Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

jabba

Zamieszcza historie od: 25 stycznia 2012 - 16:22
Ostatnio: 8 marca 2012 - 17:32
  • Historii na głównej: 5 z 6
  • Punktów za historie: 3412
  • Komentarzy: 4
  • Punktów za komentarze: 18
 
zarchiwizowany
6 marca 2012, 0:00 przez jabba (PW) | było | Do ulubionych
Kurierskich opowieści ciąg dalszy.
Jako że kurierzy w firmie porozumiewali się za pomocą radia to z tymże wynalazkiem kilka
historyjek.
I
Doręczam kilka przesyłek pod jeden adres – biurowiec w Rynku. Zawsze robiłem tak, że jechałem windą na ostatnie piętro i kolejno oddawałem poszczególne listy na odpowiednich piętrach. Po doręczeniu schodziłem na parking i dalej wio na miasto. Zastanawiało mnie jednak dlaczego jak używam na parkingu radia włączają się alarmy w samochodach. Najlepsze jest to, że „Panu Ważnemu” korzystając z radia byłem w stanie dezaktywować alarm i otworzyć jednocześnie drzwi . Kiedyś PW był świadkiem na parkingu jak ktoś mnie wzywał przez radio i .... wyłączyłem jego zabezpieczenia. Jaką zrobił mi awanturę to ciężko opisać. Wezwał nawet policję bo chcę mu ukraść. Skończyło się na tym, że PW jechał na serwis żeby pozmieniali mu częstotliwości.

II
Może nie piekielne ale śmieszne.
Jestem w jakiejś firmie i odbieram kilka listów. Przez radio słychać jak na kanale ogólnym ktoś wywołuje innego kuriera, dajmy na to Janka. Janek to osoba prosta, nie mylić z prostakiem, ale przesympatyczna. Janek przez jakiś czas się nie zgłasza. Mijają dwie, może trzy minuty, odzywa się Janek
- No co tam biuro chciało ode mnie?
- Janek, gdzieś ty był? Czemu nie odbierasz radia?
- Miałem bardzo zajęte ręce i nie mogłem
- Ciekawe czym miałeś te ręce zajęte?
- A witałem się ze swoim najlepszym przyjacielem.
- Janek, spotkania ze znajomymi zostaw sobie na później a teraz weź się do roboty…
- Jezu, kobieto o czym ty mówisz? Przecież ja byłem się tylko odlać, o czym ty mówisz? Jakie spotkania w czasie pracy? W toalecie byłem, zrozumiałaś?
Mina kobiety która wydawała mi przesyłki – bezcenna 

kurierzy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (Głosów: 151)
29 stycznia 2012, 13:31 przez jabba (PW) | Do ulubionych
Kurierskich opowieści ciąg dalszy.

Przyjeżdżam na magazyn rano załadować busa. Stoją trzy palety na jeden adres, poza nimi jakaś
drobnica w ilości porażającej 12 szt. Śmiech na sali. Sprawdzam adresy, układam trasę. Lista doręczeń w łapkę i w trasę. Fajny układ bo drobnica w małym obrębie ulic, a palety do doręczenia w okolicach domu. Myślę sobie że wpadnę do domu wypiję kawę. Nie dane mi było. Podjeżdżam z paletami na dres. Willa. No ok. Dzwonię, nikogo w domu. Na liście przewozowym podany telefon to dzwonię. Nikt nie odbiera. Wypisuje awizo, wrzucam do skrzynki i już chcę odjeżdżać kiedy dostaje telefon z numeru, na który dzwoniłem. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

J - Witam, kurier firmy x, jestem u pod domem z przesyłką.
K - Czego k..., jaka przesyłka?
J - (mając list przewozowy przed sobą) Z firmy a do firmy b, jestem właśnie pod podanym adresem i chcę zostawić przesyłkę.
K - Panie, k..., zostaw pan to pod schodami.
J - Niestety nie mogę, muszę mieć podpis ,że przesyłka została odebrana, a poza tym pod schodami się nie zmieści, to są trzy palety.
K - Coo?? Jakie k... trzy palety, już schodzę na dół.

Pan się rozłącza, mija chwila, znowu dzwoni.

