07.2017 na jednym z parkingów Pan wjechał w moje auto które prowadziła żona. Oświadczenie z Panem spisane nie bez oporów sprawcy (był przekonany, że to wina mojej połowicy, na szczęście świadkowie przekonali go, że to właśnie on jest tutaj sprawcą). Moje auto to kombi z 2003r, samochód sprawcy to navara, różnica masy dosyć znaczna. Pan wsiadł do swojej navary i odjechał życząc zdrowia.

Moje autko natomiast odjechać już nie mogło. Uszkodzenia(co ważne dla dalszej części historii): oba błotniki, maska, zderzak (wystająca krawędź zderzaka z obrysu auta), oba reflektory pęknięte, zbiorniczek od spryskiwaczy, mocowanie chłodnicy, skrzywiony pas przedni, pęknięta pokrywa silnika, skrzywiona podłużnica, oraz sporo innych małych zaczepów i zatrzasków. Informuje szefa o sytuacji i lecę do mojej zapłakanej żony. Pojechaliśmy na pogotowie, luba ma przesunięte kręgi szyjne (czy jakoś tak nie pamiętam dokładnych nazw z opisu radiologa). Zszedł na to cały dzień. 1.08.2017 zgłaszam szkodę do ubezpieczyciela.

Przy zgłaszaniu szkody mówię od razu że chcę likwidacje szkody bez kosztowo czy jak to się tam zwie (naprawa auta bez mojego udziału), celowo nie podaje numeru konta żeby nie wysłali mi jakiegoś śmiesznego odszkodowania. Na infolinii przekazali mi listę serwisów gdzie auto mogę podstawić. Wybrałem toyotę. Pan na infolinii zgłoszenie przyjął oraz kazał czekać aż odezwie się rzeczoznawca. 4.08.2017 rzeczoznawca przyjechał fotki porobił i sobie pojechał.

6.08.2017 auto przewiozłem lawetą do serwisu toyoty. Jako że była to niedziela wszelkie papiery związane z serwisem toyoty załatwiłem w poniedziałek. 09.08.2017 w aplikacji mobilnej wyskakuje że warsztat wykonał oględziny. 12.08.2017 wziąłem auto zastępcze z firmy wypożyczającej.

Teraz zaczyna się historia właściwa. W między czasie dowiedziałem się od znajomego mechanika który widział zdjęcia auta że koszty naprawy będą przewyższać wartość auta czyli powinna być szkoda całkowita. Przez ostatnie dwa tygodnie sierpnia próbuje dodzwonić się do ubezpieczyciela czy coś już wiadomo w sprawie mojego samochodu.

28.08.2017 dzwoni firma od auta zastępczego czy wiadomo kiedy będę im chciał auto oddać. Pytają się ponieważ ubezpieczyciel w ciągu miesiąca powinien szkodę zlikwidować i wtedy jasne jest że auto zastępcze mi nie przysługuje. Również 28.08.2017 dostaję wiadomość na aplikacje w telefonie, że jest decyzja w sprawie mojej szkody. Otwieram i oczom nie wierzę. Uszkodzenia które wam opisałem na początku ubezpieczyciel wycenił na kwotę 3800 zł z groszami. Aż mi ciśnienie skoczyło. Mało tego na końcu pisma mi napisali, że wysłali mi już przekaz pocztowy z odszkodowaniem, mimo to, że zaznaczyłem, że nie chcę odszkodowania - chcę naprawione auto.

Dzwonię do toyoty czy oni coś o tym wiedzą (podpisałem z nimi upoważnienie z cesją na nich). Pan w toyocie zdziwiony chyba równie mocno jak ja. Powiedział mi, że przecież gołym okiem widać, że to jest szkoda całkowita i on sprawdzi co się działo w mojej sprawie. Oddzwania za chwilę i mówi, że od ponad dwóch tygodni wysyłają swój kosztorys do ubezpieczyciela z prośbą o decyzje co robimy z autem.

Najlepsze jest to, że wg ich kosztorysu naprawa auta będzie kosztować 22163 zł, czyli prawie sześciokrotnie więcej niż przyznał mi ubezpieczyciel mimo, że chciałem załatwić to bez kosztowo. Myślałem że zaraz tam kogoś zatłukę. Żona dzwoni na infolinie (ja byłem za bardzo wkur… żeby z nimi gadać), Pani na infolinii po usłyszeniu całej historii wielce zdziwiona pyta się „ALE O CO PANI CHODZI”, „W CZYM PROBLEM” oraz „DOBRZE W TAKIM RAZIE PROSZĘ NIE PRZYJMOWAĆ PRZEKAZU MY GO WYSLEMY DO TOYOTY I ONI PANSTWU TO AUTO NAPRAWIĄ” – BUAHAHAHA Dopłacą prawie 6 razy tyle, żeby mi auto naprawić które warte jest jakieś 10000 zł. 31.08.2017 warsztat dostał info od ubezpieczyciela, żeby nic przy aucie nie robili, bo będzie szkoda całkowita oraz w poniedziałek (04.09.2017) powinniśmy to dostać takową decyzje na aplikacje mobilną.

