Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 24 czerwca 2018 - 22:20
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 76 z 132
  • Punktów za historie: 23409
  • Komentarzy: 7718
  • Punktów za komentarze: 8185
 

#82392

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia fala historii około medycznych przypomniała mi rozmowę telefoniczną z mamą sprzed paru miesięcy. Zaniepokoiłem się nieco, gdy zadzwoniła na moją zagraniczną komórkę, ponieważ robiła to dość rzadko - z reguły rozmawiamy przez programy łączące przez internet, coby nie zbankrutować. Brzmiała na rozbawioną, niemniej głos jej się trochę trząsł.

- Wiesz synek, właśnie do mnie ze szpitala zadzwonili i powiedzieli, że dzwonią w sprawie operacji mojego syna. Myślałam, że serio coś ci się stało, wiesz?
- Nic mi nie jest, nie jestem i nie byłem ostatnio w żadnym szpitalu. Zresztą, jak się z nimi dogadałaś? Chyba nie nauczyłaś się [języka kraju, w którym mieszkam] biegle w ostatni tydzień?
- Nie nie, to z polskiego szpitala.
- To muszą być jacyś oszuści, nie mieszkam w Polsce od czterech lat.
- Naprawdę ze szpitala dzwonili. Pamiętasz, jak miałeś problemy z kolanem?

Pamiętam. Gdy byłem dwunastoletnim czy czternastoletnim gnojkiem, niby bez przyczyny miałem coraz większe problemy z kolanem. Bolało podczas biegania, przeskakiwało, uczucie tarcia przy chodzeniu, generalnie kolano 0/10. Mama ganiała ze mną po lekarzach, miałem prześwietlenia, USG, testy, skierowania, ale temat jakoś ucichł, więc mama mnie "po znajomości" wcisnęła na jakąś rehabilitację. Pomogło na parę lat, trzy lata temu zoperowano mi to kolano już za granicą. Trochę się irytowałem, bo parę miesięcy czekania w kolejce, ale przynajmniej za darmo.

- No tak, pamiętam. To z tym dzwonili?
- Miałeś skierowanie na operację. Ja już całkiem o tym zapomniałam, ale przed chwilą mi powiedzieli, że mają już termin dla ciebie.
- Po piętnastu latach? Teraz sobie przypomnieli? Teraz już nie potrzebuję.
- Tak im powiedziałam. "Proszę pani, tę nogę to już mu dawno upie**olili", życzyłam miłego dnia i się rozłączyłam.


Nogi mi co prawda nie "upie**olono", ale... po PIĘTNASTU latach? Serio????

sluzba_zdrowia

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 249 (273)

#66205

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś, dawno temu, prowadziłem sklep z poligrafią (głównie zaproszenia ślubne itp. - współpracowałem z drukarnią, ale to mniej ważne dla historii).

Miałem w ciągu dnia dużo czasu, zwłaszcza rano, paru klientów dziennie, ale konkretnych. Sprowadza się to do tego, że miałem niekiedy sporo wolnego czasu, coby gadać z ankieterami i innymi…

I o tych innych mi chodzi.

Przykład. Dzwoni dziewczę, mówi, że prowadzą portal internetowy, promujący takie firmy jak moja i bardzo potrzebują, coby i mnie zamieścić na stronie. Pytam przekornie: "a jakie to?". Odpowiada "właśnie o takim profilu, jak pana firma".

W tym momencie już wiem, że ona nie ma pojęcia, czym się zajmuję. Pyta mnie, pod jakimi hasłami mnie znaleźć, jak mnie wpisać, pod czym mnie szukać, słowa klucze, w międzyczasie chwali, jakiego to nie mają pozycjonowania na www - dzięki nim mnie od razu znajdą.

Na stwierdzenie, że tym się zajmuje franczyzodawca i jesteśmy największym dostawcą tego typu usług i pierwsi zawsze w wyszukiwarkach, nie reaguje, tylko dalej swoje.