K - Gdzie ty k... jesteś?
J - Stoję przed bramą.
K - Przed bramą to ja k... stoję i nikogo nie ma.
WTF? Omamy mam czy ki diabeł? Sprawdzam list - no jestem na miejscu.
J - Proszę pana, jestem na ulicy piekielnej nr 666, we Wrocławiu.
K - A po kiego ch... pojechał pan do Wrocławia? Przecież to miało przyjechać do Inowrocławia.
J - Ale na liście przewozowym mam wpisane wyraźnie że Wrocław.
K - Panie, nie rób mnie pan w ch..., to ma być w Inowrocławiu, a nie gdzieś w pi... daleko. Zabieraj się pan w to p... auto i przywoź mi pan tę j.... paczkę. Czekam godzinę.
J - Ale....
K - Czekam k... godzin,ę a jak nie będziesz to nie przyjeżdżaj w ogóle.

Ciekawe jak w godzinę dojechać 250km do Inowrocławia.
Przez radio kontaktuje się z biurem i mówię co i jak, obiecują wyjaśnić sprawę. Wracam na bazę rozładować samochód. Podjechałem do biura dowiedzieć się co i jak. Kolega siedzi i pokłada się ze śmiechu. Zadzwonił do nadawcy z pytaniem o adres doręczenia. Z jego słów wynikało, że rozmawiał z kimś z biura zamówień, aczkolwiek pani nie grzeszyła bystrością. W końcu znalazła papiery. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

P - Ale po co pan dzwoni?
B - Chcę potwierdzić adres doręczenia przesyłki dla Piekielnych SA.
P - Ale paczka już została nadana.
B - Ale adres nam się nie zgadza.
P - No to dlaczego przyjęliście paczki jak nie możecie doręczyć?
B - Bo jest podany błędny adres, chciałbym dostać prawidłowy albo odsyłamy paczki z powrotem do was.
P - Ale my nie chcemy, to ma trafić do klienta, a nie do nas.
B - To proszę mi przedyktować dokładny adres.
P - Ale po co? Przecież paczki są wysłane?
B - Na jaki adres?
P - ul. Piekielna 666.
B - a w jakim mieście?
P - Co pan ze mnie wariatkę robisz? No przecież w liście jest napisane.
B - Wrocław czy Inowrocław?
P - Panie, przecież to to samo.
B - Chyba jednak nie. Do widzenia.

Kolega zadzwonił do piekielnego w Inowrocławiu i wyjaśnił sytuację. Ten się zaczął śmiać. Dwa lata wstecz przeniósł firmę do z Wrocławia do Inowrocławia, ulice zostały te same tylko zmieniło się miasto. Pani przy aktualizacji chyba myślała o czymś innym bardziej przyjemnym niż to co akurat robiła.

kurierzy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 407 (Głosów: 461)
29 stycznia 2012, 13:31 przez jabba (PW) | Do ulubionych
Kurierskich opowieści ciąg dalszy.

Doręczałem paczki do firmy zajmującej się handlem jakimiś specyficznymi częściami elektronicznymi. Przychodziło do nich sporo
paczek z zagranicy. Często było tak, że doręczałem im paczki rano, a po południu odbierałem te same paczki tylko przeadresowane. Często wysyłali paczki do Wojskowej Akademii Technicznej. Sami wypisywali listy przewozowe.

Któregoś dnia odbieram paczki i patrzę, że jest do WAT-u ale adres jakiś dziwny. Pytam czy na pewno dobry adres, bo zawsze był wypisywany na inny. Nowy pracownik mówi żebym nie marudził, nie mądrzył się tylko robił co do mnie należy i zabierał d... w troki bo ON nie ma czasu. Inny z pracowników tylko popatrzył co się dzieje i wrócił do swojej roboty. No dobra, Zabrałem paczki. Dwa dni później (sobota, znowu dyżur) o 7:30 telefon z firmy co się dzieje, że paczka nie dojechała do Warszawy. Więc mówię szefowi, że paczka poszła i właśnie mam ją na magazynie w związku z błędnie wypisanym adresem.
Szef zdziwiony, bo przecież paczki na ten adres wysyłają od dwóch lat.
J - Na ten adres szła pierwszy raz?
S - Na jaki adres? Przecież w bazie mamy jeden adres do WAT.
J - Paczka była na taki adres...
Chwila ciszy w telefonie.
S - Zabije sk....
J - Ale ja nic nie zrobiłem złego, to nie moja wina...
S - To nie do pana, przyjęliśmy do roboty jakiegoś pociotka wspólnika, to on namieszał, podał ulicę politechniki w Poznaniu.
J - To co robimy szefie? Przywieźć paczkę i robimy zmianę adresu
S - K... mać, to powinno być w Warszawie dzisiaj najpóźniej do 17. Może mi pan to podwieźć do Warszawy na dzisiaj? Ekstra płacę.

