Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

misguided

Zamieszcza historie od: 29 grudnia 2012 - 20:38
Ostatnio: 5 lipca 2017 - 22:17
  • Historii na głównej: 23 z 57
  • Punktów za historie: 6221
  • Komentarzy: 83
  • Punktów za komentarze: 262
 
zarchiwizowany

#78882

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem obecnie na pierwszym roku studiów magisterskich. W związku z tym, że za rok obrona, w tym semestrze mieliśmy mieć zajęcia z jednym z profesorów, poświęcone rozmowom na temat naszych prac pisemnych. Nie był on naszym promotorem, po prostu miał nam tylko przekazać wytyczne i pomóc w wyborze tematu. Profesor jest może nie piekielny, ale mieliśmy ciekawe z nim historie.

1. Ludzie nie czytają książek! W tym mogłabym się po części zgodzić, ale wydaje mi się, że obecnie już ludzie sięgają po książki. Profesor uważał, że nikt nic nie czyta, księgarni w wielkich miastach nie ma (nawet empików), tak samo kin (jak mu powiedzieliśmy o Heliosie, Cinema City i Multikinie to był zdziwiony). Uważa, że inteligentni ludzie czytają publikacje naukowe. Nawet jak chcą się odprężyć, ponieważ zwykłe książki czytają tylko osoby, które nie chcą się rozwijać i nie są inteligentni.

2. Rozumiem, że nie można znać się na wszystkim. Profesor jednak uważa, że człowiek powinien orientować się we wszystkim, nie ważne czy to gry komputerowe czy filozofia. W czasie jednych konsultacji kolega rozmawiał z profesorem o swoim temacie. Mówił, że chce pisać o artystach digital painting (graficy, którzy za pomogą tabletu graficznego rysują na komputerach). Profesor kilka razy musiał dopytać się o nazwę a następnie stwierdził, że kolega może poczytać o Duchampie (artysta z początku XX wieku), ponieważ był jednym z przedstawicieli, co było oczywistą bujdą. Gdy zwróciliśmy mu uwagę, to stwierdził, że pomyliło mu się z innym zagadnieniem. Jakim? Nie powiedział.

3. Koleżanka zdecydowała, że będzie chciała pisać u profesora pracę pisemną. Chwalił się on już, że był promotorem tylu prac licencjackich i magisterskich. Koleżanka już miała obgadany temat, chciała już zgłaszać promotora w dziekanacie, a tu nagle zonk. Okazało się, że profesor nie może i nie mógł być promotorem pracy magisterskiej. Czemu? Ponieważ ma tylko tytuł magistra. Cóż, o tym zapomniał nam powiedzieć.

studia

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (78)
zarchiwizowany

#78718

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mój kierunek studiów jest tak specyficzny, że jeżeli ktoś nie zrozumiał profesora na zajęciach, albo chce pogłębić wiedzę, zawsze na dany temat może znaleźć poradniki w internecie. Często ludzie na roku z nich korzystają, bo głównie na uczelni pojawiają się podstawy.
Mam dodatkowo dwie koleżanki, powiedzmy, że A i B. A poradniki oglądała jeszcze przed początkiem studiów (a obecnie jesteśmy na magisterce). Zna się na tym co robi i bardzo dobrze jej to wychodzi. Nic dziwnego, że połowa roku pyta się jej o porady, czy rozwiązania problemów. Za to koleżanka B zawsze ma problemy. Nie takie, że nagle się jej wszystko czepia co złe, tylko sama wynajduje. Poprosiła o pomoc w pewnym projekcie koleżankę A. A podała stronę do poradnika, gdzie było wszystko wytłumaczone. B jednak uważała, że to za mało i, że musi przyjechać do A aby ta jej wszystko wytłumaczyła. W końcu A powiedziała, że ma za dużo rzeczy na głowie i nie da rady. B obraziła się na nią, bo przecież mogła powiedzieć na początku, że nie da rady jej pomóc. Obecnie rozpowiada wszystkim, że A porzuciła ją, z wielkim problemem kilka dni przed oddaniem projektów. Tak, wszystko się zdarzyło w sesję, a A zwyczajnie miała za dużo problemów ze swoimi projektami.

