Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

lemongirl

Zamieszcza historie od: 30 kwietnia 2012 - 16:40
Ostatnio: 10 grudnia 2017 - 20:37
  • Historii na głównej: 21 z 34
  • Punktów za historie: 5875
  • Komentarzy: 111
  • Punktów za komentarze: 499
 
zarchiwizowany

#80509

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja historia nie jest piekielna, ale doskonale wpisuje się w nurt opowiastek z poczekalni u lekarza.

Nie pamiętam z jakiego powodu, zresztą nie jest to istotne, siedziałam w prawie pustej poczekalni. Na krześle obok mnie usiadła starsza pani dość pokaźnych rozmiarów i swoim biodrem napierała na mnie. W pewnym momencie się odchyliła na zewnątrz i z ukrytego końca przewodu pokarmowego wydała soczyste "prrrryyyttt". Po powrocie do pozycji siedzącej udawała, że nic się nie stało, a ja, nie znajdując żadnych słów, przesiadłam się nieco dalej...

Poczekalnia

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)
zarchiwizowany

#80267

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Siedzę sobie w restauracji typu vege, bio, gluten free i co tam kto jeszcze chce. Kobieta koło mnie dostaje jakieś wypasione śniadanie z pieczywem i zaczyna jeść.
Po paru minutach podchodzi do niej kelnerka i mówi:
- Przepraszam bardzo, ale to pieczywo jest z glutenem, bo zapomniałam powiedzieć na kuchni, że pani chciała bez...

Na szczęście prośba tej klientki wynikała z mody na jedzenie bezglutenowe i nic wielkiego się nie stało. Ale gdyby miała celiakię to mogłoby to się skończyć nieciekawie...

Gluten free

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (23)

#79992

(PW) ·
| Do ulubionych
Żeby zapisać dziecko do przedszkola specjalnego potrzebne jest orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Żeby zapisać dziecko do poradni wystawiającej takie orzeczenie potrzebna jest opinia pedagoga z przedszkola specjalnego...

Absurdy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (145)

#79198

(PW) ·
| Do ulubionych
Dwa lata temu byłam z synkiem na oddziale neurochirurgicznym w dużym warszawskim szpitalu. Z nami na sali był też kilkuletni, głęboko upośledzony chłopiec z domu dziecka. Zakonnica, która go przywiozła, mówiła pielęgniarce, że mały ma tendencję do samookaleczania się. Chłopiec spał, a ona wyszła. Jak się obudził to zaczął walić głową w metalowe szczebelki łóżeczka. Poszłam po pielęgniarkę z nadzieją, że może mu jakoś pomoże. Nie było żadnej w pokoju, więc zajrzałam do pomieszczenia socjalnego - siedziało ich tam kilka i rozmawiało o dupie Maryni.
Powiedziałam o sytuacji i w końcu jedna z łaską powiedziała, że zaraz przyjdzie.

Pojawiła się po ponad pół godzinie...

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (139)

#78530

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia Bananowej o lekkim nadmiarze kilogramów przypomniała mi moją własną.

Niestety mam tak, że w ciężkich chwilach stres i smutki zajadam.

Umarła moja Mama. Pogrzeb był dwa tygodnie później. To były bardzo trudne dwa tygodnie, nie wiedziałam gdzie jestem ani co się ze mną dzieje. Przytyłam chyba z pięć kilogramów.

Na pogrzebie kilka ciotek powiedziało mi, że muszę schudnąć.

Tak, bo właśnie te dodatkowe kilogramy to wtedy było moje największe zmartwienie...

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 210 (242)

#78389

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem to ja byłam piekielna.

Żeby dojść do pewnego sklepu, muszę przejść wzdłuż ciągu innych sklepów chodnikiem o szerokości około półtora metra. W ciepłe dni pracownicy jednego z mijanych sklepów otwierają sobie drzwi, bo im gorąco - rozumiem. Ale jak oni otworzą drzwi prostopadle do ściany sklepów, to zostaje bardzo wąskie przejście i nie mam szans przecisnąć się z wózkiem. Nie robię problemu, drzwi zamykam i przechodzę. Jak wracam (nawet po minucie-dwóch) to drzwi są znowu otwarte, więc je zamykam i przechodzę.