No ok, dodatkowa kaska zawsze mile widziana. Paczka nieduża to wsiadłem ma motór i poleciałem do stolicy. Poniedziałek, następna dostawa paczek z zagranicy. Wchodzę do firmy - a tam atmosfera grobowa. Nowy patrzy na mnie z dziwnym uśmieszkiem, wyłania się szef i prosi mnie do siebie. Pyta jak wygląda sprawa z ostatnimi wysyłkami, Mówię że w sumie ok, tylko nowy trochę się myli przy wypisywaniu listów przewozowych, nie dopisuje wagi, ilości paczek, ale jest nieźle wyrobi się. Szef pyta jak było z paczką do WAT-u. Mówię że idzie tam tyle paczek, że adres kojarzę i byłem zdziwiony, że jest inna ulica niż zawsze, nawet zwróciłem na to uwagę ale usłyszałem w mało wybrednych słowach żebym zajął się swoimi spawami, zresztą jeden z chłopaków to słyszał. Szef wezwał go. Potwierdził moje słowa. Szef wezwał młodego. Pyta co się działo i dlaczego traktuje w taki sposób innych. Młody zaczął krzyczeć, że nie życzy sobie takiego traktowania, on jest rodziną szefa, on wszystkich zwolni i takie tam. Jak mawiała moja babcia "wyżej sra niż dupę ma". Młody coraz bardziej się nakręca. Zwolnił z roboty szefa (współwłaściciela firmy), mnie z firmy kurierskiej, wszystkich współpracowników bo nieuki i nieroby... no powiem że bezrobocie w mieście mocno zaczęło wzrastać.

W pewnej chwili chłopak, który potwierdzał moje słowa, wyciągnął dyktafon i powiedział do szefa żeby ten posłuchał. Włączył nagranie. Oj działo się. Nagrany był młody i jego odzywki do współpracowników. Od początku traktował ich z góry, straszył zwolnieniem i wymuszał wręcz pracowanie za niego. Szef popatrzył na niego i rzekł:
S - Właśnie zostajesz dyscyplinarnie zwolniony za... (długa litania)
M - Ale mój wujek się nie zgodzi, wywali cię ze spółki.
S - Może tak, może nie, pakuj swoje klamoty i wyp....
M - To ja chcę kasę za ten czas kiedy pracowałem.
S - (do mnie) Wystaw fakturę za kurs do Warszawy z tą paczką, po normalnej stawce.
J - Ok, muszę iść do samochodu po druki.
Wypisałem fakturę jak Bóg przykazał, zlecenie ekstra (+50%), stawka za jaką jeździłem (90gr) dało ładną kwotę, jakieś 1200 zł.
Przychodzę z fakturą, daje szefowi, ten pokazuje młodemu i mówi
S - To jest cena twojej głupoty, przez dwa tygodnie zarobiłeś jakieś 800 zł, kiedy przyniesiesz resztę, bo to jest koszt twojej głupoty?
M - Ale jak to, dlaczego ja mam płacić?
S - Za błędy się płaci. To kiedy przyniesiesz pieniądze?
M - (ocenzurowano)
S - Sp... stąd.
Nie wiem jak się skończyły rozliczenia, bo niedługo potem zmieniłem firmę kurierską. Piekielny pociotek.

kurierzy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 621 (Głosów: 641)
29 stycznia 2012, 13:29 przez jabba (PW) | Do ulubionych
Jak pisałem wcześniej jeździłem dwa lata busem jako kurier po Wrocławiu. Mieliśmy to szczęście/nieszczęście wozić paczki firmy Amway. I będzie o klientach tejże, większość zaiste piekielni. Paczki w 99% niestety pobraniowe.

