Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

coccinelle

Zamieszcza historie od: 24 marca 2015 - 22:59
Ostatnio: 18 czerwca 2017 - 20:11
  • Historii na głównej: 8 z 8
  • Punktów za historie: 2537
  • Komentarzy: 21
  • Punktów za komentarze: 156
 

#78719

(PW) ·
| Do ulubionych
Zemsta przyszła sama, zanim jeszcze się dowiedziałam co się wydarzyło :D Ale od początku:

Leżę ja sobie rekreacyjnie w szpitalu, Miasto Stołeczne, fifa-rafa, małe sale i "luksusy".
Jest nas na sali 3 kobitki, dwie z nas mają na półeczkach szpitalne zapasy (woda, soki,coś do przegryzienia, kawa, herbata (która będzie jednym z głównych bohaterów historii), trzecia koleżanka na półeczce ma tylko kubek i małą wodę, którą sączy małymi łyczkami od 3 dni, ja nie oceniam, nie każdy musi mieć zapasy jak na wojnę, ale koleżanka ta bardzo lubi się częstować naszym prowiantem, nie zawsze za naszą wiedzą.

Pijam ja sobie często herbatę ziołową, wspomagającą dosyć skutecznie trawienie i dalsze tego typu procesy, przyjeżdżając tutaj, ze względów logistycznych kilka torebek w/w herbaty włożyłam do opakowania po zielonej herbacie "Saga". Dzisiejszego ranka moja współlokatorka miała jakąś nietęgą minę i często dosyć szybko opuszczała naszą salę, dwa razy zauważyłam, że w tych pędach kieruje się do łazienki. Koło południa nie wytrzymała i wypaliła:
- Co ty ku**a masz za herbatę?! Przeterminowana jaka czy co?! Gania mnie po niej do kibla od samego rana!
Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i odmruknęłam że
- To taka specjalna herbata dla takich łakomczuszków.

Zbliża się pora spania, a z naszych obserwacji, z naszych półek już nic więcej nie zginęło (a wcześniej zdarzało się to często, ale nie było dowodów).

szpital

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 199 (217)
Czytam tu dosyć często opowieści o odrzucaniu lub dyskryminowaniu dzieci przez ich rówieśników. Też byłam takim dzieckiem.
Dlaczego?
Otóż, przez dobre wychowanie.

Rodzice wychowali mnie tak, że dla wszystkich trzeba być miłym, ze wszystkimi się kolegować, nikogo nie odrzucać, wszystkich traktować równo. I z taką oto nauką w głowie 20 lat temu posłali mnie do przedszkola.

W grupie miałam dwie koleżanki "odbiegające" od reszty grupy, dajmy na to Anię i Kasię. Ania pochodziła z patologicznej rodziny, chodziła ciągle w tych samych ubraniach, jeśli chodziło higienę, to jak panie w przedszkolu jej nie umyły i nie uprały ubrań to nikt inny o to nie dbał, ciągle rozczochrana, trochę opóźniona w rozwoju, miała zeza i połamane okulary, za to była bardzo miła, koleżeńska, chciała się wdrożyć w grupę, ale nikt nie chciał się z nią bawić. Kasia - rok starsza od nas, z lekką postacią Zespołu Downa, także miła, sympatyczna i z nią również nikt nie chciał spędzać czasu, była odpychana i wyśmiewana.

I ja - także odrzucona, ze mną też nikt nie chciał się bawić.
Czym zawiniłam?
Bawiłam się z Anią i Kasią.

przedszkole

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (245)

#77082

(PW) ·
| Do ulubionych
"Wieloosobowe stanowiska pracy" - jeszcze wiele wody upłynie, zanim ludzie nauczą się z nich korzystać...

Jednym z takich miejsc był mój dziekanat na studiach, pań w jednym pokoju było 4 - od dziennikarstwa, politologi, pedagogiki i kulturoznastwa i za każdym razem była też pod drzwiami ta sama sytuacja - tłum, mniejszy, większy, zależało od pory dnia i semestru, podchodzę i pytam (J)

J: Kto ostatni do pedagogiki?
Odpowiedź tłumu (T)
T: My wszyscy do dziekanatu.
J: Ale wszyscy do pedagogiki?
T: Tu jest jeden dziekanat.
J: Ale są 4 panie, każda od innego kierunku.
T: Ale tu jest jeden dziekanat...
Wtedy zmieniałam taktykę i pytałam się wprost:
J: Jest tu ktoś z pedagogiki?!
Jeśli nie było odpowiedzi wchodziłam na pewniaka, a gdy wychodziłam, zazwyczaj ludzie formowali już kilka kolejek podzielonych na kierunki. A i tak przy kolejnej wizycie było to samo.