studia

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (27)
zarchiwizowany

#78554

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niedziela późne popołudnie, wybrałam się z chłopakiem na przejażdżkę rowerową do jednej z galerii handlowych. Zbliżaliśmy się do przejścia dla pieszych skonstruowanego tak, że gdy ludzie wejdą na chodnik, aby iść dalej muszą przejść przez przejście na ścieżce rowerowej. Chłopak jechał przede mną, trochę szybciej, ja zwolniłam, bo wiedziałam, że czasami ludzie nie patrzą na rowery i idą przed siebie. I tak się stało tym razem. Szła sobie trzyosobowa grupka facetów, na moje oko po czterdziestce. Rozchachani, prawdopodobnie jeszcze lekko podchmieleni. Doszli do ścieżki rowerowej, dwóch z nich się zatrzymało, mimo, że stali w takim kierunku, w którym prawdopodobnie mnie nie widzieli, a trzeci radośnie wszedł na ścieżkę. Wprost na mnie. Dobrze, że wolno jechałam, to zakończyło się jedynie uderzeniem w kierownicę mojego brzucha, gdy zeskakiwałam z roweru. Facet tylko się popatrzył, uśmiechnął, powiedział "Oj" i dalej przechodził przez ścieżkę. Tu już się trochę zdenerwowałam, nie na dodatek nieuważnie chodzi, to i jeszcze nie przeprasza. Powiedziałam, żeby uważał (dodając z przodu proszę pana), a on stwierdził, że to ja mam uważać. Czyli jak wyjdzie metr przed samochód na przejściu dla pieszych i zostanie potrącony to uważa, że to samochód ma uważać?

ścieżka rowerowa

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (23)

#78407

(PW) ·
| Do ulubionych
W związku z piękną pogodą, postanowiłam zarejestrować się na rowerach miejskich w stolicy i jeździć nimi kiedy tylko popadnie. Do tej pory wyjechałam trzy razy na ulicę, ale i tak spotkało mnie wiele piekielności.

Niedziela, piękne słońce, gorąco, więc postanowiłam wybrać się do jednego z parków ze stawami oddalonego około 20 minut jazdy rowerem ode mnie. Przez całą drogę idealna ścieżka rowerowa odgrodzona od chodnika pasem zieleni.

Prawie dojeżdżam na miejsce, a tam na ścieżce rowerowej wesoło jedzie chłopczyk około 5-6 letni, na swoim czterokołowym rowerku, a za nim idzie prawdopodobnie cała rodzina- rodzice, dziadkowie, ciocia, wujek i nawet znajomi rodziców się znaleźli!

Cała zgraja dumnie szła całą szerokością ścieżki rowerowej. Chłopczyk nie rozwijał jakiś wielkich prędkości, że nie mógłby jechać chodnikiem, a dodatkowo robił takie zygzaki, że Rikkon z Gry o Tron mógłby się od niego nauczyć.

Po jakimś czasie wracałam także i rowerem. W tamtym miejscu ścieżka rowerowa prowadziła brzegiem rzeki, za to chodnik był jakieś 5 metrów, znajdował się przy samej drodze, a między ścieżką a chodnikiem były krzaki.

Jechałam rowerem po idealnie oznaczonej ścieżce rowerowej (co chwila znak, dodatkowo na drodze narysowane dwa rowery ze strzałkami po której stornie w którym kierunku się poruszać). A tu w oddali widzę parkę spacerującą po ścieżce rowerowej z dwoma owczarkami niemieckimi.

Psów się nigdy nie bałam, jednak te wesoło biegały od krzaków, przez ścieżkę, aż w końcu wchodziły do wody. Nic dziwnego, że przez jednego musiałam ostro hamować.

