Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

laleczkachucky

Zamieszcza historie od: 4 października 2017 - 11:53
Ostatnio: 17 października 2017 - 15:36
  • Historii na głównej: 3 z 6
  • Punktów za historie: 362
  • Komentarzy: 14
  • Punktów za komentarze: 7
 
zarchiwizowany

#80409

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Gdy moja pierworodna miała ok.3 miesięcy,tak się złożyło,że musiałam z nią jechać z Poznania do Warszawy.
Poznań dworzec.Pociąg podjechał,a ja już kombinuję jak tu się zapakować z głębokim wózkiem,gdy drzwi od pociągu takie wąskie,a schodki strome.Rozglądam się.Jest!Facet w eleganckim płaszczu na pewno jest gantelmanem i pomoże.Co usłyszałam?
"Sama se ten problem zrobiłaś,to sama se radź"
Pomogła mi jakaś pani.
Warszawa dworzec.
Stoję na peronie i znowu kombinuję.
Wózek,walizka,schodów ruchomych wtedy nie było,windy nie znalazłam,nikt nie chciał mi pomóc"Bo śpieszę się".Wtaszczyć na górę najpierw wózek,czy bagarz?
Wtem podszedł pan ewidentnie mieszkający na dworcu,nie dość że pomógł mi,to jeszcze dał bilet na autobus,poczekał ze mną na przystanku i wpakował do autobusu.Oczywiście został za to przyzwoicie wynagrodzony.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (63)
zarchiwizowany

#80411

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miałam w tedy lat 13,i marzyłam o prawdziwych adidasach.Rodziców nie było stać,więc u znajomego taty dorobiła sobie,sprzątając mieszkanie po remoncie.Dostałam całe 100 zł (były to lata 90-te)Biegnąc do sklepu z butami,zatrzymały mnie 3 cyganki.Że powróżą,że tamto,i że jak mam pieniążek to one go pomnożą.No i ja głupia dałam jej banknot do ręki,a cyganicha coś tam pomamrotała,i powiedziała że mój pieniążek do nieba poleciał,do Pana Boga!Ja w ryk,histeria,żeby mi kasę złodziejka oddała.I dopiero gdy jacyś ludzie się zainteresowali i policją postraszyli,babsko oddało mi...80zł.i się wszystkie trzy zmyły.
Butów nie kupiłam,bo mi zabrakło 15 złoty....

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -12 (16)
zarchiwizowany

#80407

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Działo się to dobre 20 lat temu,i mam nadzieję że warunki pracy w pewnym poznańskim markecie poprawiły się...

"Piotr i Paweł"...
Praca na kasie.
J (ja),K (kierowniczka)
Po którejś z kolei godzinie,gdzie przerwa miała być już dawno temu
J-czy już mogę iść na przerwę?
K-a musisz?
J-tak,bardzo głodna już jestem.
K-to idż
Nie uszłam 5 metrów jak słszę"wracaj na kasę"!
Za drugim razem udało mi się dojść aż do zaplecza.
Za trzecim razem w socjalnym,wyciągam z szafki mój chlebek i jogurcik,po czym słyszę:
K-"Laleczkachucky!ale migiem na kasę!kolejki są!"
J-ale zaczynam jeść dopiero
K-za 5 minut tu wrócisz.Zostaw wszystko i leć na kasę.
10 min.później wracam na zaplecze.Mojego jedzenia oczywiście już nie ma.Pani sprzątająca była i....sprzątnęła.
K-hahaha,ale pech!
O tym że jak ktos nie przyszedł do pracy,i mnsiałyśmy odbębnić jeszcze jedną zmianę na kasie,to już nie mówię.A na koniec dnia okazuje się że masz manko!A kierowniczka na to:"Hahahaha manko!będzie mniej wypłaty!hahahaha"

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (23)

#80303

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w butiku za granicą. Wchodzi 2 Polaków około 50 lat.
K-klient
J-ja

K- Patrz k...a Mietas, ale tu drogo k...a!
Podchodzą,chcą się coś zapytać łamanym angielskim, więc mówię, że możemy rozmawiać po polsku.
K- Mietasek! Pani też z Polski:)) No! To rabacik będzie!-zaciera ręce i uśmiecha od ucha do ucha.
J- Wtf? - Ale jaki rabacik?
K- No jak jaki? Dla rodaka rabacik!
J- Przykro mi, rabatów nie udzielamy klientom, którzy pierwszy raz robią u nas zakupy.
K- No jak k...a! Rabaciku dla rodaka nie będzie??? Ja pie....le! Chodź k...a Mietas! Chamstwo tutaj!

