Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 23 stycznia 2017 - 21:42
O sobie:

przeciętna inaczej ;)

  • Historii na głównej: 44 z 77
  • Punktów za historie: 17150
  • Komentarzy: 4841
  • Punktów za komentarze: 4857
 
zarchiwizowany

#76577

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wróciłam od koleżanki.
Kiedyś dała mi tableta, bo dostała do umowy na abonament, a nikt go w domu nie używał.
Ja nie lubię urządzeń dotykowych i używam go wyłącznie awaryjnie, dlatego dziś wysunęła sugestię, bym go jej oddała, "to będzie dla dzieci".

Nie chodzi nawet o zwracanie prezentów, bo jeśli jej sie przyda bardziej niż mi, to ok.
Chodzi o to, że jej dzieci mają rok i 2,5.

rodzicielstwo tablet substytut_uwagi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (Głosów: 27)
zarchiwizowany

#76409

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tematy weselne...

Mój były narzeczony utrzymywał regularnie kontakt z dalszą rodziną- kuzynostwem, wujostwem. W wyniku silnych więzi rodzinnych często byliśmy zapraszani na wesela.
Pewnego razu akurat wyjeżdżałam do pracy (wakacje w czasach studenckich), a tu wesele. Ja takich spędów masy obcych dla mnie ludzi nienawidzę, więc w sumie się cieszyłam nawet, że mnie to ominie.
Narzeczony poszedł sam. Cały wieczór spędził obtańcowując kuzynki, najwięcej czasu poświęcił niejakiej Ani, 10 lat od niego młodszej ( on 26 ona 16).

Od tego czasu zaproszenia zaczęły przychodzić imiennie na Patryka i Anię. Pomimo iż rodzina doskonale wiedziała, że jesteśmy ze sobą 4 lata, zaręczeni, mieszkamy razem.

Ania natomiast wymyśliła, że zaprosi Patryka na jakieś połowinki czy inny bal gimnazjalny. Jako swoją osobę towarzyszącą. Z noclegiem, bo to miasto oddalone od naszego domu o kilkadziesiąt kilometrów....

wesele hucpa rodzina zaproszenia

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (Głosów: 118)
zarchiwizowany

#76393

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj wracałam tramwajem do domu, siedziałam zaraz za kierowcą.
Podszedł mężczyzna, chcąc kupić bilet. Bilet kosztował 3,80, podał pani motorniczej 5 zł.
PM- Odliczone!
M- Ale nie mam...
PM- A ja nie mam wydać!
M- Trudno, niech pani zatrzyma resztę...
PM- Nie ma mowy!
( I srrrru mu tym piątakiem przez okienko)
M- A co jeśli będzie kontrola?
PM- Nie obchodzi mnie to!
Włączyłam się do rozmowy, powołując się na art. 135 KW i 535 KC, baba dalej swoje opryskliwie.
Kiedyś sama byłam w sytuacji podobnej, bilet kosztował 1,80, podałam dwuzłotówkę i z minutę przekonywałam pana, że te 20 groszy może zatrzymać...
Jadę dalej, jakaś pani wychodząca podała M swój bilet mówiąc, że jest ważny jeszcze 40 minut. Uratowany.
Przyszedł drugi mężczyzna, podaje pani 4 zł i ta sama śpiewka.
Jedziemy i... KONTROLA. Kontroler nie dał sobie wytłumaczyć. Brak biletu to brak biletu. M2 nie przyjął mandatu a ja będę musiała zeznawać w sądzie...

I teraz- czy tabór może tak zrobić? Przecież:
art. 135 KW
"Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny"- pani bilet fizycznie miała, klienci mieli pieniądze, by go kupić.
art. 535 KC
"Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę." - nie ma ani słowa o wydawaniu reszty, poza tym, obowiązek zapłacenia ceny towary spoczywa na kupującym (nie ceny wyższej, za pomocą wyższych nominałów tylko dokładnie ceny towaru).