Para, w momencie gdy im wypomniałam, ze tu nie jest miejsce dla psów, stwierdziła, że nie chcą iść po chodniku, bo tam nie ma ładnego widoku. Cóż.

rowery

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (162)

#78296

(PW) ·
| Do ulubionych
Obecnie uczęszczam na studia artystyczne. Kierunek ten jest jednak na uczelni bardziej technicznej, a oprócz mojego kierunku jest jeszcze jeden, który łączy sztukę z technologią. Mój wydział ma oddzielny budynek, położony na wielkiej działce uczelni. W drugim, głównym budynku głównie zajęcia mają studia informatyczne. Jako, że kierunek artystyczny to często się pojawiają wystawy z zajęć, czy to semestralne. I taką jedną wystawę mieliśmy w poprzednim semestrze. Wystawa składała się z powieszonych płacht wzoru, a na tych płachtach dodatkowo przyczepione były zdjęcia. Każdy mógł skanować je i otwierać dodatkową zawartość alternatywnej rzeczywistości dodaną do programu przez nas. Wystawa znajdowała się w budynku, w którym mieści się mój wydział, po miesiącu, gdy została zdjęta, wszystko było takie, jak w momencie wieszania.

W poprzednim tygodniu profesor poprosiła mnie i koleżankę, abyśmy powiesiły wystawę w głównym budynku. Miała ona wisieć na noc muzeów (która będzie w nocy z 20 na 21 maja). Powiesiłyśmy wystawę w piątek, zadowolone, bo wyszło jeszcze lepiej niż poprzednio, ze względu na więcej miejsca oraz nowe pomysły.

W poniedziałek dostałyśmy maila od pani profesor, w którym przesyłała całą korespondencję mailową z panią odpowiedzialną za noc muzeów. Pani ta pisała do pani profesor, że wystawa nie wygląda dobrze, jest porwana i prawdopodobnie to ja z koleżanką ją popsułyśmy. Pani profesor od razu stanęła w naszej obronie i kazała sprawdzić monitoring. Okazało się, że wystawę porwał w niedzielę student studiów zaocznych. Jak wyglądała wystawa po już i tak naprawach? Pogniecione płachty, porwane zdjęcia, krzywy wzór. Z tego co widziałam zniknęło też jedno, czy dwa zdjęcia. Mamy w tym momencie dwa dni na wydrukowanie połowy rzeczy na wystawę i jej powieszenie.

W zupełności nie rozumiem ludzi, którzy to zniszczyli. Jeszcze jakby to było poza uczelnią, to jakoś bym się bardzo nie dziwiła, ale wśród, jak ma się uważać, poważnych ludzi? Obecnie pani profesor nadzorująca wystawę poprosiła o wszczęcie postępowania w sprawie osoby, która to wszystko zniszczyła. Prawdopodobnie z własnej kieszeni będzie musiała zapłacić za dodruki, ale aż szkoda, że żadnej innej nauczki nie dostanie.

wandalizm studia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (152)

#78195

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponad pół roku temu zrezygnowałam z internetu UPC. Przeprowadzałam się do innego mieszkania, gdzie już był internet. Sprawdziłam, czy na pewno wszystko jest opłacone, a potem wysłałam modem przez paczkomat Inpostu do siedziby UPC. O sprawie zapomniałam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie właścicielka poprzedniego mieszkania, że list z UPC przyszedł do mnie. Poprosiłam ją, aby otworzyła i przez telefon przeczytała o co chodzi, bo myślałam, że wysłali reklamę albo coś w tym stylu. A tu zonk, wzywają mnie do oddania sprzętu, jeżeli nie oddam, zostanie naliczona kara. Od razu zrobiłam wielkie oczy, właścicielce mieszkania powiedziałam, że oddałam modem pół roku temu i że ma się nie martwić, kolejne listy zignorować, a dodatkowo obiecałam, że zadzwonię do firmy zapytać się o co chodzi, bo list wysłany niesłusznie.

