Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bojmie

Zamieszcza historie od: 4 kwietnia 2018 - 11:30
Ostatnio: 13 kwietnia 2018 - 21:54
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 191
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#81877

(PW) ·
| Do ulubionych
Podczas świąt wielkanocnych miałam przyjemność jeden dzień świętować z rodziną męża. Bliżsi i dalsi krewni, przy stole przynajmniej trzy pokolenia. Świętowaliśmy w bardzo licznym, kilkunastoosobowym gronie, średnia wieku zapewne 50+, ciotki z odchowanymi dzieciakami i wnukami tylko przekrzykują się, kto lepszy, kto zdolniejszy w rodzinie. Oczywiście na stole pojawił się alkohol, do wyboru do koloru, wina, nalewki i inne cuda.

Jestem w ósmym miesiącu ciąży. Każdy większy spęd rodzinny w domu męża to namawianie mnie, bym wypiła chociaż lampkę wina. Mimo usilnych próśb ciotek i teściowej, odmawiam stanowczo, co tylko napędza machinę. Mąż denerwuje się, ja mam jeszcze zbyt wysoki współczynnik miłosierdzia, by w czasie świąt wszczynać awanturę.

Myślałam, że stanowcze "nie" jest w stanie załatwić sprawę. A efekt? Jak grochem o ścianę. Usłyszałam między innymi, że:
- teraz to już dziecko rozwinięte, to nie zaszkodzi jedna lampka!
- jak sobie wypijesz, to krążenie będzie lepsze, dotlenisz się!
- jeden jeszcze nikomu nie zaszkodził!
- jakbyś piła nałogowo, tobyś mogła się martwić, a tak to spoko, naprawdę raz nie zaszkodzi!
- dla "zdrowotności" trzeba pić.

Po tym uporczywe nalewanie mi do kieliszka podstawianego pod nos, zachęcanie cały wieczór do "jednego małego", głośne narzekanie, że "kiedyś te kobiety były mniej wrażliwe, wypiły, a dzieci były zdrowe".

W święta Bożego Narodzenia słyszałam podobne argumenty i mierzyłam się z podobnym problemem, ale przymknęłam na to oko, to były nasze pierwsze święta jako małżeństwa, chciałam, by dobrze je wspominano. Obróciłam wszystko w żart, ale te święta zapaliły mi kolejną żarówkę ostrzegawczą w głowie (pierwsza była jeszcze przed ślubem, ale to materiał na oddzielną historię).

Najbardziej boli mnie fakt, że namawiają do tego osoby, które mają dzieci, oczywiście już dorosłe, mają dorastające wnuki, które słuchają tych bredni. Nikt nie stanął po mojej i męża stronie.
Co istotne, mąż nie pije alkoholu już od kilku dobrych lat. Jego ojciec był alkoholikiem, ukochany nieraz powstrzymywał siłą ojca przed podniesieniem ręki na teściową i bratową. Nieraz oberwał. W końcu teść przegrał z nałogiem.

Wydaje mi się, że tylko mąż próbował go ratować i rozumiał sytuację, w której się znajduje. A kobiety sprytne inaczej albo nie widziały problemu, albo go nie rozumiały i nie wyciągnęły z tej tragedii żadnej lekcji.

rodzina

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (207)

1