Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

krzychum4

Zamieszcza historie od: 28 lipca 2016 - 17:57
Ostatnio: 14 marca 2017 - 19:16
  • Historii na głównej: 9 z 12
  • Punktów za historie: 2301
  • Komentarzy: 57
  • Punktów za komentarze: 245
 

#77147

(PW) ·
| Do ulubionych
Brat od prawie miesiąca jest posiadaczem "nowego" samochodu. Kupując go wiedział, że będzie musiał do niego jeszcze troszkę włożyć. Przekalkulował jednak, że po negocjacji ze sprzedającym i sporym upuście cenowym będzie się i tak opłacać.

Umowa spisana, samochód przerejestrowany. Trochę się zna na mechanice, to wymienił to co mógł, resztę zrobił kolega mechanik.
Sprawę można by uznać za zamkniętą, ale...

Tak, czasami pojawia się "ale" i nie chodzi o jakieś wady ukryte, które przewyższą wartość samochodu.

Wczoraj popołudniu zadzwonił facet, który sprzedał samochód, że zgodnie z prawem ma miesiąc na odstąpienie od umowy i z niego korzysta, i w poniedziałek przyjedzie po samochód.

Brat go wyśmiał, ale jest ciekaw poniedziałku, dla spokojności swojej skonsultował się z radcą prawnym i skoro umowę ma, samochód przerejestrowany też, to tamten może mu kolokwialnie stwierdzając skoczyć mu. Nie wiem na co liczył? Że ktoś mu samochód wyszykuje, a on za te same pieniądze za które go sprzedał, odbierze?
Rada radcy, rzucić zaporową cenę, albo jak będzie nękał, wzywać mundurowych. Pożyjemy, zobaczymy.

motoryzacja

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 260 (Głosów: 270)

#76991

(PW) ·
| Do ulubionych
Kierowcy zapierniczają w mieście Bóg czy kto tam wie ile. Powszechna opinia pieszych.

Kolega miał wypadek z udziałem pieszego. Nie było to na przejściu dla pieszych. Pieszy wyszedł zza samochodu, koledze udało się w ostatniej chwili wyhamować.
Pani piesza pomachała laską i w tej samej chwili kolega dostał potężny strzał w tył samochodu, a piesza poleciała kilka metrów dalej zepchnięta przez jego samochód.
Czemu? Na jego tył najechała ciężarówka zapakowana balami drzewa.

Piekielność pieszej, że wlazła niemalże pod samochód, czy też kierowcy ciężarówki, że nie zachował bezpiecznej odległości?

Piesza ze złamaną ręką, kolega oprócz skasowanego samochodu tylko w lekkim szoku. Sprawa z racji obrażeń pieszej prowadzona pod nadzorem prokuratora.

piesi wypadki

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (Głosów: 226)

#76708

(PW) ·
| Do ulubionych
Pogoda w dzisiejszy poranek niedzielny kapryśna. Śnieg padający od kilku godzin na Mazowszu nie rozpieszcza ani kierowców, ani drogowców.

To nie przeszkadza niektórym kierowcom zapitalać w takiej aurze, na nieodśnieżonej drodze, podczas silnego opadu śniegu, gdzie widoczność jest znacząco ograniczona. Co z tego, że jedzie kilku kierowców przed nim. Przepraszam, jadą zawalidrogi z prędkością 30-40 km/h w terenie niezabudowanym. Zawalidrogi, można i trzeba jechać najmniej 90 km/h i wziął się ten mistrz kierownicy za wyprzedzanie 4 samochodów.
Ograniczona widoczność. Zaskoczyła go pługopiaskarka jadąca z przeciwnego kierunku i ratował się ucieczką do rowu.

Nic się nie stało oprócz uszkodzonego przodu w jego wehikule. Największe pretensje miał do tych zawalidrogów, co mocno ograniczyli jego pęd.

zima samochód

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (Głosów: 202)

#76520

(PW) ·
| Do ulubionych
Święta to także czas spotkań z rodziną.
Rozmawialiśmy o wychowywaniu dzieci i tym jak reagować na pewne zachowania. Oczywiście ciężko w tych sprawach o jednomyślność, choć to co zrobiła bratowa ma moją pełną aprobatę, choć dla niektórych może być piekielne (czytaj teściowa i mama).

