Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

liberiana

Zamieszcza historie od: 15 kwietnia 2012 - 0:15
Ostatnio: 15 listopada 2017 - 9:36
  • Historii na głównej: 8 z 14
  • Punktów za historie: 3375
  • Komentarzy: 87
  • Punktów za komentarze: 182
 

#80701

(PW) ·
| Do ulubionych
O panach elektrykach.

Kilka lat wstecz, gdy byłam jeszcze na studiach, mieszkałam na stancji. Pewnego dnia podczas sesji wywaliło nam korki. Uczyć się przy świecach niezbyt było przyjemnie, więc trzeba było problem rozwiązać. W domu nasza puszka z bezpiecznikami była ok, popsuło się coś w tej głównej, która była na klatce schodowej między dwoma mieszkaniami. Niestety bezpieczniki na klatce, jak sama nazwa wskazuje, były bezpieczne i zamknięte na kłódkę. Obok nich wisiał numer do panów elektryków z dzielnicy.

Dzwonimy:

[J]- Ja
[PE] - Pan Elektryk

[J] - Dzień dobry dzwonię z mieszkania na ulicy Piekielnej X, nie mamy światła, potrzebujemy się dostać do głównego bezpiecznika.
[PE] - Paaani, teraz nie możemy. Zarobieni jesteśmy.
[J] - Kiedy panowie mogą przyjść?
[PE] - Godzinę, dwie. Pani poczeka.

I tak sobie czekam z tą świeczką nad książką. 2 godziny później nic się dalej nie stało, więc dzwonię znów. Panowie nie odbierają. Więc dzwonię do skutku.

[PE] - Co się pani tak spieszy? Jak przyjdziemy, to będziemy!

Za jakąś godzinę panowie przyszli. Obaj pijani...

elektrycy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (118)
zarchiwizowany

#77127

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dawno dawno temu po maturze pracowałam dorywczo jako " dokładacz towaru" w sklepach. Moje miejsce pracy nie było stałe, kierowała nami firma zewnętrzna więc za każdym razem pracowaliśmy na innym obiekcie. W większości na nocne zmiany więc z klientami do czynienia nie miałam.

Ale czasem zdarzały się wyjątki.

Razu pewnego miałam dzienną zmianę i zamiast do wykładania towaru potrzebowali rąk na stoisko z mrożonkami na wagę. Różniste ryby, pierogi, warzywa i "takie tam". Cały trening obsługi stanowiska to było jakieś 10 minut a potem zostałam tam na następne 10 godzin sama. Organizacja sklepu level super chaos.

Klienci:

A. " A ta ryba to świeża?" - hmm.. jak widać mrożona...

B. " A ta ryba to z morza czy z oceanu? A jak z morza to którego? Jak z Bałtyku to nie wezmę, bo zanieczyszczony strasznie" Ja- "Jestem tu pierwszy raz, nie wiem ". [B.]-: Ale jakto pani nie wie. Przecież pani tu sprzedaje!"
- Niestety przez 10 minut szkolenia nie nauczyli mnie nic o rybach....

Mieliśmy 2 rodzaje krewetek. W skorupce i bez.

C. " Pani mi nałoży tych krewetek w skorupce. Tylko niech pani obłupi te wszytskie nogi, czułki. Głowy też najlepiej".

D. " Czemu sprzedajecie te pangi? Przecież to trucizna jest jak oni to hodują!" Panga schodziła właściwie najlepiej, bo najtańsza...

Przez chwilę musiałam zastąpić koleżankę na innym stoisku, więc zostawiłam kartkę zaraz wracam. I oczywiście ludzie wleźli na stoisko i zaczęli sami próbować te ryby ważyć i pakować.


A te wszystkie piękne sytuacje za zawrotne 5zł/h.

sklepy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (122)

#77003

(PW) ·
| Do ulubionych
Dawno temu pojechałyśmy z koleżankami na wycieczkę. Studentki jeszcze, więc chciałyśmy wyjazd zrobić "po taniości".

Wybrałyśmy więc najtańszy hostel w całym mieście, pokój dzieliłyśmy z około 10 innymi ludźmi. Łóżka piętrowe.

