Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 

Komentarze

Profil użytkownika

merigold

Zamieszcza historie od: 26 stycznia 2012 - 20:21
Ostatnio: 3 kwietnia 2012 - 14:49
  • Historii na głównej: 8 z 12
  • Punktów za historie: 5197
  • Komentarzy: 17
  • Punktów za komentarze: 28
 
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

2 marca 2012 o 20:23

dzięki, już poprawiam

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: -1 (Głosów:1) | raportuj

merigold

1 marca 2012 o 22:33

Krewna pracuje w opiece społecznej. Jej praca wygląda tak, że kilka godzin dziennie spędza na wędrówkach po domach i tzw. "wywiadzie środowiskowym" a kilka wypełnia dokumenty i przyjmuje petentów (czasem 2 h pisania i 6 chodzenia, czasem na odwrót). Opowiadała, że parę razy jej się rzeczywiście nóż w kieszeni otworzył, kiedy była u ludzi mających luksusowe domy i otrzymujących zapomogi oraz u takich, którzy przekraczali dochód o np. 10 zl i pomocy już nie dostawali. Małe miasteczko, więc tajemnicą poliszynela było, że ci zamożni pracowali na czarno albo nielegalnie handlowali na bazarku i naprawdę mieli za co żyć, ale w dokumentach był dochód rzędu 50 zl/osoba i dostawali całkiem niezłe pieniądze, podczas gdy bardziej potrzebujący byli odsyłani z kwitkiem.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

1 marca 2012 o 21:52

@ blood Byłoby idealnie, gdyby wszyscy pracodawcy też stosowali tę zasadę, że dajemy pracę lżejszą albo wcale. Jednakże wielu pracodawców woli, żeby pracownica poszła na L4 i żeby płacił jej ZUS, niż żeby przychodziła do pracy i nic nie robiła, bo nie może stać przy linii produkcyjnej. Wtedy pracodawca nie zarabia na niej, a płacić musi. I nie zawsze może znaleźć jej pracę lżejszą, bo może nie potrzebuje ósmej sprzątaczki czy piątej pani w sekretariacie. Czasami pracodawcy wymuszają pójście na L4 stosując mniej lub bardziej wyrafinowane formy nacisku, bo chcą "zaoszczędzić". Niestety taką mamy postkomunistyczną mentalność w Polsce, że trzeba kombinować, żeby wyjść "na swoje" i wiele osób tak właśnie postępuje. Wtedy umiejętność wykiwania rządu, naciągnięcia ZUSu i zrobienia interesu życia "na lewo" była bardzo ceniona przez większość społeczeństwa. A czego Jaś się nauczył, to i Jan umie i jeszcze syna nauczy (czy w tym wypadku raczej córkę). Byłoby idealnie, gdybyśmy wszyscy byli uczciwi, postępowali zgodnie z zasadami współżycia społecznego... Ale póki co, jak śpiewał Grabaż, "żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch* za moją kasę". Też chciałabym, żeby wszystkie zdrowe ciężarne pracowały, żeby wszyscy szefowie byli wyrozumiali, a lekarze uczciwi, ale najpierw musi zmienić się mentalność społeczna, a do tego nam niestety jeszcze daleko.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 2 (Głosów:4) | raportuj

merigold

31 stycznia 2012 o 19:15

Biuro Informacji Gospodarczej. Jeśli klientka założyłaby sprawę w sądzie, to bym jej kibicowała, bo nie znoszę oszustwa. Czy na pewno należy jednak winić sprzedawcę w salonie, któremu przedstawiono autentyczne i niezastrzeżone dokumenty? Jeśli ktoś ma od 10 lat to samo zdjęcie w dowodzie, to jego wygląd może się trochę różnić - inny kolor włosów, inna waga, więcej zmarszczek... Winien jest tutaj złodziej dokumentów. Po zarejestrowaniu umowy zawsze wysyłana jest faktura i list powitalny pocztą na adres zameldowania. Jeśli ktoś nie podpisywał umowy to idzie do salonu i składa oświadczenie o niepodpisywaniu umowy, sprawa jest weryfikowana. Jeśli nie ma zgodności podpisów, to umowa jest anulowana a opłaty są wliczane w straty firmy. Nie wiem, czy ta pani dostała taki dokument, czy też nie. Nie wiem, czy była poprawna weryfikacja, czy też nie. Nie podpisuję się pod żadną ze stron. Ja tylko opowiadam historię, którą usłyszałam od klientki.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

