Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

krystalweedon

Zamieszcza historie od: 15 listopada 2015 - 20:36
Ostatnio: 29 kwietnia 2017 - 5:35
  • Historii na głównej: 15 z 18
  • Punktów za historie: 4388
  • Komentarzy: 1028
  • Punktów za komentarze: 2183
 

#77500

(PW) ·
| Do ulubionych
Co do mojej historii #77429, to piekielna pani od kocyka zadzwoniła do mnie z pretensjami, że została opisana na Facebooku i chciała mi te motki wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi. Podobno ktoś jej moją wersję opowiedział zanim się wyżaliła znajomym. Wydzwaniała jeszcze z różnych numerów po tym, jak ją zablokowałam.

Jeśli to przeczytasz, to wal się, nie będę tego kasować.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 277 (Głosów: 303)

#77429

(PW) ·
| Do ulubionych
Zrobiłam kocyk na powitanie na świecie dla córki koleżanki. Wyszedł cudnie. Upierdliwy wzór, zużyłam włóczki za ponad 300zł.

Komuś spodobał się kocyk na tyle, że zlecił mi zrobienie podobnego lecz w innej kolorystyce. Osobnik wybrał sam kolory, zapłacił, a włóczka przyszła na mój adres.

Kobieta przyjechała odebrać gotowca. Nie spodobały się jej jednak kolory, bo na ekranie wyglądały inaczej. Nie chciała zapłacić i jeszcze żądała zwrotu "na już" za materiały.

Sprułam wszystko, połączyłam w motki i oddałam diablicy. Niech sama się z tym buja.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 367 (Głosów: 381)

#77251

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiły się historie o kotach i zabezpieczonych oknach/balkonach więc dodam coś od siebie.

W październiku 2015 roku wprowadziła się do domu mojej mamy kotka. Przyszła z rodzicielką do domu i została, skoro nikt się po nią nie zgłosił, ani nikt nie miał ochoty jej adoptować.

Mama postanowiła zapewnić jej towarzystwo. Wybrała 2-letnią burą kotkę mieszkająca w piwnicy, która była pod opieką fundacji. Odrzucono naszą kandydaturę, ponieważ nie mamy zabezpieczeń w domu jednorodzinnym na wsi i prawdopodobnie kot także byłby wychodzący.

Rozumiem, że organizacje mają swoje wytyczne, ale żal mi kotki, gdyż przez prawie rok nikt jej nie adoptował i swój żywot zakończyła pod kołami auta, czego fundacja chciała uniknąć.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (Głosów: 179)

#77221

(PW) ·
| Do ulubionych
Dopiero dziś dowiedziałam o pewnej sprawie.

Dostałam 10 kg karmy dla bezdomnych kotów, która miały zostać przekazana pewnemu DT. Poprosiłam znajomego o podrzunecie jej, gdyż sama byłam po operacji kolana i nie dałabym rady publicznymi środkami komunikacji dostarczyć. Kolega miał po drodze z pracy do domu. Wystarczyło zatrzymać się na trasie.

Proszenie znajomego o przysługe to był duży błąd. Paczka od 8 miesięcy nie została dostarczona do potrzebujących. Wyladowała u Kasi, samotnej matki, która podobno bardziej potrzebuje darmochy dla swojego kota.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (Głosów: 228)

#77063

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak w temacie nagród.

Pracowałam dla międzynarodowej firmy kosmetycznej, gdzie najtańszy produkt w ofercie kosztował 80 zł.
Umowa zlecenie, 1200 zł na rękę. Kosmetyki dostawaliśmy rzadko, np. szminkę w kolorze, który się nie sprzedał.
Najlepiej napisałam test sprawdzający wiedzę na temat produktów i marki. W nagrodę zostałam obdarowana uściskiem dłoni sekretarki szefowej, która specjalnie przyjechała do mnie o tym poinformować.
Zrobiłam największy target na święta. Nie dostałam premii, dostałam kosmetyczkę z miniaturami kremów przeciwzmarszczkowych, 2 szt. po 5 ml(brakowało w zestawie miniatury tuszu).