Wszystko cacy, trafiło się całkiem fajne towarzystwo, do wieczora późnego się pogadało i poszliśmy spać. Było nas trzy, więc 1 łóżko piętrowe zajęłam ja i koleżanka A, a koleżanka B spała na dolnym "pokładzie" innego łóżka piętrowego. Nad nią usadowił się pan w wieku około 50 lat.

Rano spałam jak zabita, ale koleżanka B przebudziła się, bo jej lokator znad głowy zaczął się wiercić. W końcu zaczął schodzić z góry.

Bez gaci, wesoło machając wacławem przed naszą koleżanką.

Mniam.

Wiem, że w hostelu spodziewać się można wszystkiego, ale może nie do końca gołych wacławów kogoś w wieku "twojego starego".

hostele

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (258)

#76940

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja mama miała stłuczkę. Na terenie niezabudowanym wyskoczył jej wprost pod koła pies. Coś w rodzaju owczarka kaukaskiego. Jednym słowem duża ilość naraz psa.

Wynik: moja mama w całości ale auto do naprawy, chłodnica pękła i parę innych rzeczy też. Pies zdechł.

Panowie policjanci przybyli na miejsce i szybko znalazł się właściciel pieseła.

Pierwsze zdanie właściciela, ani dzień dobry ani przepraszam. Tylko :

"O kur*a, znów nowego psa trzeba kupić."

Bez komentarza.

policja

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (299)

#76734

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu zamówiłam z jednego e-sklepu kilka rzeczy. Specjalnie wybrałam opcję wysyłki pocztą, bo z kurierami nigdy nic nie wiadomo. Dostępność towaru potwierdzona. Zapłacone. Czekam.

Drugiego dnia dzwoni telefon. Kurier. Ma moją paczkę i czeka pod mieszkaniem. A ja w pracy. Pytam ki czort, skoro zamówiona była pocztą? Pan na to, że on nie wie, on tu tylko paczki dostarcza. Wku*w po raz pierwszy....

Do pracy dostarczyć nie mógł, więc się pofatygowałam do mieszkania, szefa uprzedzając, że za pół godziny wracam.

Dotarłam do mieszkania, dzwonię do kuriera, on odpowiada, że już za chwilkę!

Przybył. Po 45 minutach. Wku*w drugi.

Wyciąga paczkę. Plus kwit, że za pobraniem. Wku*w trzeci, ale płacę typowi, bo zależało mi na paczce. On tylko ręce rozłożył, że takie zamówienie dostał.

Paczkę otwieram, towar niepełny. Już mnie trafił szlag, bo na potwierdzeniu zapłaty mam ładnie napisane, że cały towar był dostępny.
Musiałam policzyć do 100, aż zadzwoniłam do właścicielki firmy.

Kobieta odbiera, pytam się grzecznie - co jest K****??

A ona spokojnie: - Akurat wysyłałam w wasze rejony kilka paczek kurierem to i tą wysłałam razem, bo tak łatwiej.

Pytam - A gdzie reszta fantów?

Babka - Nie mieliśmy na składzie akurat, a te inne paczki już miałam skompletowane, więc wysłałam co było a resztę rzeczy może sobie Pani zamówić jak już będą.

Talent do handlu i logistyki level hard...

PS.

Kasę za przesyłkę oddała. A ja jej uroczy sklep podsumowałam negatywnie chyba na każdej stronie jaką znalazłam.

sklepy_internetowe

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (216)
zarchiwizowany

#75081

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czeska republika jest w posiadaniu organu, który w Polsce nazwalibyśmy Policją Obcokrajowców. Zajmują się pozwoleniami pobytu, wizami, rejestracją obcokrajowców. Każdy nowoprzybyły musi się zarejestrować do 3 tygodnia od przyjazdu. W całej instytucji (3 piętra) spotkałam jednego pracownika mówiącego po angielsku....

zagranica

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 65 (139)

#74874

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupno/Sprzedaż

Po przeprowadzce do nowego mieszkania (nieumeblowanego) szukałam mebli z drugiej ręki. Znalazłam na twarzoksiążce Pana, który ogłasza, że się wyprowadza, meble ma do sprzedania. Kontaktuję się z Panem, on cały szczęśliwy bo chciałam kupić cały komplet.