Bratowa z córeczką czteroletnią były na zakupach, niestety po drodze do kasy mijały dział z zabawkami. Córka złapała lalkę i do koszyka wkłada.
[Bratowa]: Odłóż zabawkę, mamusia nie ma tyle pieniążków, żeby ją kupić. [Córka]nie reaguje na to i próbuje pchać wózek do kasy. Ponowna prośba też nie daje efektu. Cóż, bratowa odpuściła i zapłaciła za wszystko w kasie. Gdzie piekielność? Upatrywałem jej w tym, że tak łatwo się poddała i pozwala córce rządzić, ale nie...

Kolacja. Kanapki z wędliną, warzywami.
Śniadanie podobne, kolejna kolacja też.
Następne śniadanie już tylko chleb z masłem, podobnie i kolacja bez rarytasów. Córka nieco zdziwiona, ale nie komentowała do następnego dnia i śniadania gdy znowu na stole były tylko kanapki z masłem.

[C]: Mamusiu, a gdzie wędlinka?
[B]: Mamusia mówiła, że nie ma pieniążków na zabawkę, ale się uparłaś to teraz nie ma pieniążków na wędlinkę.
Po śniadaniu córeczka z płaczem przybiegła z lalką i mówi, żeby oddać ją w sklepie, bo woli kanapki z wędliną.
Oczywiście babcie uważają ją teraz za złą matkę, która znęca się nad ich ukochaną wnusią, a ja uważam, że to dobra lekcja dla dziecka.

wychowanie

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 623 (Głosów: 635)

#76326

(PW) ·
| Do ulubionych
Mroźne poranki są ogromnym wyzwaniem.

Dojeżdżam samochodem do skrzyżowania. Zapala się czerwone światło, więc zatrzymuję się i bum. Mam gościa w kufrze.
Cóż, zdarza się, niestety dla Pana i dla mnie trzeba wezwać policję, samochód firmowy, czas oczekiwania na patrol bliżej nieokreślony. Coby nie blokować skrzyżowania, zrobiłem kilka zdjęć sytuacyjnych i z Panem zjechaliśmy za skrzyżowanie na chodnik.
Gdzie piekielność?

Pan stwierdził, że on sobie spokojnie dojechał do skrzyżowania, zatrzymał się, a ja zatrzymałem się na pasach i widząc swój błąd cofnąłem w jego samochód.
Ogólnie pan "widział" wiele przez nieoskrobaną ze szronu szybę, a w zasadzie wyczyścił sobie nieduży kawałek. (dowód zdjęcie zrobione chwilę po kolizji, bo do przyjazdu drogówki, szyba zdążyła się nagrzać). Pan też nie zauważył kamerki w moim samochodzie, co uratowało mnie przed zrzuceniem winy na moją osobę.

Bilans strat ogólnie nieduży, oprócz straconego czasu, który Pan Piekielny spokojnie mógłby przeznaczyć na dokładne oskrobanie wszystkich szyb swojego samochodu i zapewne samochodów sąsiadów, ale po co.

motoryzacja

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (Głosów: 233)

#74799

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka historii o wiekowym Oplu kolegi.

Kolega ma opelka, wiekowy samochód, prawie trzydziestoletni, samochód służy mu głównie do dojazdów do pracy i do tras krótkodystansowych. Zapewne jakby się postarał, to zamiast zwykłych tablic rejestracyjnych mógłby posiadać żółte. I tu taka sytuacja.

1. Podjechał na szrot by podpytać się czy mają jakąś część. Pan nie miał, ale zadzwonił na inny szrot i tam ponoć mieli na stanie.
Owszem była na stanie, ale pan chciał za tą część duże pieniądze, bo stwierdził, że kolega jest kolekcjonerem starych samochodów i go stać, by tyle zapłacić. Ostatecznie część zakupiona na portalu aukcyjnym za grosze.

2. W ciągu kilku miesięcy najpierw ktoś nie mógł sobie poradzić z zamkiem w drzwiach, to wybił szybę i zwinął radio. Może powinienem dodać retro radio. Po tym jak 2 razy wybijano szyby w ww. Oplu, w końcu to zabytkowy samochód, radio wiele warte, choć na pewno nie tyle co nowa szyba, kolega zostawiał otwarty samochód. Złodziej ma swoje nawyki jednak, kolejny raz zastał wybitą szybę, nieważne, że samochód już bez radia i w zasadzie otwarty, bo wystarczyło pociągnąć za klamkę.
Póki co wybijanie szyb ustało, z tego co wiadomo jemu, złodziej na wczasach w jednym z ośrodków wypoczynkowych na nasz koszt.

