Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 25 lutego 2017 - 21:57
O sobie:

przeciętna inaczej ;)

  • Historii na głównej: 47 z 86
  • Punktów za historie: 17991
  • Komentarzy: 5160
  • Punktów za komentarze: 5153
 
poczekalnia

#77261

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pojechałam sobie do rodziców.
Po drodze do nich jest Netto, do którego u siebie mam dość daleko, więc wstąpiłam, zrobiłam interesujące mnie zakupy.
Stałam przy kasie odliczając gotówkę. Wypadło mi 2 złote.
Schyliłam się po monetę, pani stojąca za mną była szybsza.
Jednak uśmiech i do połowy wypowiedziane "dziękuję" zamarły mi na ustach, bo pani nie zamierzała mi monety oddać. Stoi ona, stoję ja. Patrzę na nią, ona na mnie. Wyciągnęłam rękę po monetę, ona schowała ją do kieszeni. I się zaczęło.
[B]aba- Co się tak gapisz?
[J]a- Czekam aż odda mi pani moje pieniądze.
Ludzie z kolejki zaczęli popatrywać, bąkać coś.
[B]- Znalezione nie kradzione!
[J]- Proszę pani, pieniądze wypadły mi z ręki, widziała to pani i podniosła je z ziemi. Powinna mi je pani oddać, bo to zwykła kradzież.
[B]- Kto pierwszy ten lepszy!
[J]- Nie bardzo, to w dalszym ciągu moje pieniądze i proszę o zwrot.
Widząc, że z babą się nie dogadam, poprosiłam kasjerkę o wezwanie ochrony.
Skończyło się oddaniem przez babę dwuzłotówki ( z fochem i tekstem " taką aferę o głupie 2 złote robić, wstyd!") i wyprowadzeniem pani ze sklepu.

Nie wiem, co ona miała w głowie- stracić godność za 2 złote, w mieścinie 25tysięcznej, gdzie większość ludzi się zna, to niezbyt strategiczne posunięcie...

złodziejka sklep upuszczone_drobne

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (Głosów: 90)
poczekalnia

#77260

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czy was też nękają operatorzy? Nieczuli na wyjaśnienia, że nie jesteście zainteresowani ofertą?

Fioletowa sieć wydzwaniała do mnie od tygodnia. Kiedyś działało ignorowanie telefonów lub powiedzenie, że żadnych ofert nie chcę.
Teraz nie. Budzę się- oni, siedzę z rozdziawioną paszczą u dentysty- oni, u ginekologa- również oni, zasypiam- oni. Tak z 5-7 razy dziennie, czasem w odległości 10 minut.
Odebrałam, powiedziałam, że nie interesują mnie oferty, wyłączyłam się.
Dzwonią znowu. Podenerwowana wdałam się w dyskusję, pani przekonywała mnie, że nie chce nic sprzedać i dzwoni Z TROSKI. Aha, na pewno. Po czym zaproponowała specjalnie dla mnie...
Wkurzyłam się, dobitnie powiedziałam parę słów, obiecała odkliknąć w systemie.
Odkliknęła tak, że po 5 minutach miałam kolejny telefon, tym razem głuchy.
Cisza, piknięcie, cisza.
I takich telefonów jeszcze 5.
Pojechałam do salonu, wyłączyłam zgody marketingowe, przyszły smsy potwierdzające.
Chwila spokoju, po czym następnego dia w ciągu 3godzinnej podróży pociągiem dzwonili 4 razy.
Wkurzona powiedziałam konsultantce, że mam zgody wyłączone i jak dalej będą mnie uparcie nękać, zgłoszę do prokuratury.
Od tego czasu cisza.
Ciekawe, na ile.

PS. telefon od zawsze na kartę przed przepisaniem do Fioletowych dzwonili Pomarańczowi, choć żadnych zgód nie podpisywałam- ot kupiłam numer w kiosku, doładowałam i mam.
Przeniesienie nastąpiło koło 10 lat temu, musiałam się zarejestrować, ale ręki nie dam uciąć, że te zgody tam były.
W każdym razie zwykle wystarczało powiedzenie, że nie chcę ofert, był spokój na jakiś czas.
A teraz męczą mimo odwołania zgód :/

operator sprzedaż oferta nękanie

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (Głosów: 33)

#77093

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie zajmowania miejsc.

