Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

jeremyxfile

Zamieszcza historie od: 6 stycznia 2017 - 4:49
Ostatnio: 21 czerwca 2017 - 11:23
  • Historii na głównej: 5 z 10
  • Punktów za historie: 1202
  • Komentarzy: 16
  • Punktów za komentarze: 15
 

#77895

(PW) ·
| Do ulubionych
Tematyka weselna, a jakże!

Kolejna z opowieści o perypetiach organizacyjnych, tym razem sala.

Otóż skrótowo: przy rezerwacji sali ze 2 lata temu i rozmowie z menadżerem ustaliliśmy jak następuje: sala mieści 200 osób, max to 220 ale kosztem parkietu, oraz noclegów po dobudowaniu skrzydła starczy dla wszystkich gości, mówimy, że tyle u nas będzie pewnych, wszystko ustalone i jest git.

Sytuacja właściwa - ponad pół roku temu odbyły się oficjalne zaręczyny, więc moi rodzice z racji dużej odległości od miejsca zamieszkania wybranki postanowili obejrzeć przy okazji na żywo salę. Spotkanie z menadżerem ponowne, temat noclegów wykwitł, i co? Ano dupa. Bo szanowny Pan Menadżer "z racji doświadczenia wie, że przyjdzie 2/3 osób, a z reguły jest trochę ponad połowa" i za ch*..olerę nie przekonasz chłopa, że tu jest inaczej bo nie zapraszam 200 łącznie, ale do 200 pewniaków ściąłem listę z prawie 300.

Okazało się, że jest na tyle noclegów, ale dla jego 2/3 założonych. Zrobiło się gorąco bo to mieścina mała, wesele nie odbywa się tylko 1 naraz, a hoteli za dużo nie ma. Ale ogarnęliśmy. Piekielnie? Jak jasna cholera, gdyby nie przypadek, że temat wyszedł to w okolicy wesela zostałbym bez noclegów dla 1/3 gości. No bo przecież przyjdzie tylko 2/3 podanej liczby, prawda?

Jestem na etapie zapraszania gości. Parkiet jest tak na oko pojemności do 160 osób bez typowej ciasnoty, my mamy 200 osób zaproszone, zejdziemy do około 190 podejrzewam. Więc i tak bez cudów bo już ciasnawo. I coś mnie tak diametralnie kilka dni temu po tyłku pokusą podrapałoby przeliczyć na nowych zdjęciach ile jest miejsc bez krzeseł na parkiecie. I liczba mi się nie zgodziła. Po rozmowie z Panem Menadżerem wyszło, że tak, wchodzi 200 osób. Ale już 30 siedzi na parkiecie. I mnie krew zalała. Bo znowu "wiem z doświadczenia, że będzie 2/3 z tego co mówicie, i na taką liczbę jest wyliczone"

I co? I wesele które było planowane na każdym kroku by było perfekcyjne zostanie zrujnowane przez jednego idiotę który ma własne 'widzimisię' i ma generalnie w nosie co się do niego mówi. Bo miejsca do tańca będzie jak na lekarstwo.

Czy piekielnie? Mało powiedziane.

śluby

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (214)

#77352

(PW) ·
| Do ulubionych
Z innego tematu serią :)

Słowo 'gehenna' z poprzedniego wyznania już nieodmiennie kojarzy mi się z pewnym chłopakiem, pracującym w biurze Rainbow. Było to jakieś pół roku temu, z racji, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę objazdową jako podróż poślubną, zaledwie kilkanaście dni po samym dniu zaobrączkowania, postanowiliśmy z przyszłą małżonką ogarnąć wcześniej jak wygląda sprawa paszportów itp.

Przychodzimy do biura, siedzi małżeństwo i dyskutuje, to i my siadamy na kanapie, by poczekać na swój moment. Trwało to jakieś pół godziny, biedny chłopak rzucał nam zrozpaczone spojrzenia szukając ratunku, ale nic nie mogliśmy zrobić poza współczującym spojrzeniem i wymianą myśli pełnych zrozumienia.