Były jeszcze szkolenia z produktów, na których były osoby pracujące dla firmy na umowę zlecenie oraz pracownicy perfumerii na "D". Po zakończeniu szkolenia dziewczyny z perfumerii dostawały prezent o wartości 500-600 zł(krem lub flakon wody perfumowanej/toaletowej). My zatrudnieni przez firmę nic, nawet nie wliczali tego do wypłaty.

Na szczęście dostałam propozycję z innej firmy po Nowym Roku.

Jak chcieli mnie przekonać, abym została?
Umową na czas określony z taką samą wypłatą, ale z większą liczbą godzin...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 225 (Głosów: 249)

#77049

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem to ja byłam piekielna.

Kiedy byłam na zwolnieniu te kilka miesięcy to umilałam sobie czas robótkami ręcznymi. Większość rozdałam znajomym.
Zostało mi kilka sukienek dla niemowlaków, które postanowiłam sprzedać. Tanio jak na rękodzieło po 40 zł. Koszt materiałów na jedną szt. to ~16 zł.

Wystawiłam je na sławnym portalu na "O".
Dostałam masę ofert od samotnych i ubogich matek z prośbą o oddanie za darmo.
Jedna z pań przebiła wszystkie inne kandydatki. Wysłała mi najbardziej żałosny życiorys jaki mogłabym sobie wymyślić. Nie odpisałam na niego, ale kobieta nie podała się i w sumie w ciągu 12 h wysyła mi ponad 20 wiadomości. Zlitowałam się i wysłałam jej paczkę prezerwatyw razem z najdokładniejszym spisem metod antykoncepcji oraz z prostym opisem jak dochodzi do zapłodnienia.

Warto pomagać.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 384 (Głosów: 426)

#76447

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedy pracowałam w perfumerii zdarzały się panie spryciule, które zakupywały tusz i na drugi dzień reklamowały produkt jako wyschnięty. Tak naprawdę podmieniały na stary (jedną przyłapałam jak to robiła w toalecie i chwaliła się swojej kumpeli). 2 maskary w cenie 1.

Brat kolegi ostatnio pochwalił się jak za darmo zaczipował i zaszczepił psa.

Jego kolega zadzwonił do schroniska iż pod jego bramą koczuje pies, przyjechał hycel; zabrał psa do schronu. Po 2 dniach właściciel odebrał psiaka już zaszczepionego razem z mikroczipem.

Swoim postępowaniem zmarnował środki publiczne, a o stresie psa nie wspomnę.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (Głosów: 229)
zarchiwizowany
W czeluściach internetu znalazłam pewien post napisany przez osobę, która działa na rzecz zwierząt. Zaznaczam iż ta osoba nie jest lek.wet ani tech.wet.

,,Nie wiem jak wyrazić to co czuję ..nawet nie wiem co.Żal.To za mało.Może bardziej bezsilność.Totalna bezsilność.Mieszkam w Warszawie,od urodzenia ale przyjeżdżam na swoją wieś koło Łochowa od 4 lat.Zabrałam ze swojej wsi wszystkie bezdomne psy.Poznałam psy z przechowalni i wyjątkową osobę z gminy,Kasię,która traktuje swoją pracę jak misję. Najlepszy dowód,że ,że ma w garażu 6 szczeniąt.Ale dziś moja wiara we wszystko zachwiała się.Wróciłam do siebie po spotkaniu z sąsiade[tu imię i nazwisko] i słyszę koszmarny skowyt.Płacz psa.Idę.Idę w ciemno.Bo za psa nie wstyd zginąć.I co zastaję?? 100 metrów od siebie ale po drugiej stronie.Stary pies.W oborze..Podchodzę ,broni się ale nie za bardzo.Podchodziłam z lękiem,głównie z powodu właściciela,który były oburzony moim najściem.I jeszcze mówił o smrodzie.Pies w stanie agonalnym.Weta tu nie ma.SM nie pracuje.Policja mnie znów oleje po wezwaniu na Pana.Sz,który uśmierca psy.Jedyne co mogłam zrobić to ulżyć mu w odejściu do lepszego świata,za TM czy jak to zwał.Oddałam mu ostatnie 8 tabletek Nasenu.Wepchnęłam w gardło bo był mało świadomy.W środę miałam tu podobną sytuację jak wie [osoba X].Musiałam jeszcze psa zabrać i pochować.To nic,że służył im x lat.To nic. To wieś.A ten dzisiejszy wiem,że już odszedł.Tylko mi się Nasen s kończył.
Jest mi bardzo,bardzo źle. Nie rozumiem ich
Bardzo mi przykro"