Klient I
Podjeżdżam pod adres. Dzwonię domofonem, przedstawiam się i mówię grzecznie że przesyłka z A., że pobranie w takiej kwocie.
K - Niech pan przyjedzie za godzinę bo nie mam teraz kasy, muszę iść do bankomatu.
J - Niestety nie mogę za godzinę, jeżeli miałbym przyjechać to dopiero po południu bo teraz jadę na Bielany do Tesco i innych marketów. Będę mógł przyjechać dopiero po 15-tej (jest 11-ta). Nie znajdzie Pani takich pieniędzy w domu? Może ktoś z domowników ma?
K - Proszę pana, takiej GOTÓWKI nie trzymam w domu! Co pan sobie wyobraża!?
J - To może zejdzie pani na dół i weźmie pieniądze z bankomatu (bankomat dosłownie 50m od bramy)a ja chwilę poczekam?
K - Czy pan myśli że ja nie mam nic innego do roboty? Niech pan przyjedzie o 13-tej.
J - Niestety wtedy nie mogę bo jestem na Bielanach, dopiero od około 15-tej wracam tutaj na rejon.
K - To ja to załatwię inaczej, złoże skargę na pana.

No nie powiem, zagotowało się we mnie. Powiedziałem pani żeby mnie wpuściła, to zostawię jej awizo z numerem paczki i numerem telefonu. Polazłem na górę (bez paczki), z wypisanym awizo. Drzwi otwiera mi pani i od razu krzyczy na mnie, że jestem niewychowanym chamem, że jak tak można traktować poważnego klienta i takie tam. Dałem pani awizo i powiedziałem, że jak będzie miała tą poważną gotówkę w domu to niech zadzwoni, to jeszcze dzisiaj podjadę. Pani nie zadzwoniła.
Dzień następny, druga próba doręczenia, sytuacja się powtarza.
Dzień trzeci i następna próba doręczenia, znowu to samo. Powiedziałem tylko pani że zgodnie z procedurami więcej nie będę woził paczki dla niej i przesyłka jeszcze do poniedziałku będzie czekać na magazynie. Nie odebrała. Może kwota pobrania była zbyt wysoka - pamiętam jak dziś astronomiczną kwotę 29 zł.

Klient II
Blokowisko.
Dzyń-dzyń.
J - Dzień dobry, kurier, przywiozłem paczkę z Amway. Paczka pobraniowa, proszę otworzyć drzwi.
K - Znowu? Przecież dopiero co odbierałem.
J - Adres i dane mam na naklejce więc chcę doręczyć. Czy będzie pan odbierał?
K - Nie, nic nie zamawiałem.
J - Czy może mi pan podpisać na liście że odmawia pan przyjęcia paczki ponieważ towar nie zamawiany?
k - No dobra, niech pan wejdzie.
Jestem na górze (przezornie wziąłem paczkę).
K - Panie, a co to jest?
J - Nie wiem.
K - Ja kto nie wiem? Wozisz pan paczki i nie wiesz co? Co z pana za przedstawiciel?
J - Proszę pana, nie jestem przedstawicielem Amway tylko kurierem i rozwożę przesyłki.
K - Aha, a co to?
J - Paczka.
K - Ale ja nic nie zamawiałem. Nie chcę tego. Ale może żona?
J - ?? To może zapyta pan żony?
K - Nie, bo z nią nie rozmawiam.
Pan podpisał, że nie zamawiał towaru.

No dobra, wracam wieczorem na bazę, robię papiery do rozliczenia. Miałem pecha, bo akurat stałem koło drzwi. Wpada na magazyn ten klient z jakąś mocno wkurzoną [P]anią.
P - Gdzie jest k... moja paczka? Co za burdel w tej firmie! Ja was do sądu podam!
J - Dobry wieczór, może w czymś pomóc?
P - Pytam gdzie k... moja paczka?
J - Proszę podać adres to poszukamy. Może pani jakieś awizo?
Do rozmowy włącza się klient, mówi że paczka była dla żony. No to szukam. Jest. Ale tu mały zonk. Paczka adresowana na klienta, pobranie jakieś 900 zł. Proszę o dokument (muszę wpisać numer dowodu) i pieniądze. Pan stwierdził, że nie da dowodu bo nie zamawiał paczki i nie zamierza za nic płacić, a z żoną nie rozmawia.

