Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 20 października 2017 - 11:29
O sobie:

przeciętna inaczej ;)

  • Historii na głównej: 66 z 111
  • Punktów za historie: 21532
  • Komentarzy: 7001
  • Punktów za komentarze: 8272
 

#80360

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam koleżankę. Właśnie - miałam, bo pożyczyłam jej pieniądze. 300 zł.
Po 4 latach upomniałam się o zwrot - ona nie ma, niedługo ślub, przygotowania, bla bla... Ok. Odezwałam się po ślubie (wszak koperty...), nie bo świeżo upieczony mąż stracił pracę...

Koleżanka zaczęła mnie odwiedzać, przynosząc różne rzeczy - kosmetyki (sądząc po niedługim terminie ważności, albo niezużyte prezenty, albo na promocji kupione), żywność z PCK (niby sąsiadka dostaje więcej niż potrzeba) itp....
Wzbraniałam się, bo w sumie nie było mi to potrzebne - płatki wolę markowe, mąkę mieszam z pełnoziarnistą, makaron i ryż jem ciemny, kosmetyki mam dobrane pod siebie... Koleżanka zostawiała przy wyjściu, potem mówiła - zużyj sobie. Ok, mam komu pomagać - oddawałam takie rzeczy lub rozdysponowywałam po koleżankach.

Po jakimś czasie upomniałam się o zwrot długu. Koleżanka ciężko zdziwiona- "Bo przecież tyle rzeczy ci dałam, że to powinno pokryć dług...", taaaaak, rzeczy jej niepotrzebne, a mi tym bardziej.
Poza tym żywnością czynszu nie zapłacę ani za zakupy nie wymienię.
W końcu oddała, z wielkim fochem, stwierdzeniem, że "już nie jesteśmy koleżankami", wywaleniem z fb i obrobieniem tyłka, jaka to jestem zła...

pożyczka kombinowanie

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (163)
zarchiwizowany

#80367

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie zrywania z kimś kontaktu jako sposób na "karę"... I zazdrości.
W liceum miałam chłopaka, Jacka ( imię prawdziwe). Jacek chodził za mną, chodził, i wychodził- ot taki związek z zasiedzenia.
Niby fajnie, ale- J miał zwyczaj przepytywać mnie z każdego wyjazdu- czy to wypad ze znajomymi, czy potem wyjazd na studia- ok godzina gadki pod tytułem " co ty robiłaś z tymi obcymi facetami".
Gdy byłam na studiach dostawałam raz po raz smsy w stylu " mijam cię na korytarzu, bardzo mi się podobasz, czy dałąbyś się zaprosić do kina? Arek", potem okazało się, że to J sprawdzał moją wierność.
Kiedyś wracając z wyjazdu zahaczyłam o dom przyjaciela, który zmienił mi soft w telefonie ( 10 lat temu nie było to takie super proste i dostępne) i w nowym było obowiązkowe hasło na sms- i na skrzynkę odbiorczą, i na nową wiadomość, co zaczęło mnie finalnie irytować. J przyjechał do mnie, telefon leżał "gdzieś" w pokoju, poszłam do toalety... wróciłam i awantura pod hasłem " jak ja śmiem mieć hasło? Wcześniej nie miałam!"... aha...
(Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że byłam bardzo młoda, mój pierwszy dłuższy związek, zachwyciłam się jego zachwytem i akceptacją i nie potrafiłam go skrzywdzić zrywając- dziś poleciałby za nakłanianie do tłumaczenia z wyjazdów,a za grzebanie w sms na milion procent.)
Po tym wydarzeniu zaczęłam czekać na powód do zerwania, by nie wyjść na sukę.
Powód nadarzył się niewiele później, gdy ów wspomniany ( i jedyny jak na tamten czas) przyjaciel został zamordowany- akurat pierwsza sesja na studiach, zero skupienia na nauce, siedziałam zaryczana i gapiłam się w ścianę. Jak zareagował mój ukochany J? Wysłał sms " zajmij się wreszcie MOIMI problemami".
Zerwałam, potem otrzymywałąm sms typu " właśnie umieram w miejscu, z którym łączy nas tyle wspomnień..."

