Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

koorka

Zamieszcza historie od: 31 maja 2016 - 17:03
Ostatnio: 14 lutego 2018 - 14:39
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 412
  • Komentarzy: 1
  • Punktów za komentarze: 0
 

#81383

(PW) ·
| Do ulubionych
Wielu z nas wydaje się, że znęcanie się to tylko bicie czy wyzwiska. U mnie w domu i tych nie brakowało, jednak według mnie znęcanie może przybrać też inne formy, np. niedbania o zdrowie dziecka, czy nieinteresowanie się nim.

Od kiedy pamiętam byłam drobna i niższa niż rówieśnicy. O ile w przedszkolu mi to nie przeszkadzało, jakoś to później zaczęło naprawdę doskwierać. W pewnym momencie jakoś tak w wieku 12 lat przestałam rosnąć. Rodzice zamiast zainteresować się problemem albo go bagatelizowali albo obwiniali mnie lub wręcz wyśmiewali. Nawet gdy byłam już o głowę niższa od rówieśników, nic ich to nie ruszyło.

Dopiero za radą jakiejś ciotki zaprowadzili mnie do jakiegoś lekarza, nie wiem od czego. Żadnych badań czy skierowania do specjalisty, nic, zainkasował kasę za wizytę i nie powiedział nic oprócz tego że taka już moja uroda i może jeszcze urosnę. Rodzice dali sobie spokój po jakże dokładnej diagnozie.

Do tej pory pamiętam docinki rówieśników, nawet nauczycieli, na temat mojego wzrostu. Krasnal i karzeł to typowe przezwiska dzieciaków. Pamiętam ten wstyd kiedy nauczycielka obsadziła mnie w szkolnym przedstawieniu w roli krasnala. Pamiętam jak matka za wszelką cenę chciała mnie pasem uczyć jazdy na dorosłym rowerze górskim, pomimo że to był rower męski czyli wysoki i z ramą.

Co do jej metod wychowawczych to temat na inną historię.
Nie chcę się rozpisywać i opisywać mojej historii choroby, bo nie o to chodzi. Dopiero w wieku 30 lat udało się u mnie zdiagnozować nieprawidłowości gospodarki hormonalnej. Do końca życia muszę brać hormony, których mój organizm nie produkuje. Co pół roku wizyty u endokrynologa. Jestem też bezpłodna, nie wiem jeszcze czy całkowicie, czy można jeszcze coś w tym kierunku zdziałać.

Do tej pory mam żal do rodziców, że nie zrobili choćby głupich badań krwi, czy nie zasięgnęli opinii innych lekarzy.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (165)

#77309

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o braku tolerancji i poszanowania cudzych decyzji i światopoglądów.

Od paru lat nie jem mięsa. Nie jestem wegeterrorystką, nie zaglądam nikomu w talerze, uważam, że nic mi do tego co kto ma ma talerzu. Chciałabym, żeby inni tak samo odnosili się w stosunku do mnie. Choć mięsa nie jem, chętnie przygotowuję mięsne dania dla przyjaciół i rodziny.

O znajomych będzie mowa. Do paczki znajomych dołączył Dawid - nowy chłopak Ani. Zostałam zaproszona przez nią na obiad, więc siłą rzeczy padło pytanie co lubię, czy mam na coś alergię. Odpowiadam szczerze, że zjem wszystko, byle bez mięsa. Dawid wydawało by się zareagował normalnie, tzn. stwierdził, że dla niego to normalne, bo umawiał się wcześniej z wegetarianką, nawet polecił mi ciekawą restaurację. Muszę przyznać, że nie spotkałam się, by ktoś zareagował na luzie na to, że ktoś inny nie je mięsa, nawet z rodziną miałam niezłą przeprawę, ale to nadaje się na inną historię.

Po jakimś czasie znów nadarzyła się okazja, by zjeść coś wspólnie. I tu zaczęły się zgrzyty. O ile Dawid wydawał się być miły, to czasem wtrącał komentarze w stylu "moja eks nie jadła mięsa, bo nie mogła - problemy zdrowotne, a u ciebie to kaprys i ci przejdzie". Facet zdawał się nie przyjmować do wiadomości, że nie chcę poruszać tematu i sam zaczynał. Uznałam, że każdy ma prawo do swoich poglądów i tyle.

