Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

krushynka

Zamieszcza historie od: 6 kwietnia 2011 - 10:46
Ostatnio: 16 maja 2012 - 9:59
  • Historii na głównej: 0 z 8
  • Punktów za historie: 801
  • Komentarzy: 106
  • Punktów za komentarze: 350
 
zarchiwizowany
5 marca 2012, 12:41 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Pewnie zostanę ukrzyżowana za ten wpis.
Udzielam się na forum prawnym.
Już dzień po katastrofie kolejowej pojawiły się posty z
pytaniami ile można dostać odszkodowania od PKP/ państwa.
Osoby, które się o to pytały, powinny się wstydzić- jeszcze rodziny nie zdążyły pochować swoich bliskich, a ci już liczą kasę...

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (Głosów: 357)
zarchiwizowany
28 lutego 2012, 21:58 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Nie wiem, niektórzy telemarketerzy chyba wstydzą się firm, dla których dzwonią. A może Wy mnie oświecicie, o co chodzi w takich telefonach, jaki miałam dzisiaj (telefon do firmy):
[T]elemarketerka: Dzień dobry, poproszę o połączenie z osobą zajmującą się rozliczeniami ZUS.
[J]a: Ale o co chodzi?
[T]: Mam do przekazania kilka informacji odnośnie naliczania składek, proszę o połączenie z kadrową.
[J]: Jeszcze jej nie ma, ale o co chodzi konkretnie?
[T]: Chcę przekazać ważne informacje odnośnie naliczania składek ZUS, poproszę o połączenie z księgową.
[J]: Nie ma. A z jakiej firmy Pani dzwoni?
[T]: To może Pani mogę przekazać informacje o naliczaniu składek ZUS?
[J] Nie, ale proszę powiedzieć, z jakiej firmy Pani dzwoni?
[T]: Mam do przekazania informacje o naliczaniu składek ZUS (nosz kufa, zacięła się?)
[J]: Proszę Pani, tak nie będziemy rozmawiać. Proszę się przedstawić i powiedzieć z jakiej firmy Pani dzwoni?
[T]: Mam do przekazania informacje o składkach ZUS
[J]: (cisza)
Po 3 sekundach się rozłączyła. No tak, nie mogła zrzucić nigdzie tego ogromu wiedzy o składkach ZUS, to nawet nie zasłużyłam na do widzenia...

call_center

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (Głosów: 143)
zarchiwizowany
23 lutego 2012, 12:26 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Zainspirowana (bla bla) opowieściami o tym, że wykładowcy nie patrzą treść oddawanych prac, dodam swoją, przeciwną.
Wieki temu, kiedy studiowałam
sobie na politechnice, na pierwszym semestrze mieliśmy przedmiot, szumnie nazywany informatyką. Szczyt techniki- większość programów pisaliśmy ręcznie na kartkach, część w zaawansowanym języku programowania, jakim był Turbo C.
Kumpel miał spore problemy z załapaniem o co chodzi w tym języku a mieliśmy oddać jakieś zadanie na zaliczenie.
Umówił się więc ze swoim kolegą na poćwiczenie i wytłumaczenie jak krowie na rowie jak się w tym ustrojstwie programuje. Niestety kumplowi trudno było zrozumieć to co mu się tłumaczy, więc jego kolega podał dosadny przykład i napisał mu komendę
printf("Naskocz mi na pale")*
Zadziałało, kumpel, wydawałoby się, załapał o co chodzi, więc na bazie tego programu zrobili zadanie na zaliczenie. Oczywiście, zapomnieli o tej nieszczęsnej komendzie.
Przyszedł czas zajęć, prowadząca zajęcia sprawdza zadania. I nagle jak się nie wydrze na kumpla co on jej tu wypisuje.
Ćwiczeń kolega nie zaliczył do 9 semestru...

Fun fact: 10 semestr, siedzimy w bufecie na wydziale, obok siedzą młodziaki z I roku. Nagle słyszymy, jak opowiadają sobie historyjkę tego naszego kumpla. Oczywiście, pochwalił się, ze to o nim. Żebyście widzieli ich miny...