Byłam jakiś czas temu na ślubie kościelnym.
Ceremonia na 17.
Przyszliśmy jakieś 10-15 minut wcześniej, kościół w ponad połowie wypełniony staruszkami.
No nic, widocznie duża rodzina, sporo wujków, ciotek w podeszłym wieku.

Siedzę sobie, a od tyłu dobiega mnie głos:
- Halinka, przesuń się trochę, torbę postaw. Bo jeszcze młode jakieś usiądą, a to NASZE miejsca! Co mają na naszym siedzieć, młode są, to sobie postoją! Luźniej w łąwce będzie!

Okazało się, że starsi ludzie to lokalna populacja, która nudziła się w domu i na mszę mającą odbyć się o 18, przyszli godzinkę wcześniej.
Przy wychodzeniu znowu cyrk.
Goście ślubni ustawieni w wężyki chcą opuścić ławkę, ale siedzi taka jedna z drugą babuszka-ciumcia i ani myśli wstać i wypuścić.
Bo to JEJ miejsce.

ślub kościół starsi ludzie zajmowanie miejsc

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 226 (Głosów: 256)
poczekalnia

#77180

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Poczytałam Poczekalnię i kilka historii o plecakach i siatkach na siedzeniach i aż mną zatrzęsło.
Ze względu na komentarze w stylu, że
- co komu przeszkadza plecak, jak w autobusie są wolne miejsca?
- przecież można poprosić o zdjęcie plecaka

Wiecie, do czego prowadzi taka postawa?

Otóż chciałabym przytoczyć historię, która miała miejsce w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Wsiadłam do tramwaju zmierzającego do Centrum. Siedzenia zajęte, kilka osób stało. Przeszłam kawałek w głąb tramwaju by innym wchodzącym nie przeszkadzać i zobaczyłam chłopaka słuchającego muzyki, a obok niego plecak.
Zapytałam kulturalnie, czy mógłby ten plecak wziąć na kolana, bo chciałabym usiąść.
Zero reakcji- słuchawki na uszach.
Więc wzięłam plecak, położyłam mu go na kolana i usiadłam obok.
Chłopak odrzucił ten plecak w moim kierunku i ( nie wiem, czy przypadkowo, czy celowo) dostałam nim w twarz.
Okrasił sytuację komentarzem- Jeszcze raz ruszysz mój plecak głupia k*rwo, to ci przypiertolę.

Pod jedną z historii ( #77155 ) jedna osoba ośmieliła się napiętnować stawianie plecaka na miejscu do siedzenia, i została zminusowana.
Siedzenia są DLA LUDZI, nie dla plecaków i siatek.
Mnie nie boli słowo " proszę" czy " przepraszam", natomiast jeszcze nie spotkałam się z ochoczym ściągnięciem bagażu na widok kogoś, kto stoi obok zajętego przez ów bagaż miejsca.
Nawet po prośbie było furczenie pod nosem ( "młoda jest, może postać") albo chamska odmowa ( " bo mi będzie niewygodnie/ bo mi się torba pobrudzi").
I nie rozumiem, dlaczego taka osoba nie może tego plecaka, torby czy reklamówki wziąć na kolana sama z siebie, tylko patrzy uparcie przed siebie lub na stojących ludzi i nie robi NIC. Żeby jeszcze czekałą na to "proszę", ale proszenie często kończy się fochem :/ .
Nie wiem, czy to ja mam pecha do chamskich ludzi...

plecaki siatki komunikacja_miejska

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (Głosów: 205)
zarchiwizowany

#77085

(PW) ·
| było | Do ulubionych
I ja doświadczyłam nieco bardziej publicznej wizyty u ginekologa niż bym chciała.

Walentynki na całego, rano chirurg szczękowy, po południu gin. Jak powiedziała przyjaciółka- i buzi, i dupci.

