Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mabmalkin

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2017 - 1:24
Ostatnio: 16 lipca 2018 - 15:05
  • Historii na głównej: 79 z 90
  • Punktów za historie: 14160
  • Komentarzy: 473
  • Punktów za komentarze: 2020
 

#82598

(PW) ·
| Do ulubionych
Właśnie zostałam zwyzywana od najgorszych, że jestem zboczona i demoralizuję dzieci.

Posesję mamy ogrodzoną siatką i wysokim żywopłotem, tuż przy lesie. Plewiłam ogródek w staniku od stroju kąpielowego i krótkich spodenkach.

Ścieżką wzdłuż lasu, a obok naszego domu, przechodziła matka z dwójką dzieci. Żeby mnie zauważyć musiała stanąć na palcach przy furtce. :D

Czekam aż mi ogień pod dom podłożą.

Madki

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (183)

#82514

(PW) ·
| Do ulubionych
Staram się nigdy w swoich historiach nie schodzić na temat religii (JAKAKOLWIEK BY TA RELIGIA NIE BYŁA). Więc na wstępie zaznaczę, że historia nie ma na celu obrażenia NIKOGO. Ot, w całym świecie znajdą się gnidy.

Wspominałam już, że teściowa walczy z rakiem. 22.06.18 o godzinie 16.30 dostaliśmy telefon z hospicjum (do którego trafiła kilka dni wcześniej, bo we dwoje zwyczajnie nie dawaliśmy sobie rady z opieką)- przegrała. No cóż; może to zabrzmi brutalnie, ale w pewnym sensie byliśmy na to przygotowani. Od kilku miesięcy była uwięziona we własnym ciele. Mi i P. patrzenie na nią sprawiało niewyobrażalny ból.
Wczoraj załatwialiśmy sprawy pogrzebowe. Życzyła sobie być skremowana, tak też będzie. Teściowa była wierząca, w przeciwieństwie do swojego ś.p męża. No i tu jest problem.

Jedziemy do [k]siędza, celem umówienia mszy i odprawienia pogrzebu. Raz jeszcze powtórzę, że mieszkamy w małej wsi, która zatrzymała się (mam czasem wrażenie) w okolicach XIII wieku.
Przyszliśmy do księdza, rozmowa, prośba o pogrzeb. I tu następuje zwrot akcji.

k - (do mojego P.) Proszę jeszcze raz podać nazwisko?
P.- Kowalska.
k - Aaaa... Czyli żona Jana Kowalskiego?
P. - Tak.
k- Proszę państwa. Pan Jan był niewierzący. Został pochowany na naszym cmentarzu, na niepoświęconej ziemi. Zatem PANA matka została skażona niepożądanymi bodźcami. Jak ja mam odprawić mszę?
P. (podziwiam do teraz jego opanowanie)- Proszę księdza. Moja matka była kobietą wierzącą i praktykującą. Mój ojciec, jak sam ksiądz wspomniał - był ateistą. Zmarł kilka lat temu. Nie widzę żadnego problemu w odprawieniu mszy podczas pogrzebu osoby wierzącej.
k - Ale ja widzę. Skażona jest i tyle. Proszę mi nie przeszkadzać.

I wiecie co zrobił? WYSZEDŁ I ZAMKNĄŁ SIĘ w jakimś pomieszczeniu (nie wiem co to było, bo nie znam plebanii).

Myślałam, że w tamtym momencie, gdy mówił o "skażeniu", to ja będę musiała powstrzymywać swojego faceta przed uderzeniem księdza w twarz. Było odwrotnie.

Inny ksiądz zgodził się bez problemu na odprawienie mszy i pogrzebu. I to tylko za 200zł. Dawno temu uczył mnie religii w 3 klasie podstawówki. Jesteśmy mu oboje dozgonnie wdzięczni.

