Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 14 października 2017 - 11:07
O sobie:

przeciętna inaczej ;)

  • Historii na głównej: 66 z 111
  • Punktów za historie: 21508
  • Komentarzy: 6959
  • Punktów za komentarze: 8174
 
zarchiwizowany

#80367

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie zrywania z kimś kontaktu jako sposób na "karę"... I zazdrości.
W liceum miałam chłopaka, Jacka ( imię prawdziwe). Jacek chodził za mną, chodził, i wychodził- ot taki związek z zasiedzenia.
Niby fajnie, ale- J miał zwyczaj przepytywać mnie z każdego wyjazdu- czy to wypad ze znajomymi, czy potem wyjazd na studia- ok godzina gadki pod tytułem " co ty robiłaś z tymi obcymi facetami".
Gdy byłam na studiach dostawałam raz po raz smsy w stylu " mijam cię na korytarzu, bardzo mi się podobasz, czy dałąbyś się zaprosić do kina? Arek", potem okazało się, że to J sprawdzał moją wierność.
Kiedyś wracając z wyjazdu zahaczyłam o dom przyjaciela, który zmienił mi soft w telefonie ( 10 lat temu nie było to takie super proste i dostępne) i w nowym było obowiązkowe hasło na sms- i na skrzynkę odbiorczą, i na nową wiadomość, co zaczęło mnie finalnie irytować. J przyjechał do mnie, telefon leżał "gdzieś" w pokoju, poszłam do toalety... wróciłam i awantura pod hasłem " jak ja śmiem mieć hasło? Wcześniej nie miałam!"... aha...
(Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że byłam bardzo młoda, mój pierwszy dłuższy związek, zachwyciłam się jego zachwytem i akceptacją i nie potrafiłam go skrzywdzić zrywając- dziś poleciałby za nakłanianie do tłumaczenia z wyjazdów,a za grzebanie w sms na milion procent.)
Po tym wydarzeniu zaczęłam czekać na powód do zerwania, by nie wyjść na sukę.
Powód nadarzył się niewiele później, gdy ów wspomniany ( i jedyny jak na tamten czas) przyjaciel został zamordowany- akurat pierwsza sesja na studiach, zero skupienia na nauce, siedziałam zaryczana i gapiłam się w ścianę. Jak zareagował mój ukochany J? Wysłał sms " zajmij się wreszcie MOIMI problemami".
Zerwałam, potem otrzymywałąm sms typu " właśnie umieram w miejscu, z którym łączy nas tyle wspomnień..."

Minęło sporo czasu, spotkałam jego siostrę i dowiedziałam się, że J PRZEZE MNIE nie skończył studiów, oraz również przeze mnie wyprowadził się i nie kontaktuje się z rodziną poza telefonem i rzadkimi przyjazdami. Rodzice ani siostra nawet dokładnie nie wiedzą, gdzie on mieszka.

Zła kobieta ze mnie.

zazdrość sprawdzanie_tel urwanie_kontaktu

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (27)
zarchiwizowany

#80340

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przewinęła mi się historia o tym, jak to dziewczyna zakochana we współlokatorze przystała na jego propozycję seksu i usłyszała, że "dzięki, chciałem się sprawdzić" i pobiegł do swojej dziewczyny...

Miałam kiedyś adoratora (A). Chodził koło mnie, zagadywał, a że sympatyczny, to dałam szansę... Chłopak ciągle powtarzał, że pod względem seksualnym trzeba go " nauczyć na nowo" lub " odkurzyć", pomyślałam sobie, że ma przerwę podobną do mnie, tym lepiej.
Ogólnie do niczego wielkiego nie doszło, bo pan miał problemy z erekcją. Tym lepiej, bo któregoś razu zobaczyłam go całującego się z jakąś dziewczyną na przystanku... Potem był niepocieszony, że musiał dziewczynie tłumaczyć, jak to próbował " ćwiczyć " ze mną przed wielkim dniem z nią...

