Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marchewka

Zamieszcza historie od: 18 maja 2011 - 14:27
Ostatnio: 19 stycznia 2017 - 9:11
O sobie:

W trzech słowach: rude, wredne, wkurzające.

Aktualnie Wrocławianka.

  • Historii na głównej: 21 z 41
  • Punktów za historie: 15407
  • Komentarzy: 688
  • Punktów za komentarze: 3022
 

#76375

(PW) ·
| Do ulubionych
Ach, kurierzy...

Jednym z moich obowiązków w pracy jest odbieranie paczek. Firma spora, pracowników dużo to i ilość paczek przekraczająca przeciętną. Siłą rzeczy, kurierzy pamiętają moje nazwisko.

I oto się cała sprawa rozbija.
Ostatnio koleżanka czekała na bardzo ważną (i również bardzo drogą) paczkę. Kiedy na stronie paczka dostała status "dostarczona", a ja uparcie - i zgodnie z prawdą - twierdziłam, że jej nie mam - koleżanka zadzwoniła bezpośrednio do kuriera.
Okazało się, że "Przecież pani Marchewka odebrała".

Koleżanka, oczywiście, wierzy mi, że nie wzięłam paczki dla siebie. Ale ktoś paczkę odebrał, a kurier podaje moje nazwisko jako odbiorcę.
Sytuacja patowa.

Poprosiłam koleżankę, by zażądała powrotu kuriera i pokazania mojego podpisu, potwierdzającego odbiór paczki.
Magicznie paczka znalazła się piętro wyżej, rzucona niedbale w pokoju zupełnie innej firmy.
Tylko pytanie, co by się stało, gdyby jednak się nie znalazła?

Nie mogę się doczekać, aż pan kurier trafi w moje ręce.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (Głosów: 205)

#75718

(PW) ·
| Do ulubionych
Irytujące zagranie agencji nieruchomości.

Szukam mieszkania. W konkretnej lokalizacji, w grę wchodzi tylko jedno osiedle (dla Wrocławian: kompleks Corte Verona), z wielu względów.
Niestety, poszukiwania są o tyle utrudnione, że mieszkania tam są rozchwytywane.

Pojawiło się ogłoszenie, mieszkanie odpowiadające mi zarówno układem, jak i ceną, dzwonię - niestety, nieaktualne, bardzo mi przykro. Dobrze, spóźniłam się, mój pech.
Dwa dni później: jest znowu! Może ktoś zrezygnował przy podpisywaniu umowy? Ogłoszenie wrzucone pięć godzin wcześniej, może się uda - niestety, już nieaktualne, ale mają równie ładne przystanek tramwajowy dalej. Nie, dziekuję, interesuje mnie tylko ta lokalizacja, do widzenia.

Wczoraj na tym samym popularnym portalu ogłoszenie pojawiło się znowu, wstawione piętnaście minut wcześniej. Nieco już sceptycznie nastawiona, ale dzwonię.
Jak nietrudno się domyślić - niestety, już nieaktualne (po piętnastu minutach?), ale pan może mi zaproponować piękne mieszkanie na ulicy Stalowej, zupełnie niedaleko, a do tego dużo tańsze. Tym razem do pana nie dotarło za pierwszym razem, że inna lokalizacja mnie nie interesuje.
W końcu usłyszałam, że się nie znam, skoro chcę drogie mieszkanie w snobistycznym miejscu, ale on mi pokaże to, które ma, na pewno mnie zachwyci. Dopiero kiedy po raz trzeci podziękowałam, dotarło.

To jakaś nowa forma marketingu?
Bo z mojego punktu widzenia wygląda to jak, że wystawiane jest nieaktualne ogłoszenie o bardzo pożądanym mieszkaniu, żeby ludzie dzwonili, bo może komuś jednak uda się wcisnąć inne, w mniej popularnej lokalizacji.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 240 (Głosów: 258)

#63027

(PW) ·
| Do ulubionych
Poczekalnia na dyżurze lekarskim. Kolejka na dwadzieścia osób.
Chcąc, nie chcąc, z podejrzeniem różyczki siedzę wśród dużej grupy mniej lub bardziej chorych ludzi, na całkiem niezłym, bo piątym miejscu w kolejce.