I teraz moje pytanie (nie znam się). Czy możemy gdzieś zgłosić zachowanie księdza (oczywiście tego, który nie zgodził się)? Czy w ogóle MÓGŁ na takiej podstawie odmówić pogrzebu i mszy?
Oboje nie jesteśmy katolikami, więc niezupełnie wiemy co w takiej sytuacji zrobić.

kościół księża religia pogrzeb

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (156)

#82404

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie tyle piekielne, co raczej śmieszne. ;)
Jak wspomniałam, wynajmuję mieszkanie we Wrocławiu razem z piątką lokatorów. Mam mały, podręczny zestaw do pielęgnacji paznokci, coś w tym stylu: https://www.komputronik.pl/product/249916/beurer-mp-41.html?gclid=CjwKCAjwgYPZBRBoEiwA2XeupSjvobtCyu5umUk-NyPilL76P46hvX2wvclLtfazFKEXA921NpDk8RoC2Q8QAvD_BwE

Wczoraj dość późną porą postanowiłam skorzystać z zestawu.
Dziś rano wstaję, idę do kuchni. Siedzi kuzyn z dziewczyną i jej koleżanką, patrzą się na mnie jakoś dziwnie. Ani porannego "cześć", ani nic. Szybki rachunek sumienia - nie przypominam sobie, bym zrobiła cokolwiek, co mogłoby ich urazić. Pytam więc o co chodzi.

Dziewczyna kuzyna znacząco chrząka i oświadcza dramatycznym szeptem:
"Wiesz, mabmalkin... my rozumiemy, że twój mężczyzna tu nie mieszka. Ale wiesz... trochę nam niezręcznie, jak słyszymy gdy TO uruchamiasz...".

Potrzebowałam kilkunastu sekund, by zrozumieć. No tak, maszynka do paznokci wydaje specyficzny odgłos ;).
Aczkolwiek, oświadczanie czegoś takiego przy jej koleżance (obcej mi osobie) sprawiło, że poczułam się niezręcznie. A i sama nigdy nie zwróciłam im uwagi, gdy słyszałam CO robią ;).

mieszkanie studenckie

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (200)

#82282

(PW) ·
| Do ulubionych
Może pamiętacie, jak w jednej z poprzednich historii wspomniałam, że niedawno dowiedzieliśmy się, że moja "teściowa" ma raka. Cóż, choroba postępuje, niestety są przerzuty na trzustkę, wątrobę, węzły chłonne...

Parę dni temu stwierdziliśmy, że potrzebujemy wózka inwalidzkiego (teściowa nie daje już rady poruszać się o własnych siłach, a wózek byłby ogromnym ułatwieniem). Wiem, że można złożyć odpowiedni wniosek do NFZ, jednak, znając realia czasowe, stwierdziliśmy, że kupimy/pożyczymy wózek na własną rękę.

Przejrzeliśmy kilka ofert internetowych, ja napisałam też post na swoim Facebooku. Następnego dnia przypomnieliśmy sobie, że wujek mojego P. kiedyś poruszał się na wózku (po jakiejś operacji). Dzwonimy do niego. Wujek powiedział, że owszem, wózek schował do piwnicy, i że może sprzedać za symboliczne piwo. Z tym, że nie ma go teraz w okolicy (urlop) i żeby podjechać do jego domu, tam jest syn (powiedzmy K).

I w tym momencie kolejny raz przypominam sobie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

Podjeżdżamy pod dom wujka. Wychodzi K. Nakreślamy mu całą sytuację i przypominamy słowa wujka. K. tylko pogardliwie prychnął i stwierdził, że jego ojciec jest naiwny, i że może nam ewentualnie sprzedać ten wózek. Dobra, nie będziemy się sprzeczać. Nadszedł moment oględzin wózka.

Rączki zdezelowane, siedzenie zapadnięte, w fazie nadgnicia (pewnie przez piwnicę) i przedziurawione. Uchwyty przy kołach zardzewiałe. Opony bez powietrza. Ogólnie cud, że to jeszcze jakoś się trzymało.

Ile K. chciał za ten złom?

550 zł. I ani złotówki mniej.

Wyśmialiśmy go, pojechaliśmy do pobliskiej miejscowości, gdzie ojciec mojej koleżanki sprzedał nam praktycznie nowy, bez śladów użycia wózek za 100 zł.