Motoryzacja

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (Głosów: 172)
zarchiwizowany

#74952

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/74950 Skarpetki przywołuje różne wspomnienia.
Dojeżdżałem do pracy pociągami Kolei Mazowieckich.
Wesołe towarzystwo one dwie i on, przychodzi konduktor, bilety prosi do kontroli, on kuca i udaje, że szuka w plecaku, one pokazują bilety i dość leniwie pokazują legitymacje, w międzyczasie pociąg staje na stacji, on ucieka, a za nim wysiadają panie.
Innym razem, ostatnim pociągiem wracałem do domu.
Kontrola biletów, pan nie ma na bilet, nie ma dowodu. Kierownik pociągu prosi by wysiadł z pociągu, pan w opór, że nie.
-No to dzwonimy na policję.
Kilku zmęczonych po pracy facetów mówi do kierownika pociągu, by nie dzwonił na policję, a do kolesia.
-Wysiadasz czy mamy ci pomóc? - oczywiście w dosadniejszych słowach. Pan nagle znalazł pieniądze na podróż.
Inna sytuacja. Pociąg ma ruszać, ale mechanik mówi, że biegnie jeszcze jeden. Młodzieniec już miał wejść w pierwsze drzwi, ale zobaczył konduktora i wybrał się do drugich drzwi. Konduktor woła go, pyta o bilet, tego oczywiście brak, zamiaru zakupu brak.
Konduktor wysadził go z pociągu i odjazd.

Żeby nie było tylko o pasażerach na gapę to o kontrolerach też jest.
Szwagier jest "kanarem". Pociąg rusza z Warszawy Zachodniej. Pani dość głośno rozmawia przez telefon i mówi do kogoś, że za chwilę będzie na Śródmieściu.
No to kontrola.
[Szwagier]: Bilecik do kontroli
[Pani]: A proszę bardzo, jest. - zadowolona, że ma bilet.
[Sz]: Ale nie w tą stronę, bo pociąg w stronę Grodziska jedzie.
Pani mandat przyjęła.

koleje

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (Głosów: 23)

#74711

(PW) ·
| Do ulubionych
Wakacje, dzieciaki szwagra są u nas. Żona prosi ich by wyskoczyli na pobliski ryneczek po kilka ogórków i pomidorów. Chłopaki płacą 100 złotowym banknotem. Pani wydaje resztę. Ale chłopakom się nie zgadza.

- Chyba się pani pomyliła z wydaniem reszty... - i nie zdążył dokończy, bo został zakrzyczany.
- Co ty smarkaczu sobie myślisz, nie oszukasz mnie, ja umiem liczyć! - pani wpadła w szał i pożegnała ich - Idźta mi stąd!!!

Gdzie piekielność? Do zapłaty było 10 zł, czyli reszty powinno być 90 a pani wydała 110.
Chcieli być uczciwi, nie wyszło.

uslugi

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 303 (Głosów: 317)
zarchiwizowany