Powiedziałam, że mogę zabrać meble jak tylko zorganizuję sobie transport, bo samochodem nie dysponuję. Dla Pana był to żaden problem, on zarezerwuje meble dla mnie.

Pogrzebałam po internetach, znalazłam samochód dostawczy z kierowcą do wynajęcia, zamówiłam na następny dzień. Piszę do Pana od mebli, że pojawię się jutro. A on na to cały zadowolony, o przepraszam, ale meble już sprzedałem.

Badum tss....

przeprowadzki

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (238)
zarchiwizowany

#55722

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Podróże małe i duże.

Rok temu z koleżankami wybrałyśmy się do Pragi. Jedna z koleżanek Polka, druga z Egiptu. Wybrałyśmy najtańszą wersję noclegową - hostel z miejscem w pokoju 24-osobowym, bo budżet miałyśmy studencki.

Dostałyśmy 1 łózko piętrowe i 1 zwykłe na przeciwległym końcu pokoju. Na piętrowym na dole zadomowiła się koleżanka z Egiptu, ponieważ nie może pokazać się bez chusty w obecności facetów (a byli tacy w naszym pokoju). Więc zbudowałyśmy jej coś w stylu baldachimu z prześcieradeł.Ja spałam na pojedynczym łóżku po przekątnej pokoju.

Pokój był prawie pełny i mimo, że było mega głośno padłyśmy jak muchy po zwiedzaniu. Śpię sobie, nagle nad ranem słyszę krzyk mojej koleżanki - Polki(Ewy). Myślałam,że mi się śni. Nie reaguję. Znów słyszę, przebudziłam się. Okazało się ,że serio woła mnie Ewa. Ni mniej ni więcej tak:

- O k**** ktoś nasikał nam na łóżko!

Ja zdezorientowana przybiegam na pomoc. Nasza Egipcjanka jeszcze śpi i miała niesamowite szczęście,że miała baldachim. Bo ktoś nasikałby jej na głowę... Obsikane jej łóżko, ściana, podłoga, moje klapki i buty chłopaka z sąsiedniego łóżka. Jak się okazało jedyne jakie miał. Po czym Ewa dodaje:

[E]- Wiem,że to był jakiś gość z Polski.
[Ja] - ???
[E] - Nikt tak soczyście nie mówi "ku**a". A słyszałam nad ranem obok łóżka kilka takich "ku**w".

Jako,że Ewa jest bojowa poszła szukać sprawcy. Ja natomiast poszłam do obsługi hostelu po pomoc w sprzątaniu. Ewa wypytała wszystkich. Nikt nie mówił po polsku. Ale jedno łóżko było rozgrzebane ale puste. Dowiedziała się, że chłopak z niego wyszedł. Prawdopodobnie do łazienki.

Powróciłam z recepcji, a Ewa była na etapie wydobywania gościa z łazienki, który jak się okazało zasnął w kibelku. Ale zareagował na polsko-angielskie " Wyłaź, bo wiem, że tam jesteś pissing guy`u!". Oczom naszym okazał się mocno zmęczony chłopak w pełnym ubranku.

Potem awantura na cacy i po polsku i po angielsku,żeby reszta mieszkańców mniej więcej wiedziała co jest grane. Na początek ostro oponował, że on nie sikał i nic nie pamięta i w ogóle co złego to nie on. Ale przez to jak stanowcza była Ewa i jak bardzo on był na kacu w końcu się przyznał się do tego,że pomylił łóżko z pisuarem.

A na koniec pozytywne zakończenie. Zwrócił kasę chłopakowi za buty i szybko się zmył z hostelu.

Tylko klapków żal...

Hostel

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (212)

#54985

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjazdy rozjazdy.

Rzecz dzieje się w lutym. Na dworze mróz trzaska. Mi przyszło powrócić do kraju z zagranicy. Zamówiłam wcześniej bilet na autobus bezpośredni jednej z polskich firm przewozowych. Godzina odjazdu 6 rano. Sobota.

Przewoźnik zastrzegł sobie, że może być wcześniej, więc należy być około pół godziny przed odjazdem na przystanku. Co ja i moja koleżanka wykonałyśmy.