Pan Janusz i Pani Grażyna postanowili lecieć do Grecji na wakacje. Z racji, że przez pół godziny nie było co robić, to wysłuchaliśmy chcąc nie chcąc całej akcji. Byli już dzień wcześniej u kogoś innego, obgadali wszystkie szczegóły, mieli tylko przyjść podpisać umowę. Pani G agresywnie negocjując, próbowała wymusić zniżkę o jakąś kwotę, która jej nie pasowała z racji podniesienia przez biuro, akurat tak się trafiło z dnia na dzień. Tłumaczenia, że nie on decyduje o kwotach i te kwoty są płynne, bo mogą się zmienić nawet w ciągu 1 dnia kilka razy, były jak rzucanie grochem o ścianę, efekty ten sam. Pan J zawstydzony swą małżonką, wychodząc przeprosił bardzo i nas, i sprzedawcę, więc odzyskał w moich oczach honor, czego nie można powiedzieć o jego lubej.

Siadamy przed biurkiem, chłopak prosi o chwilę dla siebie, bo chce się chociaż napić wody. Mówię, że spokojnie, niech ogarnie co ma, mnie aż tak się nie spieszy. Rzuciłem tylko, że widzę jak trudni klienci się trafili.

Dowiedziałem się, że "ta gehenna trwała już godzinę", Pani G wykłócała się o kwotę 11zł za całość wycieczki, od wejścia aż do wyjścia, w kółko żądając zniżki/rabatu/odpuszczenia dopłaty/wytłumaczenia jakim prawem każą jej płacić więcej/dzwonienia do informacji/sprowadzenia kierownika/przysłania kogoś kompetentnego. I tak dalej i tak dalej.

Pozdrawiam wszystkich, którzy pracują w kontakcie z klientami, wiem jak to jest, i życzę równie wielkiej wytrwałości.

uslugi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (232)

#77281

(PW) ·
| Do ulubionych
Gatunek: ślubne z racji owego etapu.

Kto organizował wesele, wie jak niebotyczne są to koszta, kto nie miał jeszcze tej przyjemności, nie spodziewajcie się zaoszczędzić, jeśli chcecie mieć je dobrze przygotowane.

Ale nie o tym. Z racji, że ślub wedle tradycji odbędzie się u przyszłej małżonki, a droga dla mojej rodziny to jakieś 300km z hakiem, zarezerwowaliśmy hotel dla wszystkich moich gości, ot tak, ignorując koszta, w ramach miłego gestu, choć z grup ślubnych jak widzę rzadko kto się tym przejmuje na zasadzie, chcecie spać to sami sobie wynajmijcie pokój.

Wydawało by się, że gdy wszystko jest podane na tacy, w tym możliwość przespania się dosłownie wchodząc schodkami na piętro, ludzie będą zadowoleni.

Otóż nie. Mało. Aż dziw jak wygodniccy i roszczeniowi stali się ludzie. Sezon zaproszeniowy w trakcie, to już dużą część mamy za sobą. Absolutnie wszyscy oczekują wynajętego transportu na miejsce i z powrotem. Wszyscy. Nie było nawet jednej osoby, która nie byłaby zdziwiona owym właśnie brakiem, zastąpionym przez noclegi.

Ludzie oczekują nie zaproszenia na ślub, ale najwidoczniej urządzenia mini wakacji, zawieź, nakarm, daj się napić i wybawić, potem przespać, a na koniec przywieź z powrotem, najlepiej pod sam dom.

Rozumiem gdyby to było kilkadziesiąt lat temu, gdzie transport naprawdę był ciężki do ogarnięcia i marnej jakości. Ale teraz mamy pociągi, busy, autobusy, klasy premium jak ktoś potrzebuje wygodniejszej poduszki pod tyłek, samochody, na upartego idzie sobie nawet szofera znaleźć.

