Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 sierpnia 2017 - 17:18
O sobie:

przeciętna inaczej ;)

  • Historii na głównej: 59 z 101
  • Punktów za historie: 20526
  • Komentarzy: 6379
  • Punktów za komentarze: 6699
 

#79675

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam właśnie wyznanie o szefie, który stwierdził, że pracownica zbyt dużo czasu spędza w toalecie i teraz zwraca jej uwagę za każdym razem i ponagla.

Przypomniało mi to pewną rozmowę kwalifikacyjną, przyszłam jakiś czas wcześniej (miejsce było słabo skomunikowane, ul. Spacerowa na Osowie w Gdańsku), usiadłam pod drzwiami biura.

Obok była toaleta, a na niej kartka o treści mniej więcej takiej - "Z uwagi na zbyt długie przebywanie pracowników w toalecie, została w niej zamontowana czujka, która po korzystaniu dłużej niż 3 minuty uruchamia alarm".

Na początku myślałam, że to żart, ale pod spodem była pieczątka i podpis kierownika/prezesa.
Na rozmowę jednak nie weszłam.

praca widzimisię ograniczenia toaleta

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (107)

#79641

(PW) ·
| Do ulubionych
Ad http://piekielni.pl/79627.

Przypomniałam sobie sytuację opowiedzianą przez koleżankę.
K odbywała praktyki w jednej z restauracji w Sopocie.
Przy stole 3-osobowa rodzinka - mama, tata i na oko 5-latek.
Przynosi jedzenie rodzicom, dla małego zamówili spaghetti.
Młody wziął talerz i zamach, po czym rzucił gorącym daniem w K, drąc się, że "on nie będzie tego jadł!". Bluzka K poplamiona sosem pomidorowym, mokra.

Co zrobili rodzice? "Co tak patrzysz? Sprzątaj!".
K poszła na zaplecze, zaprała koszulę, przyniosła szufelkę, zmiotkę i ręczniki papierowe, podała dzieciakowi i kazała mu posprzątać.
Klienci strzelili focha.
Manager "musiał" rodzinę przepraszać.
K z praktyk nie wyleciała.

bachory restauracja

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (156)
poczekalnia

#79672

(PW) ·
| było | Do ulubionych
MaDkowo.

Syt.1
Poszłam do Biedronki po ciastka po drodze do koleżanki. Kasy otwarte 2, kolejki. Ok, postoje. Stałam w przejsciu, słyszę " przepraszam". Odpowiadam " proszę" i przesuwam się, by pani mogła przejść. Pani zamiast iść dalej, staje w kolejce za osobą, za którą stałam ja.
[b]- Przepraszam?
[p]- O co chodzi?
[b]- Przepuściłam panią, by mogła pani przejść dalej, nie do kolejki, proszę się nie wpychać.
P wypakowuje z górką zapakowany wózek, obok plącze się dziewczynka.
[p]- Ale ja jestem Z DZIECKIEM! JA SIĘ SPIESZĘ!
[b]- Co nie upoważnia pani do wpychania się w kolejkę. Piękna lekcja dla dziecka. Każdy się spieszy, ja np. mam tylko jeden produkt, a nikomu się nie wpycham.
[p]- Zamknij się gówniaro! Z DZIECKIEM JESTEM, to mam pierwszeństwo!
W tym momencie włączyli się inni kolejkowicze, kobieta podarła się trochę, w końcu strzeliła focha i opuściła sklep tłumacząc dziewczynce, jacy to ludzie niewychowani.

Syt.2
Z przyjaciółką poszłyśmy na spacer, doszłyśmy do fontann, gdzie kąpały się dzieci. Niektóre nagie. Raj dla pedofila, tylko stanąć i nagrywać.
Usiadłyśmy na ławce tyłem do fontanny, do ławki podeszły 2 piszczące dziewczynki ( w wieku na oko 7-8 lat, a na pewno szkolnym) z matką, kóra kazała im się natychmiast rozbierać. Tu, teraz, na widoku, przy ludziach.
Zwróciłam uwagę, że jednak nie wypada, bo pedofile, a nie każdy ( w tym ja) chce obserwować nagość obcych ludzi.
Pani stwierdziła, że jestem zboczona, skoro na takie rzeczy zwracam uwagę, przecież TO NORMALNE.
Aha, nagie dziecko na środku starowki.

Syt.3
Siedzę w poczekalni u dentysty. Dzieciaki piszczą, biegają. Mamusie w telefonach. Dwójka dzieci wspina się po kontuarze, robi fikołki.
Zwróciłam uwagę, że kontuar nie służy do wspinania się, a łąwka do chodzenia po niej, od tego jest plac zabaw.
Matka burknęła, że "TO TYLKO DZIECI".
Nagle ryk- chłopies spadł.
Matka z pretensjami do mnie.
[m]- No i co? Patrzeć i narzekać to mogłaś, a przypilnować to już nie?
[b]- Bo to nie mój obowiązek? I nie moje dziecko? Poza tym nie ejsteśmy na "ty".
[m] ( do koleżanki)- No bezczelna, patrz ją! Zaraz po policję zadzwonię i zobaczymy!
[b]- A proszę, to się pani przed nimi wytłumaczy z zaniedbań obowiązków rodzicielskich.
[m]- Zamknij się gówniaro!
Kobieta w moim wieku mniej więcej.
I dopiero po tym dialogu poszła to dziecko uspokajać.

