Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

meszuger

Zamieszcza historie od: 19 czerwca 2012 - 9:36
Ostatnio: 18 lipca 2018 - 18:11
  • Historii na głównej: 24 z 24
  • Punktów za historie: 6028
  • Komentarzy: 29
  • Punktów za komentarze: 168
 

#82425

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z siostrą i kuzynką (https://piekielni.pl/82408) przypomniała mi krótką opowieść z mojej rodziny. Osoby dramatu te same co wyżej.

Miesiąc temu do mojej siostry dzwoni nasza kuzynka, że jej córka jest zagrożona z jednego ważnego przedmiotu, nie zda, łojezu, lament. I moja siostra MUSI udzielić jej korepetycji. Siostra owszem korepetycji udzielała, ale na studiach - teraz pracuje zawodowo, ma swoją rodzinę, no po prostu korków dawno nie daje, bo zwyczajnie nie ma na to czasu. A więc kuzynce grzecznie odmówiła, informując, że może dać namiar na swoją koleżankę - nauczycielkę.

Obraza, foch, szantaże emocjonalne - no po prostu zrywamy kontakty rodzinne.

Pech (mój w tej całej sytuacji) polega na tym, że kuzynka pożyczyła ode mnie jakiś czas temu taki mały sprzęt agd. Potrzebuję go, więc dzwonię (jakieś dwa tygodnie po akcji "korepetycje"). Nie odbiera. Jej mąż nie odbiera. Dzwoni do niej moja mama - nie odbiera. W końcu piszę smsa:
Ja: Hej, czy możesz mi podrzucić, co moje - potrzebuję.
Kuzynka: Nie utrzymuję z wami kontaktu.
Ja: Ale proszę mi oddać moją własność.
Kuzynka: Biorę na poczet szkód moralnych, które wyrządziła mojej rodzinie twoja wspaniała siostra.

No nie będę się sądzić o wyciskarkę do soku, bez przesady. Kupię sobie nową, siostra zadeklarowała, że się dołoży.

Kuzynce natomiast życzę zadławienia się sokiem. I pały z matematyki, sesesese.

korepetycje rodzina

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 247 (259)

#82424

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałam sprzedać rower przez OLX. Wczoraj się to wreszcie udało, ale po drodze kilka wesołych kwiatków:

Kupująca 1:
Przyjechała, obejrzała, ale musi się jeszcze zastanowić. Rozumiem, w końcu to kilka stówek. "Proszę mi zarezerwować". Ok, na dwa dni mogę w sumie przytrzymać. Następnego dnia dzwoni ktoś inny, więc mówię, że rezerwacja. I oddzwaniam do Kupującej 1, żeby zapytać, jakie decyzje, bo są inni zainteresowani. 3 telefony, kilka sms-ów - cisza, więc umawiam drugą oglądającą.

Kupująca 2:
"Ja biorę na pewno, będę dziś po 20". 20 minęła, 21, 21:30... Piszę do kobity, co jest... "A nie-nie, jednak jutro będę, bo dziś to nie będę". No dobra. Następny dzień, to samo. Odpuściłam upominanie się. Dzwoni po 3 dniach - ona by jednak dziś przyszła. Mija umówiona godzina, baby nie ma... Do tej pory się nie odezwała. O kij chodzi?

Kupująca 3:
Rozmowę telefoniczną zaczęła od negocjacji ceny (bez obejrzenia roweru). Ok, schodzę te 50, niech jej będzie. Ale ona ma do mnie nie po drodze, może ja podjadę tym rowerem w wyznaczone miejsce i może ona się zdecyduje. Hmm. Ok, ale wracamy do ceny podstawowej, bo muszę na to pół dnia poświęcić. A to nie, to ona jednak weźmie z opuszczoną ceną, to przyjedzie do mnie. Dobrze. Umówiłyśmy się. Przyjeżdża, chce brać rower. Będzie jeszcze negocjacja. O 150 w dół (poza 50 już spuszczonymi). Nie zgadzam się, kłótnia, pretensje. Rozmowa zakończona jej słowami, na które nie znalazłam dobrej riposty poza zamknięciem drzwi od klatki: "W zasadzie to teraz powinna mi pani dać te 50 złotych, które pani niby spuściła ceny, bo ja roweru nie kupiłam, a koszty paliwa poniosłam!”.