Minęło sporo czasu, spotkałam jego siostrę i dowiedziałam się, że J PRZEZE MNIE nie skończył studiów, oraz również przeze mnie wyprowadził się i nie kontaktuje się z rodziną poza telefonem i rzadkimi przyjazdami. Rodzice ani siostra nawet dokładnie nie wiedzą, gdzie on mieszka.

Zła kobieta ze mnie.

zazdrość sprawdzanie_tel urwanie_kontaktu

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (27)

#80344

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod historią http://piekielni.pl/80324 wywiązała się dyskusja na temat zarobków- mnie osobiście iryuje, że w ofertach pracy potencjalny pracodawca nie pisze choćby widełek zarobkowych na danym stanowisku.
Generuje to sytuacje np.

Mieszkam w Gdańsku, oferta pracy w Gdyni, na 7:30. Wstaję o niemożebnej porze, by być trochę wcześniej, gdyż Gdyni nie znam. Na miejscu okazuje się, że po pierwsze stanowisko, na które aplikowałam jest już zajęte, a do zaproponowania mają mi inne- z pensją 6zł/h. Nie wiem, czy brutto, czy netto, bo po tej jakże szczodrej propozycji wyszłam. 6 zł kosztuje bilet SKM Gdańsk-Gdynia.

Na studiach dorabiałam przez Agencję Pracy Tymczasowej- ot rejestrowaliśmy się tam, jak nadarzała się np. inwentaryzacja/wykładka towaru/lepienie ciastek itp, koordynator dzwonił i pytał o chęć pracy. Zadzwoniła kiedyś pani mówiąc o "atrakcyjnych zarobkach", mieszkałam wtedy na Przymorzu, miejsce pracy Gdynia Witomino. Ok, jedziemy ze współlokatorką. Na miejscu okazuje się, że " atrakcyjne wynagrodzenie" to 4,20/h. Brutto. Zostałyśmy tylko dlatego, że była zima, ok 22 i ciężko się już było stamtąd wydostać.
Zainteresowanym polecam sprawdzenie czasu podróży w jedną stronę choćby za pomocą jakdojade.pl .

Co do koordynatorów, to ze wspomnianą współlokatorką dostałyśmy kolejne skierowanie na inwentaryzację, tym razem ul Rogalińska ( podobnie odsyłam do jakdojade, pamiętam, że podróż oscylowała w granicy 1,5-2h), na miejscu okazuje się, że miałyśmy się stawić przecież za 4 godziny i "jak to, my nic nie wiemy?". Ot, koordynator sobie nie zadzwonił/nie wysłał sms, że zaszła zmiana. Do domu wracać się nie opłacało, stawka 8zł była przyzwoita jak na tamte czasy, ale na dworze siąpiło, w sklepie nie pozwolono nam zostać, bo nie miałby nas kto pilnować...
Skończyłyśmy w jakiejś mordowni przy piwie za 3,5 ( spokojnie, jedno piwo w 4 godziny wywietrzało), siedząc te niemal 4 godziny z kuflami opróżnionymi w 90%.

I teraz zastanawia mnie, co kieruje pracodawcami, którzy nie podają takich informacji? Albo w trakcie rozmowy rekrutacyjnej, która okazuje się wieloetapowa, na pierwszym jej etapie nie mogłam dopytać się o wysokość zarobków, bo to " tajne" narazie... Po co tracić sobie wzajemnie czas?

rekrutacja zarobki pośrednicy_pracy

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (177)
zarchiwizowany

#80340

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przewinęła mi się historia o tym, jak to dziewczyna zakochana we współlokatorze przystała na jego propozycję seksu i usłyszała, że "dzięki, chciałem się sprawdzić" i pobiegł do swojej dziewczyny...

Miałam kiedyś adoratora (A). Chodził koło mnie, zagadywał, a że sympatyczny, to dałam szansę... Chłopak ciągle powtarzał, że pod względem seksualnym trzeba go " nauczyć na nowo" lub " odkurzyć", pomyślałam sobie, że ma przerwę podobną do mnie, tym lepiej.
Ogólnie do niczego wielkiego nie doszło, bo pan miał problemy z erekcją. Tym lepiej, bo któregoś razu zobaczyłam go całującego się z jakąś dziewczyną na przystanku... Potem był niepocieszony, że musiał dziewczynie tłumaczyć, jak to próbował " ćwiczyć " ze mną przed wielkim dniem z nią...