Zadzwoniłam na infolinię UPC. Tam pani sprawdziła moje dane i stwierdziła, że widzi, że zamawiałam paczkomat, aby oddać sprzęt, ale nie oddałam go po upływie 72 godzin. Ja jeszcze bardziej zdziwiona, sprawdziłam w międzyczasie maile z potwierdzeniem nadania i przekazałam pani w słuchawce numer nadania. Okazało się, że przesyłka została zgubiona przez Inpost.
Obecnie czekam tylko na wiadomość, że wszystko jest załatwione przez UPC, bo ja ponownie bawić się z Inpostem nie chcę.

poczta

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (142)

#78094

(PW) ·
| Do ulubionych
A propos historii z właścicielem, który "włamał" się do mieszkania.

Moja koleżanka sama wynajmuje kawalerkę. Przed świętami miała dosyć sporo roboty, więc pranie rozwiesiła na czas swojej nieobecności. Dodatkowo w mieszkaniu nie było czysto, może nie jakiś wielki bałagan, ale kilka ubrań i kartek porozrzucanych, kilka naczyń w zalewie. Nic karygodnego.

Po świętach, zanim wróciła do mieszkania, jej rodzice dostają telefon od właścicielki. Ta od razu zaczęła czepiać się, że koleżanka w ogóle mieszkania nie szanuje! Żyje w bałaganie, nawet na święta nie posprząta, a właścicielka musiała po niej sprzątać! Okazało się, że właścicielka wpadła do mieszkania w czasie świąt, zobaczyła że jest bałagan, więc posprzątała wszystko, jej ubrania, kartki, talerze, zmiotła kurze, podłogi, nawet wannę umyła!

Mama koleżanki wytłumaczyła w kilku prostych zdaniach, że nie ma prawa wchodzić do mieszkania pod nieobecność najmującej, a jeżeli nie będzie się stosować do umowy (gdzie ma zapisane, że może przyjść raz w miesiącu po zapłatę), to koleżanka znajdzie inne mieszkanie.

Wynajmowanie

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (204)
zarchiwizowany

#77828

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Chłopakowi porwał się kabel do komórki w stylu mini usb. Potrzebował na już więc poszedł do sklepu z elektroniką i kupił nieformowy kabel, zastępczy na jakiś czas. Po tygodniu kabel znowu się porwał. Chłopak już nieco zdenerwowany, poszedł zgłosić reklamację. Miła pani w obsłudze klienta sprawdziła, kabel rzeczywiście nie ładował, przygotowała wszystkie dokumenty, aby mógł wymienić kabel, lub dostać zwrot. Chłopak po tym wyszedł ze sklepu, aby sprawdzić, czy w innych sklepach są lepszej jakości kable, jednak nic ciekawego nie znalazł. Wrócił do wcześniejszego sklepu z elektroniką, poszedł na dział z kablami i co tam zauważył? Swój kabel, który nie działał, powieszony w pudełku, aby koś go kupił. Skąd wiedział, że ten sam kabel oddawał? Pudełko było lekko rozerwane w charakterystyczny sposób.

sklepy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (123)

#77186

(PW) ·
| Do ulubionych
Studiuję na kierunku artystycznym, ale obecnie (i w przyszłości) dosyć dobrze płatnym. Dodatkowo uczelnia dba o studentów (aż dziwne!) i o to, aby każdy student, mógł się wybić, wiadomo, im więcej studentów z dobrą pracą, tym więcej polecających kierunek.

W poprzednim semestrze profesor z jednych z zajęć dogadał się z wielką organizacją, aby przeprowadzić konkurs tylko dla mojego roku. Studenci zadowoleni, bo to dosyć znana firma, dodatkowo projekt miał obejmować dosyć dobrze płatne rzeczy. Wyceniając projekt bez konkursu (czyli po obejrzeniu portfolio, firma miałaby zdecydować się na jedną osobę) wychodziłoby około 3-4 tysięcy. Zadanie oddane, firma zadzwoniła do kilku osób, z kilkoma poprawkami na teraz. Ludzie trochę niezadowoleni, akurat kilka ważnych projektów na uczelni, ale wiadomo, praca ważniejsza.