Pomijam jeszcze kilka propozycji typu "za 100 biorę od ręki" (rower za 500 złotych), bo szkoda tracić nerwów. Rower sprzedał się za cenę wyjściową. Kupiła dziewczyna z bloku obok, bez marudzenia, bez zbędnych przepychanek.

Ta historia ma jeszcze epilog w formie telefonu od Kupującej 1, która zadzwoniła do mnie dokładnie 25 dni, odkąd była oglądać rower, że się zdecydowała i bierze. Mówię jej, że przecież dzwoniłam do niej, pisałam, nie odzywała się... Rower już dawno sprzedany. "Przecież prosiłam, żeby zarezerwować!!! Pani jest niepoważna!”.

rower olx sprzedaż

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (164)

#81052

(PW) ·
| Do ulubionych
W tej krótkiej historii o ruchu drogowym Pani Kierownica Roku zadziwiła się okrutnie, kiedy policjant wypisujący mandat poinformował, że to jednak JEJ wina i bez dyskusji. No uwierzyć nie mogła po prostu.

A co się stało?

PKR wyjeżdżała ze stacji benzynowej z prawej strony ulicy. I wpakowała mi się pięknie prościutko w bok samochodu. Dlaczegóż?

"Nie zna pani zasady prawej ręki?! To JA MIAŁAM PIERWSZEŃSTWO!".

Ach, ci niedzielni/świąteczni kierowcy...

kierownica kierowca mandat pierwszeństwo

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (108)

#79631

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy taki wesoły sklep na osiedlu...

1) Kup jogurt, drugi za 1 grosz.
Fajnie, biorę dwa. Poza nimi jeszcze kilka rzeczy w koszyku. Płacę, dziękuję, oho! Na paragonie jak byk pełna cena za oba jogurty, więc wracam do kasy i pytam, o co chodzi?
[P]ani [Sprzedająca]: Bo ta promocja jest od jutra.
[Ja]: To ja dziękuję, nie kupuję (oczywiście informacji ani widu, ani słychu, że od jutra)
[PS] z dziką satysfakcją w oczach pokazuje mi na napis nad kasą głoszący: "nie przyjmujemy zwrotów produktów mlecznych".
Ojoj, po dłuższej wymianie zdań z kierownikiem sklepu w końcu udało się oddać. Czy w ogóle można zamieszczać takie informacje?

2) Dobra data to oblata
Kupuję sok jednodniowy marchewkowy, płacę i otwieram jeszcze na terenie sklepu. Coś sykło i już czuję - skiśnięty jak nic! Wracam do kasy i pokazuję babie, że cuchnie, oddaję.
[PS]: To jest produkt otwarty, nie przyjmujemy!
[JA]: Ale to jest zepsute!
[PS} (bierze do ręki): Ale ma dobrą datę (do jutra), więc niestety...
Znowu wezwany kierownik. Kasę oddali.

3) Kilo bananów
Notorycznie przy zakupie czegokolwiek na wagę panie nabijają cenę jak za kg. I tym samym za dwa banany płacę np. 7 złotych. Oddają oczywiście, ale z łaską.

4) Promocja - jednak nie
Jest na coś promocja, powiedzmy na czipsy. Biorę, płacę. Oj, za drogo, miało być 3,99, a jest 6,49.
[PS] Bo ta promocja jest na inny smak
[Ja] Ale to nigdzie nie jest napisane! Promocyjna cena pod wszystkimi!
[PS] To musi pani poczekać...
I dzwoni tym dzwonkiem wzywającym władzę sklepu, w międzyczasie obsługuje 5 innych osób, a ja czekam na kierownika, żeby mi oddał moje 2,50.
Z tej historii jest choć tyle dobra nauczka, że następnego dnia dopisano "dotyczy smaku cebulastego".

Oj by się robiło zakupy gdzie indziej, ale najbliżej do domu, czynne do 23 i umówmy się, czasem naprawdę wygodniej...

zakupy żabka promocje

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (192)

#79398

(PW) ·
| Do ulubionych
Zostałam dzisiaj poproszona przez męża swojej koleżanki, żebym "zorganizowała" mu papier. Czyli wyniosła z pracy.

