Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mikado188

Zamieszcza historie od: 30 października 2010 - 14:27
Ostatnio: 15 lipca 2018 - 14:33
  • Historii na głównej: 24 z 32
  • Punktów za historie: 7034
  • Komentarzy: 240
  • Punktów za komentarze: 1353
 

#82624

(PW) ·
| Do ulubionych
Szukam pracy jako kelnerka.

Dwa tygodnie temu przystałam na jedną z propozycji – sieć włoskich restauracji, mieli otwierać nowy lokal. W zeszłym tygodniu miałam 2 dni przyuczenia po 5 godzin na „starych” punktach, w tym tygodniu 2 dni szkolenia z win i menu plus sprzątanie pomieszczeń, gdzie startowała restauracja.

Zatrudniono 7 kelnerów. W piątek miałam mieć pierwszą zmianę, dostałam w ostatniej chwili sms, żebym nie przychodziła, bo właścicielka kazała zmienić grafik i mam przyjść w sobotę na 12.00. W pracy się stawiłam, po czym mnie i jeszcze jednej osobie kazano iść do domu, bo "jest za dużo osób". Po 16.00 dostałam telefon, że mnie zwalniają, bo za dużo kelnerów zatrudnili i w zasadzie nie mogą sobie pozwolić na tyle personelu.

Zmarnowali mi 2 tygodnie - nie ma to jak poważny pracodawca.

gastronomia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (150)

#82418

(PW) ·
| Do ulubionych
Szukam teraz pracy w knajpie, jako kelnerka. W restauracji na Nowym Świecie zaproponowano mi 1500 zł za 200 godzin pracy w miesiącu.
JA: Proszę pani, taka stawka jest niezgodna z prawem.
KIEROWNICZKA: Ale przecież to normalne, że są takie stawki w gastronomii.
J: Nie, nie jest normalne. Chodzę na rozmowy i średnio proponuje mi się 12 zł netto za godzinę.
K: No ale ja z napiwków mogę zagwarantować 3000 - 3500 na miesiąc, doliczamy serwis już od dwóch osób. Jak ktoś jest obrotny to i 5000 z napiwków zarobi.

W tym momencie się tylko skrzywiłam i cudem powstrzymałam od kąśliwego komentarza.
K: Chciałaby Pani się umówić na dzień próbny?
J: Nie, proszę pani. Mam jeszcze inne rozmowy.

Pożegnałam się i wyszłam. Baby nie było jak nagrać, bo stawkę podstawową napisała na kartce, a nie wypowiedziała na głos. Karteczkę skrzętnie schowała, gdy próbowałam ją wziąć. Żeby było weselej w pierogarni z piecem w nazwie, którą już tu opisywałam jest podobno tak samo (to wiem od dziewczyn z poprzedniej pracy, które się z tego lokalu zwalniały). Nie wiem, jakim cudem to nadal funkcjonuje.

gastronomia

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (184)

#82112

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w firmie outsourcingowej jako kelnerka - historie z 2 hoteli, w których ostatnio byłam.

1. Śniadania w hotelach 4* kosztują w okolicach 60-80 zł od osoby i są w formie bufetu. Co robimy, gdy nie chcemy zapłacić? Oszukujemy i nie przejmujemy się, że w sali są kamery i wszystko widać. Pan przyszedł na śniadanie w okolicy 8.00 rano, wybrał stolik przy bufecie. Zjadł, po czym odkręcił się twarzą do bufetu i czeka, patrząc na podgrzewacze. Siedział tak około 30 minut. Jajecznica w bemarze się skończyła, więc koleżanka wyjęła tacę z podgrzewacza, by wymienić ją na pełną. Normalnie zajmuje to 2 - 3 minuty (wyjęcie tacy, rzucenie jej na zmywak plus wzięcie nowej, pełnej z wydawki i wsadzenie do bemara). Co zrobił pan w międzyczasie? Jak tylko koleżanka zniknęła za przepierzeniem podszedł do pustego podgrzewacza, wyjął telefon, zrobił zdjęcie i opuścił salę. Następnie napisał soczystą skargę, jak to chciał nałożyć sobie jajeczniczk,i a nie było i przez 15 minut siedział z pustym talerzem, po czym zniesmaczony fatalną obsługą wyszedł. Przed wystawienie niepochlebnej opinii powstrzyma się jedynie, jeżeli dostanie śniadanie za darmo.
Dostał, mimo że wszystko, co opisałam było widoczne na monitoringu i wiadomo było, że było zrobione specjalnie, by wyłudzić gratisy.