Drugi pan po moim niegdysiejszym wpisie na temat adoratorów i portali randkowych zaczął do mnie pisać... skończyło się na 3 miesięcznym przekonywaniu do siebie ( "przyjedź do Dużego Miasta, załatwię ci pracę, w sumie pasuję do twojej listy w 90% tylko ta odległość, ale to jest do pokonania...blabla... zależy mi na tobie..."), a jak się w końcu przekonałam, to okazało się, że "zależy mu na mnie" jak na ZNAJOMEJ oraz, że " no bo on nie wiedział, że to tak daleko zajdzie i ja się zaangażuję".

Pozdrawiam, bo wiem, że to czytasz.

Stanowczo zeżrą mnie koty.

adorator złudzenia wykorzystanie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (41)
zarchiwizowany

#80341

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co do http://piekielni.pl/80299 - jakim upodlonym człowiekiem trzeba być, by ukraść z korytarza WÓZEK INWALIDZKI?

kradzież złodziej bezczelność inwalidzi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (19)
zarchiwizowany

#80117

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem inspiracja anonimowymi, historia http://anonimowe.pl/lqyNq.

Daaawno temu, dzieciakiem jeszcze będąc, zostałam wysłana przez mamę do apteki. Dostałam 50 zł, włożyłam w książeczkę RUM z receptą, poszłam.
Stoję w kolejce, doszła koleżanka, więc sobie umilamy czas rozmową.
Moja kolej, podeszłam do okienka, recepta przekazana, przychodzi po płacenia, a kasy nie ma. Myślałam, że upuściłam gdzieś, że się w książeczkę wsunęło, obszukałąm okolicę- nigdzie na podłodze pieniądze nie leżały, zaczepić się o co też nie było, ja ogólnie panika, bo dla 12-13letniej mnie to była kupa kasy, mama się zezłości... Czasy, kiedy wybierało się pieniądze na poczcie przy pomocy czeków, a najniższa krajowa to było z 600 zł.

No nic, wróciłam do domu, zebrałam burę, poszłam jeszcze raz.
Następnego dnia słyszałam, jak koleżanka chwali się, że znalazła 50 zł. W aptece.

Aha.

zgubione_pieniądze kradzież

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (36)
zarchiwizowany

#79640

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie http://piekielni.pl/79630 - Woodstock.

Nie zrozumiem, po co ludzie biora na kilkudniowe-tygodniowe wypady pod namiot, w wielkie skupiska ludzkie, wśród hałasu i zapachów- psy? Jakiekolwiek zwierzęta? Pies się tylko nastresuje zapachami i hałasem pochodzącym z kilku scen, niemożnością wybiegania się, a jak mu się zachce siku, to współczuję właścicielom sąsiednich namiotów.

Albo pani zabierająca NIEMOWLĘ pod samą scenę.
Albo druga pani- z rok temu- kłócąca się z ochroniarzem, by ściszono koncert z Dużej Sceny, bo jej kilkuletnie dziecko nie może zasnąć.
Albo moja faworytka, która weszła w przestrzeń stworzoną przez ludzi cofających się do " ściany śmierci"- z niemowlakiem w wózku, "bo się miejsce zrobiło"...

Edit:
"Ściana śmierci" wygląda mniej więcej tak

koncert psy dzieci

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (81)
zarchiwizowany

#77260

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czy was też nękają operatorzy? Nieczuli na wyjaśnienia, że nie jesteście zainteresowani ofertą?