#74675

(PW) ·
| było | Do ulubionych
NPL - Nocna Pomoc Lekarska (choć może powinna być Nocna Porażka Lekarska).
Zacznijmy od początku. Tata był u znajomych w Warszawie. Tam dostał bóli w klatce piersiowej. W szpitalu badania ogólne, kroplówka, kilka zastrzyków i po kilku godzinnym pobycie wypis w stanie ogólnym dobrym.
Tata wrócił z nami do domu. W nocy powtórka z rozrywki. Dzwonimy na 999 i dyspozytor poleca zgłosić się do najbliższego NPLu(akurat to tylko 3 km od nas, w mieście powiatowym nie daleko Warszawy). Ok, po kilku minutach byliśmy. Pielęgniarki zamknięte w pokoju. Pukamy i po chwili jedna z nich poszła do lekarza, druga zaczęła zakładać kartę pacjentowi.
Lekarz zaspany "pędził" po schodach, mało nie gubiąc drewniaków. No tak, zapewne dyżur w NPLu traktuje jako dodatkowy etat na którym odsypia inny etat. Wnioskuję to po koszulce z napisem LEKARZ a niżej Ratownictwo Medyczne Warszawa.
Brat poznał lekarza od razu z innej sytuacji jaką miał kilka miesięcy wcześniej, ale o tym może innym razem.
Lekarz "spojrzał" na EKG z wypisu szpitalnego, w zaciemnionym korytarzu i stwierdził, że nic nie widzi w EKG. Każe zrobić pielęgniarce EKG.
Mijają kolejne minuty, w końcu tata zmierza z EKG do gabinetu lekarza, ten popatrzył, dalej twierdzi, że nic niepokojącego nie dostrzega, nie osłuchał stetoskopem, generalnie jest ok i pisze skierowanie na szpital, tak na wszelki wypadek.
Ten na szczęście w tym samym budynku, tylko korytarzem wystarczy się przejść kilka metrów.
Znowu biurokracja, papierologia, ale od razu lekarz zleca EKG i porównuje z EKG sprzed 15 minut i łapie się za głowę.
-Jak oni tam robili to EKG? Serce wariuje, ciśnienie wysokie. Wkłucie, taki i taki zastrzyk, nitrogliceryna pod język. I na oddział, proszę dowieźć piżamę.
Ja rozumiem, lekarze na kilku etatach jadą, zaspani... Jedni olewają pacjenta inni nie. Wiem, że NPL miało odciążyć SORy czy Izby Przyjęć od pacjentów z bólem gardła, gorączką czy sraczką, ale zamykanie się pielęgniarek na klucz czy czekanie na lekarza, aż ten obudzi się... Jak dla mnie to piekielna sytuacja. Wiem, emocjonalnie podchodzi się do tego jeśli jest to członek rodziny, lekarz bierze to na chłodno.
PS. Tata na OIOMie jest i jeśli będzie lepiej z wynikami to na wewnętrzny go przeniosą.

Nocna Pomoc Lekarska

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (Głosów: 44)
zarchiwizowany

#74453

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Był taki czas, że byłem bezrobotny. Oczywiście co jakiś czas zdarzała się praca dorywcza, a UP w zasadzie tylko służył do ubezpieczenia zdrowotnego.
Potrzebowałem zaświadczenia o tym, że posiadam status bezrobotnego, bez prawa do zasiłku by dostać stypendium socjalne na uczelni. Udałem się zatem do urzędu i proszę o ww zaświadczenie.
-Dobrze, proszę przyjść po odbiór jutro.
-Jutro?- a po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi, dodałem:
-Ale ja w zasadzie potrzebuję tego zaświadczenia na wczoraj.
Po kilku minutach, bo zaświadczenie od ręki było, ale pieczątka i podpis dyrektorki urzędu to podstawa na takim zaświadczeniu to podstawa, była tak ciężką rzeczą do uzyskania, ze musiałem czekać do dnia następnego? Możliwe, ale ja po kilku minutach miałem świstek.

Inna sytuacja.
-Oferta pracy dla pana jest.
-Wspaniale, a jakieś szczegóły?
-1200 zł do ręki, praca 8-12 godzin dziennie, na stacji benzynowej w Piekiełkowie.
Śmiesznie, ale odmówiłem, ponieważ było to ponad 30 km od miejsca zamieszkania, do pracy nie miałem jak się dostać, bo żaden autobus z mojej mieściny nie docierał tam, ba bez 2 przesiadek by się nie obeszło, a samochodu czy prawka wtedy jeszcze nie miałem, a godziny pracy zmienne..

Inna oferta pracy z UP.
Dostaję kwit do pracodawcy. Na miejscu okazuje się, że ofertę pracodawca składał w Powiatowym UP, ale pół roku temu i niemalże od razu zatrudnił tyle osób ile potrzebował. Podpisał kartkę, że nie potrzebuje więcej pracowników, a na pocieszenie wziął moje CV.
Pani w UP zdziwiona, bo ona nic nie wie, że oferta nie ważna i przeszkadzało jej, że pieczątka niewyraźna od tego pracodawcy. Tak kartoflem ją zrobiłem, bo nie chce mi się pracować.
Na szczęście pracę znalazłem i jakoś w niej trwam.

urząd pracy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (Głosów: 98)