W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się na oko trzydziestoparoletni pan, którego wycierany co chwilę nos i opuchnięta twarz sugerują niezbyt dobre samopoczucie. Kiedy dowiaduje się, że wszystkie osoby czekają do lekarza dyżurującego, wyciąga książeczkę Zasłużonego Dawcy Krwi.
- Jestem Honorowym Dawcą Krwi i jeśli państwo pozwolą, chciałbym skorzystać z możliwości wejścia do gabinetu bez kolejki.
Nikt nie wyraża sprzeciwu, więc pan staje przy drzwiach gabinetu i wchodzi po wyjściu wcześniejszego pacjenta.

W poczekalni wybucha bomba. Co ciekawe, głównymi głosami w dyskusji są osoby, które na pierwszy rzut oka wyglądają na najmniej chore. Najgłośniej słychać starszego pana.
- Tak! Takie teraz czasy, żeby starszy czekał, a gówniarz wchodził! Odda parę litrów krwi i pcha się bez kolejki!

Nie wytrzymał jakiś chłopak, który wstał, podszedł do pana i zapytał go, czy miał w życiu jakąś operację. Odpowiedź była oczywista.
- Żeby to jedną! Na oko miałem! I na wątrobę! Na serce to miałem dwie!
Na co chłopak spokojnym głosem poinformował tylko:
- A wie pan skąd wzięła się krew, żeby mógł pan mieć operacje? Właśnie od takich gówniarzy, którzy ją oddają.

Cisza.
Nagle nikt w poczekalni nie czuł już potrzeby narzekania na osoby, które wchodzą bez kolejki.

Ja rozumiem, że kiedy w poczekalni jest dużo ludzi, można czuć frustrację. Że pojawiają się nerwy, kiedy ktoś wchodzi poza kolejnością. Ale zazwyczaj ktoś, kto tak wchodzi, może to zrobić z jakiegoś powodu. Może warto to czasami uszanować.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 687 (Głosów: 743)

#62213

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pewnego czasu mam nadżerkę szyjki macicy. Taki niezbyt przyjemny problem, z którym borykała, boryka lub będzie się borykać większość pań.

W związku z tym, że obszar występowania powiększył się, przez co ciągle łapałam różnego rodzaju infekcje, lekarz zasugerował pozbycie się problemu.

I teraz najlepsze, a mianowicie informacja, którą na temat zabiegu dostałam (od dwóch lekarzy, bo zawsze tego typu rzeczy weryfikuję): wypalanie/wymrażanie nadżerki w moim wypadku przez NFZ refundowane nie jest. Dlaczego? Otóż jestem w takim wieku, że za rok czy dwa lata z pewnością urodzę dziecko, a po porodzie nadżerka może powrócić. W związku z tym Funduszowi (ekhem...) Zdrowia NIE OPŁACA SIĘ refundowanie mi takiego zabiegu.
I nikogo nie obchodzi, że w ciągu najbliższych kilku lat ciąży nie planuję.

Jeśli chcę pozbyć się problemu, mogę to zrobić na drodze prywatnej, płacąc około trzystu złotych za zabieg.
Nawet nie będę tego komentować, bo zwyczajnie ręce mi opadły.

NFZ

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 465 (Głosów: 599)

#55540

(PW) ·
| Do ulubionych
Tramwaj tuż po godzinach szczytu. Czyli już nie zatłoczony, ale wszystkie miejsca siedzące zajęte plus kilka osób stoi tu czy tam.

Na przystanku wsiada starsza pani o kulach. Siedząca niedaleko drzwi dziewczynka chce wstać i ustąpić jej miejsca. Jednak kiedy się podnosi, stojąca obok niej kobieta - najwyraźniej jej matka - łapie ją za ramię i popycha z powrotem na siedzenie. Dziewczynka protestuje, mówiąc, że w szkole mówili, żeby ustępować miejsca starszym.
Reakcja matki?
- Siedzisz na dupie? Wygodnie ci? To ch*j cię obchodzi jakaś stara k*rwa?

