Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

ljubomora

Zamieszcza historie od: 31 grudnia 2012 - 2:04
Ostatnio: 25 marca 2017 - 11:10
  • Historii na głównej: 0 z 2
  • Punktów za historie: 196
  • Komentarzy: 175
  • Punktów za komentarze: 724
 

#77585

(PW) ·
| Do ulubionych
Czuję się jak bohaterka jednego z filmów Barei.

Niedawno zostałam zaproszona do współpracy przez pewną europejską firmę. Od dawna nosiłam się z zamiarem podjęcia pracy jako wolny strzelec, nie do końca jednak potrafiłam się zdecydować na konkretny profil "przedsiębiorstwa". Kiedy jednak otrzymałam propozycję pracy tłumacza, natychmiast poleciałam po informacje do urzędu skarbowego (rzecz dzieje się w Niemczech).

Podejście pierwsze.
J - ja
P - pan z urzędu

J - Dzień dobry, chciałabym zarejestrować działalność polegającą na tym i na tym (tłumaczenia i copywriting). Czy mogę zarejestrować się jako wolny strzelec czy muszę założyć działalność gospodarczą?
P - Yyyy... A co to ten copywriting?
Tłumaczę.
P - Yyy... A pani ma kształcenie kierunkowe?
Tłumaczę.
P - Yyy... to ja w sumie nie wiem. Ale pani se założy działalność gospodarczą i zobaczy, co się stanie.

Tłumaczę, dlaczego zależy mi, żeby NIE zakładać działalności. Po raz kolejny pytam o możliwość rejestracji "wolnostrzelectwa".
P - Ale czemu pani nie chce działalności?!
(A co cię to obchodzi? - myślę sobie, ale cierpliwie odpowiadam).
P - To się pani zarejestruje jako wolny strzelec i zobaczy, co będzie dalej.
J - Ale jak to "zobaczy, co będzie dalej"?
P - No czy pani uznają tę formę biznesu.
J - Jacy oni?
P - Urząd skarbowy.
J - Czyli pan..?
P - No tak...

Wychodzę.


Podejście drugie, ten sam urząd, kilka dni później.

Na tablicy wyświetla się mój numerek. Podchodzę do okienka - ten sam pan.
Wychodzę.


Podejście trzecie (dziś).
Podchodzę do bardzo miłej pani (MP) i tłumaczę wszystko od początku.

MP - Ale to ja pani nie powiem, jak pani ma się zarejestrować...
J - A kto mi powie?
MP - No ja nie wiem... Pani se pójdzie do ratusza, tam pani powiedzą. Albo może i nie..? A może lepiej do doradcy podatkowego?
J - No dobrze. To proszę mi powiedzieć, czy w ogóle mogę tłumaczyć i pisać w ramach jednej firmy?
MP - No w sumie to tak, bo tłumaczenia może pani robić jako wolny strzelec, a copywriting w ramach działalności.
J - Czyli jednak nie?
MP - Yyy... Pani pójdzie do ratusza.
J - No dobrze, to może chociaż powie mi pani, czy wysyłając rachunek za granicę, do innego państwa członkowskiego EU, muszę uwzględnić w nim VAT? Według informacji na kilku urzędowych stronach obowiązek uiszczenia VAT-u miałaby firma, z którą współpracuję, nie ja.
MP - Ale to ja nie wiem... Pani pójdzie do ratusza.

Wstaję i wychodzę. Idę do ratusza.

Tłumaczę kolejnej miłej pani (KMP) po co przyszłam.
KMP - Ale to co, w US pani nie powiedzieli?
J - No nie, bo to u państwa rejestruje się działalność gospodarczą.
KMP - To pani chce zarejestrować działalność?
J - Nie, na razie chcę się dowiedzieć, jakie mam w ogóle możliwości.
KMP - No ja pani nie powiem, bo my nie prowadzimy doradztwa...
J - To kto prowadzi? Przecież wszelkie tego typu rzeczy rejestruje się u państwa.
KMP - No ale ja nie wiem...
Głęboko wzdycham. Patrzę za okno, na panią, znów za okno.
J - To niech się pani dowie.
KMP - To ja zapytam koleżanek...

Zaczyna się latanie po całym urzędzie i szukanie jakichś papierów, w których powinno być napisane, które zawody podpadają pod które formy działalności. W końcu zmachana pani wraca na swoje stanowisko.

KMP - Wie pani, ja tu miałam taki segregator, gdzie to wszystko było napisane, ale go chyba wyrzuciłam.
Patrzę na nią osłupiała.
J - Jak to pani wyrzuciła?
KMP - No tak, bo w sumie to rzadko kiedy ktoś o to pyta... No nie mam, nie pomogę pani. Ale tu ma pani formularz do zarejestrowania działalności gospodarczej, bo na tłumaczenia to pani musi mieć działalność...
J - W Urzędzie skarbowym powiedzieli, że nie muszę.
KMP - No ja nie wiem, u nas stoi, że pani musi... Koszt to 26 euro, to co, rejestrujemy?

Wstaję i wychodzę. Jutro "se" idę zadzwonić do doradcy podatkowego, dowiedzieć się, czy w ogóle jest sens umawiać się na jakieś spotkanie. Trzymajcie mnie.

zagranica urzędy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (Głosów: 192)
zarchiwizowany

#72612

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niemiecki Lidl, jakieś 2 h temu. Kolejka jak stąd do Bydgoszczy, ale okay, nie spieszy mi się nigdzie. Stoję sobie na końcu kolejki, niestety między regałami. Przede mną babcia w wieku późnoemerytalnym, oparta na wózku pełnym zakupów. Mój również nie był pusty, a i przed sobą widziałam mnóstwo ludzi z pełnymi wózkami. Zaczęłam więc z nudów kalkulować, ile czasu upłynie zanim uda mi się stąd odjechać, gdy głośniki zaskrzeczały, że otwarta zostanie kasa nr 1. Kilkoro ludzi przed nami przeszło do nowootwartej kasy, babcia została przede mną. Ustawiła się centralnie na środku przejścia, blokując jednocześnie możliwość wyminięcia jej z którejkolwiek strony.

Ponieważ w drugiej kolejce było mniej osób, postanowiłam się do niej przebić. Stanęłam blisko babci i głośno powiedziałam "Przepraszam". Cisza, zero reakcji. "Przepraszam, chciałabym przejść". Nadal nic. W końcu delikatnie dotknęłam ramienia babki i kiedy nareszcie odwróciła się w moją stronę, powtórzyłam kwestię trzeci raz. Kobieta spojrzała na mnie takim wzrokiem, że Bazyliszek to przy niej nic. Usunęła się z drogi, owszem. Ale przy okazji nasłuchałam się o niewychowanych, agresywnych gówniarzach (mam 28 lat...), którzy rozpychają się łokciami na prawo i lewo i pozbawieni są elementarnej kultury. I że ją uderzyłam, co oczywiście było wierutną bzdurą.

Nawet nie spojrzałam w jej stronę, po prostu doszłam do wniosku, że nie ma z kim rozmawiać, bo baba jest albo ewidentnie szurnięta albo szuka pretekstu do kłótni. Założyłam więc słuchawki i odpłynęłam wraz z dźwiękami gitary.

Puenty nie będzie, nikt nie klaskał. Zastanawiam się tylko, skąd w ludziach tyle jadu.

sklepy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (Głosów: 119)

1