Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

atheo

Zamieszcza historie od: 21 marca 2011 - 7:52
Ostatnio: 1 listopada 2017 - 21:59
O sobie:

Ot jestem :)

  • Historii na głównej: 6 z 9
  • Punktów za historie: 2127
  • Komentarzy: 163
  • Punktów za komentarze: 738
 
zarchiwizowany

#80348

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia nie jest moja, ale znajomego, piekielni w niej są chyba wszyscy.
Parking, mój znajomy, prawdziwy mistrz kierownicy, zajechał drogę kobiecie, mając ją z prawej. No ewidentne wymuszenie pierwszeństwa. Ale okazało się że kobieta nie posiada przy sobie prawa jazdy. A uderzenie było na tyle mocne, że auto znajomego obróciło się, i uderzyło w kolejne. Kobieta prosi o to by spisać oświadczenie na jej męża, jakoby on prowadził, dzwoniła do niego, jedzie tutaj. No ok, ale są trzy auta, jednak wzywamy policję. Zanim pojawili się milicjanci (bo okazali się równie piekielni) to zdążył przyjechać mąż. I jak pewnie cześć z was się domyśla, kobieta uciekła. Znajomy mówił że prowadziła ona, bez dokumentów, drugi poszkodowany jakoś tak niemrawo to potwierdzał, ale wciąż. Jednak policjanci dali wiarę mężowi kobiety która kierowała, i mimo dwóch świadków to tylko znajomy dostał mandat. Zasłużony, to fakt, ale nie on jeden przecież sobie na niego zapracował. I w ten sposób dwa razy się zastanowię czy na pewno wzywać policję.

parking pod sklepem

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (13)

#79552

(PW) ·
| Do ulubionych
Mięło trochę czasu odkąd pracowałam w sklepie, zwykły monopolowy, z klientami kupującymi głównie piwa. Jedna sytuacja na zawsze zapadnie mi w pamięć.

Klienci prawie zawsze stali, niektóre produkty znało się na pamięć. W tym jeden facet, zawsze ta sama marka papierosów, lighty. Aż raz zabrakło i nie było kilka dni. To poleciłam mu inne lighty, w tej samej cenie, podobne jakościowo. I wiecie co? Wrócił po kilku dniach.

- A tymi papierosami pani chciała mnie zabić! Ja czekam na przeszczep płuc, a one są za mocne!

Także człowiek wypalał dwie paczki dziennie, ale to ja jestem winna tego, że umrze na płuca, bo sprzedałam mu inne papierosy.

Puenty brak.

sklepy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (154)

#79056

(PW) ·
| Do ulubionych
Obawiałam się że czas ten może nie nadejść w ogóle, a jednak jest! Epilog historii z czerwca zeszłego roku, tej w którą sporo osób nie wierzyło. Są i fanfary, uznania i zwycięstwa. Dla tych którzy nie wiedzą, albo nie pamiętają: http://piekielni.pl/73721

Pojawiło się światełko w tunelu, po publikacji historii dostałam wiadomość prywatną od adwokata z kancelarii prawniczej z pewnego miasta na S. W każdym razie została mi zaproponowana nieodpłatna pomoc w związku ze sprawą, oraz prowadzenie jej z nałożeniem kosztów na gminę która nie chciała polubownie rozwiązać zaistniałej sytuacji.

I gdy po drodze wszystko obiło się o sąd, kolejnego komornika i kolejną rozprawę, wygraliśmy. Udowodniliśmy że koniem nie jestem, nie mieszkałam, nie wiedziałam o sprawach za długi, bo i jak? Ale żeby nie było za różowo to o rozprawie numer dwa sąd nie poinformował ani mnie, ani pełnomocnika, wiedziałam o terminach od świadków.

Gdzieś przewinęła się listonoszka która mnie nie lubi i przez którą pierwszego wezwania też bym nie odebrała. A na koniec wzywanie moich rodziców, czyli faktycznych winowajców. I tylko trochę szkoda że nie załatwiono tej sprawy polubownie, bo w ten sposób z kieszeni podatnika poszły pieniądze na koszty sądowe, na adwokata, na prawnika drugiej strony i całą papierologię z tym związaną. Ale to pokazuje by walczyć, bo da się wygrać z systemem. Jeśli ktoś z was ma podobny problem, ja chętnie podzielę się odpowiednimi namiarami w wiadomości prywatnej.