2. Ostatnio odbywał się Marsz Żywych. Do Polski przybywają wtedy wycieczki z Izraela/USA. Jadalnia i jedzenie muszą być koszerne - Żydzi jedzą wtedy też na jednorazowych nakryciach (plastiki, styropianowe talerze, łyżki do nakładania potraw są już metalowe, ale nieużywane, dostarczane przez gości). Cała sala jest przybrana odświętnie, białe obrusy, cięte kwiaty, pokrowce na krzesła. Piekielnym była "indywidualna" klientka hotelu (w sensie zwykły gość, nie z grupy). Kolacja dla takich osób była organizowane na innym poziomie hotelu. Koleżanka (A.) stała przy hoście czekając na wycieczkę, wtem na salę próbowała się wtrynić w/w klientka. A. poinformowała, że pomieszczenie jest zarezerwowane dla grupy i kolacje indywidualne są podawane piętro niżej. Pani jednak odparła, że chce zjeść tu, bo tu tak ładnie i porcelana taka biała (że niby ten styropian...)i "przecież ona zapłaciła, to może sobie wybrać". A. powiedziała, że nie ma takiej opcji, sala jest zarezerwowana, co więcej są jasne instrukcje, kto może a kto nie może wchodzić i spożywać na sali (kwestie koszerności, nie pytajcie mnie o co chodzi, bo dokładnie nie wiem). Koleżanka została zwyzywana i usłyszała, że poleci na nią soczysta skarga.

Większość pracowników hoteli podchodzi do tego ze śmiechem, jednak mnie czasem krew zalewa.

gastronomia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (148)

#81096

(PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do historii #81086. Autor wysnuł tezę, że są granice bezczelności. Odpowiadam - nie, nie ma.

Dorabiam sobie jako kelnerka hotelowa dla firmy outsourcingowej. Dwie historie z hotelu, w którym jestem najczęściej.

1. Firmy farmaceutyczne urządzają dla lekarzy konferencje na różne tematy. Najczęściej organizator wykupuje w hotelu tzw. "przerwę kawową" czyli poczęstunek typu kwaka, herbatka, ciastka. Tym razem jednak kasa poszła na stół, była wykupiona kolacja w godzinach 19.00 - 21.00 i otwarty bar (wino i piwo bez limitu, bez twardego alkoholu).

Jak tylko to usłyszeliśmy, wiedzieliśmy, że będzie śmiesznie. Większość towarzystwa rozeszła się w okolicach 21.15. Jednak oczywiście nie wszyscy. Zostało 6 panów, którzy stwierdzili najwyraźniej, że będą się bawić do rana. O 21.30 koleżanka powiedziała, że zamykamy bar, więc przyjmuje ostatnie zamówienia na alkohol. Odezwały się pomruki niezadowolenia. Panowie nabrali piwa i wina i siedzą dalej. Gdy wybiła 23.00 (było 2 godziny po zakończeniu imprezy), kolega podszedł do panów z pytaniem czy mogą się przesiąść na foyer (3 metry dalej), bo musimy nakryć na śniadania (o północy zmiana szła do domu, zostawała 1 osoba na room servisie, a sala na 150 osób).

Pan poczytał to za wielką obrazę, rzucił się na kelnera z łapami, musiała go pacyfikować ochrona. Pan poczuł się jeszcze bardziej obrażony i poszedł się awanturować na recepcję jak można go było tak podle potraktować. Hotel PRZEPROSIŁ pana za zachowanie kelnera i ochrony, i zaserwował mu darmowy obiad. Ciekawe co by było jakby się rzucił na innego gościa.

2. Kolacje dla wycieczek w formie bufetu. Zamówiony został posiłek dla 18 osób. Przyszło 28, o zwiększonej liczbie osób organizator wycieczki nie poinformował hotelu. Od razu jak tylko koleżanka zobaczyła ile jest gości, była rzucona informacja na kuchnię, by dogotowywać jedzenie, bo będzie za mało.

W którymś momencie rzeczywiście w 3 na 6 bemarów (podgrzewaczy) było bardzo mało jedzenia, jednak trwało to kilka minut, bo świeżo upichcone potrawy zostały doniesione. Hotel wybrnął z sytuacji? A skąd. Awantura na recepcji, bo musieli kilka minut poczekać. Fakt, że nawalił organizator, bo nie poinformował hotelu o dużo większej liczbie gości i po prostu kuchnia nie była przygotowana, nie miał znaczenia. Wycieczka dostała zniżkę na te 18 osób co było zapłacone, a za kolejne 10, co były nadprogramowo nie zapłaciła w ogóle.