Ja, jako że klientów nie ma, ciągnę rozmowę, dziewczyna obiecuje kokosy, zapewnia, że im zależy tylko na moim dobru. Spoko, jak chcecie mnie wpisać do bazy danych portalu (w życiu o nim nie słyszałem, a starałem się być na bieżąco w branży), to nie ma problemu - firmie każda reklama się przyda.

Pół godziny mija, dziewczę, po szybkim tempie zachwalania profitów, jednym tchem wręcz rzuca: "to rozumiem, że fakturę wysłać na adres zarejestrowania firmy - 315 zł brutto miesięcznie".

Spodziewałem się tego, więc odpowiedziałem, że nie ma problemu, jak chcą mnie umieścić w swojej bazie, to nie muszą za to płacić (taki ze mnie troll). Zdziwiona: "ale jak to?", ja na to: "ależ to pani do mnie dzwoni, ja chcę tylko pani pomóc przecież".

No rozłączyła się, ciekawe czemu.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 242 (330)

#80710

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Kupiłem domek letniskowy w sąsiedztwie Władysławowa tak mniej więcej 10 minut piechotą do jego centrum i tyle samo do plaży. Prosty murowany na poddaszu jeden pokój, na dole drugi oraz łazienka i kuchnia. Woda i ogrzewanie elektryczne pozwalają na teoretycznie całoroczne użytkowanie. No, ale w praktyce od Maja do Października. Traktuję to jako działkę gdyż albo pociągiem lub wozem 2,5h jazdy i jestem nad morzem.

W każdym razie mam piekielnych kuzynów.
Jedna ciocia z jej rodzinką w postaci męża i dzieciarni po 13-15 lat.
Druga ciocia z mężem, oraz ich córki po około 19-21 lat.
Normą jest domaganie się kluczy w okresie wakacyjnym, bo przecież rodzina, a w tych regionach koszt domu do wynajęcia to około 150-250zł doba.
Zawsze grzecznie odmawiam, a pomysłów mają co niemiara.
A to bo nad morzem drogo, a to córeczki chciały wpaść na weekend z paczką czytaj dwudziestoma osobami w postaci bydło przeszło itd.
Ale rozwaliła mnie ciotka co przyjechała z dziećmi.

Otóż długi weekend. Wjeżdżam w ulicę przy której stoi mój dom i w oddali widzę wóz ciotuni stojący pod moją bramą. Szybko skręcam w boczną i cicho podszedłem kawałek i tak siedzą w zapakowanym aucie całą rodziną i czekają na mój przyjazd. Cóż pojechałem na miasto i poszedłem na deptak, plażę potem obiadek i byłem w trakcie zakupów w robaczku z kropkami, gdy dzwoni ciotunia.

Gdzie jestem! Żadnego hej czy coś grzecznościowego.
Jak to wracam zaraz do domu tylko zakupy kończę.
By my już czekamy od kilku godzin!
Ok kupie w takim razie ciasto jeszcze i za 5 minut jestem.

Dzwonie po kilku minutach. No jestem w domu, gdzie jesteście.
No jak to pod bramą. Jaką bramą, pod blokiem nie mam bramy.
No jaką we Władysławowie.
Aaa tutaj, ale ja jestem w domu miałem jechać, ale cos mi wypadło.
K....wa, ojciec mówił, że jedziesz!!!
Co ja dzieciom powiem!!!

Sposób na darmowe nocowanie postaw przed faktem dokonanym.

rodzina

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (289)

#80324

(PW) ·
| Do ulubionych
Luźna dygresja ad opowieści kandydatów o braku pracy lub pracodawców o braku pracowników.
Problem leży w słowie "biegle" oraz braku przejrzystości warunków zatrudnienia ipermanentnym kłamaniu kandydatów.