Naprawdę nie wiem, co ta kobita miała w głowie- że zwracam uwagę jej dziecku, znaczy interesuję się nim bardziej niż una, więc automatycznie może na mnie przerzucić obowiązek uważania na dziecko i pilnowania go?

maDki nagość roszczeniowość bezczelność

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (134)
poczekalnia

#79640

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/79630 - Woodstock.

Nie zrozumiem, po co ludzie biora na kilkudniowe-tygodniowe wypady pod namiot, w wielkie skupiska ludzkie, wśród hałasu i zapachów- psy? Jakiekolwiek zwierzęta? Pies się tylko nastresuje zapachami i hałasem pochodzącym z kilku scen, niemożnością wybiegania się, a jak mu się zachce siku, to współczuję właścicielom sąsiednich namiotów.

Albo pani zabierająca NIEMOWLĘ pod samą scenę.
Albo druga pani- z rok temu- kłócąca się z ochroniarzem, by ściszono koncert z Dużej Sceny, bo jej kilkuletnie dziecko nie może zasnąć.
Albo moja faworytka, która weszła w przestrzeń stworzoną przez ludzi cofających się do " ściany śmierci"- z niemowlakiem w wózku, "bo się miejsce zrobiło"...

Edit:
"Ściana śmierci" wygląda mniej więcej tak

koncert psy dzieci

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (78)

#78802

(PW) ·
| Do ulubionych
Z serii historii sklepowych.

Daaawno temu robiłam większe zakupy w Biedronce.

Krążyłam z koszykiem pomiędzy alejkami, wrzucając kolejne produkty z listy zakupów. Jedna z interesujących mnie alejek była zawalona paletami tak, że manewrować z pełnym koszykiem byłoby trudno.

Zostawiłam więc koszyk tak, by nie przeszkadzał innym kupującym, weszłam do alejki po dosłownie 2 produkty.

Wracam, a tu jakaś kobieta grzebie mi w koszyku, wyrzucając niektóre produkty na zgrzewki napojów stojące nieopodal.

Dialog (plus minus):

B - Przepraszam, ale to mój koszyk...
K - Stał sobie, to niczyj!
B - Stał, ponieważ alejka jest zastawiona paletami, a ja poszłam po 2 rzeczy.
K - A ja akurat tego potrzebuje, nie będę po sklepie chodzić, jak tu stoi gotowe!
B - Gotowe i MOJE. Proszę zostawić moje zakupy!
(Babeczka z wyglądu żadna trzęsąca się staruszka - takiej może bym i odpuściła. Ale nie, zażywna hot 50, tips na palcu, błysk sztucznej biżuterii, tlenione włosy z odrostami - teraz mówi się na to "ombre" ;) - i ton nieznoszący sprzeciwu).
K - Nieprawda, bo moje! Ochrona! Złodziejka! Ochrona!
B - Chciałabym tylko przypomnieć, że w sklepie jest monitoring, więc niech pani nie robi z siebie wariatki.
K - Ty gówniaro niewychowana (i dalej w ten deseń)!

Pozbierałam zakupy odłożone przez babsko, wyszarpnęłam jej mój koszyk i poszłam do kasy, a podstarzała Karyna darła się jeszcze jakiś czas...

zakupy klienci kradzież

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 248 (280)

#78045

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam z koleżanką u jej znajomej.
Kawa, ciastki, gadka, nagle z toalety krzyk - "mamo, kupa!"
No ok, 3 i 5 latki kumpeli też robią "strusia" i czekają aż im matka tyłek wytrze.
Syn tej znajomej ma lat 10. I jest jej jedynym dzieckiem, gdyby ktoś się łudził.

** Chłopiec pełnosprawny umysłowo oraz pod względem motorycznym, bez cech autyzmu, przeciętny 10-latek.

dzieci maDki nadopiekuńczość

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (230)

#77988

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytam sobie historie o wpychaniu jedzenia oraz tę napisaną przez ZjemCiSzalik...

Ja byłam niejadkiem. Całe dzieciństwo na podwówku, mnóstwo energii, a byłam raczej grubawym dzieckiem.
Z racji niejadkowania miałam układ z paniami w przedszkolu - dostawałam samą zupę lub samo drugie, albo po prostu połowę porcji jednego i drugiego.
A w domu czekał na mnie drugi obiad. Dwudaniowy. Czasem z deserem.
I moi genialni rodzice wymyślili sobie, że od bicia pasem po plecach rozciąga się żołądek...

Czasem dla urozmaicenia wynosili mój talerz do łazienki i musiałam jeść na sedesie (do dziś zastanawiam się czemu nie wpadłam na to, by spuścić obiad do kibla).