Fioletowa sieć wydzwaniała do mnie od tygodnia. Kiedyś działało ignorowanie telefonów lub powiedzenie, że żadnych ofert nie chcę.
Teraz nie. Budzę się- oni, siedzę z rozdziawioną paszczą u dentysty- oni, u ginekologa- również oni, zasypiam- oni. Tak z 5-7 razy dziennie, czasem w odległości 10 minut.
Odebrałam, powiedziałam, że nie interesują mnie oferty, wyłączyłam się.
Dzwonią znowu. Podenerwowana wdałam się w dyskusję, pani przekonywała mnie, że nie chce nic sprzedać i dzwoni Z TROSKI. Aha, na pewno. Po czym zaproponowała specjalnie dla mnie...
Wkurzyłam się, dobitnie powiedziałam parę słów, obiecała odkliknąć w systemie.
Odkliknęła tak, że po 5 minutach miałam kolejny telefon, tym razem głuchy.
Cisza, piknięcie, cisza.
I takich telefonów jeszcze 5.
Pojechałam do salonu, wyłączyłam zgody marketingowe, przyszły smsy potwierdzające.
Chwila spokoju, po czym następnego dia w ciągu 3godzinnej podróży pociągiem dzwonili 4 razy.
Wkurzona powiedziałam konsultantce, że mam zgody wyłączone i jak dalej będą mnie uparcie nękać, zgłoszę do prokuratury.
Od tego czasu cisza.
Ciekawe, na ile.

PS. telefon od zawsze na kartę przed przepisaniem do Fioletowych dzwonili Pomarańczowi, choć żadnych zgód nie podpisywałam- ot kupiłam numer w kiosku, doładowałam i mam.
Przeniesienie nastąpiło koło 10 lat temu, musiałam się zarejestrować, ale ręki nie dam uciąć, że te zgody tam były.
W każdym razie zwykle wystarczało powiedzenie, że nie chcę ofert, był spokój na jakiś czas.
A teraz męczą mimo odwołania zgód :/

operator sprzedaż oferta nękanie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (86)
zarchiwizowany

#77180

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Poczytałam Poczekalnię i kilka historii o plecakach i siatkach na siedzeniach i aż mną zatrzęsło.
Ze względu na komentarze w stylu, że
- co komu przeszkadza plecak, jak w autobusie są wolne miejsca?
- przecież można poprosić o zdjęcie plecaka

Wiecie, do czego prowadzi taka postawa?

Otóż chciałabym przytoczyć historię, która miała miejsce w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Wsiadłam do tramwaju zmierzającego do Centrum. Siedzenia zajęte, kilka osób stało. Przeszłam kawałek w głąb tramwaju by innym wchodzącym nie przeszkadzać i zobaczyłam chłopaka słuchającego muzyki, a obok niego plecak.
Zapytałam kulturalnie, czy mógłby ten plecak wziąć na kolana, bo chciałabym usiąść.
Zero reakcji- słuchawki na uszach.
Więc wzięłam plecak, położyłam mu go na kolana i usiadłam obok.
Chłopak odrzucił ten plecak w moim kierunku i ( nie wiem, czy przypadkowo, czy celowo) dostałam nim w twarz.
Okrasił sytuację komentarzem- Jeszcze raz ruszysz mój plecak głupia k*rwo, to ci przypiertolę.

Pod jedną z historii ( #77155 ) jedna osoba ośmieliła się napiętnować stawianie plecaka na miejscu do siedzenia, i została zminusowana.
Siedzenia są DLA LUDZI, nie dla plecaków i siatek.
Mnie nie boli słowo " proszę" czy " przepraszam", natomiast jeszcze nie spotkałam się z ochoczym ściągnięciem bagażu na widok kogoś, kto stoi obok zajętego przez ów bagaż miejsca.
Nawet po prośbie było furczenie pod nosem ( "młoda jest, może postać") albo chamska odmowa ( " bo mi będzie niewygodnie/ bo mi się torba pobrudzi").
I nie rozumiem, dlaczego taka osoba nie może tego plecaka, torby czy reklamówki wziąć na kolana sama z siebie, tylko patrzy uparcie przed siebie lub na stojących ludzi i nie robi NIC. Żeby jeszcze czekałą na to "proszę", ale proszenie często kończy się fochem :/ .
Nie wiem, czy to ja mam pecha do chamskich ludzi...

plecaki siatki komunikacja_miejska

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (214)
zarchiwizowany

#77085

(PW) ·
| było | Do ulubionych
I ja doświadczyłam nieco bardziej publicznej wizyty u ginekologa niż bym chciała.