- Angielski biegle - gdy poziom ma komunikatywny.
Owszem, wiem, że w większości wypadków ten komunikatywny jest w zupełności wystarczający, a pracodawca i kandydat wzajemnie się nakręcają w oczekiwaniach.
Kandydat - napiszę, że biegle, to i tak z moim komunikatywnym mogę być lepszy niż reszta.
Pracodawca - napiszę, że wymagam biegłego, to może się ktoś z choć komunikatywnym trafi.
Bo biegły to poziom C2 (CPE), bardzo dobry C1 (CAE), a z FCE na tróję to kwalifikujesz się właśnie jako komunikatywny.

- Excel biegle - gdy potrafi kilka prostych formuł i tyle.
Owszem, wiem, że często pracodawca wypisuje androny o biegłym Offisie, jakby mu Publisher był do szczęścia potrzebny, ale to dowodzi jedynie, że taki pracodawca gucio wie o możliwościach tego pakietu.
Jeśli kandydat napisze, że potrafi Office'a biegle, to albo jest faktycznie tak dobry (ułamek procenta), albo podobnie jak wyżej gucio wie, co można z nim zrobić. Biegły Excel to magia, a czym więcej się wie, tym ma się coraz większą niewiedzę.
Ba. Mało kto potrafi biegle Worda, bo tu z kolei mądrale uważają, że potrafią biegle, bo znają rozkład klawiatury, potrafią wycentrować i wstawić stopkę.
Wielu nawet tego rozkładu nie zna, pocąc się z klawiaturą z paroma wytartymi klawiszami.

- Prawo jazdy czynne - praca częściowo wymagająca jeżdżenia, a przychodzą ludzie, którzy prawo jazdy owszem, posiadają, gdzieś na dnie szuflady i od 10 lat nie jeździli.
Spoko, wystarczy odświeżyć, przypomnieć sobie, ale to jak z nieużywanym językiem. Zdobyłeś jakiś poziom 10 lat temu, to nie oznacza, że masz go nadal. Pewne umiejętności wymagają większego nakładu sił niż kilkudniowe podszkolenie, a z prawem jazdy kluczowa jest wprawa w prowadzeniu. Nadrób braki, a potem aplikuj.

- Z cechami osobowościowymi jest już kompletna wolna amerykanka.
Każdy uważa, że potrafi pracować w grupie, jest dokładny, komunikatywny i ma odporność na stres. Bo tak jest cool i tak wypada.
Pracodawca z kolei zżyna inne ogłoszenia, bo nie chce mu się wysilić na własne, sądząc, że przecież do jego 5-osobowego, prężnie rozwijającego się przedsiębiorstwa ludzie będą walić drzwiami i oknami.

- Rozmowa kwalifikacyjna pracodawcy - panienka z HR lat dopieropostudiach, zadająca kretyńskie pytania "Gdzie pan się widzi za 5 lat", bo uczyła się z podręcznika, który 10 lat temu był już przestarzały. Dobrze gdy nasze CV zna.
I jak ma zareagować facet z 20-letnim doświadczeniem, gdy mu zamiast o meritum HR-owiec wyjeżdża z pierdołami, uważając, że to one są ważne. Wspomniane w innym wątku "obycie" powinno charakteryzować właśnie HR-owca, który nie tylko nie musi, ale nie jest w stanie (bez studiów czy szkoleń) zgłębić niuansów pracy pracowników, których ma zatrudniać. Musi natomiast mieć pojęcie, których cech miękkich szukać w kandydatach i wiedzieć, jak je rozpoznać. Wiem, że jest na to wiele testów, które HR-owcy przerabiali na swojej psychologii. Kandydaci też potrafią się nauczyć, jak je rozwiązać, żeby było idealnie, niekoniecznie zgodnie z prawdą.

- Rozmowa kwalifikacyjna kandydata do firmy z porządnie rozbudowaną stroną:
”Co Pan wie o naszej firmie?”.
”Yyyyy?”.