Zaskoczenie pozytywne, przyszłam, usiadłam w poczekalni.
Wyczytywanie pacjentek po nazwisku, a nie jak w poprzedniej przychodni, kto pierwszy przyszedł, ten lepszy niezależnie od zapisów na godziny.
W gabinecie gina i położnej zamki zatrzaskowe- nie do otworzenia z zewnątrz- doktor wywołuje po nazwisku, do położnej się puka.
Dalej pełna profeska, wchodzę, wywiad, oddzielne dyskretne pomieszczenie z toaletą do rozebrania się, załątwienia potrzeby fizjologicznej ( przydatne, bo badanie obejmuje uciskanie brzucha).
Wychodzę, montuję się w fotelu, cytologia, uciski, usg transwaginalne.
I wchodzi pani położna (drzwi pomiędzy jej a doktora gabinetem). Zero pukania. I gada w najlepsze z panem doktorem. Parawanu brak. ŻENADY BRAK z jej strony również. Dyskusja trwa. Żadnego "przepraszam", czy coś.
A ja unieruchomiona na "samolocie".

I powiem Wam, że nawet jakoś nie chodzi o wstyd w moim przypadku ( jestem seksuologiem, nie mam problemu ze swoim ciałem czy znagością), ale o to, że państwo zachowywali się tak, jekby to było NORMALNE- prowadzić sobie rozmowy przy rozebranej pacjentce.
Ale jakby to była ofiara molestowania seksualnego? Dziecko? Dziewczyna pierwszy raz u ginekologa? Ofiara gwałtu?
Słabo.

Przy czym, mimo iż sama możliwość wejścia do gabinetu podczas badania osoby postronnej, albo ustawienie fotela w miejscu wyeksponowanym, nie np. za parawanem, jest już wystarczającą piekielnością, to błagam... nawet jak się taki niefortunny przypadek zdarzy, to się przeprasza i wycofuje, a nie wchodzi i gada przy rozkraczonej pacjentce z sondą ginekologiczną w wyeksponowanym wnętrzu, patrząc jej w krocze, bo przy nim znajduje się doktor...

ginekolog intymność

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (Głosów: 158)
zarchiwizowany

#76952

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Refleksje po wczorajszym spacerze z [P]rzyjaciółką.

Otóż ma ona [K]oleżankę, która wychowuje 15letniego [S]yna.
Poszedł do gimnazjum osiedlowego, bo do wymarzonego były 3 przystanki tramwajem i " on sobie nie poradzi".
Zakupów też nie potrafił zrobić.
Teraz pzychodzi do wyboru liceum, na osiedlu nie ma żadnego, i powstaje problem.

Ostatnio proces decyzyjny, czy poslac [S] po zmroku do sklepu trwał u [K] 40 minut. Dzieciak w końcu do sklepu nie poszedł, " bo było ciemno".

nadopiekuńczość dzieci wychowanie samodzielność

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (Głosów: 27)
zarchiwizowany

#76928

(PW) ·
| było | Do ulubionych
ZŁODZIEJU, który pozbawiłeś mnie reklamówki z Terranovy wraz z zawartością podczas pakowania produktów z Biedronki do plecaka ( stałam przy kasie, siata z ciuchami pomiędzy moją nogą, a kontuarem, pakuję zakupy do plecaka a to hyc- myk!), pragnę przypomnieć, że w tego typu sklepach znajdują się KAMERY.
Zwłaszcza jeśli jest to centrum handlowe.

złodzieje bezczelność

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (Głosów: 24)
zarchiwizowany

#76844

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O moim poprzednim mieszkaniu.

Współlokatorkę będę nazywać K, bo moja przyjaciółka kiedyś stwierdziła, że- "to jej ulubiona Karyna". Dziewczyna nie jest typową tipsiarą, ale jej aktywność polega głównie na robieniu sobie mejkapu ( np. Na siłowniię albo przed bieganiem), słuchaniu na pełen regulator- by z pokoju w kuchni słyszała- na zmianę hip hopu i disco polo. Czasem Comy.
** w większości opisanych poniżej przypadków zwracałam uwagę, często nie raz- to tak na wypadek komentarzy typu " żalisz sie na piekielnych a cicho siedziałąś cały ten czas. Zwyczajnie nie chciałam mieć kwasu i grobowej atmosfery i część rzeczy postanowiłam przeboleć...
Poza tym przeprowadzka "tam" była 15stą przeprowadzką w moim życiu, dodatkowo na własnych plecach bez samochodu i w czasie choroby, jak sobie myslałam, ż emam przechodzić to samo raz jeszcze, to się zniechęcałam. Bałam się też, że w nowym miejscu mogę trafić na 3 takie Karynki, a tu przynajmniej mam ją jedną.