Dziś wspomnienie dziekanatu wróciło podczas wizyty w PUPie (ten skrót tak bardzo pasuje...), skierowano mnie do pokoju nr 10, gdzie również urzędują 4 panie, pani od rejonu X, od rejonu Y, Z i Q, pod pokojem kolejka, pytam się:

J: Wszyscy do pokoju 10?
T: Tak.
J: A kto do rejonu Z?
T: My wszyscy do pokoju 10...
Jakaś Pani: Ja jestem ostatnia.
J: Do regionu Z?
T: Nie, do Y, ale do pokoju 10.
J; A kto ostatni do Z??
Cisza.
Więc wchodzę, niestety mimo tego, że tylko jedna pani była zajęta (moja wolna), nie poszło tak łatwo jak ze studentami. Tłum podniósł krzyk, że kolejka! Że niewychowana! Że co to znaczy??! Że jak tak można!

Ano można, trzeba tylko umieć korzystać z "wieloosobowych stanowisk pracy" i nie robić sztucznych tłumów.

PUP

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 286 (296)

#76349

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam 24 lata, chorobę i orzeczenie o niepełnosprawności.

W pewnym okresie zaczęłam się interesować, czy "dzięki temu" nie należą mi się jakieś profity, okazało się, że a i owszem, i to całkiem ciekawe i spore, od takich, że w niektórych miastach mogę korzystać z komunikacji miejskiej za darmo, a w innych jeżdżę na biletach ulgowych mimo tego, że teraz już nie jestem studentką, zniżki obejmują też pociągi, bilety do muzeów, na baseny itp. Oprócz tego dostawałam dofinansowanie do studiów dziennych, a teraz robię podyplomówkę, za darmo, ponieważ takie dofinansowania też istnieją. Uczestniczyłam też w kilku ciekawych darmowych kursach dedykowanych osobom niepełnosprawnym.

Mam też sporą gromadkę bliskich znajomych i przyjaciół, którzy wiedzą o moim orzeczeniu, zresztą moją chorobę ciężko ukryć, ponieważ utykam, ciężko mi chodzić po schodach, nie klękam, nie kucam, nie biegam i takie tam podobne problemy ruchowe... Czasem nawet nie mogę odkręcić butelki z wodą. Kilku z nich opowiedziałam np. o tym, że chodzę na bardzo ciekawy kurs pracownika biurowego, niektórym powiedziałam, że jak idę z osobą towarzyszącą na basen, to ona nic nie płaci, bo wchodzi jako mój "opiekun" (sami z tego ze mną korzystali), wiedzieli też, że jeżdżę za darmo autobusami (dowiedzieli się podczas jednej z kontroli). A któregoś razu mieliśmy na studiach ciekawą konferencję na temat funduszy europejskich dla młodych przedsiębiorców, pan prelegent wspomniał, że dla osób niepełnosprawnych takie dofinansowania są czasami nawet 2 razy wyższe.

A teraz piekielność: Za każdym razem, kiedy na tapecie pojawia się temat tego jakie profity mam z bycia niepełnosprawną, reakcje znajomych są takie same:
- takiej to dobrze
- ale ci fajnie
- ja to muszę ciułać kasę, a ty masz wszystko za darmo
- pozazdrościć
- nieźle się ustawiłaś
- będzie ci łatwiej o pracę, bo teraz takich chcą (pracodawca też dostaje dofinansowanie do zatrudnienia osoby z orzeczeniem)
- tak to sobie można żyć
- też bym tak chciał/chciała...

Tak? Też byś tak chciał/chciała?
OK.
Oddam ci wszystkie te profity, darmowe przejazdy, dofinansowania, kursy, uprawnienia i zniżki.

Ale gratis dorzucę chorobę. Nawet sama Ci dopłacę.

znajomi

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 249 (301)

#71361

(PW) ·
| Do ulubionych
Miesiąc temu przeprowadziłam się na ostatnie, 10 piętro. Niby tylko miesiąc, a już się nazbierało kilka ciekawych - piekielnych historii.

Blok stary, to i windy stare, takie, co się w nich samemu drzwi otwiera, a w tych drzwiach dodatkowo jest okienko. Dzięki temu okienku na różnych piętrach widać, czy winda jedzie z góry, z dołu, pusta czy może z jakąś ludzką zawartością.