Rodzina

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (171)

#82189

(PW) ·
| Do ulubionych
Nigdy - aż do dnia dzisiejszego - nie zdarzyło mi się, by ktoś obraził mnie w... aptece. Nawet gdy kupowałam tabletki antykoncepcyjne.

Poszłam dziś do apteki, celem zakupienia konkretnych tabletek na dość niekomfortową przypadłość, jaką jest zapalenie pęcherza. Zdarza się.
Byłam druga w kolejce, za mną stały jeszcze dwie panie; jedna w średnim wieku, druga nieco starsza [SP].

Ja: - Dzień dobry, poproszę UroFuraginum.
Dostałam, przeszłam do zapłacenia i zza pleców słyszę donośny głos.
[SP]: - Ja nie wiem co teraz z tą MŁODZIEŻĄ się dzieje. Puszczają się po barach, a później się muszą leczyć na choroby WENERYCZNE!

Przyznam, że w pierwszym momencie mnie zatkało. Zapłaciłam za tabletki i skierowałam się do wyjścia, tekst starszej pani zignorowałam.
Wychodząc, słyszałam tylko jak druga pani w dość dobitny sposób wyjaśniła SP, że tabletki na moją przypadłość to żadna zbrodnia, czy coś w tym stylu.

Czyli jak kupię strzykawkę to jestem ćpunką? :D

apteka starsi ludzie

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (143)

#82150

(PW) ·
| Do ulubionych
Czekam sobie dzisiaj na zielone światło przy Moście Grunwaldzkim (Wrocław). Pewnie ktoś z Was kojarzy to przejście - światła, pasy - światła, pasy, szyny - światła, pasy.

Po prawie dwóch latach mieszkania w okolicy, uczęszczając codziennie przez te wszystkie pasy, zdążyłam się spóźnić na milion tramwajów ;)

Naprzeciwko mnie, po drugiej stronie ulicy (czyli trzy przejścia przez zebrę) jakaś wycieczka, na moje oko szkoła podstawowa. Z nauczycielkami. Na "ich" stronie zapaliło się światło zielone, jednak "środkowe" i "moje" nadal były czerwone. Podjeżdża tramwaj. Co robią nauczycielki?
Przebiegają razem z chmarą dzieciaków przez pozostałe, czerwone, na drugą stronę. Kierowca tramwaju musiał czekać, auta na kolejnej jezdni zatrzymały się z piskiem opon; swoją drogą cud, że nie doszło do żadnej kolizji.

We mnie się zagotowało, ale zauważyłam, że dwie osoby (mężczyzna i kobieta) zatrzymały "wspaniałomyślne" nauczycielki.
Nie wiem jak to się skończyło.

przejścia dla pieszych nauczyciele dzieci przechodnie

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (123)

#82018

(PW) ·
| Do ulubionych
Byliśmy z soboty na niedzielę na ślubie i weselu mojej najlepszej przyjaciółki. Na wesele ani gości narzekań nie będzie.

Przy takich uroczystościach ja i P. Wyciszamy telefony, albo zostawiamy je w pokoju. Bawimy się wyśmienicie, ale zaszła potrzeba zmiany butów na "bardziej komfortowe" (panie, które nie mają wprawy do tańca w szpilach/obcasach pewnie wiedzą o czym mowa :D). Wracamy do pokoju.

Korzystając z faktu, że P. skorzystał z toalety w pokoju, zerknęłam na telefon. I co? 17 nieodebranych, 10 wiadomości. Oddzwoniłam tylko do Matuli, żeby opisać w skrócie przebieg wszystkiego i myk na parkiet.

Dzisiaj jeszcze w trakcie poprawin, wróciliśmy (niestety, są pewne obowiązki) około 15 do domu, więc odczytałam wszystkie wiadomości. Okazało się, że większość jest od kuzyna i ludzi, których zazwyczaj podwożę autem do Wrocka (zwyczajny post na twarzoksiążce, że w tym dniu i o tej godzinie jadę, więc mogę kogoś "przygarnąć"). Oddzwoniłam i odpisałam po kolei, że byłam na weselu, dzisiaj na poprawinach i nie dałam przecież nigdzie znaku, że jadę do Wrocławia.