Któregoś dnia po tym, jak zamknęłam drzwi i przeszłam, wyskoczyła do mnie pracownica z tekstem, że ona sobie ŻYCZY, żebym ja te drzwi otwierała, a to, że tego nie robię, świadczy o braku kultury.
Nie zdążyłam jej nic odpowiedzieć, bo od razu uciekła do sklepu, ale nawet gdyby zaczekała to bym milczała, bo mnie trochę wryło w ziemię.

I tu zaczyna się moja piekielność.

Po powrocie do domu sprawdziłam przepisy dotyczące pozostawienia miejsca do przejścia itp, i się okazało, że zostawiając drzwi otwarte, pracownicy sklepu je łamią. Więc napisałam maila do centrali sklepu (dosyć znana sieć piekarni), poinformowałam ich o przepisach, zaistniałej sytuacji i tym, że nie mam problemu z zamykaniem drzwi, ale nie chcę, żeby ktoś mnie upominał w podobnych przypadkach. Dodałam również, że jeżeli sytuacja się powtórzy, to poinformuję Ministerstwo Transportu (które wydało ten przepis) i Rzecznika Praw Osób Niepełnosprawnych (mój syn jest niepełnosprawny i wożę go na wózku - to przy nim powyższa sytuacja miała miejsce, bo bez wózka przechodzę bez dotykania drzwi).

Następnego dnia rano sytuacja się powtórzyła, tylko tym razem wyskoczył do mnie jakiś facet, a ja, bogatsza w wiedzę o obowiązujących przepisach, weszłam z nim w dyskusję. Oto co się dowiedziałam:
- oni sobie nadal życzą, żebym otwierała drzwi;
- moje zachowanie nadal świadczy o braku kultury;
- ich nie interesuje, że nie mogę przejść z wózkiem;
- ich NIE INTERESUJĄ PRZEPISY.

Pomyślałam, że pewnie nikt mojego maila jeszcze nie zdążył przeczytać, więc zadzwoniłam do centrali i wyjaśniłam sytuację. Pani po drugiej stronie słuchawki powiedziała, że faktycznie jeszcze nikt mojej wiadomości nie widział, ale przekazuje sprawę do działu handlowego, który ma kontakt ze sklepami. Po kilku godzinach dostałam informację, że handlowiec kontaktował się ze sklepem i taka sytuacja nie powinna się więcej powtórzyć.

Jeszcze nie miałam okazji tego sprawdzić, ale już nie mogę się doczekać.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (246)
zarchiwizowany
Bardziej smutne niż piekielne:

Godzina 14 z minutami. Chłopak i dziewczyna siedzą na ławeczce. Na oko mają po 20 lat. Spleceni ze sobą tak, że ciężko stwierdzić która noga czyja. Piją piwo. On rozmawia przez telefon:
- Ty, kur*a, co ta twoja Weronika, kur*a, teraz robi?
- Sprząta, kur*a?
- To weź jej, kur*a, powiedz, żeby, kur*a, się spakowała i, kur*a, wsiadła z tobą do samochodu. Nie chcecie, kur*a, gdzieś pojechać?

A dwa metry dalej plac zabaw i pełno dzieci...

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (40)

#78278

(PW) ·
| Do ulubionych
Światowe centrum medyczne. Jest tak światowe, że ma nawet "światowe" w nazwie.

Centrum to w zasadzie szpital, są tu robione zarówno badania, jak i operacje. Małym dzieciom również.

Piekielności:

1. Warunki pobytu: nawet dla najmłodszych pacjentów nie ma łóżeczek ze szczebelkami, gdzie można dziecko bezpiecznie zostawić i iść na przykład zrobić siusiu. Dziecko ma spać na dużym łóżku razem z opiekunem.