Nie lubiłam twarogu, śmietany. Pod groźbą lania musieliśmy wypijać szklankę gorącego mleka dziennie.
Kiedyś babcia wymyśliła sobie, że nauczy mnie jeść produkty mleczne.
Po prostu usadziła kilkuletnią mnie na fotelu, swoją obfitą osobą zasłoniła drogę ucieczki i łyżkami pakowała we mnie twaróg i śmietanę. Do porzygu. Nosem, bo usta zatykała bym nie wypluwała.

Do dziś nie tknę serka wiejskiego, kanapkowego, sernika, twarogu.
Ser żółty tylko w formie roztopionej na grzance, na zimno nigdy.
Od samego zapachu wszystko podchodzi mi do gardła.
A są sytuacje, kiedy lepiej nie odmawiać - obiad u "teściów", delegacja z szefem, czyjeś urodziny... katorga i mordęga.

Do dziś mam rozwalony metabolizm, który, czego jestem na 99% pewna, działałby normalnie gdyby nie wpychanie na siłę. W toalecie na "dwójkę" potrafię bywać raz w tygodniu, no, może co 5 dni. I to jest norma, od zawsze tak miałam mimo picia kropelek odchudzających. Tłuszcz osadził mi się na brzuchu i nawet mając niedowagę (bmi ok 18) nie miałam płaskiego brzucha...
Muszę się pilnować, by nie pojadać kompulsywnie...

Dziękuję, moi "najbliżsi"...

jedzenie zmuszanie niejadek rodzina

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 218 (298)

#77928

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/77925.

Ze 3 lata temu żenił się mój kuzyn. Kuzyn mieszkający na drugim końcu Polski, z którym kontakty były sporadyczne przy okazji odwiedzin dziadków raz na parę lat.
Kuzyn, który nie pofatygował się wysłać zaproszeń, tylko powiadomił moją mamę telefonicznie (a znając jego to nawet nie osobiście tylko zadzwoniła ciotka lub babcia).
Dość stwierdzić, ze o ślubie dowiedziałam się może miesiąc, może 2 miesiące wcześniej.

Ja nie pojechałam, bo w wakacje wyjechałam do pracy (opcja ustalona wcześniej, umowy podpisane).
Brat - bo ślub wypadał w środku jego 3-tygodniowej podróży po Europie, ustalonego wcześniej z innymi uczestnikami i z szefem - urlopu nie dało się przesunąć na miesiąc przed wyjazdem.
Mama i ojciec, bo to jakieś 800 km od ich miejsca zamieszkania, a ojciec w poniedziałek zaraz po weselu miał komisję ZUS.

Rodzina obrażona, a od rodziców mama dostawała telefony typu "nie mamy już córki".

slub zawiadamianie goscie

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (203)

#77915

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie "mycia okien dla Jezusa", taki przebłysk.

Mieszkałam z rodzicami i bratem oraz babcią - mamą ojca.
Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa mama z babcią nieszczególnie się lubiły, bywały z tego powodu scysje.
Pamiętam, że okna w bloku skonstruowane były tak, że było ich w rzędzie 3-4 (prawie na całą długość pokoju), a otwierało się tylko jedno, więc mama zazwyczaj wychodziła na parapet od zewnątrz by te okna umyć.

Któregoś dnia pokłóciła się z babcią i myła te okna z werwą i energią. Tyle, że babcia dla postraszenia jej zamknęła okno.
I utknęła mama na zewnętrznym parapecie. Na 3 piętrze.
Babcia po chwili napawania się jej przerażeniem, okno otworzyła.

I nastąpił armageddon. Wcale się w sumie nie dziwię, też bym spokoju nie zachowała.
Między innymi mama nazwała babcię "szują".
Co zrobiła babcia? Napisała sobie na kartce "szuja" na kartce i stwierdziła, że mamy się tak od dzisiaj do niej zwracać.
Nawet my, wnuki. Na "babcię" nie zareagowała.
Foch.
W nadziei, że mama ją przeprosi.

babcia okna konflikt

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (230)

#77735

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam dziś na Długiej (główna ulica w Gdańsku), na kawie. Siedzimy, gadamy, pijemy. Przychodzi parka, pytają grzecznie po angielsku, czy można zająć sąsiedni stolik (były przysunięte do siebie), ok, proszę, nie ma sprawy.

Szczebiocą sobie w jakimś języku skandynawskim, ale moją uwagę przykuło, że od dłuższego czasu mieli głowy odwrócone w jednym kierunku. Patrzę i ja, widzę żula - bosego, starego, który kuca sobie na kratce ściekowej przy kantorze naprzeciwko. Chwilę mi zajęło skonstatowanie, że pan żul, najzwyczajniej w świecie SRA do kratki.

Na środku miasta, głównej ulicy spacerowej. Przy której szereg kawiarni i innych knajpek ma swoje ogródki i ludzie tam jedzą i piją. Skończył, poświecił przyrodzeniem, ubrał się i poszedł, a ja zostałam z wyrazem niesmaku na twarzy...

żul oddawanie_kału miejsca_publiczne

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (225)