*Dla tych co nie są dinozaurami i nie mają pojęcia co oznacza ta komenda: zwraca ona po kompilacji tekst, który został ujęty w nawiasie.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (Głosów: 136)
zarchiwizowany
16 lutego 2012, 9:53 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Historia z gatunku "Dobrymi chęciami piekło wybrukowano". Piekielni dla mnie okazali się moi "przyjaciele". Jakoś tak mi się ostatnio przypomniało...
Kilka lat temu z hukiem zakończył się najdłuższy wtedy w moim życiu związek. Termin mój ex sobie wybrał wręcz idealny- 3 dni przed swoimi urodzinami, tydzień przed Dniem Kobiet i 2 tygodnie przed moimi urodzinami. I właśnie Dnia Kobiet będzie dotyczyć moja historyjka.
Ponieważ z przyczyn oczywistych średnio miałam ochotę na interakcję z jakimikolwiek osobnikami płci męskiej, moje koleżanki w ramach z rozrywki postanowiły wyciągnąć mnie do kina w Dzień Kobiet, na babski film. Niestety, jednej z koleżanek coś wypadło i nie mogła z nami pójść. Żeby nie zmarnował się bilet, druga koleżanka, D. postanowiła zaciągnąć swojego faceta, a mojego kolegę z roku i osobistego kumpla mojego ex, do kina z nami.
Nie byłam zachwycona, ale stwierdziłam, że jakoś to przeżyję.
Spotkaliśmy się przed kinem, ja wraz z koleżanką kupiłam coś do pochrupania, jej facet zniknął na chwilę. Wraca... z tulipanem. Bo przecież to Dzień Kobiet.
Wręcza mi kwiatka, na co ja mówię: Dzięki, nie trzeba było...
Jego odpowiedź mnie zwaliła z nóg: No wiem, ale D. mi kazała, żeby Ci nie było przykro.
Dopiero wtedy zrobiło mi się przykro. W życiu nie czułam się taka upokorzona. A wszystko przez kwiatka z litości.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (Głosów: 279)
zarchiwizowany
19 września 2011, 9:21 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Ponieważ zbliża się rok akademicki, przypomniał mi się mój kolega z roku. Wiadomo, na każdym kierunku znajdzie się jakaś pijawka, która woli się prześlizgnąć przez studia, nie wkładając w to żadnego wysiłku. U nas był to Andrzej.
Sytuacja pierwsza: trzeci semestr, laborki z elektroniki. Moment oceniania sprawozdań z poprzednich zajęć. Wykładowca zwraca się do nas z poważną miną, że w zasadzie ma problem, bo powinien zgłosić pewien incydent do dziekana i ktoś powinien pożegnać się ze studiami. Ale daje szansę na przyznanie się do winy i poprawienie sprawozdania. Bo 2 osoby oddały takie same sprawozdania, nawet nie zmieniając czcionki. Zmienione zostało tylko nazwisko. Doktor wyczytuje jako winowajców mnie i Andrzeja. Ponieważ to był kierunek stereotypowo męski (automatyka i robotyka) a Andrzej skończył technikum elektroniczne w panice przyznałam się, że to ja. Myślałam, że nikt nie uwierzy, że potrafiłam zrobić sprawozdanie na 5 sama.
Po zajęciach wypadłam z zajęć i dorwałam się do Andrzeja prawie go dusząc, że ściągnął moje sprawozdanie (a dostał tylko do wglądu)i ma je zrobić za mnie od nowa, na 5. Zgodził się. Taaa, o Bogu Frajerów... dostałam pół strony teorii żywcem ściągniętej z Wikipedii i skopane wyniki. Sprawozdanie zrobiłam sama od nowa.
Sytuacja druga. Andrzej już się nauczył, żeby mój zespól omijać z daleka i przykleił się do mojej koleżanki. Ponieważ jest ona bardzo cierpliwą i zgodliwą osobą, długo znosiła odwalanie za niego większości (jak nie całej) roboty. Aż pewnej pięknej sesji miarka się przelała- Andrzej nie pojawił się na żadnym spotkaniu dotyczącym dużego projektu jaki mieliśmy oddać. Koleżanka więc złożyła u wykładowcy projekt tylko ze swoim nazwiskiem. Andrzejek cichaczem poszedł do wykładowcy i powiedział, że zapomniała go dopisać, a był z nią w zespole.
Niestety, nie dała się namówić na pójście do wykładowcy i sprostowanie sytuacji.
Na tym skończyła się pomoc Andrzejkowi, więc najpierw spadł na semestr niżej, a potem wyleciał ze studiów i zaczął pracować jako ochroniarz... To mógłby być koniec historii, ale nie...
Bo spotkaliśmy go ze 2 semestry później na juwenaliach. Przeszukał osobę, która była jedną z tych, które pomagały mu najdłużej i skonfiskował piwo z plecaka...