Bo moim zdaniem możliwości piekielności są 2
1. Albo szef taboru stawia swój regulamin ponad prawem, w wyniku czego zmusza motorniczych do popełniania wykroczeń, a pasażerów naraża na straty z powodu mandatu i zmusza co bystrzejszych do włóczenia się po sądach lub też strzela sobie w kolano tworząc rzesze gapowiczów.
2. Albo też jest to jakoś usankcjonowane.
Tylko wtedy co ma zrobić taki pasażer, chcąc być uczciwym? Wysiąść na następnym przystanku i kupić bilet gdzie indziej? Nie we wszystkich miejscach ani miastach są automaty. Kioski są otwarte do godziny 18, nie wszystkie sklepy prowadzą sprzedaż biletów. I co, człowiek posiadający pieniądze na bilet nie może podróżować komunikacją miejską BO NIE? Musi jeździć taksówkami lub iść pieszo? Albo ryzykować mandat?

Drodzy Piekielni, może ktoś się zna?
Drodzy Kontrolerzy, co Wy robicie w tej sytuacji?

komunikacja_miejska bilety odmowa_sprzedazy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (Głosów: 36)
zarchiwizowany

#76324

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia należy do mojej przyjaciółki, a właściwie do jej brata.

Mam przyjaciółkę, Kasię, poruszającą się na wózku inwalidzkim. Oboje z bratem Tomkiem chorują na zanik mięśni.

Historia dotyczy byłej dziewczyny Tomka, Marty (bodajże). Otóż Marta swego czasu prawie mieszkała u Tomka i jego mamy. Mieszkała, robiła syf, nigdy po sobie naczyń nie zmyła, nie zrobiła zakupów itp. Żeby było ciekawiej- dziewczyna miała pracę, nawet niezłą, zwyczajnie pasożytowałą na niepełnosprawnym chłopaku i jego matce.
Wszystko ogarniała mama Kasi i Tomka, ponieważ miała obsesję na punkcie tego, żeby nikt nie zarzucił, że " no wiadomo, niepełnosprawni mieszkają, to nie dziw, że syf".

Marta dostała mieszkanie w spadku po babci. Młodzi byli zaręczeni, więc matka Tomka wyłożyła pieniądze na remont. Odpicowali mieszkanie, pieniędzy starczyło na meble.
Pył był taki, że mama Tomka razem z jakąś koleżanką kilkukrotnie musiały przetrzeć 10piętrową klatkę.
Ale mieszkanie było wymuskane.

Następnego dnia Marta zwróciła Tomkowi pierścionek zaręczynowy i zerwała z nim

pazerność wykorzystywanie niepełnosprawni pasożyt

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (Głosów: 144)
zarchiwizowany

#75989

(PW) ·
| było | Do ulubionych
http://piekielni.pl/75931
Coś podobnego przeżyłam sama.

Jechałam autobusem, w pewnym momencie robił on "nawrotkę" i to bynajmniej nie z najmniejszą prędkością.
Siedziałam "od przejścia", a tu kobieta siedząca "od okna" wstaje i pcha się na mnie. Ani "przepraszam", ani nic.
Powiedziałam pani, że wstanę i przepuszczę ją jak autobus zatrzyma się na pryzstanku.
Zwyzywała mnie że młoda że dupska się podnieść nie chce.
Zdążyłam powiedzieć, że raz tak już miałam przy wstawaniu i nagłym hamowaniu, że uszkodziłam kręgosłup, nie mogłam się podniećć i resztę trasy spędziłam na podłodze, bo NIKT mi nie pomógł, a ludzie zgrabnie przeskakiwali nade mną leżącą w przejściu.
Babsko prawie mi się na kolana wpakowało ( normalnie jak taran), dobrze, że już był ten przystanek...

znieczulica komunikacja_miejska autobus starzy_ludzie roszczeniowość

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (Głosów: 117)
zarchiwizowany

#74425

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wynajem pokoju. Historyjki różne, i z rozmów/obchodów i z samego mieszkania.

1. Pokój w domku jednorodzinnym.
Blisko morza, blisko pracy- ok. Osobna łazienka. Pokój miał może 6-7 metrów, w podpiwniczeniu, łazienka po schodkach, kuchnia wspólna. Do kosztu wynajmu ( 650 zł/mies) dochodzi woda wg licznika.
Państwo liczniki mają w salonie nad kanapą, nie wiem, patrzą w nie zamiast tv? Dookoła domku kamery- monitory również w salonie.
Za każdego nocowanego gościa dopłata 10 zł.