Zaproponowałem państwu żeby się dogadali, a ja w tym czasie zajmę się swoją robotą. Boże, jaka awantura była na magazynie. Widziałem jak tylko chłopaki chowają się po kątach magazynu i pokładają się ze śmiechu. Ja niestety cały czas byłem przy nich. Po 45 minutach wyszli. Bez paczki. Na drugi dzień byłem wezwany do biura żeby wytłumaczyć się dlaczego jej nie doręczyłem. Wyjaśniłem i opisałem wszystko (poszła skarga do centrali od pani). Na całe szczęście miałem świadków.

kurierzy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 583 (Głosów: 603)
28 stycznia 2012, 20:56 przez jabba (PW) | Do ulubionych
Lat temu kilka miałem własną działalność transportową. Ot bus, trochę kontaktów więc czemu nie dorobić. Na początku było krucho więc pomysł czemu nie pojeździć trochę jako kurier. Pewnego pięknego dnia pobrałem paczki na samochód, listy doręczeń w łapkę i dalej w trasę. Przejechałem raptem może 500 metrów kiedy poczułem straszny ból w plecach i nie mogę się ruszać, ani rączką ani nóżką. Łzy z bólu lecą mi same. Pechowo stanąłem pod wiaduktem na Pułaskiego (Wrocław). Muszę dopowiedzieć, że jest tak dziwne miejsce, że jakakolwiek awaria pod tym wiaduktem powoduje zakorkowanie dwóch ulic.

Przez radio wzywam kolegę żeby mi pomógł.
Włączyłem awaryjne i czekam.
Czekam, cierpię i wyję z bólu.
Po chwili ktoś puka w szybę. Widzę białą czapkę policji więc otwieram.
(P)olicjant - Panie, nie masz pan gdzie stawać? Zaraz pan zablokuje ulice.
(J)a - Panie władzo, nie mogę się ruszyć, zdaje się że korzonki mnie rozłożyły, nie jestem w stanie nacisnąć pedałów nie mówiąc o kręceniu kierownicą.
P - No i co teraz?
J - Wezwałem kolegę przez radio, już idzie (magazyn oddalony jakieś 500m). Pomoże mi z tym się uporać.
P - Proszę dokumenty do kontroli.
J - Ok. (chwilę to trwało zanim udało mi się wydobyć portfel).
P - Dobra, idę wypisywać mandat.
WTF? Jaki mandat? Za co?
Pojawił się kolega. Mówię mu co i jak. Poszedł do samochodu policji i proponuje im żebyśmy zjechali na stację za wiaduktem, żeby nie blokować ulicy. Robert pomógł mi, a właściwie przeciągnął mnie na fotel obok i pojechaliśmy na stację. Widząc w jakim jestem stanie wezwał pogotowie. Ok. Jesteśmy na stacji. Podchodzi znowu policjant, Pyta co naprawdę się stało, że stałem sobie pod wiaduktem na awaryjnych?
Tłumaczę jeszcze raz, że korzonki,że boli jak cholera, że nie miałem jak jechać.
P - Coś pan kręci, jednak będzie mandat.
J - Ale panie władzo, za co?
P - Za blokowanie ruchu, parkowanie w miejscu niedozwolonym.
J - Tak, jasne, doręczałem paczkę pod wiaduktem.