PORZĄDEK
- K sprzątała. U siebie w pokoju, choć nie zawsze. Powierzchnie wspólne- po wierzchu. Jak kiedyś wkładając naczynia z ociekacza do szafki przylepiłam się do niej, zaczęłam wyjmować rzeczy z szafki i przecierać ją półka po półce chusteczkami do mebli, usłyszałam- "co ty robisz? NORMALNIE sprzątaj!"
- śmieci pani nie wyrzucała i naczyń prawie nie zmywała. Śmieci wyrzucać "nie lubi".
- Gdy kiedyś po 2 dniach nieobecności wróciłąm z gościem, to pierwsze, co zrobiłam, obróciłam z 4 pełnymi reklamówkemi śmieci
aż dziw, że K nie utonęła w syfie jak kiedyś nie było mnie 2,5 tygodnia...
- kitrała u siebie np. Po tydzień pudełka plastikowe, w których nosiła jedzenie do pracy. Po czym ustawiała je, zawsze jedno na drugim, w zlewie. Możecie się domyślić, jak pachniało po otworzeniu pudełek
- szczytem było mycie garnka z zupą, który stał na balkonie ok 2 lata wstecz od mojego wprowadzenia się... jak również opróżnianie reklamówki z pozostałościai po grillu, mniej więcej z podobnego okresu
- w zlewie znajdowałam najróżniejsze rzeczy. Gałązki po winogronach, pestki, ogryzki, resztki potraw, chleb itp. I takie to rozmiękłe potem wyciągałam. Bo po co wywalić do kosza
jak ja wzięłam na przeczekanie, to gdy wyjechałąm na weekend, było kilka talerzy w zlewie, pół worka śmieci, jak wróciłąm 2 dni później, śmieci zrobiło się 3 worki, naczynia "wychodziły" ze zlewu, na dnie oczywiście te, które były w piątek...
- wiele razy zdarzało mi się wywalać z lodówki na wpół zgniły szczypiorek, koperek, rzodkiewkę. Albo suchy/spleśniały chleb z szafki lub ukiszone w siatce ziemniaki. Co nie przeszkadzało K kupować nowych mimo iz stare niezjedzone, a potem narzekać na brak miejsca.

PALENIE
K paliła papierosy. W kuchni. Bez okien. Z zepsutym okapem. Bez sprawnej wentylacji. U siebie w pokoju mając wyjście na balkon.