W przypadku pierwszej historii - darmowy obiad dla hotelu to grosze, natomiast w przypadku drugiej hotel ma to podobno wliczone w koszta, bo dotyczy to pewnego narodu, co bardzo nie lubi płacić i zawsze szuka powodu, by się poawanturować o zniżkę.

Tak czy inaczej nie wiem, jak można się zachować jak burak i jeszcze żądać benefitów.

gastronomia

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (134)

#80616

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia opowiedziana kilka lat temu, przez doktora prowadzącego ćwiczenia na moim wydziale.

Ma on kolegę, którego rodzina od pokoleń jest ateistyczna, co chyba rzadkie w tym kraju. Po prostu już pradziadek kolegi, biorący udział w wojnie polsko-bolszewickiej, w Boga nie wierzył i w takim duchu kolejne pokolenia chowano.

Córka rzeczonego znajomego w danym roku poszła do przedszkola i było postanowione, jak i przekazane dyrekcji i nauczycielkom, że w katechezie organizowanej w przedszkolu córka brać udziału nie będzie. Oczywiście nie ma problemu.

Kilka tygodni po rozpoczęciu roku szkolnego dziecko przychodzi się pochwalić rodzicom, że nauczyła się nowego wierszyka. I zaczyna - "Zdrowaś Mario, łaski pełna..."

Jak się okazało katechetce nie podobało się, że jak dzieci siedzą z nią w kółeczku, to Karolinka w tym czasie siedzi w kącie i się bawi. Nie obyło się bez dyskusji, w którym koronnym argumentem było "a co to panu szkodzi, że dziecko o Bogu posłucha..."

Ciężko być nie-katolikiem w tym kraju.

katolicy

Skomentuj (80) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (267)

#80449

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewien 5-gwiazdkowy hotel na M w centrum Warszawy. Nikt tam z agencji kelnerskiej nie chce pracować, ja poszłam na jedną zmianę, skusiłam się bo mi dopłacili ekstra, żebym się zgodziła. Słyszałam różne historie na temat tego hotelu. Smaczki po 8-godzinnej zmianie.

1. Usłyszałam od kierowniczki kilkakrotnie, że nie może na mnie patrzeć. Nie był to żart, po prostu czysta krytyka. Nie, nic nie zrobiłam, po prostu podobno wyglądałam na przestraszoną.

2. Kierowniczka stwierdziła, że jest w szoku, że agencje przekazują jej od pracowników, że nie podoba im się fakt, że wrzeszczy na nich i klnie, bo przecież to nie oznacza, że ona ich nienawidzi czy ma z nami jakiś problem, krzyczy i klnie dlatego, że praca jest stresująca, a przecież ona musi się wyładować.

3. Podczas pracy nie można było się napić wody, bo "zaplecze to nie stołówka" i szklankę wody mogliśmy wypić dopiero na 15-minutowej przerwie po 6 godzinach od zaczęcia zmiany. Przy pracy fizycznej, gdzie się biega z tacą i przebywa częściowo w gorącej kuchni czy zmywaku - mordęga.

4. Wrzeszczenie i krytykowanie za byle co było motywowane "wysokim standardem hotelu" i jak komuś się nie podoba, to znaczy, że się nie nadaje, bo owych standardów nie spełnia.

gastronomia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (127)
zarchiwizowany

#80221

(PW) ·
| było | Do ulubionych
MaDka roku.

Byłam dziś w Złotych Tarasach. Zjeżdżam na ruchomych schodach z drugiego piętra, a za mną wspomniana matrona. Z kilkumiesięcznym dzieckiem w ciężkim wózku ZJEŻDŻA SCHODAMI RUCHOMYMI. Żeby było weselej na schodach stanęła krzywo, tudzież stanęła źle wózkiem, tak że nie mogła złapać równowagi i o mało co wózek z dzieckiem w środku stoczyłby się po schodach taranując ludzi na niższych stopniach.

Z tego co widziałam w Złotych windy są, a jeżeli mi się przewidziało, to chyba bezpieczniej iść do centrum handlowego,gdzie architekt je przewidział, niż ryzykować poważnym uszczerbkiem na zdrowiu potomka i przypadkowych ludzi.

Żeby było weselej małżonek szacownej matrony stał obok i nawet nie pomógł jej tego wózka przytrzymać na schodach, tudzież łapać, jak kobieta kilka sekund tańcowała próbując łapać równowagę i wózek.

sklepy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (47)

#79939

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzenie sprzed 2 godzin.