- Ogłoszenia firemek "pracownik biurowy" z zakresem obowiązków recepcjonistki i młodszej sekretarki.
Wymagania: wykształcenie wyższe, biegłe wszystko, nienaganna aparycja. I seksistowsko powiem, że tylko nienaganna aparycja jest z powyższych uzasadniona.

itd. itp.

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (207)

#77494

(PW) ·
| Do ulubionych
Telefony telemarketerów. Jak nie banki i kredyty, to usługi telekomunikacyjne, jak nie zaproszenie na pokaz garnków, to propozycje reklamy czy pozycjonowanie, jak nie wyłudzanie danych, to wyłudzanie pieniędzy.

1.
Ona - Dzień dobry, dzwonię aby potwierdzić adres dostawy.
Ja - Jakiej dostawy.
O - Na zamawiany towar.
Ja - Jaki towar?
O - Towar i wysyłka była ustalana, tylko chciałam potwierdzić adres dostawy.
Ja - Jaki towar, z kim ustalany?
O - Zgodny z umową z osobą decyzyjną.
Ja - POMYŁKA ;p (kobietę zatkało, wydobyła z siebie tylko długie "eeeee", chyba tego nie było w scenariuszu ;p)
(ściema i oszustwo - czytałam w necie, że po potwierdzeniu adresu przychodzi książka telefoniczna za 300 zł).

2.
Ona - Dzień dobry, chciałabym rozmawiać z osobą decyzyjną.
Ja. W jakiej sprawie.
Ona - FIRMOWEJ! (tak, takim tonem)
Ja- Kłódki? (prowadzę hurtownię okuć)
Ona - Słucham?
Ja - Wkładki? Klamki? Zamki?
Ona - Nie.
Ja - Nic innego nie mamy. Do widzenia.

3.
Ona - Dzień dobry, chciałabym rozmawiać z właścicielem.
Ja - To proszę do niego dzwonić. (hi hi ;p)

4.
Odbieram telefon i słyszę komunikat - "proszę czekać, będzie rozmowa". Nie poczekałam, rozmowy nie było.

5.
On - Dzień dobry, gdhjslkrjj (bełkocze nazwę firmy), chciałbym zaproponować...
Ja - Proszę powtórzyć imię, nazwisko i nazwę firmy.
bip bip bip (tajne czy co?)

6.
On - Dzień dobry, gdhjslkrjj (bełkocze nazwę firmy), chciałbym zaproponować...
Ja - Proszę powtórzyć imię, nazwisko i nazwę firmy.
On - A po co? (uczą się korpoludki ;p)
Ja - Wie Pan, wypadałoby :D
On - To proszę MI się przedstawić.
Ja - To Pan nie wie do kogo dzwoni? :D
Nie wiedział. Szkoda.

7.
Ona - Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z osobą decyzyjną?
Ja - Reklamy czy kredyty?
Ona - Eeee, muszę rozmawiać z osobą decyzyjną.
Ja - Niech mi Pani powie, reklamy czy kredyty. Bo nie wiem, czy powiedzieć - nie dziękuję, czy się rozłączyć.
bip bip bip - czyli kredyty :D

8.
Ona - Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z osobą decyzyjną?
Kolega - Tu automatyczna sekretarka osoby decyzyjnej, po usłyszeniu piiiip, proszę zostawić wiadomość - piiip
Ona - Pan sobie żartuje!!
Kolega - Tak.
Rozłączyła się, ludzie czasami za poważnie podchodzą do swojej pracy.

9.
Ona - Dzień dobry, CEiGD. Wysyłaliśmy do Państwa wezwania do zapłaty, jeśli opłata nie zostanie uregulowana, zostaną Państwo wykreśleni z naszej bazy danych.
Ja - Jak nas Pani będzie wykreślać, to proszę nie zapomnieć o numerze telefonu .
(Bezczelność i oszustwo podszywać się pod CEiDG i żądać kasy).

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 321 (329)
Nogę zwichnąłem. Niby nic, umierać na to nie zamierzam, ale czasem trochę boli.