ŚRODKI CZYSTOŚCI I INNE RZECZY KUPOWANE 'NA SPÓŁKĘ'
- K potrafiłą zużyć 3,5 rolki papieru w 2 dni. SAMA. Jak wyjechała na 2 tygodnie, ja zużyłam niecałe 3 rolki. Do dziś zastanawiam się, czy ona jadła ten papier czy co
miałyśmy papier kupować na zmianę. Ja kupwałam na promocji, 16-24 rolki w korzystnej cenie. W końcu przyjaciółka poradziła mi wykładać po 8 rolek, tyle samo ile K kupowała. W sumie logiczne, dlaczego jej papier ma starczać na tydzień a mój na miesiąc...
Któregoś dnia piszę K, że papier się skończył a jest jej kolej, więc niech kupi wracając z pracy. Więc ona do mnie- przecież ty jeszcze masz. Tłumaczę sytuację, że to średnio sprawiedliwy układ, na co ona- " to nie moja wina, że ja nie umiem szukać promocji"...
- A jak czasem mówiłam- promo w biedrze czy innym sklepie na papier to akurat " zapominała", " nie było jej po drodze" albo coś tam...
- Kiedyś świadomie wyjeżdżając na 3 dni zostawiłam ja z połową rolki, to wróciwszy znalazłam w łazience ręczniczki kuchenne, MOJE zzreszta, bo K uzywala je za zbedny wydatek i zbytnie burzujstwo
- księżniczka uważała, że ręczniczki kuchenne, olej kokosowy itp. To zbytek, natomiast nie przeszkadzało jej to częstować się moimi... kiedyś skończył się olej. Tydzień czekałam aż pójdzie kupić
- wchodząc na mieszkanie zakupiłam wszelkie środki czystości- ot tak, dla zrobienia dobrego wrażenia. Jak się skończyły, oczywiście niekoniecznie je odkupywała, chyba że były koniecznie i niezbędnie potrzebne, ale wtedy oczywiście nie natychmiast, bo może jednak ja kupię
- przepaliła się żarówka w łazience. K pracuje naprzeciwko centrum handlowego i miałą kupić w drodze do pracy lub przerwie. Przez tydzień jej sie nie udało, więc wkurzyłam się i pomimo L4 pojechałam dokładnie do tego supermarketu naprzeciwko jej pracy i kupiłam żarówkę. A nawet kilka, na zapas. Zajęło mi to ok godziny w jedną stronę.
- Kilka razy zdarzyła mi się sytuacja typu- przyjaciółka przywiozła z Niemiec krem ciasteczkowy, stał sobie w MOIM pokoju, aż dojrzałam do pomysłu zjedzenia z nim kanapki. Otwieram słoiczek a tam kremu brak. Poza ilością potrzebną do rozsmarowania na ściankach, żeby było wrażenie, że coś tam jednak jest. Podobnie np. z majonezem.
- Jak przyniosłam 2 ciasta ( nie miałyśmy piekarnia, piekłam u pryzjaciela przy okazji pilnowania mu kota), zniknęły w 2 dni. Jasne, powiedziałam K, że może się poczęstować, nawet zapytałam, jakie lubi i zrobiłam, ale kurde- zeżarła w te 2 dni 95% tych ciast. Sama. Mając podobno dietę. A ja dnia 3 miałam mieć gości...

ŁAZIENKA i HIGIENA
- pomijając przejścia z doproszeiem się o papier czy proszek, kiedy jest " jej kolej"- proszku i płynu używała " jak jej się sypnie", zero odmierzania, papier toaletowy to chyba zjadała bo ja nie wiem ja można 3,5 rolki samemu w 2 dni zużyć
- co się robi ze zużytymi patyczkami higienicznymi? Opakowaniami po tamponach? Innymi odpadkami? Wrzuca do kibla! To nic, że 20 cm od muszli stał specjalnie w tym celu przeze mnie zakupiony kosz
- jak papier się skończy to normalny człowiek wymienia rolkę w podajniku. Ale nie K. Czasem papieru na wyciągnięcie ręki nie było, natomiast liczba tych papierowych rolek po srajtaśmie wysypywałą się z parapetu, bo po co wywalić do stojącego koło muszli wspomnianego kosza...
- wszędzie walały się sztuczne rzęsy
- ogólnie to jej wyjście na siłownię wyglądało tak- mycie włosów, prostowanie, szpachla, sztuczne rzęsy. Ale PO przyjściu prysznica zero. Na początku myslałam, że korzysta na obiekcie ale parę miesięcy po tym, ja zaczęła chodzić na siłkę poskarżyłą się, że pryysznic tam ją " obrzydza" i nie korzysta. Myła się wieczorem. Po bieganiu po osiedlu również.
- Kiedyś po umyciu zębów woda przestała spływać. Nawet zaaplikowanie Kreta nie pomogło. No ale nic dziwnego, jak się do tego zlewu patyczki higieniczne czy podobne nierozpuszczalne rzeczy wrzuca...
- [edit 17.11.2016] właśnie wyrzuciłam z lodówki ogórki kiszone z datą ważności 25.07.2016r. Oraz kapustę kiszoną 25.09.2016r, w otwartym woreczku leżącym na płask, zalewającym sąsiednie produkty...

współlokatorzy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (Głosów: 28)
zarchiwizowany

#76845

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Karyna cz. 2.