Drugi pan po moim niegdysiejszym wpisie na temat adoratorów i portali randkowych zaczął do mnie pisać... skończyło się na 3 miesięcznym przekonywaniu do siebie ( "przyjedź do Dużego Miasta, załatwię ci pracę, w sumie pasuję do twojej listy w 90% tylko ta odległość, ale to jest do pokonania...blabla... zależy mi na tobie..."), a jak się w końcu przekonałam, to okazało się, że "zależy mu na mnie" jak na ZNAJOMEJ oraz, że " no bo on nie wiedział, że to tak daleko zajdzie i ja się zaangażuję".

Pozdrawiam, bo wiem, że to czytasz.

Stanowczo zeżrą mnie koty.

adorator złudzenia wykorzystanie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (41)
zarchiwizowany

#80341

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co do http://piekielni.pl/80299 - jakim upodlonym człowiekiem trzeba być, by ukraść z korytarza WÓZEK INWALIDZKI?

kradzież złodziej bezczelność inwalidzi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (19)

#80294

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytam sobie historię Tenzprzeciwkacomakotairower, w której niektórzy najeżdżają na autora za infantylne rozwiązanie kwestii wiary 80229#.
Autor słusznie stwierdza, że zareagował stosownie do swoich możliwości, bo co miał zrobić 15-latek, obrazić się na rodziców i wyprowadzić?

Przypomina mi to jedną historię z mojego życia, stawiającą mnie w podobnej sytuacji.
Mój ojciec jest uprzedzony do wszystkiego, między innymi jest antyklerykałem. Do tego stopnia, że potrafił z księdzem na kolędzie celowo wdawać się w rozmowy upokarzające przynajmniej jedną, jeśli nie obie strony, zwyczajnie go podjudzał. Ksiądz natomiast nie lepszy - potrafił potem na kazaniu z nazwiska wymieniać mnie i pokazywać palcem, ubliżać mojemu ojcu (słusznie) oraz mnie (?!).

Historia właściwa. Co zrobił mój ojciec-antyklerykał słysząc, że nie chcę iść do kościoła? Ano pobił do krwi, wrzucił do samochodu i do tego kościoła zawiózł, wepchnął mnie przez drzwi i pojechał.

Miałam wtedy jakieś 12 lat, 38 stopni gorączki, był mróz, a do kościoła w sąsiedniej wsi około 2 kilometry po lodzie w jedną stronę, drogą, przy której fragmentami nie było nawet chodnika.
Rodzice do kościoła nie chodzili.
Obcy ludzie pytali, czy mogą mi jakoś pomóc, ale w sumie co mogli?

Mama do dziś nie rozumie, czemu z ojcem nie rozmawiam i nie spędzam z nimi świąt, brat sugeruje wyciągać rękę do zgody.
A ja pamiętam tę sytuację jako piękny przejaw hipokryzji.

kościół hipokryzja antyklerykał

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (200)

#80234

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeglądam poczekalnię, a tam kilka historii o kościele i hipokryzji...

Ok. miesiąc temu koleżanka wrzuciła na grupę post z pytaniem gdzie da się szybko załatwić zaświadczenie o bierzmowaniu, bo brat niedługo ma zostać chrzestnym. Zaświadczenie, nie sakrament. Na lewo.
Napisałam pod postem, że chrzestny wg KK ma za zadanie pomóc w wychowaniu dziecięcia w wierze katolickiej lub wręcz przejąć ten obowiązek, jeśli rodzice nie są w stanie, a jeśli ktoś ma religię tak głęboko, że od ok 15 roku życia zaprzestał jakichkolwiek kontaktów, to na chrzestnego się nadaje średnio. Poza tym post jest nawoływaniem do przestępstwa fałszerstwa i poświadczania nieprawdy.

Nie dziwi mnie nawet hipokryzja towarzysząca takiemu myśleniu, ale to, jak zostałam zmieszana z błotem pod tym komentarzem...

hipokryzja kościół chrzest

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (152)

#80036

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie historii 80028.

