Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

krzychum4

Zamieszcza historie od: 28 lipca 2016 - 17:57
Ostatnio: 19 lipca 2018 - 16:30
  • Historii na głównej: 50 z 57
  • Punktów za historie: 8111
  • Komentarzy: 227
  • Punktów za komentarze: 1272
 
zarchiwizowany

#82381

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Łuki umyśliły sobie na półwiecze powstania Big Maka sprzedawać go w weekend po 5 zeta.
Ludzie tłumnie ruszyli do złotych łuków, sądząc po zamawianych potrawach ogromną większość stanowiły promocyjne Big Maki a że zamawiających sporo to i czas oczekiwania dość spory, zwłaszcza, że priorytet wg polityki firmy ma makdrive.
Piekielność w panu podchodzącym co chwila do odbiorów i komentującym ile można czekać, ruszać się tam na kuchni, gratisa jakiegoś mam dostać za czas oczekiwania. W końcu odebrał zamówienie, chyba bez gratisa.
Druga osoba to matka, olewająca to co robi jej dziecko, a te zabrało ze stojaka baloników i rzucało na stoły. Matka żadnej reakcji, dopiero gdy odebrała zamówienie, zawołała niuniuś, idziemy.

Mak

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (25)
zarchiwizowany

#81421

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Skręcaj w prawo w uliczkę, zahamuj przed pieszym, strąb go, bo raz wpakował się przed maskę samochodu, dwa, jakieś dwa metry dalej miał przejście dla pieszych.
Na klakson oczywiście wielkie oburzenie.
Tak, na pewno wpisał sobie kod na nieśmiertelność lub 100% życia, ale później w razie czego kierowca zwyrodnialec, który na bank jechał ponad 100km/h, a w zakręt na ręcznym wchodził pijus jeden, albo też i narkoman.

pieszy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (31)
zarchiwizowany

#80599

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Bratowa od dłuższego czasu przymierzała się do zakupu samochodu z salonu, co też ostatecznie jej się udało.
Miała kilka typów, ale interesował ją bardziej samochód typowo miejski (żeby nie powiedzieć babski), z silniczkiem 1.4, zastanawiała się nad jakimś francuzem albo azjatą.
Że teściowa ma długi język to rodzina zaczęła jej "pomagać" w zakupie.
Piekielność ze strony wujków i ciotek:
Na co ci taki drogi samochód? Mamy znajomego sprowadzi ci ze Szwajcarii, albo Niemiec "igłę", albo wujek ten i ten podupadł na zdrowiu (czyt. zabrano prawko za jazdę po spożyciu), więc może ci wypożyczyć swój samochód.
taki to g*** wort, a azjatyckie to: no co ty odkurzaczem chcesz jeździć?
Ostatecznie bratowa kupiła sobie taki samochód jaki chciała, jakim ona głównie będzie jeździć i spełniający jej wymagania.
Co na to brat? On ma swój samochód, w pełni aprobował decyzję żony i po próbach uświadomienia wujków i ciotek, że żona wie co robi odpuścił, bo jego argumenty były olewane. Szwagierka też olała sobie "dobre rady".
Zakup w salonie to kolejna piekielność, ale to może innym razem.

motoryzacja

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (28)
zarchiwizowany

#78869

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wychowywanie dzieci to trudna rzecz, utrzymanie szacunku dla rodzica chyba też.
Przedpołudniowy spacer w parku. Mijam z żoną matkę z dwójką kilkulatnich dzieci.
Jedno dziecko spokojne, drugie wulkan agresji, skacze protestując i próbując ciągnąć matkę w druga stronę.
W końcu dowiadujemy się o co chodzi.
-Ty k... ja chcę do maka. Stara szmato ja CHCĘ!!!

Nie wiem czy to efekt bezstresowego wychowania, używanego słownictwa w domu rodzinnym, na podwórku, podobnego szanowania partnerki przez partnera życiowego, czy też zlegania we wszystkim przez dziadków.

wychowanie

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (93)
zarchiwizowany

#74952

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/74950 Skarpetki przywołuje różne wspomnienia.
Dojeżdżałem do pracy pociągami Kolei Mazowieckich.
Wesołe towarzystwo one dwie i on, przychodzi konduktor, bilety prosi do kontroli, on kuca i udaje, że szuka w plecaku, one pokazują bilety i dość leniwie pokazują legitymacje, w międzyczasie pociąg staje na stacji, on ucieka, a za nim wysiadają panie.
Innym razem, ostatnim pociągiem wracałem do domu.
Kontrola biletów, pan nie ma na bilet, nie ma dowodu. Kierownik pociągu prosi by wysiadł z pociągu, pan w opór, że nie.
-No to dzwonimy na policję.
Kilku zmęczonych po pracy facetów mówi do kierownika pociągu, by nie dzwonił na policję, a do kolesia.
-Wysiadasz czy mamy ci pomóc? - oczywiście w dosadniejszych słowach. Pan nagle znalazł pieniądze na podróż.
Inna sytuacja. Pociąg ma ruszać, ale mechanik mówi, że biegnie jeszcze jeden. Młodzieniec już miał wejść w pierwsze drzwi, ale zobaczył konduktora i wybrał się do drugich drzwi. Konduktor woła go, pyta o bilet, tego oczywiście brak, zamiaru zakupu brak.
Konduktor wysadził go z pociągu i odjazd.