Nie jestem aż tak święta, żebym nie mogła jednej ryzy A4 wziąć, bo akurat jest taka potrzeba. Spoko, może mu sklep zamknęli czy coś...

Ale propozycja była bardziej złożona. 3 ryzy konkretnego papieru raz na dwa tygodnie - on sobie będzie po to przyjeżdżał, nie muszę mu nosić (łaskawca!).

Odmówiłam. I nie wiem, jak to skomentować.

papier złodziej

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (252)

#79205

(PW) ·
| Do ulubionych
Dużo ostatnio historii o OLX. Moja krótka. Czekoladowa, choć nie, buraczana!

Postanowiliśmy się w pracy pozbyć drukarki atramentowej - działającej, całkiem niezłej firmy. Wystawiliśmy na OLX za darmo, a w zasadzie "za czekoladę" - dokładnie tak napisaliśmy. Dorzuciliśmy nawet jeden tusz, niech ktoś skorzysta, nam się już nie przyda.

Odzew był natychmiastowy. Przyjechał pan, obejrzał, spakował do swojego błyszczącego niebieskiego subaru (celowo to piszę!), po czym na moje pytanie o czekoladę, uśmiechnął się "serio?", poszedł do auta, wrócił i wręczył mi otwartą, do połowy już zjedzoną, małą paczkę m&msów.

burak subaru czekolada

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 235 (245)

#78277

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja sprzed 10 minut.

Drogą rowerową jedzie sobie na pięknym miejskim rowerze puszysta dziewczyna. Nagle wyprzedza ją "mistrz kierownicy" odziany w dżinsy, białe adidaski i bluzę, na rowerze po młodszym bracie z komunii, z krzykiem "pedałuj gruba, pedałuj!" i w tym momencie, zaaferowany dogryzaniem biednej dziewczynie, jebudu! Wjechał w przystanek! Dziewczyna przejęta zsiada z roweru, podchodzi z pytaniem, czy nic mu się nie stało, na co włącza się starszy pan, który na przystanku stał:

"Ani mi się waż mu pomagać, chamowi! Sam się wypie*dolił, sam się teraz ogarnie".

Aż miło! :-)

rower cham przystanek

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 494 (506)

#78225

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie stają pod hipermarketami na kopertach dla niepełnosprawnych, nie posiadając do tego żadnych uprawnień. To jest przykre, nie w porządku, generalnie niefajne. Ale czasami się zdarzy, że na kopercie stanie ktoś, to jest naprawdę niepełnosprawny... I tak też było tym razem.

Krótka historia o strażniku parkingu.

Pojechałam na zakupy ze znajomą, powiedzmy Anetką. Znajoma chora na RZS, w stawach powykrzywiane ręce. Może na pierwszy rzut oka nie widać, ale jednak - kto ją zna, ten wie i widzi. Stanęła na kopercie, kartkę z uprawnieniem ma za szybką, wszystko ok. Poszłyśmy na zakupy.

Wracamy. A raczej ja wracam, bo Anetka chodzi powoli. Ja niosłam jej siatki, miałam kluczyki do samochodu. Otwieram, pakuję zakupy i nagle, zza pleców wyrasta Strażnik Parkingu. Nie jakiś tam ochroniarz, zwykły klient sklepu, który postanowił się popastwić:

[S]trażnik [P]arkingu: Oho! Dzwonię na policję!
[Ja]: Ale dlaczego?
[SP]: Pani nie jest niepełnosprawna, a stoi na miejscu dla niepełnosprawnych!
[Ja:] A nie widzi pan, że za szybką jest karta uprawniająca do postoju w tym miejscu? Poza tym osoba niepełnosprawna jest ze mną, zaraz tu przyjdzie. Nie rozumiem tej awantury, jeśli chciał pan stanąć na miejscu dla niepełnosprawnych, to drugie wolne jest obok.
[SP]: Nie o to chodzi! Ale pani nie jest niepełnosprawna! Ja znam takie kombinatorki... Udawaczka, ja cię doprowadzę do porządku! Nie widzę tu żadnej inwalidki obok ciebie!

I zaczyna spisywać numery (nie wiem w sumie w jakim celu). W każdym razie spakowałam zakupy Anetki do samochodu, gość ciągle łaził przy mnie i się darł, że nie jestem niepełnosprawna.