W temacie, że boli, postanowiłem nie przeciążać kopyta i przysiadłem w autobusie. Wybrałem jedno z siedzeń typu "czwórka" - po dwa siedzenia skierowane na przeciw siebie. Udało mi się tak przejechać na nim dwa przystanki gdy, na trzecim z kolei, na siedzenie obok wpadła, dosłownie wpadła, niewiasta w wieku lekko poprodukcyjnym. Nie miałbym jej za złe zajęcia wolnej przestrzeni, gdyby użyła jakiegoś zwrotu grzecznościowego, w stylu "przepraszam". Niestety, chyba jednak trafiłem na córkę Minotaura, bo temat załatwiła nieomal z byka, tratując mi przy tym obolałą nogę. Twardy jestem - no, powiedzmy, staram się być - jednak to mnie ubodło. Na tyle, że syknąłem z bólu.

Nic nie zdążyłem więcej zrobić, a Pani już zaczęła się mościć jak dzik na kasztanach. Stękała, sapała, szturchała mnie namiętnie pod żebra, wszystko by tylko wywalczyć sobie więcej wolnej przestrzeni. Zajęty wewnętrznym monologiem, w którym naprzemiennie używałem słów "noga" i wulgarnego synonimu prostytutki, nie zdążyłem odpowiednio szybko dostosować się do wymogów współpasażerki. W końcu Pani, wyraźnie niezadowolona, postanowiła przemówić.

- No przesuń, że się! Nie mieszczę się! - syknęła dość głośno.
- Jak to jest, że siedzenia mamy takie same, ja ważę ponad osiemdziesiąt kilogramów i ja się mieszczę? - zapytałem ciekawie.

Pani dokonała niemożliwego, jednocześnie się nadęła i skurczyła, bo koło mnie zrobiło się naraz sporo luzu.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy, każde kontemplując swoje problemy.

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 284 (310)

#77155

~pasazerka ·
| Do ulubionych
Historia z cyklu "wredna baba w autobusie".

Od razu uprzedzam, że dla was może to nie być zbytnio piekielne, ale dla mnie tak, zwłaszcza moje zachowanie. Zawsze ustępuję miejsca w autobusie ludziom starszym, mimo iż powoli zbliżam się do wieku, w którym to mnie powinno się ustępować ;) Jednak tym razem zachowałam się inaczej.

Autobus miejski, czas ok. godz. 17-18. Miejsc siedzących już zero, ale stoi mało kto, nie ma tłoku. Wsiadam (lekko zmęczona), widzę że miejsc nie ma, więc stoję. Ale, ale, przecież jest miejsce! Na jednym z siedzeń chłopiec tak mniej-więcej 10 lat, a obok niego na drugim siedzeniu jego plecak. Nie to, żebym go usprawiedliwiała, ale wyglądał na totalnie zmęczonego, godzina późna, plecak typowo szkolny, może po lekcjach jakiś trening i teraz dopiero wracał do domu? Stoję dalej.

Na następnym przystanku wsiada baba. Wiek trudno ocenić, ale gdzieś koło 60, staje naprzeciwko chłopaka i zaczyna "koncert". Wzdycha. Sapie. Pojękuje. Stęka. W tym momencie dopiero zrozumiałam, jak wkurzające potrafi być takie zachowanie, mimo że nie ja byłam jego adresatką. Złe we mnie wstąpiło. Pochyliłam się w stronę chłopca i powiedziałam z miłym uśmiechem:

- Przepraszam, czy mógłbyś zabrać swój plecak? Chciałabym usiąść.

Bez słowa i nawet bez spojrzenia w moją stronę ściągnął plecak z siedzenia na swoje kolana, a ja z dziką satysfakcją usiadłam. Baba na dłuższą chwilę zamilkła, po czym poszła sapać i stękać w inny koniec autobusu.

komunikacja_miejska

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 389 (415)

#73259

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak się składa, że co nieco wiem o robieniu zdjęć. Chodziłem nawet przez rok do studium fotografii artystycznej. Pstrykam czasem dla własnej frajdy.