Także poniekąd dzięki Piekielnym, ja dziś jestem osobą wolną od cudzego długu. Nigdy nie wiesz kto czyta ;) A mojemu adwokatowi należą się gorące podziękowania, kwiaty i jakieś ciasteczka

gmina sąd piekielni.pl

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (211)

#73721

(PW) ·
| Do ulubionych
Wychowałam się w rodzinie z problemami. To spowodowało, że musiałam opuścić dość wcześnie dom. Tuż po maturze zostałam postawiona przed faktem dokonanym - mam się wynieść z domu. Właściwie pewnego dnia zastałam swoje rzeczy spakowane pod drzwiami mieszkania.

Dlaczego o tym piszę? Całkiem niedawno, bo w lutym tego roku, dostałam pismo od komornika, że mam spłacać dług za mieszkanie, z którego mnie wyrzucono.

Trochę potrwało nim doszłam do siebie i zaczęłam działać, bo tak się składa, że dokładnie 28 stycznia tego samego roku urodziłam swoje pierwsze dziecko. Walczyłam z depresją, zmęczeniem i ogólnym wyczerpaniem. Tak przeleciały mi terminy odwołania. Po dwóch tygodniach zadzwoniłam najpierw do kancelarii komorniczej i wytłumaczyłam swoją sytuację. Odesłano mnie do gminy, w której mieszkanie było zadłużone. Zadzwoniłam i tam miła pani powiedziała, że zajmie się sprawą. Miałam czekać na odpowiedź. Nie doczekałam się. Jako że tylko ja wykazywałam legalny dochód w postaci zasiłku macierzyńskiego, komornik zaczął pobierać z niego 25%. Dziecko, zasiłek - moja sytuacja finansowa nie była i nie jest najlepsza, więc próbowałam skorzystać z darmowych porad prawnych.

W jednej instytucji mnie odesłali, nie tym się zajmują, to zrozumiałe.
W drugiej stwierdzili, że sprawa jest zbyt skomplikowana, a mieliby się zająć nią studenci. Dowiedziałam się też, że inna porada prawna mi nie przysługuje, bo mam ukończone 26 lat, a nie skończyłam 56. No i nie korzystam z pomocy opieki społecznej.

Zadzwoniłam po raz kolejny do gminy, bo byłam sfrustrowana, i dowiedziałam się, że mam płacić, skoro zadłużyłam mieszkanie.

Wtedy znajoma podpowiedziała mi jedną rzecz. Otóż z lokalu moją rodzinę eksmitowano, skoro gmina twierdzi, że ja mieszkanie zadłużyłam, to tam mieszkałam, a skoro mieszkałam, to... Miałam w czasie eksmisji malutkie dziecko. Czyli matkę z noworodkiem wyrzucili bez zapewnienia lokalu zastępczego! Zadzwoniłam znowu z tym dictum. Tu logika pani, która kiedyś była taka miła mnie powaliła, otóż utrzymywała, że przecież mówiłam, że tam nie mieszkałam! No to jej tłumaczę, skoro nie mieszkałam, to za co u licha mam płacić?! No ale mieszkałam... I mam płacić!

I tak to w tym kraju się właśnie dzieje, moja rodzina, alkoholicy - matka, brat i siostra - dostali mieszkanie, płacąc za nie marne grosze jeszcze przed eksmisją. Ojciec, jak i reszta rodziny, nie wykazuje dochodu, więc nic z niego nie ściągną, chociaż tylko oni lokal zajmowali. Tymczasem komornik i gmina próbują ściągnąć pieniądze ze mnie i dwójki rodzeństwa, czyli jedynych, którym udało wyrwać się z patologii, ale przez głupi obowiązek meldunkowy mają teraz problemy.

A ja musiałam podjąć leczenie psychiatryczne i zapisać się do grupy wsparcia Dorosłych Dzieci Alkoholików, bo coś, z czym sobie jakoś radziłam, posypało się przez pismo komornika.

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 338 (382)

#66958

(PW) ·
| Do ulubionych
Zanim komuś pomożesz, pamiętaj że każdy dobry uczynek zostanie ukarany.