2. Pokój w mieszkaniu studenckim.
Pan wypytał o wszystko- gdzie pracuję, ile zarabia, czy mam chłopaka, czy planuję ślub (?!) i dzieci (?!!), w jaich godzinach pracuję... czekałam tylko na pytanie o bieliznę i ulubioną pozycję sąsiadów.
Oczywiście dopłata za każdego gościa 10 zł.

3. Mieszkanie studenckie, 3 pokojowe.
Wprowadziłąm się, razem ze mną mieszka Patryk w osobnym pokoju, trzeci pokój wolny. W ramach gospodarowania pokojem pani właścicielka wynajmuje go losowym ludziom, czasem na noc, czasem na parę dni. Więc błąkają się po domu obcy ludzie, zostawiają syf, do którego się nie poczuwają, zuzywają środki czystości. Ciekawie jest z parami "na jedną noc", zdarzaają się też imprezy do późnych godzin ( pracowałąm wtedy w 2 miejscach, potrafiłam wyjść z domu o 5.40 i wrócić ok 23.30, więc sen jednak się przydaje...).
Wracam, na stoliku w kuchni karteczka- "Proszę bardziej dbać o czystość w części wspólnej". Olałam, bo pani po swoich gościach w 3cim pokoju nie sprzątała.
Kiedyś wracam na szybki obiad i zastałam ją. Właścicielkę. Pijącą herbatę. MOJĄ herbatę. Z MOJEGO ulubionego kubka...

4. Wynajmowanie pokoju u "babci", to były moje początki i po tym wydarzeniu nigdy mieszkania z właścicielem, szczególnie osoba starszą. Pretensje o wszystko- światło, późne przychodzenie ( zajęcia na uczelni mieliśmy 2 dni, jede od ok. 7.30 do 20, drugi 10-14, dla pani "póóźno" to ok 21- taaaak a zakupy zrobią się same). Wielka awantura jak nie odpowiedziałam na " dzień dobry", bo nie słyszałam, jak weszła. Obdzwonienie ze zwierzeniami i krzykiem córki i całego stada sąsiadek, bo "niewychowana dziewucha". Uciekłam po miesiącu.

5. Kawalerka z chłopakiem. Znowu starsza pani. Mieszkanie zostawione w pobieżnym nieporządku- ot musieliśmy odkurzyć, posprzątać, podłogę wytrzeć itp. Szafa trochę się rozpada, ale jest. No fajnie, mieszkamy mieszkamy.
Mniej lub bardziej zapowiedziane wizyty, problemy z sąsiadami ( np. po 2 miesiącach wygarnięte, że nie sprzątamy korytarza- ale z informacją, że mają dyżury mmieszkańcy, a sprzątaczki nie ma, nie przyszedł nikt). Podjęliśmy decyzję o wyprowadzce.
Wcześniej mieszkała tu jedna dziewczyna, teraz my we dwójkę, więc jak przyszło rozliecznie wody dopłąciliśmy, potem płaciliśmy wyższe prognozy. Pani włąścicielka oburzona, że jak śmieliśmy zużywać tyle wody?! Przecież ona po takiej cenie nikogo nie znajdzie! Nie wiem, czy wg niej mieliśmy kąpać się w morzu...
Przy zdawaniu est białaj rękawiczki- również na nadprożach, za szafą, futryny okien itp. i tekst, że kaucji ( 800 zł ) nie odda bo potrzebuje na środki czystości by po nas posprzątać. Jasne. 800 zł. Wywalczyłam 500 do ręki, resztę miałam dostać po zakupieniu przez panią środków ( to nic, że wprowadzając się kupiłam wszystie możliwe płyny i czyściki...), kasy do dziś nie mam, napisałąm więc zgrabny donosik do US- umowa była sporządzona, pieniądze zawsze do ręki, więc sprawdzić nie zawadzi.

wynajem pokoje mieszkania właściciele

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (Głosów: 109)
zarchiwizowany