Myślałam, że zacznę walić głową w okno.
Nic, tylko "Poradnik wychowania dzieci" pisać.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 679 (Głosów: 761)

#44436

(PW) ·
| Do ulubionych
Znalazłam dzisiaj za płotem mojego podwórka kociaka. A raczej, to, co po nim zostało. Ktoś pozbawił go ogona i uszu i najwyraźniej podpalił sierść.
Jak się pewnie domyślacie, kociak był martwy.

Szykujcie paczki, które będziecie mi wysyłać do więzienia, bo jak znajdę sprawcę, zamorduję.

Skomentuj (64) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 749 (Głosów: 903)
zarchiwizowany

#44442

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mijanou pisała o Szlachetnej Paczce (http://piekielni.pl/44318#comments).
W tej samej akcji w tym roku postanowiła wziąć udział społeczność Blogerek. Jako, że sama prowadzę bloga i czuję się częścią całej tej "rodziny", miałam w planach dołączyć się i pomóc w przygotowaniu Paczki.
Jednak moja szlachetna potrzeba pomocy skończyła się po zderzeniu z listą potrzeb rodziny.

Były potrzeby całkowicie... "normalne", jak żywność trwała czy środki czystości, ale niektóre "niezbędne rzeczy", które miały się znaleźć w paczce troszeczkę mnie przerosły chyba. Zrozumiem odżywkę do włosów czy patelnię, bo są to mimo wszystko dość potrzebne rzeczy. Trochę mnie zdziwiło, że ubrania mogłyby tylko nowe, żadnych używanych. Zaczęłam się wahać przy suszarce i maszynce do włosów, kiedy pod "najważniejszą potrzebą" znalazł się metronom, byłam zniechęcona, ale kiedy zobaczyłam "Railworks 3-train simulator" jako jedna z rzeczy, które powinny znaleźć się w paczce jako upominek, zrezygnowałam.
Może zbyt bardzo się czepiam, ale moim zdaniem, jeśli ktoś jest potrzebujący, to niespecjalnie myśli o grach komputerowych. I chętnie przyjmie każdą pomoc, a nie wypisze listę rzeczy (żądań?), której trzeba się trzymać przy tworzeniu paczki.

Wraz z kilkoma znajomymi zrobiliśmy paczkę dla mieszkającej niedaleko ubogiej kobiety z trójką dzieci. Nie było to nic wielkiego: trochę żywności, słodyczy, ubrań - głównie używanych, ale dobrym stanie, trochę zabawek i maskotek dla dzieci. Poza żywnością było tam dosłownie kilka rzeczy, które kupiliśmy nowe: skarpetki i rajstopki dla dzieci, jedne buciki. Reszta, to były ubrania, które zostały po rodzeństwie/kuzynostwie, nawet nasze własne, dla nastoletniej córki.
Nie było tam żadnych gier komputerowych czy drogich prezentów.
A kiedy paczka trafiła do tej rodziny, nie było wyrzutów - na twarzach wszystkich malowała się prawdziwa radość i wdzięczność.
Dobry uczynek nie musi kosztować wiele.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (Głosów: 247)
zarchiwizowany

#43776

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jedna z moich koleżanek przestała się do mnie odzywać, a kiedy zapytałam o powód, otrzymałam w odpowiedzi stos inwektyw skierowanych w moją stronę.

Jaki jest powód tej strasznej nienawiści?
Jej chłopak polubił moje zdjęcie na facebooku.

A w ogóle, to jestem szmatą, bo w wolnym czasie pozuję do zdjęć (pominę fakt, że czysto hobbystycznie). Bo wszystkie modelki, fotomodelki i inne takie to dz*wki, a ja nie jestem inna, skoro się zaliczam do tego grona. I do tego chcę jej odebrać faceta! Jak ja w ogóle śmiem?! Mój chłopak o wszystkim się dowie, już ona tego dopilnuje!

Jak dzieci. No jak dzieci.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (Głosów: 82)
zarchiwizowany

#41854

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kilka miesięcy temu rozstałam się z narzeczonym. Na stopie koleżeńskiej, bez kłótni, po prostu "coś nie wyszło, chyba jednak się pożegnamy".
Jednak jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że najwyraźniej nie możemy bez siebie żyć i wróciliśmy do siebie.