Pracuję w sklepie, ot mały sklep spożywczy, główna sprzedaż to piwo i papierosy. Nierzadko się zdarza, że przychodzą do nas panowie chcący oddać butelki, więc ten widok nie jest dla mnie obcy. Tym razem jednak napiszę o innym panu, z tej samej kategorii spożycia/zużycia.
Było to dość rano, przyszedł niezbyt świeży klient z dużym plecakiem i poprosił o to żeby zalać mu gorącą wodą kubek z kawą. Ruchu nie było, pomyślałam że co mi szkodzi? Włączyłam czajnik i zalałam kawę sądząc, że pan zaraz sobie wyjdzie. On natomiast zaczął pić tą kawę na ladzie, mimo moich uprzejmych próśb by robił to na zewnątrz. Zaczął jeszcze nagabywać przychodzących klientów, i pomimo tego że stanowczo zażądałam by wyszedł zaśmiał się mi w twarz, i powiedział (nie cytuję, ponieważ dokładnie nie pamiętam):

- Ty mnie stąd wyrzucać nie będziesz, nie takie jak ty się załatwiało więc nie bądź taka mądra.

Mina mi zrzedła, i tym razem już o wiele mniej grzecznie kazałam panu wyjść w podskokach, jednocześnie szykując się do włączenia alarmu przewidzianego na takich delikwentów. Pan sklep opuścił niespiesznie, zostawiając za sobą smród i brud na podłodze, a mnie pozostał niesmak i przekonanie, że jeśli chcesz komuś pomóc, nawet odrobinkę, to zapewne karma odpłaci ci za to niekoniecznie pozytywnie.

osiedlowy sklep spożywczy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 313 (381)
zarchiwizowany

#24000

(PW) ·
| było | Do ulubionych
No jak już jesteśmy w temacie piekielnych. Historia opowiedziana mi przez klientkę sklepu, dziarska staruszka tak dobrze po siedemdziesiątce. Ale do rzeczy.

Otóż owa pani od pięciu lat gdy historia się działa posiadała pieska, co od półtora roku nie spotykało się z aprobatą rencisty mieszkającego tuż nad nią. Zgłaszał on ciągle że pies nie jest zadbany, że nie karmiony. Pewnego dnia zapukała do pani straż wiejska, o przepraszam miejska! No więc kobieta, i mężczyzna, mówią że mieli zgłoszenie bo pies szczeka. No to pani im pokazuje pieska, właściwie suczkę, i dwa młode pieski które dziś wyjeżdżają do nowych właścicieli. Pieski zadbane, śliczne, więc pani się pyta, kto też zgłaszał ten pasjonujący fakt? Strażniczka zgodnie z prawdą odparła że sąsiad z góry. No to nasza dzielna emerytka z uśmiechem się pyta: pani, jak on mógł zgłaszać, jak on ma rentę za głuchotę!

No tak, już wiadomo dlaczego ZUS tak niechętnie emerytury przyznaje. Swoją drogą emerytom i rencistom musi się diabelnie nudzić...

sąsiedzi i renciści

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (193)
zarchiwizowany

#11070

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jeszcze zanim mój sklep przeniesiono na dosłownie ciut większy metraż, pracowałam w klitce niemal 3x3, która kiedyś służyła jako schowek komunalny, a do tego znajdowała się w bloku mieszkalnym. Nikt raczej nie narzekał na obecność sklepu zoologicznego, wręcz przeciwnie, było blisko, niedrogo, a mieszkańcy niemal wszyscy mają psy, koty lub inne zwierzęta. Nie mam do pracy daleko, toteż zazwyczaj idę wolno piechotką jakieś 15 minut. Z opowiadań słyszałam o piekielnym sąsiedzie który przeganiał dzieci z ogródka, oraz krzyczał obelżywie przez okno gdy ktoś postawił rower koło żywopłotu. Średnio wierzyłam że ktoś jest na tyle chamski by tak robić. Aż pewnego dnia sama przyjechałam rowerem do pracy.
Pierwszego dnia gdy odjeżdżałam słyszałam w domofonie jak pan mnie wyzywa od najgorszych. Niewiele myśląc, bo akurat zamknęłam, i miałam włączoną muzykę na komórce, podetknęłam ją pod domofon chichocząc.
Drugiego dnia również byłam rowerem, tym razem pan przez okno wrzeszczał inwektywy (nie przytoczę ze względu na dobre wychowanie). Posłałam jedynie całusa i uśmiechnęłam się złośliwie, a panu potoczyła się piana z pyska.
Trzeciego dnia, otworzyłam rano, zostawiając rower na stopce (nie dotykał więc żywopłotu). Obsługuję klientów gdy owy pan (który podobno zbyt chory by chodzić) wpada jak burza do mojego malutkiego sklepiku i robi karczemną awanturę że ja niszczę jego żywopłot, że on na Straż Wiejską (bo u mnie na miano Miejskiej nie zasługuje) na mnie wezwie, że mnie zamkną! Zdenerwowałam się ponieważ nie miał podstaw, i wskazałam mu palcem drzwi wrzeszcząc jeszcze głośniej.
- Won! Bo ja to na policję zadzwonie że mnie pan nachodzi i obraża! - Muszę dodać że jestem przekonująca - Zakłóca pan spokój w moim sklepie! A rower ma prawo tam stać!
O dziwo poskutkowało błyskawicznie, podobno od tej pory staruszek już nikomu nie zwrócił uwagi że rower stoi gdziekolwiek :)
A swoją drogą to spaliny samochodu bardziej są toksyczne dla jego cennego krzaka...