#71660

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Muszę się wygadać, bo jeszcze mnie trzęsie.
Wracałam autobusem ( mieszkańcy Gdańska skojarzą, nr 178 na Olszynkę). Przy przystanku Dworkowa stoi znak skrętu do zatoczki autobusowej ( znak taki postawiony na jezdni, biało-czerwone strzałki, gdyż zatoczka wydzielona jest kawałkiem chodnika z powierzchni jezdni). Zatrzymujemy się, ale drzwi się nie otwierają. Wtf? Dokładnie przed autobusem stoi osobówka kierowana przez starszego pana. Szerokość drogi w tym miejscu nie pozwala na wyminięcie się pojazdów. Stoi. I Stoi. Po kilku minutach pytam uprzejmie kierowcę, czy mógłby otworzyć drzwi.
Wysiadłam, podchodzę do auta i uprzejmie sugeruję:
[J]- Czy mógłby pan przejechać ten kawałek po chodniku lub cofnąć się kawałeczek?
[S]- Nie będę po chodnikach jeździć!
[J]- W tym miejscu droga jest za wąska byście się wyminęli, będzie pan stał tak godzinę?
[S]- Będę! Niech autobus się wycofa!
[J]- Ale dla pana ten manewr jest łatwiejszy niż dla tak dużego pojazdu...
[S]- G*wno mnie to obchodzi! Jak debil nie umi jeździć, to niech stoi!
Zaczęła tworzyć się kolejka samochodów za autobusem.
[J]- Proszę pana, powoduje pan korek na drodze, autobus już nie ma gdzie się cofnąć, bo stoi za nim sznur samochodów...
[S]- G*wno mnie to obchodzi! Mógł wcześniej wycofać!
Stwierdziłam, że z debilem kłócić się nie będę, poszłam w stronę domu. Po jakichś 5 minutach staruch przejechał koło mnie- ufff problem rozwiązany. Przejechał obok, cofnął, przejechał mi 10 cm od stopy, znowu cofnął i rusza tyłem na mnie! Stwierdziłam uskakiwać nie będę, nie ma gdzie, skoncentrowałam się na zapamiętaniu numeru rejestracyjnego- jeśli mi się coś stanie, zgłoszę na policję umyślne uszkodzenie ciała.
Staruch dopchnął mnie samochodem tak, że plecami dotykałam czyjegoś ogrodzenia, otworzył szybkę i zaczął mnie wyzywać.
Poczekałam aż skończy i odjedzie i poszłam w swoja stronę.

kierowcy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (Głosów: 29)
zarchiwizowany

#71661

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Spotkałam się dziś na Długiej ( Gdańsk) z bratem i naszym wspólnym kolegą. Kolega jest zawodowym muzykiem, często grywa po pubach, daje mini koncerty.
Dziś siedział na ławce, grał sobie na gitarze i śpiewał, brat zaś, jako fotograf-amator, pstrykał mu zdjęcia.
Meritum- Ayoub jest Marokańczykiem, ma ciemniejszy kolor skóry.
Stojący nieopodal promotor restauracji krzyczał do stojących blisko niego ludzi, że " takich to tylko na bezludną wyspę i rozpiertolić!"
Ayoub mieszka w Warszawie, po polsku sporo rozumie.
Weszłam zatem do owej restauracji/pubu, poprosiłam o rozmowę z managerem, wyłuszczyłam problem. Mężczyzna odpowiedział mi, że pan nie jest pracownikiem restauracji tylko osobą z zewnątrz. Zasugerowałam, że może przyda się baczniejsza selekcja takich osób, bo jednak knajpkę reprezentuje, a jego zachowanie nie działa bynajmniej na korzyść lokalu. Mężczyzna wzruszył ramionami.

Pogratulować PR...

rasizm promotorzy PR

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (Głosów: 33)
zarchiwizowany

#69764

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/69738 przypomniała mi niedawną rozmowę ze znajomym.
Otóż M po pijaku wracał z imprezy. I film mu się urwał.
Obudził się jakiś czas potem.
Pobity.
Bez portfela i telefonu.
Na torach kolejowych.

W sumie zapił, niby jego wina.
Nie jestem też w stanie stwierdzić na 100%, ale wiele wskazuje na to, że nie dość, że został ofiarą rozboju, to jeszcze ktoś porzucił go nieprzytomnego na torach.

Nie ogarniam s*****syńtwa.

alkohol kradziez pobicie powrot z imprezy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (Głosów: 181)