Wreszcie przychodzi Anetka.
[Ja]: O Anetka, dobrze, że już jesteś, bo pan nie wierzy w twoją niepełnosprawność!

I w tym momencie Anetka, przyzwyczajona już chyba do takich akcji, podchodzi do gościa i wywijając przed nim swoimi powyginanymi na wszystkie strony palcami wydaje z siebie coś w stylu: uaghbbuububuuu.

Tym sposobem Anetka zagięła Strażnika Parkingu do tego stopnia, że usiadł na schodku obok, nic już nie powiedział i z niedowierzaniem patrzył, jak moja "upośledzona" koleżanka prowadzi samochód ;-)

parking strażnik niepełnosprawni

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 248 (262)

#77941

(PW) ·
| Do ulubionych
A propos historii ślubnych, przypomniała mi się jedna krótka sprzed dwóch lat. Choć w zasadzie jest to piekielna historia o tym, jak "poczta znowu zawiodła".

Słowem wstępu - w grupie znajomych była kiedyś pewna Marysia, która się swojego czasu odłączyła od stada, poznawszy swego przyszłego męża, który wciągnął ją do innej ekipy. Większego problemu nikt z tym nie miał, tylko szkoda trochę, że takie kontakty urwane z dnia na dzień.

Wszyscy wiedzieli, że ślub się szykuje. Jedni bardziej, inni mniej, ale jakoś tam, ze względu na dawne znajomości, liczyliśmy na zaproszenie chociaż na samą uroczystość kościelną, niekoniecznie wesele. Nikt się nie spodziewał wizyty przyszłych państwa młodych u siebie w domu. Poczta przecież też daje radę - tym bardziej, że mieszkamy w dużym mieście.

Tym razem jednak "poczta zawiodła". Otóż, uwaga, 4 stycznia (poniedziałek) cała grupa (każdy z osobna) dostała zaproszenia na ślub, który odbył się 2 stycznia (sobota), wysłane 31 grudnia (czwartek przed Nowym Rokiem).

Na mnie nie zrobiło to wrażenia, nikt jej nie kazał nas w ogóle zapraszać, ale kolega - kiedyś najbliższej z Marysią - zadzwonił do niej z życzeniami, przy okazji zadając zasadnicze pytanie: Maryśka, ku*wa, jaja se robisz?!
Marysia, odpowiedziała tylko cicho: No wiesz, znowu poczta zawiodła...

poczta marysia ślub

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 247 (257)

#77799

(PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do moich wcześniejszych opowieści o problemach z miejscami parkingowymi przy pracy (http://piekielni.pl/77509).

Słupki postawione, w zasadzie, poza małymi wyjątkami nikt na naszych miejscach nie staje. W poniedziałek rano przychodzimy do pracy, a tutaj jeden (z trzech) słupków położony i na naszym miejscu stoi obcy samochód. Zdziwieni, bo przecież wychodząc z pracy w zeszły piątek słupki postawiliśmy, żeby mieć gdzie stanąć po weekendzie, próbujemy szukać winnego.

Długo czekać nie trzeba było, kilka minut później podchodzi kierowca.
[J]a: Przepraszam, a jakim cudem pan tutaj stoi, skoro słupek był postawiony?
[K]ierowca: Proszę pani, ja sobie zapłaciłem za cały weekend, więc mogłem stać.
[J]: Komu pan zapłacił?
[K]: No właścicielowi tego miejsca... w piątek wieczorem szukałem wolnego miejsca, żeby zaparkować i wtedy podszedł do mnie właściciel tych słupków i zaproponował, że udostępni na cały weekend za opłatą...

Skracając tę historię, napiszę tylko końcówkę. Okazało się, że pan, który słupki montował (taki techniczny), dorobił sobie zapasowe kluczyki i w każdy weekend, kiedy nas nie ma, kupczy naszymi miejscami postojowymi!

Pomijając, że to nie jego miejsca, że to bezprawie i że nie dopilnował wszystkich, żeby odpowiednio wcześniej odjechali, to naprawdę podziwiam przedsiębiorczość :-)

miejsca parkingowe praca przedsiębiorczy gość

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 308 (316)