Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

merigold

Zamieszcza historie od: 26 stycznia 2012 - 20:21
Ostatnio: 3 kwietnia 2012 - 14:49
  • Historii na głównej: 8 z 12
  • Punktów za historie: 5197
  • Komentarzy: 17
  • Punktów za komentarze: 28
 
zarchiwizowany
2 marca 2012, 20:08 przez merigold (PW) | było | Do ulubionych
Historia z dzisiaj. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.
Przychodzi do mnie koleżanka i mówi:
- Słuchaj mer,
gadałam z taką jedną panią, co od dwóch miesięcy próbuje aktywować polecenie zapłaty i jej nie idzie. Dzwoniła do nas parę razy, skarga przyjęta, w toku, wszystko wisi w niebycie. Pomożesz?
- Pomogę. A co!

Wchodzę na konto pani, sprawdzam tę skargę, a tam info, że dokument wysłany pocztą 30.12.2011. Znając nawet naszą żółwią pocztę polską to i tak powinien najpóźniej dojść do 14 stycznia i już PZ powinno działać. Obok dopisek, że pracownik salonu wysłał też dokumenty faksem. Myślę: "Co za kretyn, żaden bank i tak faksu nie uzna". Oddzwaniam do pani i mówię, że dokument nie dotarł, że przepraszam za sytuację, ale trzeba wysłać jeszcze raz. Pani oburzona (i słusznie), mówi że wysyłała już na ul. Piekielną. Ja na to, że trzeba wysłać na Anielską. Bo siedziba na Piekielnej, a kancelaria na Anielskiej. Pani na to, że tak jej w salonie kazali. (WTF? Kancelaria przeniesiona ponad rok temu). W końcu ustalamy, że pani pójdzie do salonu, bo w domu drukarki nie ma, weźmie ten druk, wypełni jeszcze raz i wyśle na Anielską. Jak dokument dojdzie, to ja wejdę piętro wyżej, załatwię sprawę i jeszcze raz oddzwonię z potwierdzeniem.

Godzinę później dostaję maila: numer XXX prosi o kontakt. Oddzwaniam i słyszę klientkę na granicy płaczu:
- Bo ja przyszłam do tego salonu, ale oni takich druków nie mają. Bo mają tylko na Piekielną, a nie na Anielską. Sprawdzili wszystkie formularze i kazali mi jechać do innego salonu, bo u nich nic nie załatwię.
- Proszę pani, wszystko jest w porządku. Siedziba firmy jest na Piekielnej, więc na druku musi być adres: Call deMon ul. Piekielna 666. Wypełnia pani ten druk i wysyła na adres: Kancelaria Call deMon, ul. Anielska.

Klientka zaczęła mi się śmiać w słuchawkę. A ja tylko pomyślałam, jakim trzeba być idiotą, żeby nie znać adresu własnej firmy... W dodatku pracując w takim miejscu.

call_center

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (Głosów: 108)
zarchiwizowany
1 marca 2012, 19:29 przez merigold (PW) | było | Do ulubionych
Zadzwonił do mnie klient w sprawie przedłużenia umowy. Uzgodniliśmy warunki, plan taryfowy, liczbę minut... pozostał jeszcze wybór telefonu. Pan stwierdził, że chce mieć koniecznie dotykowego smartfona z nawigacją. Przedstawiam więc panu kilka modeli, ale uczciwie ostrzegam, że telefon będzie się łączył z internetem i proponuję do tego pakiet internetowy.
(Klient) - Ale da się to wyłączyć, prawda?
(Ja)- Tak, ale jeśli zablokuje pan dostęp do internetu, to nie będzie pan mógł wykorzystać nawet połowy możliwości tego telefonu.
(K) - Nie szkodzi, ja tam i tak tylko dzwonię, ale zależy mi na tej nawigacji. Ona jest darmowa?
(J) - Ten telefon ma funkcję a-gps, która wymaga połączenia z internetem. Może pan to wyłączyć i nawigacja będzie bezpłatna, ale jeśli będzie pan korzystał tylko z gps, to wyznaczenie trasy może potrwać nawet 10 minut.