No i tak jadę sobie kiedyś z parteru ku moim niebiosom, a tu na 8 piętrze winda staje, z impetem otwierają się drzwi, zza nich wyłania się pani w podeszłym wieku, ale prawdopodobnie aktywnie działająca w moher-komando (wiecie, taka, że cały dzień rześko z siatami lata, na plotach pod blokiem cały dzień ustoi, jak coś się nie spodoba to parasolką pogoni, ale w autobusie sapie, że miejsce ustąpić i w ogóle młodzież to najgorsze robactwo, trzeba tępić) i do mnie w te słowy:

[P]ani: A pani to gdzie?!!
[J]a:(wyrwana z zamyślenia) Noooo... Do domu.
[P]: Ale góra czy dół?!
[J]: No góra... (widać było w jakim kierunku zmierzała winda).
[P]: To wyłaź, bo ja w dół i się spieszę!
[J]: Ale ta winda jedzie w górę. (Przycisk z numerkiem 10 był wciśnięty i nie da się go "odcisnąć").
[P]: To nie twoja własność! Co ty sobie myślisz?! Ja w dół muszę! Śpieszę się!! Wyłaź!

Jako że nie chciało mi się słuchać tej pani o wyjątkowo nieprzyjemnym głosie to wysiadłam, w końcu to tylko 2 piętra. Zanim matrona wturlała się do windy i pojechała na to zaprogramowane wcześniej w windzie 10 piętro, ja już byłam przy drzwiach do mieszkania i nagle jak babsko nie wypadnie z tej windy:

[P]: Ty to zrobiłaś specjalnie!! Mówiłam ci, że mi się spieszy! A ty, podstępna gówniaro, specjalnie tak zrobiłaś, żebym pojechała w górę! Ja się spieszę, a ty mój czas marnujesz! Chamstwo! Czyste chamstwo w tej młodzieży! Ze wsi poprzyjeżdżali, myślą, że windy tylko ich! (moje ulubione hasło, specjalnie je sobie zapisałam :))

Biadoliła tak jeszcze ze dwie minuty, ja w tym czasie weszłam do mieszkania, zamknęłam drzwi, coby parasolką nie oberwać, a babsko tak stało i wrzeszczało do drzwi, że ona się spieszy, a ja specjalnie to wszystko (w dodatku winda na nią nie poczekała, oczywiście też przeze mnie).

No ale jej się spieszyło...

winda blok

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 516 (556)

#67380

(PW) ·
| Do ulubionych
Choruję na zapalenie stawów. Ogólnie trzymam się dobrze, ale bywają dni, że przejście 100 metrów, zejście po schodach, lub nawet stanie w autobusie jest dla mnie bardzo ciężkie i bolesne. Historia będzie właśnie o niedawnej podróży autobusem.

Kiedy tylko mam "lepsze dni" i akurat jadę gdzieś komunikacją miejską zazwyczaj stoję, nawet podczas tych gorszych dni, staram się nie zganiać ludzi z miejsc i czekam aż coś się zwolni.

Pewnego słonecznego dnia, wsiadam do średnio zapełnionego autobusu komunikacji miejskiej, ale wszystkie miejsca siedzące zajęte. Akurat zwolniło się miejsce oznaczone symbolem "Dla osób niepełnosprawnych/osób starszych/kobiet w ciąży", więc mając do tego prawo, siadam na owym miejscu, obok mnie siedzi pan, na oko na pewno po 70, z laseczką u boku. Na następnym przystanku wsiada (P)ani ok 50-55 letnia kieruje się w moją stronę i zaczyna od razu z grubej rury:

P: No proszę jak zwykle! Miejsce dla osób starszych a gówniarzeria siedzi! (mam 23 lata)
Ja: Jest to również miejsce dla osób niepełnosprawnych.
P: Ale starsi mają pierwszeństwo!!
Ja: Nie, każdy ma do tego miejsca takie samo prawo.
P: To jakie ty masz niby prawo do tego miejsca?! (Kiedy przeszłyśmy na "ty"?)
Ja: Niestety, ale jestem osobą niepełnosprawną, mam problemy ze stawami i nie mogę stać. (Nie lubię, opowiadać wokół o moich problemach obcym osobom, ale czasami to zdanie wyjaśnia dlaczego siedzę).
[w międzyczasie pokazuję Pani zaświadczenie]
P: Jakie stawy?! Ile Ty masz lat, żeby mi z chorymi stawami wyjeżdżać?! Za młoda jesteś! Nawet powykręcana nie jesteś! (?????) I co mnie z jakimś świstkiem wyjeżdżasz?? Czego to gówniarzeria nie wymyśli, żeby tylko siedzieć! Moja sąsiadka ma reumatyzm to o kuli chodzi! A ty normalnie wyglądasz! (????) Złaź!