1 marca 2012 o 20:39

Z rozmowy wynikało, że pan ma internet stacjonarny. Dzięki, że zwróciłeś mi uwagę. Uzupełnię historię.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

1 marca 2012 o 20:31

Mam w pracy taki system, który przy zawieraniu umowy wymaga wpisania danych z dwóch dokumentów potwierdzających tożsamość (np. dowód osobisty + prawo jazdy)+ potwierdzenie wiarygodności finansowej(np. zaświadczenie o zatrudnieniu). System był stworzony jakieś 10 lat temu. Natomiast od mniej - więcej 6-ciu obowiązuje zasada jeden dokument + potwierdzenie, więc w miejscu drugiego dokumentu wpisujemy kilka zer lub numer pesel. Kierownik powiedział mi, że wgranie poprawki kosztowałoby firmę kilkadziesiąt tysięcy i spowodowałoby przerwę w pracy, więc zostało po staremu. Klientom to też nie przeszkadza, nikt nie złożył skargi, że ma na umowie dwa razy wpisany pesel. PS. Kwota nie jest zawyżona. Wgranie poprawki w jednym systemie wymagałoby też wgrania takich poprawek do kilku pozostałych, żeby nadal wszystko działało poprawnie.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 1 marca 2012 o 20:33

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

1 marca 2012 o 20:12

W sieci, w której pracuję, jest takie coś. Tyle tylko, że program "Call me back" obejmuje oddzwonienie w ciągu 24 godzin, między 9 a 21. Największy ruch przychodzący jest pomiędzy 17:00 a 20:00 i wtedy nie oddzwaniamy, tylko odbieramy. A np. o 14:00, jak próbujemy się do kogoś dodzwonić, to najczęściej nie odbiera telefonu albo odrzuca rozmowę.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 4 (Głosów:8) | raportuj

merigold

13 lutego 2012 o 23:50

Wiesz, ja jeszcze uwielbiam tych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że słuchawka telefonu wszystko zbiera i że pracownik słyszy te "teatralne" szepty. Ostatnio nawet rozmawiałam z panem z gatunku "ą/ę" ("dziękuję pięknie pani", "cieszę się, że to wyjaśniliśmy"), który w między czasie zwracał się do żony słowami: "bo ty to k* nic nie załatwisz", "pie*ła jesteś"...

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

13 lutego 2012 o 23:30

Między 6 a 9 rano, między 13 a 16 oraz po 20:00 można się szybko dodzwonić. Około 18:00 są chyba największe problemy, bo ludzie wracają z pracy, zjedzą obiad i nagle 3.000 osób wpada na pomysł: "Hej, zadzwońmy do BOK". Po 20:00 jest znowu luźniej (seriale się zaczynają). Rozumiem Cię. Jak ja gdzieś dzwonię to też nie lubię czekać. Rozumiem to, że są sytuacje wyjątkowe, że ludzie pracują w różnych godzinach. Ale uwierz mi, że 75% ludzi, którzy dzwonią w takich porach, to są klasyczni piekielni, zaczynający rozmowę np. "dzwonię, żeby sprawdzić, czy nie śpicie" albo "pani mi powie, co pani ma na sobie". I wiesz, ten etat nauczył mnie szacunku do pracy innych osób. Teraz nie robię zakupów w niedzielę, nie tankuję w święta, bo wiem, że ci ludzie woleliby być z rodziną w domu. Wiem, że świata nie zmienię, ale siebie zawsze mogę :)