Oczywiście w poniedziałek nic mi nie przysłali. We wtorek 05.09.2017 dzwoni do nich żona, Pani na infolinii (już milsza tym razem) po wysłuchaniu opisu sprawy obiecała przekazać osobie odpowiedzialnej za naszą sprawę wiadomość, żeby się z nami skontaktował. Cała środa oczywiście nikt nie dzwoni, więc na wieczór dzwonie tym razem ja. Znowu tłumaczę całą sprawę od początku oraz pytam się co Pani widzi w systemie odnośnie mojej sprawy. Pani mi mówi, że widzi że został nam wysłany przekaz pocztowy oraz że odmówiliśmy przyjęcia. NOSZ KUR… JEGO MAC!!!. Mówi mi również, że dzisiaj dzwoniła do nich moja żona, co jest jakąś kpiną dzwoniła dnia poprzedniego czyli burdel w systemie nieziemski. Dzisiaj jest 07.09.2017 dalej nic oficjalnie nie wiem. Boje się, że ubezpieczyciel uzna, że sprawę załatwił przekazem i będę musiał zapłacić na auto zastępcze, które wg ich opinii mi się już nie należy. Coś czuję, że ta sprawa będzie się jeszcze długo ciągnęła.

Smaczek na koniec. Bratu jakiś czas temu wjechał gości w tyłek (brat miał megenke z 2005) uszkodzenia: pęknięty zderzak tylni oraz zarysowany przedni, czyli tylni do wymiany przedni do lakierowania. Brat dostał z link4 4 tys. zł odszkodowania (za 2100 auto naprawił) a za uszkodzenia mojego auta („rzeczny” duży ubezpieczyciel) wycenił na 3,8 tys. zł. Czy tylko mi tu coś nie pasuje?

cdn.

Edit: poprawiłem błędy wskazane w komentarzach.

Wrocław

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (119)
zarchiwizowany

#76973

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witam.

Na wstępie napiszę, że w miarę często jeżdżę S8. Poruszam się około (kiedy warunki pozwalają) 130km/h czasami koło 140km/h, ogólnie to co dozwolone + około 10km/h więcej, za to możecie mnie hejtować. Parę rzeczy doprowadza mnie do białej gorączki kiedy prowadzę.
Duża część kierowców jest w porządku ale niektórych mam ochotę rozszarpać. Tą drugą część (na szczęście są w mniejszości) należało by nazywać po imieniu czyli: baran, kretyn, idiota. W dalszej części tak właśnie będą nazywani.

Najpierw „TIROWCY”.
Jedziecie sobie te 130km/h, przed wami TIR w odległości 100-200m, za wami pusto. Puszczacie kierunek, zjeżdżacie na lewy pas a baran 50-30m przed wami zabiera się za wyprzedzanie tira którego ma przed sobą ponieważ porusza 3km/h szybciej. W takiej sytuacji mam ochotę gościa wyprzedzić i zrobić mu coś podobnego, tyle tylko że ja nie jestem psychopatą. Wiem że dla niego to się źle skończy. Naprawdę nie da się poczekać aż te 10s i wykonać bezpiecznie manewr? Tym bardziej że za mną nie ma nikogo na horyzoncie.
Następnie jadę jakąś wioską około 60km/h i taki idiota siedzi 1m od mojego zderzaka. Przecież to trzeba nie mieć za grosz rozumu. Jak ktoś mi wyskoczy z podporządkowanej bądź jakiś zabłąkany pieszy to co wtedy?

Teraz „osobówki”
Wyprzedzam kolumnę ciężarówek a jakiś kretyn siedzi mi na zderzaku i naparza długimi i klaksonem. Gdzie ja mam mu niby zjechać? Mam wcisnąć się miedzy dwa tiry czy przyspieszyć do 200km/h żeby idiota czasu nie tracił.
Gdy już minę kolumnę ciężarówek i odjadę już na jakąś bezpieczną odległość, zjeżdżam na prawy pas niech idiota jedzie. Co robi wtedy baran? Też zmienia pas na prawy, tylko jego tył mija się z moim przodem o 1-2m i robi to na tyle gwałtownie że zawału można dostać. Przy takich prędkościach nagła zmiana pasa może skutkować obróceniem barana (mimo że baran to fizyka go też dotyczy). Jest jeszcze odmiana turbo barana. Po wyprzedzeniu ciężarówek jak pisałem wyżej odjeżdżam na jakąś bezpieczna odległość i dopiero spadam na prawy. Turbo baran spieszy się na tyle że po wyminięciu ciężarówek zjeżdża na prawy i tym prawym pasem mnie wyprzedza! Wtedy przyprawia o zawał kierowcę tira. Turbo baran nie zna takiego pojęcia jak zasada ograniczonego zaufania (o tym że się prawym nie wyprzedza nawet nie wspomnę), on nie kuma że ktoś przed nim może nie popatrzeć w lusterka i zacząć zmieniać pas na prawy.
Są jeszcze idioci zbyt dumni żeby jechać za kimś (to muszą być te barany z tirów z pierwszego przykładu). Wyprzedzi Cię taki różnicą prędkości kilku km/h i od razu ładuje się na prawy pas. Wtedy ty musisz zwolnić, żeby zachować bezpieczny odstęp. Co zrobi jak zaskoczy go jakaś sytuacja po wyprzedzaniu (zwierzę czy jakiś patyk)? Da po heblach a ja nie będę mieć nawet czasu na reakcje.
Można jeździć bezpiecznie i rozsądnie, a i tak jakiś baran, idiota, kretyn Cię zabije.

Na koniec kilka pytań:
1. Do kierowców Ciężarówek. Widzicie wśród swoich takie zachowania i jeżeli tak to co o nich myślicie?
2. Do wszystkich. Macie też takie doświadczenia czy tylko ja mam takiego pecha?
3. Do wszystkich. Mimo że ekspresówek i autostrad przybywa nie macie wrażenia że jakaś część kierowców uparcie nie uczy się z nich korzystać?

Polska

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (113)

1