Dodam, że przypadek nieodosobniony...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (173)

#80290

(PW) ·
| Do ulubionych
Było już o piekielnościach polskiej służbie zdrowia, to teraz przedstawie jak to jest w kraju skandynawskim.

1. Idę z chorym, strasznie kaszlącym dzieckiem do lekarza.Pani dr.patrzy, słucha, puka, myśli, po czym otwiera wielką księgę mądrości i szuka w niej, co też może dolegać mojemu dziecku. Następnie otwiera drugą wielką księgę i szuka leku na chorobę wynalezioną w księdze nr.1.

2. Zdarzyło mi się zachorować na anginę i czułam się naprawdę paskudnie. Dzwonię do przychodni i chcę się zapisać do lekarza... było to dokładnie 2 czerwca. Termin dostałam na 4 lipca...

3. Od x lat zmagam się z ciężkimi bólami kręgosłupa. Przechodziłam już wszelkie rehabilitacje tj: gimnastyka korekcyjna, kręgarz, masaże itp... czasem mnie kompletnie paraliżuje, a wtedy jest ostry dyżur, zastrzyki, morfina i do domu. Od tylu lat nie mogę się doprosić o rentgen!
Znów doczekałam się wizyty u lekarza, któremu tłumaczę że potrzebuję rentgen! Ok! Dam skierowanie, ale trzeba poczekać aż klinika przyśle zawiadomienie na kiedy mam się stawić i może to trochę potrwać, bo kolejka, bo tamto...
Czekam... 1 miesiąc, 2 miesiąc... przyszło po 3 miesiącach... ZAPROSZENIE NA GIMNASTYKĘ KOREKCYJNĄ!!!!

4. Koleżankę z problemami narządów rodnych, po 3 miesiącach leczenia, odesłali do lekarza, który się znajduje 80 km od nas, bo przyjechali imigranci i w pierwszej kolejności będą zajmować się właśnie nimi.....

To tylko kilka z całej masy moich wspomnień.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (159)

#80264

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy garaż dla mieszkańców bloku, z tym że miejsce trzeba sobie wykupić. Tak się złożyło, że nasze autko trafiło do mechanika na kilka dni. Spotkałam przed blokiem panią, którą znam z widzenia, bo mieszka w tym samym domu.
P - pani
J - ja

P - Przepraszam, czy zwalniają państwo miejsce w garażu? Bo autka nie widać...
J - Nie, auto u mechanika jest.
P - Ojej, a czy mogę w takim razie dziś tylko tam zaparkować, bo rodzina przyjedzie? (dodam, że na naszej ulicy płaci się za postój)
J - Nie ma problemu. Samochód odbieramy dopiero na koniec tygodnia.

Miesiąc później wracam z pracy, wjeżdżam do garażu, a tam czyjeś auto na moim miejscu! Ani numeru telefonu za wycieraczką, ani nic. Dobra, może jakiś sąsiad tylko na chwilę tu samochód zostawił... Zostawiłam moje cztery koła na ulicy (płaci się od 9-18, a że było po 20.00, to już nie chciało mi się schodzić do garażu).

Rano do pracy, wieczorem wracam, wjeżdżam do garażu...
Cholera! A ten wciąż stoi na moim miejscu!
Złapałam za telefon, podzwoniłam i po 40 minutach za wycieraczką intruza zaległ piękny mandacik.

Na następny dzień idę z psem na spacerek, a tu leci pani, której kiedyś miejsca w garażu ustąpiłam.
P - I co żeś najlepszego zrobiła?
J - ...?
P - Kuzynka mandat przez ciebie dostała!
J - To po cholerę parkowała na moim prywatnym miejscu?
P - Bo na ulicy się płaci, a u ciebie było pusto!
Teraz ty z własnej kieszeni ten mandat zapłacisz!

Mandatu oczywiście nie zapłaciłam, tylko jakimś dziwnym trafem na drugi dzień moje autko zastałam z oderwanym lusterkiem. Monitoringu w garażu nie ma, więc winy nikomu nie udowodnię...

PS Mieszkam w kraju po drugiej stronie Bałtyku i tutaj można dostać mandat za coś takiego, i nie potrzeba podpisu winowajcy :) Wystarczy nr rejestracyjny i zdjęcie wykonane przez policję czy ochronę.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (128)

1