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

13 lutego 2012 o 22:50

Mogę ci doradzić tylko jedno: wybierz sobie jakiegoś konsultanta, zapisz jego nazwisko i poproś o załatwienie sprawy i oddzwonienie. Jeśli nie oddzwoni za dwa - trzy dni, zadzwoń jeszcze raz i poproś o kontakt z nim. Wyślij maila do BOK podając jego nazwisko: pan Kowalski miał się zająć i się nie zajął. Proś o przełączenie do kierownika i nie dawaj się spławić. Tę sprawę da się załatwić tylko, jeśli ktoś powalczy w Twoim imieniu i konkretnie zajmie się sprawą. Bo podejrzewam, że to jest tak, że konsultant robi wpis na technikę i uważa sprawę za załatwioną. Następny, zamiast sprawdzić wpis poprzednika, robi zgłoszenie od nowa itd.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 1 (Głosów:1) | raportuj

merigold

13 lutego 2012 o 22:37

To możliwe, bo pracę na słuchawce zaczynałam trzy lata temu i już zdążyłam się tą historią kilku osobom "pochwalić" :P

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 0 (Głosów:0) | raportuj

merigold

13 lutego 2012 o 21:47

Elipsa. Chociaż faktycznie niezbyt mi się udała ;-) Operatora pominę milczeniem.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 11 (Głosów:11) | raportuj

merigold

1 lutego 2012 o 12:53

Idź do ginekologa i zrób badania hormonów. Moja przyjaciółka miała podobne objawy (przytyła nagle w ciągu dwóch miesięcy prawie 15 kilo mimo, że nie zaczęła więcej jeść). Lekarze też nie wiedzieli, co jej jest. Znajoma poleciła jej prywatnie ginekologa. Zrobiła badania hormonalne i okazało się, że ma niewłaściwe poziomy hormonów. Jeden z hormonów, którego miała za dużo (nazwy ci nie podam, bo nie pamiętam) powodował, że organizm sam "mnożył" przyjęte kalorie i je przerabiał na tłuszcz (lekarz tak jej to wytłumaczył). Dostała odpowiednie leki i teraz już jest ok, chociaż do końca życia musi co jakiś czas robić badania kontrolne. W kwestii terapii psychologicznej - możesz sama trochę sobie pomóc. Poszukaj książek takich jak Susan Foward "Toksyczni rodzice", Alice Miller - wszystko, Antonio de Mello "Przebudzenie", Wojciech Eichelberger "Kobieta bez winy i wstydu", Janet Woititz "DDA" ... rzuciłam kilka tytułów o różnych problemach, bo tak naprawdę nie wiem, jaka była Twoja sytuacja rodzinna, jak ci szło w szkole, jakie miałaś doświadczenia życiowe. Może coś z tego ci pomoże. Jak nie znajdziesz w necie, to napisz mi prywatną wiadomość, mogę ci wysłać na maila.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 3 (Głosów:3) | raportuj

merigold

31 stycznia 2012 o 19:17

Około 1,200 za zerwanie umowy, około 300 zł za niezapłacone trzy rachunki (wystawione przez wyłączeniem numeru) a reszta to tzw. koszty postępowania i odsetki... Jeśli chodzi o umowę, to tak właśnie jej doradziłam, żeby złożyła oświadczenie o niepodpisywaniu umowy, ale nie wiem, jaki finał miała ta historia.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 31 stycznia 2012 o 19:20

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 1 (Głosów:1) | raportuj

merigold

26 stycznia 2012 o 23:12

Zapłaciła rachunek sąsiadów u innego operatora. U nas jej własny rachunek był nieuregulowany. To tak jakbyś rachunek za gaz wpłacił na konto elektrowni.

[Odpowiedz]
[historia]
  Ocena: 7 (Głosów:7) | raportuj

merigold

26 stycznia 2012 o 23:04

Teoretycznie muszą. Zgodnie z prawem polskim, pod numerem musi być zawsze umieszczona informacja o koszcie wysłania smsa. W praktyce wygląda to tak, że na wielu stronach jest informacja o "promocji" albo po prostu fałszywe dane. Jeśli ktoś wyśle takiego smsa, to zamiast np. 1,23 zapłaci 30,75 zł. Operatorzy w cennikach umieszczają takie informacje, ale ludzie z reguły tego nie sprawdzają i dają się złapać. W takim przypadku można zrobić screena strony, skontaktować się z rzecznikiem praw konsumenta i domagać się zwrotu od właściciela strony internetowej. Ale jest to czasochłonne i wymaga trochę zachodu.

[Odpowiedz]

« poprzednia 1 następna »