Na moje stwierdzenie, że w takim razie przywiozę własne łóżeczko turystyczne, bo z takiego zwykłego syn mi zwyczajnie w nocy spadnie, dostałam informację, że absolutnie nie jest to możliwe, bo w pokojach nie ma miejsca.

2. Łazienka: co prawda w każdym pokoju (trzyosobowym) jest, ale tylko z prysznicem. I generalnie super, że jest, ale jak umyć niemowlę albo dziecko niestojące i niesiedzące samodzielnie pod prysznicem?

3. Windy, a w zasadzie ich brak: większość badań mamy na pierwszym piętrze, w kilkugodzinnych odstępach czasowych, windy brak. Syn jeździ na wózku...

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (176)

#76955

(PW) ·
| Do ulubionych
Turnus rehabilitacyjny w raczej znanym ośrodku, jednak o dość słabych opiniach (mój błąd, którego więcej nie popełnię). Turnus stacjonarny (czyli z nocowaniem na miejscu), trzytygodniowy. Biorą w nim udział dzieci niepełnosprawne ruchowo bądź intelektualnie. W tym samym czasie na miejscu przebywa około 30 dzieci i co najmniej drugie tyle rodziców/opiekunów. I ja ze swoim synkiem. Tyle tytułem wstępu.

Jak się trafi jakaś infekcja to zaraz połowa dzieci ją łapie. Mogłoby się wydawać, że lekarze/pielęgniarki jakoś będą weryfikować czy przyjmowane dzieci są zdrowe. No właśnie: mogłoby się wydawać, ale w rzeczywistości tak nie jest. Z nami w pokoju był chłopiec z zapaleniem oskrzeli, jego mama wcale tego nie ukrywała. Za to nie pozwalała wietrzyć pokoju (nawet jak wychodziła na zajęcia).

Codziennie przychodziła pielęgniarka, która niby sprawdzała dzieciom temperaturę, ale miała tak dobry "sprzęt", że pokazywał u jednego dziecka od 36,2 do 37,8 w 2-3 kolejnych pomiarach.

Ale wszystko przebiła terapeutka, która w czasie zajęć, siedząc na przeciwko mojego synka, przyznała, że od kilku dni zmaga się z jakąś infekcją i codziennie wieczorem ma 38-38,5 stopnia. No ale przecież rano już się dobrze czuje, więc wszystko w porządku.

Musieliśmy zakończyć turnus po półtora tygodniu, bo synek się rozchorował. A ja zaraz po nim...

turnus NFZ choroby

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (175)

#76827

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja sprzed kilku lat, kiedy to jeszcze zajmowałam się szkoleniem nowych pracowników.

Branża: najogólniej mówiąc callcenter.
Wymagania: biegła znajomość rzadkiego języka i podstawowa obsługa komputera.
Pani przyjęta po rozmowie kwalifikacyjnej na stanowisko (lat około 35) ma w CV wpisaną pracę biurową przez ostatnie 4 lata i dobrą znajomość pakietu Office.

Szkolenie:
Ja: Otwórz przeglądarkę.
Ona: .....
Ja: Otwórz Internet Explorer.
Ona: .....
Ja: Wejdź w internet.
Ona: .....
Ja: Takie niebieskie "e" na pasku startowym.
Ona: .....
Ja: Na samym dole monitora.
Ona: .....
Ja: O tutaj (pokazuję palcem).

Nie mogłam jej zwolnić, bo znała rzadki i trudny do znalezienia język, na szczęście sama zrezygnowała.
Wiem, że nie każdy musi się znać, ale jak się nie zna to niech nie kłamie w CV...

Uprzedzając komentarze: wiem, że Explorer to nie Office, ale nie przyszło mi do głowy, że ktoś potrafiący obsługiwać Worda i Excela nie będzie umiał korzystać z internetu. Po przygodzie z niebieskim "e" nie sprawdzałam pozostałych umiejętności "komputerowych".

call_center komputer

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (185)