Po kilku dniach werdykt - koleżanka z roku wygrała, nikt się nie dziwił, bo projekt był naprawdę dobry, staranny. Koleżanka zaczęła kontaktować się z firmą o nagrodzie a tu zonk - zamiast pokaźnej sumki, firma proponuje 900 zł. Koleżanka się zdenerwowała, porozmawiała z profesorem, profesor zdziwiony, rozmawiał z firmą, że minimum 4 tysiące. Firma nic nie wie o rozmowie, dopiero gdy koleżanka zaczęła grozić brakiem praw autorskich (co by się równało z brakiem możliwości rozpowszechniania projektu), firma zdecydowała się zapłacić jej kwotę ustaloną z profesorem.

Jedno mnie dziwi - firma poważna, można powiedzieć, że państwowa, obeznana w cenniku wykonywania projektów. Posiada duże pieniądze, zgadza się na konkurs, a potem proponują śmieszną zapłatę za odwalenie dobrej roboty. Myśleli, że studenci wezmą każdą stawkę, mimo, że większość z nich po 4 latach studiów wykonuje już pracę w swoim zawodzie i orientuje się w stawkach?

praca

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 241 (251)
zarchiwizowany

#77212

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Chciałabym dzisiaj opisać oszukiwanie w grze Pokemon Go (tak, jeszcze ludzie w to grają i to dosyć tłumnie). Czym jest ta gra (dla osób, które ominęły wiadomości i inne informacje, których było pełno w wakacje)? Jest to gra na smartfony i tablety, w której ludzie mogą łapać stworki (pokemony) do swojej kolekcji, dzięki temu zdobywają wyższe poziomy. Dodatkowo stworki można ewoluować (w inną, silniejszą formę), powerupować (zwiększać ich siłę), a potem walczyć, lub wstawiać je na gymy (gymy, to miejsca treningowe dla pokemonów). Na jednym z pierwszych poziomów gry, gracze mogą zdecydować do jakiego zespołu dołączą, są do wyboru trzy- Valor, zespół czerwony, Mistic, zespół niebieski, oraz Instinct, zespół żółty. Gra polega w głównej mierze na przejmowaniu gymów (przykładowo gdy ja jestem w zespole niebieskim, mogę walczyć z pokemonami z gymu żółtego i czerwonego, dzięki czemu po wygranych walkach mogę wstawić swojego pokemona, a gym wtedy zmieni kolor na niebieski), lub na wstawianiu swoich pokemonów do gymów swojego zespołu, wtedy też trzeba walczyć z pokemonami, jednak zamiast obniżać (jak to było w trakcie walki z gymem innego koloru) nasza walka zwiększa punkty doświadczenia danego gyma. Po osiągnięciu przez gym danego poziomu można wstawić swojego pokemona. Liczba miejsc na gymach jest ograniczona- może na nim stać maksymalnie 10 pokemonów, a każdy gracz może wstawić jednego pokemona na dany gym. Ilość posiadanych gymów jest nieograniczona. Dzięki temu można codziennie odbierać wirtualne pieniądze, za które kupuje się ulepszenia do gry. Jak już zapewnie się domyślacie, do gry jest potrzebne połączenie internetowe (gra się także i z innymi graczami, mimo, że ich się nie widzi w trakcie swojej gry). Gra jednak nie odbywa się w wymyślonym przez twórców świecie, tylko w alternatywnej rzeczywistości. Na ekranie gry można zobaczyć mapkę z wyrysowanymi drogami i budynkami w okolicy, w której znajduje się dany gracz. Wszystko polega na tym samym co GPS- określa Twoją lokalizację, jednak w grze zamiast wyznaczonej drogi, aby dostać się z punktu A do punktu B, pojawiają się pokemony, gymy i pokestopy (znaczniki znajdujące się w ciekawych miejscach- rzeźbach, ważniejszych budynkach itd, z których dostaje się pokeballe, którymi można łapać pokemony). Więc, aby w ogóle grać, trzeba samemu poruszać się po okolicy, samochodem, rowerem, czy pieszo. Inaczej nie można kontrolować miejsca, w którym postać gracza się znajduje. Firma produkująca grę chciała, aby ludzie wyszli sprzed komputerów, do innych ludzi, aby mogli się poznać itd.