W tym momencie, mnie zatkało, czasami bywam chamska i teraz też chciałam być i zacząć udawać, że szanownej Pani nie widzę, nie słyszę i twardo siedzieć tam gdzie siedziałam, ale miejsca ustąpić jej chciał Pan siedzący obok mnie, a na to nie mogłam pozwolić. Wstałam i od razu miejsca ustąpiły mi 3 osoby, które były świadkami dyskusji. Przynajmniej tyle miłego mnie spotkało.

komunikacja_miejska

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 349 (453)

#66011

(PW) ·
| Do ulubionych
Skąpstwo, skąpstwem, ale czasami ludzie przesadzają.

Mieszkam na stancji z 4 dziewczynami, nie znałyśmy się wcześniej, ale dogadywać się jakoś trzeba. Kiedy wszystkie się już wprowadziłyśmy i "zadomowiłyśmy", zrobiłyśmy zebranie wszystkich lokatorek przy herbatce i ustaliłyśmy kilka spraw, coby nam się lepiej wspólnie mieszkało. Jedną z tych spraw było to, że warto mieć trochę rzeczy wspólnych, bo bez sensu, żeby każda chodziła do toalety z własnym papierem, albo żeby koło zlewu stało 5 różnych płynów do mycia naczyń. Po przedyskutowaniu zgodnie stwierdziłyśmy, że do w/w rzeczy należeć będą m.in: papier toaletowy, ręczniki papierowe, płyn do mycia naczyń, płyn do mycia szyb, płyn "uniwersalny", płyn do toalet, mydło w płynie, worki do odkurzacza i herbata.

(Chciałabym tu jeszcze raz zaznaczyć, że listę tą, opracowałyśmy wszystkie razem, wszystkie 5 osób się na nią zgodziło bez zastrzeżeń).

Jeszcze tego samego wieczoru, zamówiłyśmy wszystkie rzeczy z listy przez sklep internetowy z dowozem do domu (żadna z nas nie ma samochodu, a takie rzeczy jak papier, ręczniki, płyn do mycia naczyń i zapasy mydła w płynie zamówiłyśmy w ilościach hurtowych). Ja zapłaciłam za zakupy z własnej kieszeni, a dziewczyny po dostawie miały mi oddać pieniądze (czasami gdy brakuje artykułu, po prostu go nie przywożą, więc wolałyśmy poczekać na ostateczny rachunek).

Kiedy nasze zakupy zawitały w całości na stancji, szybkie przekalkulowanie dało informację, że zrzuta wychodzi na oszałamiającą kwotę 22,65zł od osoby, za zakupy, które wystarczyły nam na 4 miesiące z kawałkiem. Wszystkie lokatorki oddały mi pieniądze od razu, tylko K powiedziała, że nie ma przy sobie tylu, jutro pójdzie do bankomatu. OK, żaden problem. Jednak pieniędzy nie ujrzałam na drugi dzień, w kolejnych też nie.

Po około tygodniu upomniałam się o nie i wtedy K oznajmiła mi, że "ona sobie to wszystko przemyślała - nie da mi tylu pieniędzy, za te zakupy, bo to bez sensu żeby wszystko było wspólne i żeby każdy płacił po tyle samo". A dlaczego? Już wyjaśniam (za słowami koleżanki K):

- Płyn do mycia naczyń - ona ma tylko 2 talerze, 1 kubek, 1 łyżkę, 1 widelec, 2 noże, 1 garnek i 1 patelnię, i ona będzie tylko to myła, a też nie często, bo ona je głównie kanapki więc to się równa 1 talerz i 1 nóż. A my mamy dużo więcej naczyń niż ona i zauważyła, że często gotujemy i smażymy, więc zmywamy więcej.

- Papier toaletowy - z rozmów wynikło, że nie będziemy zbyt często jeździć do domu, a ona ma wolne piątki, a w poniedziałek dopiero na 16.30, więc od czwartku wieczorem lub piątku rano, do połowy poniedziałku jej nie będzie, więc nie będzie korzystała z papieru. Potem pojawił się jeszcze wątek tego, że do nas czasami przychodzą znajomi, którzy korzystają z toalety!

- Ręczniki papierowe - a na co to komu w ogóle?

- Mydło w płynie - ona ma swój żel pod prysznic, nie będzie z mydła korzystała.

- Płyn do toalet - u niej w domu, z czegoś takiego się nie korzysta, to dlaczego niby na stancji mamy tego używać?