W tym czasie podjechało pogotowie. Podchodzi (L)ekarz, obejrzał mnie i decyzja, że jedziemy do szpitala. Mówię, że musimy chwilę czekać bo czekam na mandat. Zobaczyć minę lekarza jak powiedziałem mu o co chodzi - bezcenne.
Podchodzi policjant z bloczkiem po mój autograf na mandacie i odzywa się lekarz.
L - Panie, nie przyjmuj pan tego mandatu, to normalnie nienormalne żeby za takie coś dawali mandaty. Jak coś to w sądzie powiem, że nie mógł pan jechać.
P - Nie rozmawiam z panem doktorze, tylko z kierowcą.
L - Panie, przecież ten człowiek nie mógł jechać, to co się pan wygłupia z tym mandatem?
P - Czy przyjmuje pan mandat?
J - Nie.
P - To będzie skierowany wniosek do sądu.
L - To niech pan załatwia resztę spraw w szpitalu, bo zabieramy pana. Nie będę czekał, spieszy mi się.

Przenieśli mnie chłopaki do karetki. Usłyszałem jeszcze rozmowę policjantów:
P - Jedziemy do szpitala za nimi.
P2 - Młody, dzisiaj już k...a przegiąłeś, mam cię dość.
P - Ale to jakiś symulant, nie odpuszczę mu.
P2 - Młody, jak wracamy na bazę piszę kwit na ciebie. Jesteś ...(cenzura na całą dłuższą wypowiedź)
P - Znowu się czepiasz.
P2 - Młody, miałeś kiedyś atak korzonków? Jak nie to życzę ci żebyś k... miał taki jak on.
Po chwili policjant oddał mi dokumenty ze słowami "No to dzisiaj ci się udało, ale następnym razem nie będzie tak łatwo, nie skończy się na pouczeniu".

W szpitalu spędziłem 3 dni. Okazało się że mam dyskopatię.
Pozdrawiam wrocławską drogówkę.

policja

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 700 (Głosów: 736)
31 stycznia 2012, 18:02 przez jabba (PW) | Do ulubionych
W ramach wprowadzenia - czasami pomagam koleżance w przewiezieniu jej syna z porażeniem mózgowym na jakieś badania, rehabilitacje. Adaś ma już 17 lat, jest na wózku.

Spotkałem koleżankę na przystanku. Podjeżdża autobus, wsiadamy środkowymi drzwiami żeby ustawić wózek i przypiąć Adama pasami. Ok, Adam przypięty, odwracam się żeby skasować bilet. Kasownik zasłania mi facet, taki około 35-40 lat i szczerzy zęby.
J - Przepraszam, chciałem bilet skasować.
P - Za późno, bilet należy skasować zaraz po wejściu do pojazdu.
J - Przecież widział pan, że pomagałem z wózkiem.
P - Za późno, proszę dokumenty, będzie mandat.
J - Pan chyba żartuje.
Wtrąciła się koleżanka.
K - Jabba, nie kasuj, przecież jedziesz ze mną jako opiekun Adama.
P - Nie ma takiej ulgi żeby dwie osoby jeździły za darmo jako opiekun.
K - Jest, proszę spojrzeć, to jest legitymacja, tu są wszystkie potrzebne informacje.
Tak jak do tej pory wszystko było w miarę spokojnie, to teraz jaśnie pan kanar zaczął krzyczeć, że to złodziejstwo, że to jest karalne, że kto to widział żeby z takim dzieckiem do autobusu, że to jest zboczone żeby w ogóle "takie coś wyprowadzać z domu".

Zagotowałem się, chciałem mu przylać ale znajoma mnie powstrzymała. Ludzie w autobusie patrzą na całą sytuację i chyba nie dowierzają co się dzieje. Inni kontrolerzy jakoś się chyba pochowali, bo nikt nie sprawdzał biletów. Koleżanka zapisała sobie numer służbowy kontrolera i poszła do kierowcy.
K - Może pan przez radio wezwać patrol policji, chodzi o tego niemiłego kontrolera, ubliża mnie, mojemu dziecku, zarzuca mi kradzież, nie odpuszczę mu.
Jako, że koleżanka często jeździ na tej trasie, część kierowców ją kojarzy. Kierowca zatrzymał się na przystanku, podszedł do kanara w krótkich żołnierskich słowach powiedział mu co o nim myśli po czym... złapał go za kołnierz i wyrzucił na kopach z autobusu. Znajoma miała po powrocie pisać skargę do MPK na zachowanie pana kanara.

Wiecie co? Żałuję, że mu nie p......

komunikacja_miejska

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 986 (Głosów: 1008)

1