Walentynki na całego, rano chirurg szczękowy, po południu gin. Jak powiedziała przyjaciółka- i buzi, i dupci.

Zaskoczenie pozytywne, przyszłam, usiadłam w poczekalni.
Wyczytywanie pacjentek po nazwisku, a nie jak w poprzedniej przychodni, kto pierwszy przyszedł, ten lepszy niezależnie od zapisów na godziny.
W gabinecie gina i położnej zamki zatrzaskowe- nie do otworzenia z zewnątrz- doktor wywołuje po nazwisku, do położnej się puka.
Dalej pełna profeska, wchodzę, wywiad, oddzielne dyskretne pomieszczenie z toaletą do rozebrania się, załątwienia potrzeby fizjologicznej ( przydatne, bo badanie obejmuje uciskanie brzucha).
Wychodzę, montuję się w fotelu, cytologia, uciski, usg transwaginalne.
I wchodzi pani położna (drzwi pomiędzy jej a doktora gabinetem). Zero pukania. I gada w najlepsze z panem doktorem. Parawanu brak. ŻENADY BRAK z jej strony również. Dyskusja trwa. Żadnego "przepraszam", czy coś.
A ja unieruchomiona na "samolocie".

I powiem Wam, że nawet jakoś nie chodzi o wstyd w moim przypadku ( jestem seksuologiem, nie mam problemu ze swoim ciałem czy znagością), ale o to, że państwo zachowywali się tak, jekby to było NORMALNE- prowadzić sobie rozmowy przy rozebranej pacjentce.
Ale jakby to była ofiara molestowania seksualnego? Dziecko? Dziewczyna pierwszy raz u ginekologa? Ofiara gwałtu?
Słabo.

Przy czym, mimo iż sama możliwość wejścia do gabinetu podczas badania osoby postronnej, albo ustawienie fotela w miejscu wyeksponowanym, nie np. za parawanem, jest już wystarczającą piekielnością, to błagam... nawet jak się taki niefortunny przypadek zdarzy, to się przeprasza i wycofuje, a nie wchodzi i gada przy rozkraczonej pacjentce z sondą ginekologiczną w wyeksponowanym wnętrzu, patrząc jej w krocze, bo przy nim znajduje się doktor...

ginekolog intymność

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (165)
zarchiwizowany

#76952

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Refleksje po wczorajszym spacerze z [P]rzyjaciółką.

Otóż ma ona [K]oleżankę, która wychowuje 15letniego [S]yna.
Poszedł do gimnazjum osiedlowego, bo do wymarzonego były 3 przystanki tramwajem i " on sobie nie poradzi".
Zakupów też nie potrafił zrobić.
Teraz pzychodzi do wyboru liceum, na osiedlu nie ma żadnego, i powstaje problem.

Ostatnio proces decyzyjny, czy poslac [S] po zmroku do sklepu trwał u [K] 40 minut. Dzieciak w końcu do sklepu nie poszedł, " bo było ciemno".

nadopiekuńczość dzieci wychowanie samodzielność

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (30)
zarchiwizowany

#76928

(PW) ·
| było | Do ulubionych
ZŁODZIEJU, który pozbawiłeś mnie reklamówki z Terranovy wraz z zawartością podczas pakowania produktów z Biedronki do plecaka ( stałam przy kasie, siata z ciuchami pomiędzy moją nogą, a kontuarem, pakuję zakupy do plecaka a to hyc- myk!), pragnę przypomnieć, że w tego typu sklepach znajdują się KAMERY.
Zwłaszcza jeśli jest to centrum handlowe.

złodzieje bezczelność

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (29)