Od tej pory w mojej skrzynce mailowej średnio co dwa-trzy dni pojawiają się maile o treściach... różnych.
Zaczynając od tego, że "wrócił do ciebie, bo mu ciebie żal", poprzez "zdradza cie i żal mi, że tego nie widzisz" lub "spytaj swojego chłopaka, gdzie był w poniedziałek wieczorem, bo chyba nie wiesz o nim wszystkiego" aż do "ty głupia szmato, zniszczę cię!'. Doszło nawet do tego, że zostało mi przysłane zdjęcie, które przedstawiało "mojego chłopaka i dziunię, z którą się prowadza, jak nie widzę". "Dziunia" okazała się naszą wspólną znajomą, a zdjęcie było zrobione na zasadzie skopiowania jej zdjęcia z jej własnym chłopakiem i domontowania (kiepskiego zresztą) głowy mojego.

Maile przychodzą z różnych adresów, które zazwyczaj składają się z przypadkowego zlepka literek. Komuś najwyraźniej nie podoba się nasz powrót do siebie i próbuje to zepsuć... niechcący dając mi ubaw po pachy przy każdym mailu przekonującym mnie, że chłopak zdradzał mnie akurat wtedy, kiedy siedzieliśmy u mnie, oglądając kolejny odcinek serialu.

Jedno się tylko nasuwa. Po co?

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (Głosów: 260)

#39458

(PW) ·
| Do ulubionych
Idioci. Wszędzie. Historia sprzed paru godzin, jeszcze mną trzęsie.

Nie jestem dobrym kierowcą. Nie boję się tego mówić głośno. Prawo jazdy zdałam trzy lata temu, ale przez ponad dwa lata jeździłam sporadycznie. Dopiero od jakiegoś czasu jeżdżę częściej, a dopiero jakieś dwa miesiące temu zaczęłam czuć się na tyle pewnie, że wsiadam w samochód bez obecności taty.
W związku z brakiem doświadczenia staram się jeździć najbezpieczniej jak umiem.

Po przydługim wstępie czas na historię właściwą.
Jechałam na zakupy do pobliskiego miasteczka. Na prostej drodze między wioskami napotkałam na swojej drodze busa. Ot, zwykły busik, jakich wiele.
Biorąc pod uwagę fakt, że nawet na prostej drodze rozpędzam się do maksymalnie 70 km/h byłam pewna, że busa nie dogonię - jechał jakieś trzysta metrów przede mną. Jednak bus zaczął zwalniać. Dogoniłam go, utrzymując bezpieczną odległość, jednak kierowca jechał coraz wolniej. W końcu zaczął jechać z prędkością około 30 km na godzinę (mniej więcej tyle pokazywał licznik mojego samochodu, kiedy jechałam za nim).
Z bólem serca postanowiłam go wyprzedzić (nienawidzę tego manewru). Prosta droga, zero zakrętów, nic z naprzeciwka nie jedzie, no to kierunkowskaz i wio. Jednak nie ma tak łatwo.
Kiedy zrównałam się z busem, kierowca przyspieszył, nie dając się wyprzedzić. Zrezygnowałam, zaczęłam zwalniać, żeby wjechać znowu za niego - kierowca zaczął również zwalniać. Nie dawał się ani wyprzedzić, ani wrócić za niego.
Dopiero kiedy całkowicie zatrzymałam samochód, kierowca busa przez okno pokazał mi środkowy palec i odjechał.
Zjechałam na pobocze, żeby się uspokoić, bo nie byłam w stanie jechać z nerwów, tak się trzęsłam. Przysięgam, że jakbym w tamtym momencie dopadła tego kierowcę, to zaaplikowałabym mu kierownicę tak, że potrzebowałby pomocy proktologa.

Najgorsze jest to, że nic nie mogę zrobić: bus nie miał na sobie logo żadnej firmy, a ja w nerwach nie wpadłam na to, żeby spisać numery tablic.

Skomentuj (100) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 705 (Głosów: 857)