GOŚCIE
- czułam się jakbym musiała pisać podanie i 3 zdjęcia potencjalnego gościa, plus 2 tygodnie czekania na rozpatrzenie
kiedyś dość mało spodziewanie przyjechał do mnie były- stwierdziła, że może sobie spać w hostelu
- Miała przyjechać przyjaciółka z dość głośnymi dziećmi, więc spytałam K, jak wygląda jej grafik by wizytę ustalić kiedy jej nei będzie. K stwierdziła, że idzie na L4 i " nie rekomenduje tej wizyty" bo " będzie się uczyć i w domu ma być spokój"
- przyjechał do mnie przyjaciel z lekami. ok. Godziny 22-23. chwilę pogadaliśmy. Pierwsze pytanie K rano- i co? Ruchaliście się?
- Przyjechał pogadać kolega, też jakoś w porze wieczornej. Zadzwonił, a K od razu- a to do ciebie? A kto to? A jaki kolega? Taaaa KOLEGA... a będzie nocował?
Stwierdziliśmy z Kubą, że " tak, będzie nocował, w twoim łóżku, posuń się"
- wyobrażała sobie że będę ją pytać czy mogę zaprosić koleżankę albo kogokolwiek na noc, przy czym np. Wizyt swojego byłego na seks nie zapowiadała. Albo wracałam i zastawałam psa znajomej ( nie lubię psów). Raz zostałam poproszona o zniknięcie na weekend, bo będzie miała gościa
- kością niezgody była sytuacja, kiedy rano w piątek pytała czy gdzieś wychodzę. Odp, że wieczorem, a zaraz przyjdzie przyjaciółka z dziećmi ( ta, której wizyty K "nie rekomenduje") i zaczęło się- ale nie może przyjść jak będę w pracy? ( urlop ma TERAZ, nie za tydzień, poza tym jakby nie brała lewego L4, to by była w pracy...) ... Ale u ciebie CIĄGLE ktoś jest ( sprawdziąm w kalendarzu ostatnio kumpela nocowałą 5.09- rozmowa odbyła się 29.10; i to przyjechała o 22 chwilę pogadałyśmy, pojechałą do kolegi, wróciła ok 2 i o 7 się zmyła, takie to " ciągłe" przesiadywanie u mnie gości)
- Potem w wystawionym ogłoszeniu miała wymaganie- "kogoś, kto nie będzie robił holelu z mieszkania". Nosz kurrrr.de. Obliczyłam, że przez 9 miesięcy mieszkania tam nie było mnie 6-8 tygodni ( różne wyjazdy, wolontariat, nocowanie u znajomych), a gości miałam łącznie może z 10 dni

JAK FOCH TO FOCH
- po sytuacji z przyjaciółką z dziećmi zaczął się foch. Stukanie z impetem wszystkimi szafkami, lodowate milczenie... Jak przyszedł przyjaciel, spytał, co to za grobowa atmosfera, stwierdziłam, że mam karę. Za samowolę. I tak 3 tygodnie przed moim poinformowaniem jej, że się wyprowadzam.
- Ale nagle okazało się, że śmieci można wynieść, naczynia można umyć, paier toaletowy, olej czy mąkę można uzupełnić. Zdziwienie moje było wielkie, ale tu muszę przyznać plusa

KOT
K wzięła drugiego koota od matki. Był u nas kilka miesięcy. Matka powiedziała jej, że kot choruje, bodajże na wątrobę. Początkowo nawet dostawał jakieś leki, sama mu podawałam jak K nie było.
Potem K stwierdziła, że "nie będzie na leki dla sierściucha wydawać kilkuset złotych" i przestała je kupować.
Kot wypróżniał się poza kuwetą- pół biedy, jeśli na kafelki, gorzej jak np. na nasze łóżka.
K dodała więc ogłoszenie " Oddam kota", w którym słowem nie zająknęła się, że kotu coś jest i że powinien odwiedzić weta.
Ciekawe, czyy jeszcze żyje.

współlokatorzy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (Głosów: 28)

#76818

(PW) ·
| Do ulubionych
Nawinęła mi się na fb oferta pracy.
Przypomniało mi to czas, kiedy sama pracy szukałam.
Natrafiłam na ogłoszenie w obsłudze klienta.
Wymagania, dyspozycyjność, wynagrodzenie, blablabla.
Praca od zaraz! PŁATNE SZKOLENIE!

Szkoda tylko, że płatne przeze mnie, o czym dowiedziałam się otrzymawszy maila z numerem konta do wpłat...

praca oferty szkolenia wyłudzenia

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (Głosów: 215)