Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

misguided

Zamieszcza historie od: 29 grudnia 2012 - 20:38
Ostatnio: 24 lutego 2018 - 11:49
  • Historii na głównej: 26 z 61
  • Punktów za historie: 6692
  • Komentarzy: 86
  • Punktów za komentarze: 263
 
zarchiwizowany
Obecnie szukam pracy w zawodzie. Praca bardziej kreatywna, w której potrzebuję oprócz CV mieć i portfolio. Portfolio posiadam na stronie internetowej- bo wygodniej i wszystko działa tak jak powinno. W CV mam podany link do strony internetowej. Za każdym razem informuję, że link można znaleźć w CV.

Poszukuję głównie ogłoszeń na znanym portalu przeznaczonym do szukania pracy. Portal ten, gdy pracodawca otworzy CV wysyła maila do możliwe, że przyszłego pracownika z tą informacją. Do początku listopada rozesłałam z 15 CV, wraz z zaznaczeniem w wiadomości co do miejsca linku do portfolio. Rekrutacje kończyły się z początkiem listopada. W sumie dostałam 3 maile, że pracodawca otworzył moje CV. A reszta jak mogła dowiedzieć się czy nadaję się do pracy w ich firmie? Oprócz mojego imienia i nazwiska i CV nie posiadali nic innego.

praca

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (34)

#80786

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak w szkole zabija się nieszablonowe myślenie.

Na lekcjach WOS-u w gimnazjum, w poprzedniej dekadzie, Pani kazała nam przygotować projekt produktu - od wyglądu, poprzez opis, aż do haseł reklamowych. Zaproponowała rysowanie, wyklejankę, wycinankę. Od zawsze miałam smykałkę do sztuk plastycznych, jednak w okresie gimnazjalnym zaczęłam swoją przygodę z grafiką komputerową. Zdecydowałam więc, że pokażę mój produkt bardziej profesjonalnie niż reszta klasy. Wykonałam samodzielnie logo, które wraz z innymi informacjami umieściłam na opakowaniu skopiowanym z internetu. Zaprojektowałam ulotki z tekstem, obrazkami. A że wybrałam podkład do twarzy jako swój produkt, na ulotkach dodałam samodzielnie przerobiona twarz, z jednej strony wygładzoną, idealną, a z drugiej z pryszczami, zaczerwieniami.

Byłam dumna ze swojej pracy, spędziłam nad tym dużo czasu. Może nie wyglądało to jak profesjonalna reklama, ale jak na osobę, która zaczynała swoją przygodę z Photoshopem - całkiem dobrze. Zadowolona oddałam pracę. Po tygodniu nauczycielka podała oceny.

Dostałam 3. Poszłam po lekcji do nauczycielki, zapytać się czemu. Stwierdziła, że wszystkie obrazki, łącznie z logo, ulotką i przerobioną twarzą były pobrane z internetu. Ledwo wyciągnęła mi te 3, ze względu na dobry opis produktu. Gdyby nie to, prawdopodobnie dostałabym 1. Nie chciała słuchać, że sama wszystko własnoręcznie wykonałam w komputerze. Stwierdziła, że trzeba było wszystko narysować ołówkiem.

szkoła

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (122)

#79694

(PW) ·
| Do ulubionych
Kandydat na ojca roku.

Byłam ostatnio w jednym z miast nadwiślańskich. Dzień wolny, święto, więc w mieście pełno ludzi. Wybrałam się na spacer nad Wisłę. Akurat w tamtym miejscu, przy samej rzece jest lasek, z jedną droga dojazdową, bez ścieżki rowerowej i chodnika. Droga ta jest dosyć oblegana, ponieważ prowadzi do ośrodka wczasowego i plaży.

Szłam poboczem, a obok mnie, wesoły, przejechał na rowerze tatuś, za nim pobiegł środkiem ulicy pies, a jeszcze chwilę za nimi na oko dwu-trzylatek, na rowerku bez pedałów. Wszyscy jechali wesoło środkiem ulicy, tatuś tylko od czasu do czasu zerkał, czy synek jedzie za nim. Samochody co chwila się zatrzymywały, bo albo pies wybiegł na drugą stronę ulicy, albo synek zatrzymał się na środku.

Rodzice

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (113)

#79411

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu zaczęłam pracę w sklepie odzieżowym. Jedna z bardziej znanych sieciówek, całe szczęście w nie za dużej galerii handlowej.

Kilka dni temu byłam kasjerką. Akurat tego dnia miałam duży problem z drobnymi, bo nagle wszyscy płacili gotówką. Jak zwykle nie mam problemów, aby wydawać resztę, tak teraz miałam. Dodatkowo aby rozmienić pieniądze z kasy, muszę wołać kierowników, jednak są oni do tego niechętni.

Do kasy podeszła babcia z wnuczką. Wnuczka kładzie na ladzie pięciopak skarpetek. Skanuję kod kreskowy, mówię: "To będzie 29,90".

Wnuczka wyjmuje z portfela 20 zł, ale szuka dalej. Wtedy babcia mówi, że ona zapłaci i wyjmuje banknot 100 zł. Nie było mi to na rękę, musiałabym wydać w bardzo drobnym nominale, więc zapytałam się babci, czy nie ma drobniej, czy nie może dołożyć do 20 zł wnuczki, ona że nie, nawet nie sprawdziła. Więc dopytuję się o kartę i mówię, że jeżeli miałabym wydać ze 100 zł, to będzie bardzo drobno. Babcia się zgadza.