"Ale jak tak możesz robić? Zawsze jeździłaś!"
"Więcej z tobą nie pojadę!!"
"Słuchaj, a skoro nie możesz jechać dzisiaj to może byś tylko podwiozła mnie do Wrocławia i sobie wróciła?" (wtf?!)

A najlepszy sobotni SMS od kuzyna: "Hej mabmalkin, wiem, że dzisiaj jesteś na weselu, ale mogłabyś chwilowo wyjść i mnie podwieźć na meczyk, a potem bym zadzwonił i byś mnie do Wrocławia odwiozła?".

Z kuzynem mam wielki konflikt, bo ostatecznie nikt go nie chciał zabrać do Wrocławia (co z tego, że od nas z miasta miał busa co godzinę i dobrze o tym wiedział?) i z naszej rozmowy przez telefon wyszło, że jestem egoistką.

A, z miejscowości w której byłam na weselu, żeby zgarnąć kuzyna i jechać do Wrocławia to odległość około 170-190km w jedną stronę. Podobnie z innymi ludźmi.
Chyba kurde spłonę...

Ludzie transport prywatność

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (222)

#81875

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie chcę się rozpisywać.

Wspominałam już, że mieszkam z narzeczonym i jego mamą w domu jednorodzinnym, w oddzielnych częściach.
Tuż przed świętami moja nieoficjalna teściowa została przewieziona do szpitala przez mojego mężczyznę, bo bardzo źle się czuła, nie mogła nic przełykać. Po późniejszych badaniach okazało się, że ma raka. (Tak, chodziła wcześniej do lekarza, ogólnie mogę to opisać w innej historii, bo tutaj nie chcę się rozpisywać). Rak został zdiagnozowany dopiero po kilku dniach.

Została w szpitalu, stadium poważne, grunt żeby nie było przerzutów. Będzie operowana "na dniach". Rokowania są złe.
Jako, że okres świąteczny, przyjechała szwagierka (zajrzyjcie na jej temat w moje poprzednie historie) z mężem i córką. Oczywiście telefonicznie wcześniej została poinformowana o tym, co z mamą się dzieje. Mój narzeczony po postawieniu diagnozy jego matce raczej nie miał nastroju do spotkań świątecznych, do rozmów, w ogóle do niczego. Mimo to, ja zrobiłam coś do jedzenia dla gości. Zupę, przekąski i drugie danie- spokojnie starczyło na dwa dni dla wszystkich.

Komentarz szwagierki? "Gdzie są pisanki, gdzie jajka w majonezie i sałatka? A czemu nie ma stroika?" (u nas "święta" wyglądają nieco inaczej, bo katolikami są tylko oni, zatem ja z P. Traktujemy to jako zwyczajne spotkania rodzinne i szwagierka dobrze o tym wie).

Czy odwiedziła matkę? Nie. Komentarz odnośnie jej choroby: "Mam nadzieję, że przepisała dla nas (jej, męża i córki) COŚ WIĘCEJ NIŻ OJCIEC". Szybko się zwinęli.

A, teściowa nie ma żadnych praw do przepisywania czegokolwiek w domu, bo jej śp. mąż już podzielił dom na mojego faceta, na moją szwagierkę, a teściowa może jedynie dożywotnio przebywać w nim.
Twoja bliska osoba jest na łożu śmierci? Nie odwiedzaj jej, kłóć się o testament!!

Rodzina Święta Spadek

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (175)

#81574

(PW) ·
| Do ulubionych
Rozchorowałam się, bardzo. Pierwszy raz aż tak od jakichś 10 lat.
Poszłam (a raczej doczołgałam się) do swojego lekarza pierwszego kontaktu, powiedzmy pana X. Akurat tak się złożyło, że do początku marca go nie będzie,więc przyjął mnie jego zastępca, pan Y (dowiedziałam się na miejscu). Kojarzę gościa. Przebadał, postawił diagnozę, przepisał antybiotyk.