Więc jak można oszukiwać w tej grze? Ludzie wymyślili aplikacje na komórki i tablety, które zmieniają miejsce położenia według GPS. Przykładowo taki Staś z Pściny Mniejszej gdzieś w środkowej Polsce może ściągnąć aplikacje, włączyć ją i nagle pojawić się w Nowym Jorku. Może tam też łapać pokemony, pokestopy oraz podbijać gymy. Zwykle takie osoby siedzą z włączonymi mapkami (są dostępne w internecie mapki pokazujące gdzie pojawia się jaki pokemon na całym świecie) i zwyczajnie wysyłają swoją postać w miejsce gdzie występuje rzadki pokemon. Twórcy gry nic większego z tym nie robią, jedynie czasem można dostać soft bana, czyli brak możliwości łapania pokemonów, walki na gymie oraz zbierania pokestopów przez kilka do kilkunastu minut. Rozumiem, że wiele osób chce mieć jak najlepsze pokemony, aby być najlepszym, nie przeszkadza mi to, że ktoś oszukuje łapiąc pokemony na drugim końcu świata. Najgorzej jest jednak, gdy ktoś oszukuje przejmując gymy. Tak jak pisałam wcześniej, aby wstawić się na gym swojego teamu, przeba podbić jego doświadczenie w górę. Często, na wyższych poziomach danego gymu jest to dosyć długie. Przykładowo aby gym miał z 4 poziom, trzeba wbić 2 tysiące punktów doświadczenia, a aby gym miał 10 poziom, czyli maksymalny, trzeba wbić, aż 10 tysięcy punktów, gdzie jedna walka z jednym pokemonem daje zwykle około 500 punktów doświadczenia (przykładowo, jeżeli gym ma 3 poziom, są na nim 3 pokemony i pokonanie wszystkich 3 daje 1500 punktów doświadczenia dla gymu). Czasami można stać z 30-50 minut podbijając dany gym, a jak wiadomo, pogoda nie służy obecnie do takich gier na świeżym powietrzu. W osobach oszukujących w grze najgorsze jest ich podbijanie gymu. Przykładowo, znalazłam gym, niebieski, taki jak mój team, chcę wstawić się jako 10 na niego, więc muszę wbić około 9-10 tysięcy doświadczenia, do każdej walki przygotowuję się starannie, wybieram odpowiednie pokemony, aby szybciej poszło, ale i tak zajmuje mi to około 30 minut. Następnie wychodzę z walki, chcę wstawić mojego pokemona, bo widzę, że osiągnęłam wymaganą ilość punktów doświadczenia, aby móc się wstawić, ale nie widzę guzika wybrania pokemona do wstawienia. Za to na miejscu zrobionym przeze mnie stoi inny pokemon. Rozglądam się, nie ma ani jednej osoby, która mogłaby przejść się i dorzucić do gymu. To nie jest sytuacja, która występuje rzadko. Osoba poszkodowana nie tylko zmarnowała czas, aby wbić dużo punktów, ale i nic z tego nie miała. Oszukiwanie stało się na tyle popularne, że nikogo nie dziwi, jak na grupach, albo forach poświęconych grze, ktoś się przyzna, że oszukuje i nawet się z tego cieszy.

gry

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (25)