I tu największa piekielność. Dawid organizuje kolację. Nalega, bym się pojawiła i kusi smakołykami. Przychodzę do mieszkania Ani i Dawida zaraz po pracy, zmęczona i głodna jak wilk. Dawid pokazuje tacę z masą kanapeczek i mówi, że mogę spokojnie z tego brać, bo przygotował z myślą o mnie pasty - pokazuje "czerwona z pomidorem i papryką, ta warzywna, a ta ciemna jest z grzybami". Każe spróbować. Kanapki wielkości kciuka, a ja głodna jak wilk, więc zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak, kiedy ostatnia z trzech była już z przełyku. Oprócz wyraźnego smaku grzybów dało się wyczuć wątróbkę. Pytam więc, czy na pewno dla mnie to było, a on z głupim uśmieszkiem "Smakowało?". Postanowił w ten sposób "nawrócić mnie".

Śmieszek teraz opowiada, jak to utarł mi nosa i zmusił tę zarozumiałą wegetariankę do zjedzenia mięsa.
Nie muszę dodawać, że kolejnych zaproszeń nie przyjęłam, ku ich wielkiemu zdziwieniu.

Facet dorosły, 40 lat na karku, a zachowanie gimbusa.
Nie tyle sam fakt zjedzenia mięsa mnie boli, co utrata zaufania do znajomych. Naprawdę facet wydawał się być normalny, udawał miłego tylko po to, by utrzeć komuś nosa?

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 270 (318)
zarchiwizowany

#73296

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Postanowiłam opisać kilka historii które zatytułowalabym '' Dlaczego zdecydowałam się kupić gaz pieprzowy''.Jest tego trochę więc podzieliłam na kilka historii. Oto pierwsza:
Miałam fazę na bieganie,a że było lato i to gorące biegałam gdy słońce zaszło bo w dzień po prostu się nie dało. Biegam więc spokojnie aż dotarłam do drugiego końca parku słyszę dziwne odgłosy - myślałam że jakieś dzieciaki robią sobie żarty ale nie - okazało się ze to jakaś para zabawia się za dość sporym krzakiem. Cóż, mi to nie przeszkadza a jeszcze parę okrążeń trzeba zrobić więc biegam nie zwracając na nic uwagi. Kończę okrążenie, zaczynam następne i widzę pana wyskakującego z krzaków (najwyraźniej się zorientował że nie są sami)idzie w moim kierunku z groźną miną (w sumie też bym była zła gdyby ktoś mi przerwał w takiej chwili, z drugiej strony musieli się liczyć z tym że ktoś może ich nakryć w końcu byli w parku publicznym). Dziewczyna speszona odciąga go w przeciwnym kierunku.
Sytuacja nr 2:
W ramach rozgrzewki kilka razy pokonując schody prowadzące do parku przepuszczam schodzącego chłopaka ale ten zamiast zejść zaczyna mnie podrywać tekstami typu ''może pobiegniemy do mnie, mam wolną chatę, mieszkam niedaleko'', próbuję go ominąć - zostawił całym sobą wąskie przejście dopiero po tekście ''ja mam kasę, zapłacę'' strach dodał mi sił- przeciskam się jakoś i uciekam. Facet był bardziej namolny niż groźny ale jednak nie wiadomo jak by zareagował po którymś z kolei moim ''muszę iść, przepuść mnie'' czy zwykłym ''nie jestem zainteresowana '' które powtórzyłam kilka razy.
Teraz morał - warto zaopatrzyć się w gaz pieprzowy zwłaszcza jeśli późno wracamy z pracy albo lubimy późne spacery. Zresztą nawet w biały dzień można zostać napadniętym. Czuję się bezpieczniej. Dlaczego akurat gaz pieprzowy? Bo jest legalny (tu gdzie mieszkam każdy może kupić go w specjalistycznych sklepach) poręczny (nieduży spray często w formie breloka do kluczy),tak więc można zawsze mieć przy sobie bez problemów z prawem w razie użycia na napastniku.
Mam jeszcze parę podobnych historii jeśli jesteście ciekawi opiszę w najbliższym czasie.

dziwni ludzie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (29)

1