No właśnie. Mam bardzo silne uczulenie na penicylinę. Dawka, która człowieka nieuczulonego pomogłaby leczyć, mnie po drugim razie zażycia mogłaby nawet zabić. To jedyne uczulenie, jakie mam. Wspomniałam o tym doktorowi Y kilkukrotnie. Dodatkowo na mojej "kopercie" jest napisane "silne uczulenie na penicylinę!" (sama poprosiłam o ten napis, bo w przeszłości miałam pewną nieprzyjemną sytuację). Dobrze, on rozumie. Nie znam się na lekach, poszłam do apteki, wykupiłam antybiotyk. Zawsze czytam ulotki. Oczywiście antybiotyk zawierał w sobie penicylinę. i to dość dużo.

Ja już nie miałam siły, ale mój narzeczony oddał w aptece antybiotyk, wyjaśnił sprawę i odzyskał pieniądze (wtf?), a ja oczekuję jutrzejszej (w sumie już dzisiejszej, ze względu na godzinę) wizyty i wyjaśnienia sprawy, bo nie zamierzam tego tak zostawić... No i spać nie mogę.
Ale czytajcie ulotki i uczcie tego swoje dzieci ;)

Lekarze

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (182)

#81495

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak zostać "piekielną" matką.
Wychowałam się w małym mieście, mieszkaliśmy w kamienicy (mama nadal tam przebywa). U góry mieszka sąsiadka, pani Basia. Dobra koleżanka mamy. Ma kilku synów, najmłodszy, Tomek (lat 20) nadal tam mieszka. Pani Basia urodziła go w wieku 43 lat. Z Tomkiem znam się "od piaskownicy". Jakoś na etapie gimnazjum już mniej się kontaktowaliśmy- on poszedł do gimnazjum w tym mieście, ja w innym. Ale zawsze jakiś spacer razem czy wyjście na pizzę było.

Tomek nieco się zmienił - trawka, alkohol czy coś mocniejszego stało się dla niego normą. Pani Basia początkowo nic nie zauważała, bo nie zdarzało się, by Tomek wrócił do domu za późno/pod wpływem itp. z czasem, mniej więcej w wieku 18 lat już nie krył się przed matką ze swoim trybem życia.

Pani Basia stale robiła mu awantury, groziła wyrzuceniem z domu, przestała dawać mu kieszonkowe, nie płaciła mu abonamentu za telefon itp. Z czasem, niby poskutkowało. Jednak Tomek znalazł pracę, dokładał się do rachunków, przestał sprawiać problemy matce, normalnie "anioł". Przez kilka lat był spokój. Aż do teraz. Tomek trafił do aresztu. Postawiono mu zarzut handlem narkotykami i kradzież dużej sumy pieniędzy z kasyna. Oczywiście w takim małym mieście, gdzie otwierasz lodówkę w domu a z drugiego osiedla krzyczą "smacznego"-nic przed ludźmi się nie ukryje. Zdawałoby się, że pani Basia dostanie "łatkę" tej, co to ma syna kryminalistę. Nic z tych rzeczy. Ludzie wytykają jej, że w żaden sposób nie broni syna.

Przebita opona w aucie, napis na drzwiach "suka nie matka". A bo Tomeczek jeszcze taki młody (inne sąsiadki), a bo całe życie ma przed sobą...Dziecinne... Kamer przed kamienicą ani w środku nie ma, więc nie wiadomo kto jest autorem napisu. Pani Basia wychodzi z założenia, że skoro syn nawarzył sobie piwa, to sam powinien je wypić.
A pewnie gdyby go broniła, to też byłoby źle. I jak się nie obrócić, du*a z tyłu.

Osobiście popieram panią Basię, szkoda mi tylko, że kobieta w podeszłym wieku zostaje upokarzana w taki sposób. Możecie zarzucić, że to jej wina, że tak wychowała syna- ale próbowała walczyć z jego zachowaniem. Jej inne dzieci, obecnie już mające własne dzieci, nigdy nie sprawiały problemów wychowawczych. Jeśli ja (już niedługo ;)) będę mieć dziecko, to też będę chciała, by ponosiło konsekwencje za swoje czyny.

Rodzice dzieci sąsiedzi miasto

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (187)