Przy przedłużeniu umowy pakiet 100Mb klient miałby za dopłatą 1 zł do abonamentu, ale pan dalej drąży temat, że jakby może antenę zewnętrzną (WTF?), jakiś wzmacniacz sygnału albo inny program do nawigacji... W końcu, po prawie 40 minutach, pyta, czy ten telefon ma wi-fi. Mówię, że tak. Klient na to, że w takim razie on go bierze, bo będzie się łączył z internetem przez wi-fi bezpłatnie.
A ja do dziś się zastanawiam, jak on zamierza korzystać z nawigacji przy użyciu wi-fi... Może wy macie jakiś pomysł?

PS. Dziękuję Cybergod za zwrócenie uwagi. Z rozmowy wynikało, że pan ma internet stacjonarny. Nie chciałam, żeby było za długo i umknęła mi ta dość ważna informacja.

call_center

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (Głosów: 91)
zarchiwizowany
13 lutego 2012, 22:30 przez merigold (PW) | było | Do ulubionych
Na początku mojej pracy w call center trafiały mi się dość często radosne, wieczorno - nocne dyżury. Wiadomo, kogo wysłać do pracy w sobotni wieczór, jak nie nowego?

Siedzę sobie którejś soboty w pracy, dochodzi 23:00, znajomi na koncercie z okazji dni kultury studenckiej... a ja przy biurku. Nagle dzwoni telefon. Odbieram i słyszę męski głos, który prosi mnie o zmianę wybranego numeru. Wpisuję zlecenie do komputera i nagle odzywa się w tle głos damski:
- To łuni ta jesce pracujo?
Resztką siły woli powstrzymałam się od odpowiedzi:
- Jak byście nie dzwonili, to byśmy nie pracowali. - i życzyłam miłego wieczoru.


Gwoli wyjaśnienia/dopowiedzenia:
1.W mojej pracy jest tak, że jeśli nie ma ruchu, to możemy wcześniej wyjść do domu.
2. Uważam, że zawsze ktoś powinien być w pracy na wypadek, gdyby ktoś chciał zgłosić kradzież telefonu czy jakąś awarię. Ale jednocześnie nie rozumiem ludzi, którzy dzwonią do BOK na przykład o drugiej w nocy, żeby zmienić wybrany numer (gdzie zmiana wejdzie za dwa tygodnie), albo porozmawiać po pijaku o fakturze sprzed 12 miesięcy...

call_center

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (Głosów: 138)
zarchiwizowany
26 stycznia 2012, 22:22 przez merigold (PW) | było | Do ulubionych
Pracuję sobie na infolinii jednego z operatorów komórkowych. Dzwoni zdenerwowana klientka:
(Klientka) No wreszcie ktoś odebrał. Pani mi wytłumaczy, dlaczego
ja mam telefon zablokowany.
(Ja) Bo ma pani zaległy rachunek.
(K) Jaki rachunek????? Przecież ja wam wszystko opłaciłam. Burdel tam macie niesamowity! Pani sobie sprawdzi! (tutaj litania "złodziei", "oszustów" i innych parszywców)
(Ja, po około 4 minutach wysłuchiwania uwag klientki) Jeśli pani wszystko opłaciła, to na pewno da się to sprawdzić. Proszę mi przeczytać numer konta, na który pani pieniądze wpłaciła, może jest jakaś literówka i pieniądze trafiły na konto innej osoby...
(K) A przeczytam, co tylko pani chce! Ja wam udowodnię, oszusty jedne!
(słychać szelest papierów)
(chwila ciszy...)
(K) Ja strasznie panią przepraszam, ja stara jestem, ślepa... A listonosz znów się pomylił. Szłam na zakupy, znalazłam w skrzynce rachunek, to pomyślałam, że od razu opłacę. Okularów nie wzięłam...

Finał: listonosz wrzucił klientce do skrzynki rachunek jej sąsiadów, z logo zupełnie innego operatora...

call_center

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (Głosów: 208)

1