Pomyśli ktoś, że jak mogę się oburzać, niektórzy nie mogą, bo choroby, bóle, starość. Otóż nie. Wszelaki wiek, rodzina, znajomi, kumple, sąsiedzi, wszyscy zdrowi, chodzący, a jednak odpowiadający zdziwieniem na brak podwiezienia tyłka.

P.S. Przypomniała mi się jeszcze anegdota, gdzie któryś z gości rzucił oburzony, że jak transportu nie będzie, to on nie przyjedzie. Nie powiem, który palec mentalnie mi się otworzył. Nie był odosobnionym przypadkiem.

Tak że tego, honor w tych czasach powoli ustępuje wygodzie, a wymagania wobec innych tylko rosną.

ślub

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 275 (295)

#76633

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś opowiem coś zasłyszanego od szwagra.

Jest psychiatrą, pewnego dnia na nocnym dyżurze przywieźli mu kobietę na oko po 40-tce nagą, nakrytą jakimś narzuconym materiałem i dla bezpieczeństwa pasami przywiązaną do łóżka, poobijana, połamana i ze wstrząsem mózgu. Dialog wyglądał mniej więcej tak:

- Dlaczego przywieźliście ją tutaj, a nie na oddział ratunkowy? Przecież widać, że kobieta wymaga natychmiastowej pomocy.
- Bo wariatka, bredzi od rzeczy o wannie i alkoholu
- Przecież wyraźnie nie ma żadnych zaburzeń psychologicznych, to jest normalna kobieta, jedźcie z nią natychmiast tam gdzie powinniście.
-Ale gada bzdury w kółko.

Mały wywiad z pacjentką i co się okazało? Kobieta samotna, umówiła się przez portal randkowy z jakimś nieznanym jej chłopem co wydawał się cudowny, zaprosił ją do siebie, więc odwaliła się jak umiała najładniej i ruszyła w drogę. Okazało się, że jest byłym więźniem, zagroził pobiciem, kazał jej wejść do wanny, pić wódkę i się kąpać, a sam siedział obok niej. Kobieta przerażona, żeby jej nie stłukł robiła co kazał, piła tą wódkę i się kąpała. Na koniec i tak jej wpier***** i wyrzucił za drzwi jak stała. Jej szczęście, że sąsiad przechodził to wezwał pogotowie. Procedury nakazały wezwanie policji, znaleźli jej torebkę u niego, dalej nie wiem jak się potoczyło.

Tak więc drodzy piekielni, tindery tinderami, badoo jak badoo, ale zawsze miejcie na uwadze, że nigdy nie wiadomo kto jest tak naprawdę po drugiej stronie.

randki

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 298 (310)

#76598

(PW) ·
| Do ulubionych
Z gatunku bezstresowego wychowania:

Sklep z robaczkiem w kropki w logo, stoję w kolejce, przede mną rodzice z trójką dzieci, na oko 8 lat, 4 lata i 3 lata, niby nic nadzwyczajnego. Huragan nie wywołuje tyle chaosu.

Dzieci rzucają czapkami, rękawiczkami, zrzucają z półek rzeczy, przenoszą na taśmę boczne półki ze słodyczami poniekąd bez moich chęci uzupełniając także moje zakupy, wszystko w atmosferze krzyków, pisków i wszelakich innych złych rzeczy. Rzucanie kasjerce ubrań do nabicia na rachunek, bo nie będą ich trzymać, a mama nie chce nosić, gonitwy, na koniec wyrwanie (sic!) z kasy w trakcie drukowania rachunku i rzucenie go w twarz Pani ją obsługującej, która wykorzystując pełnię samokontroli usilnie starała się udawać, że nic nie widzi i nie słyszy.

Absurd nr 1? Reakcja rodziców. Czy też jej praktycznie kompletny brak, przez kilka minut usłyszałem 2 razy, że tak nie wolno, ale bardziej wymamrotane niż wypowiedziane, wyraźnie widać brak władzy nad własnymi dziećmi, oraz że to nie rodzice tu rządzą.

Absurd nr2? Pozwolili skasować wszystko co dzieciory powrzucały na taśmę.

Tak że ten..

biedra

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (289)

1