Andrzejek

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (Głosów: 250)
zarchiwizowany
4 lipca 2011, 12:02 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Będzie o upartym złodzieju.
Pewnego letniego popołudnia wybrałam się do Polic na spotkania z klientami. Jak to na spotkania, ubrana
na biznesowo- szpilki, spódnica, aktówka.
Jechałam komunikacją miejską- nie posiadam jeszcze prawa jazy. Przetłukłam się autobusem >30 minut. Taki fach, przyzwyczaiłam się.
Pierwsze spotkanie nie wypaliło- klientka zapomniała o tym, że się ze mną umówiła- sytuacja dosyć częsta. Do następnego spotkania miałam ponad godzinę, przysiadłam sobie więc na ławce w parku i przeglądam materiały do spotkania.
Nagle zauważyłam, że zbliża się do mnie grupka kwiatu naszej młodzieży, rzucając wokoło kwiecistą łaciną podwórkową. Postanowiłam się więc dla własnego bezpieczeństwa przemieścić w bardziej zaludnione miejsce.
Idąc, obejrzałam się za siebie. Za mną nie szła już grupka chłopaczków, a jeden. Miałam przeczucie, że coś jest nie tak, zacisnęłam więc mocniej rękę na uchwycie aktówki, torebkę przycisnęłam mocniej do siebie i przyspieszyłam kroku. Ulica jakby opustoszała. Nagle usłyszałam, że ktoś za mną biegnie. Dokładnie! Chłopaczek próbował wyrwać mi aktówkę z ręki, ale za mocno ją trzymałam. Krzyknął tylko:
-Dorwę cię, k#@%%o!
i pobiegł gdzieś w bok. Okazało się, że okrążył blok i znowu zaczął iść za mną. Przeszłam więc na drugą stronę ulicy- on za mną. Ulica nadal pusta. Zaczęłam już mieć serce w gardle.
Na szczęście w porę zauważyłam jakichś panów naprawiających samochód przy garażu. Zatrzymałam się przy nich, pytając o drogę. Niedoszły złodziej mnie ominął i przeszedł na drugą stronę. Jeden z panów, przy których się zatrzymałam, zapytał, co się stało, więc mu opowiedziałam całe zdarzenie. Poderwał się, żeby złapać tego gościa, ale już zniknął. Podziękowałam panu i z dusza na ramieniu ruszyłam dalej.
Zadzwoniłam do klientki i przesunęłam spotkanie na wcześniejsza godzinę. Jak się okazało, była to pani na emeryturze, więc nie miałam o czym z nią rozmawiać.
Nie ma to jak pechowy dzień!

Police

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (Głosów: 127)
zarchiwizowany
28 maja 2011, 21:55 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Wybraliśmy się dzisiaj z lubym do centrum tramwajem. Musze tutaj nadmienić, że dumą Szczecina są nowe wypasione Swingi.
W
pewnym momencie jakiś chłopak (chyba nie do końca było z nim wszystko w porządku) dotknął młotka do zbijania szyby w razie wypadku. Młotek wypadł ze swojego miejsca. Chłopak szybko włożył go z powrotem w wieszadełko, zbierając bure od ojca.
No i się zaczęło. Bo całą sytuację obserwowali jacyś panowie, którzy ewidentnie byli już po spożyciu. Wydarli się na chłopaka, że po co rusza młotek. Teraz to taka hołota, wszystko rozkradną i za pół roku będziemy jeździć gratami jak w latach siedemdziesiątych (?!). Bo oni pamiętają jak jeździli drewnianymi tramwajami... I tak w kółko.
W tym momencie do dyskusji włączył się [C]hłopak, który siedział za tymi [P]ijaczkami.
C: Nie zgodzę się z panem, Czepia się pan chłopaka, przecież tylko chciał sobie obejrzeć młotek. Nic złego nie zrobił. A pan się wydziera na niego jakby coś zniszczył.
P: A ty czego się odzywasz. Trochę kultury! Podp^%%i taki młotek i za pół roku wszystko będzie rozkradzione. Będziemy jeździć drewniakami jak w latach siedemdziesiątych!
C: Nie będę z panem dyskutował, idę na koniec!
Oczywiście, to nie powstrzymało pijaczka przed wycieraniem sobie gęby kulturą, drewniakami z lat siedemdziesiątych i że tyle ten tramwaj kosztował.

Szczeciński Swing

Skomentuj (0) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (Głosów: 27)
zarchiwizowany
6 kwietnia 2011, 11:06 przez krushynka (PW) | było | Do ulubionych
Wczoraj byłam sobie zrobić zdjęcia do dowodu osobistego, bo minęło już 10 lat odkąd go sobie wyrobiłam.
Z wygody (lenistwa?)
postanowiłam skorzystać z usług osiedlowego fotografa.
Na wejściu powitał mnie uprzejmy starszy pan, poprawiłam swój wygląd, usiadłam, pan zrobił fotkę, lekko zretuszował niedoskonałości, wydrukował zdjęcia, przyciął. Cała operacja trwała max 10 minut. Wszystko pięknie. Norma.
Do momentu kiedy poprosiłam pana o paragon. Moje prawo go dostać. Obowiązek pana wystawić. Ale panu najwyraźniej się to nie spodobało, bo wywiązał się między nami taki dialog:
[P]an: Proszę, teraz może się pani rozliczyć z mężem.
[J]a: Ale ja nie mam męża.
P: To kto tam finansuje.
J: Sama finansuje, potrafię na siebie zarobić.
Wyszłam z chęcią huknięcia drzwiami. Niestety, były to drzwi, które się same zamykają.

Mały osiedlowy fotogarf

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (Głosów: 30)

1