To oczywiście uprawnia wszelkich znajomych do oczekiwania, że na ślubach coś pstryknę. Jak się wykręcić?

Koleżanka biorąca ślub:

- Ej, glan, ale ty taki artysta fotografik to popstrykałbyś mi na weselu, flaszkę ci dam.
- Ale wiesz, jestem artystą fotografem ale specjalizuję się w aktach.
- Eeee...
- No, mogę wam najwyżej zrobić fotki z nocy poślubnej.
- Eeee... nie, to jednak dzięki.

Odtąd mam spokój. :)

ślubne foto

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 303 (341)

#77049

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem to ja byłam piekielna.

Kiedy byłam na zwolnieniu te kilka miesięcy to umilałam sobie czas robótkami ręcznymi. Większość rozdałam znajomym.
Zostało mi kilka sukienek dla niemowlaków, które postanowiłam sprzedać. Tanio jak na rękodzieło po 40 zł. Koszt materiałów na jedną szt. to ~16 zł.

Wystawiłam je na sławnym portalu na "O".
Dostałam masę ofert od samotnych i ubogich matek z prośbą o oddanie za darmo.
Jedna z pań przebiła wszystkie inne kandydatki. Wysłała mi najbardziej żałosny życiorys jaki mogłabym sobie wymyślić. Nie odpisałam na niego, ale kobieta nie podała się i w sumie w ciągu 12 h wysyła mi ponad 20 wiadomości. Zlitowałam się i wysłałam jej paczkę prezerwatyw razem z najdokładniejszym spisem metod antykoncepcji oraz z prostym opisem jak dochodzi do zapłodnienia.

Warto pomagać.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 394 (436)
zarchiwizowany

#74706

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie istnieje w Polsce zakaz picia w miejscu publicznym!
Jest to po prostu skrót myślowy niepoparty aktami prawnymi.
Sam do niedawana nie byłem tego świadomy.

Strażnik miejski wystawiając mandat ma obowiązek wskazać, który z przepisów prawa naruszyliście swoim występkiem. Jeżeli powie standardowe "zakaz spożywania alkoholu w miejscu publicznym" to poproście o wskazanie takiego zapisu w jakimkolwiek akcie prawnym.

Zapewne powoła się on na ustawę o wychowaniu w trzeźwości, co za dużo nie zmienia, gdyż zabrania ona "spożywania" jedynie na ulicach, parkach i placach (nie ma tam nic o "miejscach publicznych").

Więc HURA - możemy raczyć się złotym trunkiem leżąc na plaży na kocyku :)
No niestety jest jeden haczyk.
W tej samej ustawie jest zapis mówiący, że każda gmina może rozszerzyć ten zakaz na KONKRETNE miejsce ze względu na jego specjalny charakter.

Więc nie wystarczy stwierdzenie, że w danej gminie nie wolno pić alkoholu np. na plażach, czy obiektach sportowych. Gmina musi wskazać konkretne miejsce (np. skwer między ulicą Kwiatową i Makową, czy boisko przy ul. Sportowej 3). Dodatkowo owe miejsce musi posiadać specjalny charakter - a np. lasek między blokami raczej takowego nie posiada.
Poza tym gmina ma na waszą prośbę ma obowiązek udostępnić wam listę takowych miejsc, lub wskazać miejsce gdzie możecie ją znaleźć.

Zauważam w tej sytuacji kilka piekielności:
1. Nieznajomość prawa przez obywateli.
2. Nieznajomość/nadinterpretacja prawa przez władze i osoby egzekwujące jego przestrzeganie.
3. Wykorzystywanie niewiedzy obywateli przez władze miasta i stróżów prawa - wielu miastach strażnicy miejscy są w pełni świadomi, że nie ma zakazu picia w miejscu publicznym, a i tak potrafią wystawić mandat za picie np. na nieużytku, klatce schodowej itp.

miejsce publiczne

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (136)