Byłam w supermarkecie w centrum handlowym niedaleko warszawskiego dworca centralnego. Nie lubię tego sklepu, bo miałam wątpliwą przyjemność pracować tam przy wykładaniu towaru i inwentaryzacjach 6 lat temu i źle mi się kojarzy. Było już jednak późno, zanim bym dojechała w swoje regiony to by sklepy w mojej okolicy pozamykali, weszłam więc i zrobiłam zakupy.

Podchodzę do kasy, patrzę jak kasjerka kasuje. Zazwyczaj tego nie robię, ale teraz jakoś się tak złożyło. Pani przesuwa produkt nad czytnikiem, kasa pika i babeczka odkłada daną rzecz na bok - normalka. No i dochodzimy do polędwicy - przesunięcie nad czytnikiem, pik! - mięsko jednak nie ląduje obok skasowanych produktów, kasjerka bierze za to ręczny czytnik i skanuje produkt drugi raz. Nie, nie pomyliła się, nikt jej nie zdekoncentrował, zrobiła to ewidentnie z rozmysłem. Gryzę się jednak w język, kasy w supermarkecie nie obsługiwałam, może elektronika zawiodła i za pierwszym razem się nie nabiło? Pakuję zakupy, płacę, biorę paragon. Odchodzę trzy kroki i sprawdzam rachunek. Jak byk polędwica nabita dwa razy, ordynarnie pozycja pod pozycją. Poszłam do punktu obsługi klienta, moje 6,54 zostało mi zwrócone w bilonie do ręki. Kasjerka na dodatkowym nabiciu na paragon raczej by nie zarobiła, zastanawiam się więc, czy to nie jest jakiś ciekawy pomysł kierownictwa.

Jak złe skojarzenia z tym supermarketem miałam tak mam. Następnym razem, choćbym musiała suchy chleb jeść na kolację, sklep ominę.

sklepy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (129)

#79956

(PW) ·
| Do ulubionych
Przygody kelnerki mikado188.

Pracuję obecnie w hotelach, bo nie mogę sobie pozwolić na spędzenie 12 godzin dziennie w pracy, jak to jest standardowo w knajpie. Dużym plusem jest też to, że "klient w krawacie jest mniej awanturujący się", przynajmniej dla kelnera, bo wszystkie konflikty bierze na klatę kierownik.

Parę dni temu obsługiwałam dużą konferencję, ludzi multum. Zadanie kelnerów to w tym przypadku tylko krążenie między gośćmi i zbieranie talerzy i sztućców, stoły czyści się jak goście wrócą z obiadu do sal konferencyjnych - ergo nie miałam ze sobą zmywaczka do czyszczenia stołów.

Zabieram talerz jednej kobiecie, babeczka prosi, by zmyć stół, "bo przy takim brudzie nie będzie siedzieć" (sama nabrudziła).
Odpowiadam, że nie mam przy sobie ściereczki, ale pójdę na bufet po serwetkę i powycieram. No i następuje odpowiedź, która mnie ścięła -

"Przecież może Pani to zrobić ręką."

Zamrugałam i odparłam spokojnym tonem, że nie wytrę stołu ręką, tylko pójdę po serwetkę. Jak wróciłam już babki nie było.

Szkoda, że mi nie kazała tego stołu wylizać.

gastronomia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (184)

#79439

(PW) ·
| Do ulubionych
Była w Warszawie pewna kobieta - szczupła, dość wysoka, tlenione na jasny blond włosy, prosta grzywka nad oczami. Pani średnio 4 razy w tygodniu grasowała przy dużych węzłach komunikacyjnych, zwłaszcza stacjach metra. Podchodziła do ludzi i mówiła "przepraszam, wyciągnęli mi cały portfel, potrzebuję 5 zł na bilet, by dojechać do domu, czy może mi pan/pani pomóc?" Po trzech latach widywania jej dosłownie wszędzie, zniknęła. Niestety na 2 lata. Na dzień dzisiejszy widuję ją dwa dni w tygodniu. Jeżeli nie chcecie wspierać nieróbstwa babeczki i alternatywnego źródła zarobku, radzę zwracać uwagę na ludzi.

W 2013 spotkałam przy stacji metra Służew kobietę, którą naprawdę okradli i potrzebowała na bilet. Nikt jej nie chciał pomóc. Jak dałam jej 4 zł na bilet to się rozpłakała i chciała się umawiać na następny dzień, żeby mi to oddać. Straszne, jak przez cwaniactwo niektórych ludzi inni nie mogą uzyskać pomocy, gdy jej potrzebują.

cwaniactwo

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (189)