sklep zoologiczno-wędkarski

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (152)

#9768

(PW) ·
| Do ulubionych
To może jeszcze jedno ze sklepu zoologiczno-wędkarskiego? ;)
Otóż ze mną na zmiane pracuje jeszcze dwoje właścicieli sklepu, historia jest o mojej pracodawczyni.

Otóż pewnego dnia przyszli do niej klienci, po to aby kupić myszkę, a muszę dodać że moja szefowa ma niskie ciśnienie, a co za tym idzie czasami bywa lekko zaspana. Rozmowa typowa, ale dodajmy że ma tu znaczenie co zostało powiedziane, a co zostało usłyszane.
[Klienci] Chcielibyśmy kupić myszkę.
[Ekspedientka] (lekko zaspana) A jaką myszkę państwo chcą?
[K] Myszkę dziewicę.
Moja szefowa lekko skonsternowana z pełną powagą patrzy na myszki i mówi.
[E] Wiedzą państwo... Ciężko będzie znaleźć myszkę dziewicę...
Klienci na chwile zastygli bo poważny ton mojej pracodawczyni wybił ich z rytmu, dopiero po chwili zaczęli się śmiać jak opętani.

Okazało się że chcieli "myszkę dziewczynkę" tylko sprzedawczyni źle usłyszała. W końcu dostali swoje zwierzątko, a my do dziś mamy anegdotę do opowiadania w pracy ;)

sklep zoologiczno-wędkarski

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 498 (636)

#9688

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sklepie zoologiczo-wędkarskim, a że jestem dość młoda i niekoniecznie brzydka, to panowie i panie przychodzący robić do mnie sklepu niejednokrotnie biorą mnie za kompletną blondynkę. Oto w jaki sposób potrafią to robić:

Pan, gdzieś po 50-tce. Przyszedł i zaczął się wymądrzać na temat pływających w akwariach rybek, a jako że miałam ojca akwarystę, a do tego już dłużej w swoim fachu pracuję znałam się lepiej niż taki co miał-kiedyś-akwarium-lata-temu. Pan na chwilę wyszedł, a potem wrócił uśmiechając się i wskazał na klatkę z myszkami.
[Klient] A kto u pani częściej kupuje te myszki? Chłopcy, czy dziewczynki?
[Ja] (przesłodzonym głosem) Właściciele węży.
[K] (obruszony) I tak beztrosko o tym pani mówi?!
[J] Ależ proszę pana, takie są prawa natury.
[K] A jakby tak ktoś tu przyszedł i mnie zabił?! To by było w porządku!?
[J] Ale węże zabijają tylko żeby zjeść, nie robią tego tak jak ludzie bez powodu.
[K] A jakby przyszedł tutaj wampir?! I chciał mi wypić krew? Przecież on też musi jeść!
Westchnęłam widząc że klient uparł się by udawać mądrzejszego, więc z pogodą ducha spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
[J] Ależ proszę pana, coś takiego jak wampiry nie istnieje. Ale gdyby wpadł tu tygrys, i by pana zjadł, to byłoby w porządku.
Facet zdębiał i wyszedł bez słowa.

sklep zoologiczno-wędkarski

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 401 (537)

1