Jechałam tramwajem, miejsca zajęte, więc przycupnęłam na schodach w taki sposób, by nie przeszkadzać nikomu. Obok mnie siedziała matka z dzieckiem w spacerówce.
Wsiadła starsza kobieta. Początkowo myślałam, że to babcia dziecka, jakaś ciotka czy chociaż znajoma matki, ale z rozmowy wynikało, że panie się nie znają. Myślałam tak, bo babcia co rusz, to potrząśnie rączką dziecka, a to pogłaszcze po stópce. Dzieciak uśmiechnął się - babcia już z łapami by go podnieść i mocuje się (był zapięty w pasy), i przytula.
Matka nic.

Nie wiem jak dla was, ale jakby mi obca baba zaczęła obmacywać dziecko, tym bardziej brać je na ręce bez mojego pozwolenia, to bym ją momentalnie sprowadziła do parteru.
Nie wiem też, dlaczego obcy ludzie roszczą sobie prawo do dotykania, zaczepiania CUDZYCH dzieci bądź zwierząt.
Raz, że dziecko jest uczone braku kontroli nad własnym ciałem - skoro każdy obcy może je potarmosić. A potem pewnie "pocałuj ciocię, przytul wujka (czy tego chcesz, czy nie)".

Dwa, że dziecko nauczone takiej ufności, puszczone kiedyś na plac zabaw, nie będzie widziało nic złego w pójściu z panem opowiadającym o małych kotkach w piwnicy - bo nie zostało nauczone granic.
Podobnie jak straszenie - "ta pani cię weźmie", "zostawię cię tutaj i sobie pójdę" - i powodzenia potem z oddaniem potomstwa do przedszkola...

dzieci obcy ludzie zaczepianie

Skomentuj (75) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (200)
zarchiwizowany

#80117

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem inspiracja anonimowymi, historia http://anonimowe.pl/lqyNq.

Daaawno temu, dzieciakiem jeszcze będąc, zostałam wysłana przez mamę do apteki. Dostałam 50 zł, włożyłam w książeczkę RUM z receptą, poszłam.
Stoję w kolejce, doszła koleżanka, więc sobie umilamy czas rozmową.
Moja kolej, podeszłam do okienka, recepta przekazana, przychodzi po płacenia, a kasy nie ma. Myślałam, że upuściłam gdzieś, że się w książeczkę wsunęło, obszukałąm okolicę- nigdzie na podłodze pieniądze nie leżały, zaczepić się o co też nie było, ja ogólnie panika, bo dla 12-13letniej mnie to była kupa kasy, mama się zezłości... Czasy, kiedy wybierało się pieniądze na poczcie przy pomocy czeków, a najniższa krajowa to było z 600 zł.

No nic, wróciłam do domu, zebrałam burę, poszłam jeszcze raz.
Następnego dnia słyszałam, jak koleżanka chwali się, że znalazła 50 zł. W aptece.

Aha.

zgubione_pieniądze kradzież

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (36)

#79980

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam dzis w odwiedzinach u mojej niepełnosprawnej przyjaciółki.
Kasia porusza się wózkiem elektrycznym.
Siedzimy, pijemy herbatkę, rozmawiamy. Zapikał telefon- K dostała maila.

W mailu było zaproszenie do współudziału w projekcie do spraw równego traktowania osób niepełnosprawnych w zakresie udogodnień architektonicznych. Mail był osobisty, zawierał zwroty, iż "pomoc K w projekcie, jako osoby niepełnosprawnej, zapewni szerszą perspektywę na problem" itp., itd.

Spotkanie przewidziano na końcówkę miesiąca, niedaleko centrum, jednak K pamiętała, że w tamtej lokacji był do pokonania schodek, zadzwoniła więc w miejsce spotkania organizacyjnego.
Okazało się, że organizatorzy (pod mailem podpisana kobietka z jakiegoś urzędu plus prezydent miasta) postanowili na owo spotkanie wybrać aulę znajdującą się na pierwszym piętrze, w zabytkowym budynku szkoły bez wind ani jakichkolwiek udogodnień dla osób niepełnosprawnych.

Przypomina mi to też sytuację, kiedy inny kolega, również poruszający się na wózku, dostał wezwanie na komisję ds. orzekania o niepełnosprawności znajdującą się na pierwszym (lub drugim) piętrze w starej kamienicy...

niepełnosprawni udogodnienia poruszanie_się mindfuck

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (160)