Czekamy. Humory przednie, bo pobyt nam się udał i wrażeń wiele. Nastaje godzina 6. Co chwilę podjeżdżają różne autokary ale naszego ani widu ani słychu. Czekamy dalej. 6:30, 7:00. My już wychłodzone, bo na dworcu brak żadnej poczekalni otwartej o takiej porze. Pomysł: Zadzwonić do przewoźnika. Numer na bilecie. Dzwonię ja: nikt nie odbiera. Dzwoni koleżanka - to samo. Dosłownie bombardujemy. Nic. Dzwonimy do rodziny, oni dzwonią na wszystkie infolinie. Brak odzewu.

Mróz wciąż trzyma. Po kolejnym kwadransie podejmujemy decyzję - wracamy do akademika (w którym wcześniej mieszkałyśmy, ale byłyśmy już wymeldowane) może pozwolą nam się zatrzymać. Pani w recepcji powiedziała,że miejsc nie ma, ale jak ktoś znajomy nas wpuści możemy iść się przespać. Ok. Jedna dziewczyna nas wpuściła. My szczęśliwe, zamarznięte na kość ale mamy łóżko! Jednak nie długie było szczęście. Przybył szef akademika, który powiedział,że jesteśmy tu bezprawnie i mamy spieprzać. Uroczo.

Zaczęłam kombinować jak wrócić do Polski. Miałam dużo bagażu i nie wchodziło w grę jeżdżenie z przesiadkami. A zależało mi też na czasie. Padł traf na pociąg. Cena takiej przyjemności jest 2 razy wyższa niż autobusu (który nie przyjechał) ale nie mam wyjścia. Idę na dworzec. Przyjemna pani w kasie mówi mi, że owszem jest taki pociąg. Ale problem w tym, że nie ma już w nim miejsc i trzeba mieć wcześniejszą rezerwację. Popłakałam się już przy tej kasie, bezradna i zmęczona jak po maratonie, jakiś pan mnie pociesza, pani w kasie mówi, że spróbuje mi pomóc.

W końcu w magiczny sposób jakoś ten bilet dostałam. Podróż do Polski również przyjemna nie była. Na szczęście pomogli mi dobrzy ludzie.

Po powrocie pisze maila do firmy autobusowej. Tłumaczę sytuację. A oni: Nie ma pani prawa do zwrotu pieniędzy, bo - cytuję - "nie stawiła się Pani na miejscu odjazdu autobusu".

Hahaha.

Po kilku tygodniach wymiany niemiłych maili, pieniądze zwrócili. Ale raczej więcej z usług nie skorzystam.

zagranica

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 485 (555)

#29829

(PW) ·
| Do ulubionych
Uwaga, będzie obrzydliwie.

Pracowałam kiedyś na prestiżowym stanowisku wykładacza towaru w pewnym supermarkecie w mieście stołecznym. Był to supermarket typu express - więc był niewielki. Magazyn był wręcz klaustrofobiczny - straszny chaos, w chłodni również. Towar, który się nie mieścił stał też w szatni dla pracowników. Czasem skrzynki z bananami stały obok toalety. To tak tytułem wstępu opisującego BHP.

Dnia pewnego trafiło mi się akurat wykładanie towaru nabiałowego. Mleko, jajka, jogurty, itp. Jajka były zapakowane po 10 w wytłaczanki a następnie zapakowane w większe pudełka. Tak sobie wykładam spokojnie, otwieram drugie pudełko z jajkami i aż mnie odrzuciło.

W środku wszędzie kupa martwych białych larw (może i żywych ale bardzo przemarzniętych, bo jajka były wcześniej w chłodni). Ledwie powstrzymałam "nagły atak spawacza" i od razu pobiegałam w podskokach do kierowniczki. Mówię kobiecinie, że to jest jakaś bomba biologiczna i co z tym zrobić.

Kierowniczka na to:
- Przebierz pudełko, wybierz pudełka bez robali. Resztę zanieś na zwroty.

Naprawdę się dziwię, że nie puściłam pawia na buty kierowniczki.
Od tamtego czasu przez ładnych parę lat nie zbliżałam się do regałów z jajkami w supermarketach. I radzę wszystkim zawsze sprawdzić pudełko zanim się je zabierze do domu...

sklepy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 501 (557)