- Worki do odkurzacza - ona nie będzie odkurzała u siebie w pokoju, więc na to się na pewno nie złoży (nic to, że ma mały dywanik, który trzepie w kuchni albo korytarzu i trzeba to potem i tak odkurzyć).

- Płyn do mycia szyb - ona okien nie myje, a jak już to wodą z octem. Na moją odpowiedź, że w mieszkaniu są 3 duże lustra "ogólnodostępne" i je też trzeba myć odpowiedziała, że w korytarzu jest ciemno i nie widać, że lustra są brudne.

- Herbata - ona to w sumie herbaty nie pija, chyba że owocową, a ta jest zwykła, więc składka na nią całkowicie odpada.

Jedynie do płynu "uniwersalnego" się nie doczepiła.

No i z jej kalkulacji wyszło, że może mi oddać maksymalnie 10 zł, ew. będzie zapisywała ile czego zużyła i kiedy te rzeczy się skończą, to podliczy (jak? Do tej pory nie wiem) ile powinna mi oddać. Na pytanie, dlaczego nie powiedziała tych wszystkich rzeczy, na "zebraniu", nie potrafiła odpowiedzieć. Powiedziałam jej, że sama jest sobie winna i było się odzywać z takimi postulatami wcześniej, i skoro się na to zgodziła to ma zapłacić. Z żalem i fochem zapłaciła, ale od tamtej pory, kiedy robimy "zrzutkowe" zakupy (opisana sytuacja miała miejsce w połowie października), przychodzi i przypomina, że "ona ma już swoje i dorzucała się nie będzie".

A ja ciągle się zastanawiam, jak skąpym trzeba być, żeby kalkulować ile zużywa się płynu do mycia naczyń?

studencka_stancja

Skomentuj (72) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 436 (604)

#65511

(PW) ·
| Do ulubionych
Studenci pracujący, chorzy przewlekle, studiujący dwa/trzy/ileśtam kierunków, dziewczyny w ciąży, matki małych dzieci, osoby mające skomplikowaną sytuację rodzinną, mają prawo do Indywidualnej Organizacji Studiów (IOS).

U mnie na Uczelni, załatwienie tego dobrodziejstwa, polega na napisaniu stosownego podania do Dziekana, udowodnienia przyczyny starania się o IOS (np. ksero umowy o pracę), a następnie wydrukowaniu tabelki, w której prowadzący zajęcia określa ilość dopuszczalnych nieobecności na zajęciach (zazwyczaj 50%) i warunki zaliczenia przedmiotu.

Zbieranie podpisów odbywa się zaraz po wydaniu decyzji Dziekana o przyznaniu takowego przywileju, ale przed odebraniem tejże decyzji z dziekanatu (aby ją odebrać, muszę oddać uzupełnioną tabelkę do dziekanatu).
Aby usprawnić to wszystko i nie latać od wykładowcy do wykładowcy z ciągle to nowym papierkiem, większość prowadzących zajęcia już przy podpisywaniu tabelki, zaznacza sobie na listach obecności, że dany student IOS posiada. Większość wykładowców, nie wymaga też później potwierdzenia faktu IOSu, przez np. przedstawienie pozytywnej decyzji dziekana.

Fakt ten wykorzystują studenci kombinatorzy, którym IOS się prawnie nie należy, bo nie spełniają w/w warunków, więc nawet nie piszą podania do Dziekana. Ale...
Wcześniej opisaną tabelkę można wydrukować sobie ze strony dziekanatu i podstawić do podpisu każdemu wykładowcy. Studenci kombinatorzy zbierają podpisy, jak wykładowca od razu wpisze na swojej liście obecności IOS przy danej osobie jest radość. Czasami sami domagają się, aby wykładowca zapisał pilnie IOS przy ich nazwiskach (bo przecież jak przyjdzie się rozliczać za nieobecności, to nie mają dokumentu potwierdzającego IOS (tabelkę z podpisami, normalnie oddaje się do dziekanatu)), a jeśli wykładowca żąda przedstawienia pozytywnej decyzji Dziekana, odczekują tydzień, dwa i proszą o wykreślenie IOSu, bo decyzja była negatywna.
Podobno u 80% wykładowców to kombinatorstwo "przechodzi".

Dowiedziałam się o tym od koleżanki, która robi tak od II roku studiów (jesteśmy na V). A ja głupia czekałam na Indywidualną Organizację Studiów do teraz, bo w końcu mam stałą pracę...

uczelnia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 317 (375)

1