Żeby nie było tylko o pasażerach na gapę to o kontrolerach też jest.
Szwagier jest "kanarem". Pociąg rusza z Warszawy Zachodniej. Pani dość głośno rozmawia przez telefon i mówi do kogoś, że za chwilę będzie na Śródmieściu.
No to kontrola.
[Szwagier]: Bilecik do kontroli
[Pani]: A proszę bardzo, jest. - zadowolona, że ma bilet.
[Sz]: Ale nie w tą stronę, bo pociąg w stronę Grodziska jedzie.
Pani mandat przyjęła.

koleje

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (25)
zarchiwizowany

#74675

(PW) ·
| było | Do ulubionych
NPL - Nocna Pomoc Lekarska (choć może powinna być Nocna Porażka Lekarska).
Zacznijmy od początku. Tata był u znajomych w Warszawie. Tam dostał bóli w klatce piersiowej. W szpitalu badania ogólne, kroplówka, kilka zastrzyków i po kilku godzinnym pobycie wypis w stanie ogólnym dobrym.
Tata wrócił z nami do domu. W nocy powtórka z rozrywki. Dzwonimy na 999 i dyspozytor poleca zgłosić się do najbliższego NPLu(akurat to tylko 3 km od nas, w mieście powiatowym nie daleko Warszawy). Ok, po kilku minutach byliśmy. Pielęgniarki zamknięte w pokoju. Pukamy i po chwili jedna z nich poszła do lekarza, druga zaczęła zakładać kartę pacjentowi.
Lekarz zaspany "pędził" po schodach, mało nie gubiąc drewniaków. No tak, zapewne dyżur w NPLu traktuje jako dodatkowy etat na którym odsypia inny etat. Wnioskuję to po koszulce z napisem LEKARZ a niżej Ratownictwo Medyczne Warszawa.
Brat poznał lekarza od razu z innej sytuacji jaką miał kilka miesięcy wcześniej, ale o tym może innym razem.
Lekarz "spojrzał" na EKG z wypisu szpitalnego, w zaciemnionym korytarzu i stwierdził, że nic nie widzi w EKG. Każe zrobić pielęgniarce EKG.
Mijają kolejne minuty, w końcu tata zmierza z EKG do gabinetu lekarza, ten popatrzył, dalej twierdzi, że nic niepokojącego nie dostrzega, nie osłuchał stetoskopem, generalnie jest ok i pisze skierowanie na szpital, tak na wszelki wypadek.
Ten na szczęście w tym samym budynku, tylko korytarzem wystarczy się przejść kilka metrów.
Znowu biurokracja, papierologia, ale od razu lekarz zleca EKG i porównuje z EKG sprzed 15 minut i łapie się za głowę.
-Jak oni tam robili to EKG? Serce wariuje, ciśnienie wysokie. Wkłucie, taki i taki zastrzyk, nitrogliceryna pod język. I na oddział, proszę dowieźć piżamę.
Ja rozumiem, lekarze na kilku etatach jadą, zaspani... Jedni olewają pacjenta inni nie. Wiem, że NPL miało odciążyć SORy czy Izby Przyjęć od pacjentów z bólem gardła, gorączką czy sraczką, ale zamykanie się pielęgniarek na klucz czy czekanie na lekarza, aż ten obudzi się... Jak dla mnie to piekielna sytuacja. Wiem, emocjonalnie podchodzi się do tego jeśli jest to członek rodziny, lekarz bierze to na chłodno.
PS. Tata na OIOMie jest i jeśli będzie lepiej z wynikami to na wewnętrzny go przeniosą.

Nocna Pomoc Lekarska

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (47)
zarchiwizowany

#74453

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Był taki czas, że byłem bezrobotny. Oczywiście co jakiś czas zdarzała się praca dorywcza, a UP w zasadzie tylko służył do ubezpieczenia zdrowotnego.
Potrzebowałem zaświadczenia o tym, że posiadam status bezrobotnego, bez prawa do zasiłku by dostać stypendium socjalne na uczelni. Udałem się zatem do urzędu i proszę o ww zaświadczenie.
-Dobrze, proszę przyjść po odbiór jutro.
-Jutro?- a po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi, dodałem:
-Ale ja w zasadzie potrzebuję tego zaświadczenia na wczoraj.
Po kilku minutach, bo zaświadczenie od ręki było, ale pieczątka i podpis dyrektorki urzędu to podstawa na takim zaświadczeniu to podstawa, była tak ciężką rzeczą do uzyskania, ze musiałem czekać do dnia następnego? Możliwe, ale ja po kilku minutach miałem świstek.

Inna sytuacja.
-Oferta pracy dla pana jest.
-Wspaniale, a jakieś szczegóły?
-1200 zł do ręki, praca 8-12 godzin dziennie, na stacji benzynowej w Piekiełkowie.
Śmiesznie, ale odmówiłem, ponieważ było to ponad 30 km od miejsca zamieszkania, do pracy nie miałem jak się dostać, bo żaden autobus z mojej mieściny nie docierał tam, ba bez 2 przesiadek by się nie obeszło, a samochodu czy prawka wtedy jeszcze nie miałem, a godziny pracy zmienne..

Inna oferta pracy z UP.
Dostaję kwit do pracodawcy. Na miejscu okazuje się, że ofertę pracodawca składał w Powiatowym UP, ale pół roku temu i niemalże od razu zatrudnił tyle osób ile potrzebował. Podpisał kartkę, że nie potrzebuje więcej pracowników, a na pocieszenie wziął moje CV.
Pani w UP zdziwiona, bo ona nic nie wie, że oferta nie ważna i przeszkadzało jej, że pieczątka niewyraźna od tego pracodawcy. Tak kartoflem ją zrobiłem, bo nie chce mi się pracować.
Na szczęście pracę znalazłem i jakoś w niej trwam.

urząd pracy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (99)

1