Jak rozumiem podała psu lek bez recepty za 15zł i zakopała żywcem?!

Wolo

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (Głosów: 28)
zarchiwizowany
Wczoraj nad ranem obudziło mnie wycie kota. Wyszłam za zewnątrz szukać tego nieszczęcia, znalazłam go na działce(raczej ugórze)obok w klatce ukrytej między krzakami. Musiała go tam zwabić puszka sardynek. Zrobiłam kilka zdjęc i poszłam z klatką do właściela działki. Sąsiad nic nie wiedział o tej klatce, ale kot faktycznie jest jego, więc oddałam to nieszczęście.

Dopiero o 14.00 pojawili się jacyś ludzie szukając tej klatki. Zagadałam do nich i dowiedziałam się, że łapią koty wolno żyjące na kastracje. Zaproponowałam zaprowadzenie do tego pana, który zabrał klatkę.

Z domu zadzwoniłam na Policje i bardzo powoli zaczełam iść w ich kierunku( droga prowadzi na około). Policja przyjechała zanim pojawiłam się na miejscu.

Co się okazało?
- Państwo nie mają pozwolenia na łapanie zwierząt.
- Nikt ich nie prosił, chcieli wyłącznie zmniejszyć ilość kotów narażonych na niebezpieczństwo.
- Nie potrafią podać sensownej definicji kota wolno żyjącego. Sami policjanci nie widzieli różnicy pomiedzy kotem śpiącym w stodole, a tym w domu jeśli mają właściela. Państwo tłumaczyli, że kot domowy siedzi w domu 24/7, a przynajmniej musi posiadać obroże z adresatką/dzwoneczkiem.

W klatce nie było wody.

Niedosłyszałam czy ich pouczyli czy postawaili zarzuty.

Nie mam już siły...

My też mamy kota, matka przygarneła ją. Nikt się nie zgłosił to została, a co jakiś czas trafia się jakiś pseudo obrońca. Lepiej jakby zajeli się tymi zwierzakami, które faktycznie potrzebują pomocy.

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (Głosów: 194)

#73778

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedziałam ze znajomymi na tarasie rozkoszując się zimnym powietrzem przed burzą, gdy pojawił się ON. Jeż. Chcieli zabrać go, bo coś mu się stanie.

Z jeżykiem znamy się dość dobrze, mieszka u Nas. Pokazuję się wieczorami i nie jest wstydliwy.

Próbowałam im to wytłumaczyć, ale uparli się, że kot zje i zaczęli radzić się jakiś grup na Facebooku. Większość ludzi radziła, aby złapać go i zabrać do ośrodka dla jeży, bo za wcześnie na jeżowe spacery(18.00, ciemno przed burzą). W końcu podziękowałam za gościnę, a znajomi uznali iż nie mam serca dla zwierząt.

Sprawdziłam(bez dotykania) swojego dzikiego lokatora i nic mu nie było tzn. nie krwawił, nie miał dziwnych narośli itp.

Co to za moda na łapanie zdrowych jeży, ptaków oraz innych zwierząt i wywożenie ich do różnych ośrodków?

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 300 (Głosów: 334)