Ok. Na kasie zaznaczam, że wydanie reszty z banknotu 100 zł, otwieram kasetkę. Wyjmuję ostatni banknot 50 zł i zaczęłam liczyć monety 50 gr. Udało mi się zebrać całą resztę i kładę na ladzie. Babcia patrzy to na pieniądze, to na mnie.

Babcia: Co to jest?
Ja: Reszta, mówiłam, że nie mam jak wydać i wydam drobno.
Babcia: Ja myślałam, że najmniej będzie po 5 zł!
Ja: Niestety, ostrzegałam panią, mogła pani dołożyć do wnuczki lub zapłacić kartą.
Babcia: W takim razie ja już nie chcę tych skarpetek! Nie będę z żelastwem chodziła!

Zmarnowałam 10 minut z życia, gdy z koleżanką robiłyśmy zwrot.

Rozumiem, nie każdy chce mieć bardzo drobne pieniądze, ale ostrzegałam.

sklepy

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (228)
zarchiwizowany

#78882

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem obecnie na pierwszym roku studiów magisterskich. W związku z tym, że za rok obrona, w tym semestrze mieliśmy mieć zajęcia z jednym z profesorów, poświęcone rozmowom na temat naszych prac pisemnych. Nie był on naszym promotorem, po prostu miał nam tylko przekazać wytyczne i pomóc w wyborze tematu. Profesor jest może nie piekielny, ale mieliśmy ciekawe z nim historie.

1. Ludzie nie czytają książek! W tym mogłabym się po części zgodzić, ale wydaje mi się, że obecnie już ludzie sięgają po książki. Profesor uważał, że nikt nic nie czyta, księgarni w wielkich miastach nie ma (nawet empików), tak samo kin (jak mu powiedzieliśmy o Heliosie, Cinema City i Multikinie to był zdziwiony). Uważa, że inteligentni ludzie czytają publikacje naukowe. Nawet jak chcą się odprężyć, ponieważ zwykłe książki czytają tylko osoby, które nie chcą się rozwijać i nie są inteligentni.

2. Rozumiem, że nie można znać się na wszystkim. Profesor jednak uważa, że człowiek powinien orientować się we wszystkim, nie ważne czy to gry komputerowe czy filozofia. W czasie jednych konsultacji kolega rozmawiał z profesorem o swoim temacie. Mówił, że chce pisać o artystach digital painting (graficy, którzy za pomogą tabletu graficznego rysują na komputerach). Profesor kilka razy musiał dopytać się o nazwę a następnie stwierdził, że kolega może poczytać o Duchampie (artysta z początku XX wieku), ponieważ był jednym z przedstawicieli, co było oczywistą bujdą. Gdy zwróciliśmy mu uwagę, to stwierdził, że pomyliło mu się z innym zagadnieniem. Jakim? Nie powiedział.

3. Koleżanka zdecydowała, że będzie chciała pisać u profesora pracę pisemną. Chwalił się on już, że był promotorem tylu prac licencjackich i magisterskich. Koleżanka już miała obgadany temat, chciała już zgłaszać promotora w dziekanacie, a tu nagle zonk. Okazało się, że profesor nie może i nie mógł być promotorem pracy magisterskiej. Czemu? Ponieważ ma tylko tytuł magistra. Cóż, o tym zapomniał nam powiedzieć.

studia

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 25 (79)
zarchiwizowany

#78718

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mój kierunek studiów jest tak specyficzny, że jeżeli ktoś nie zrozumiał profesora na zajęciach, albo chce pogłębić wiedzę, zawsze na dany temat może znaleźć poradniki w internecie. Często ludzie na roku z nich korzystają, bo głównie na uczelni pojawiają się podstawy.
Mam dodatkowo dwie koleżanki, powiedzmy, że A i B. A poradniki oglądała jeszcze przed początkiem studiów (a obecnie jesteśmy na magisterce). Zna się na tym co robi i bardzo dobrze jej to wychodzi. Nic dziwnego, że połowa roku pyta się jej o porady, czy rozwiązania problemów. Za to koleżanka B zawsze ma problemy. Nie takie, że nagle się jej wszystko czepia co złe, tylko sama wynajduje. Poprosiła o pomoc w pewnym projekcie koleżankę A. A podała stronę do poradnika, gdzie było wszystko wytłumaczone. B jednak uważała, że to za mało i, że musi przyjechać do A aby ta jej wszystko wytłumaczyła. W końcu A powiedziała, że ma za dużo rzeczy na głowie i nie da rady. B obraziła się na nią, bo przecież mogła powiedzieć na początku, że nie da rady jej pomóc. Obecnie rozpowiada wszystkim, że A porzuciła ją, z wielkim problemem kilka dni przed oddaniem projektów. Tak, wszystko się zdarzyło w sesję, a A zwyczajnie miała za dużo problemów ze swoimi projektami.

studia

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (28)
zarchiwizowany

#78554

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niedziela późne popołudnie, wybrałam się z chłopakiem na przejażdżkę rowerową do jednej z galerii handlowych. Zbliżaliśmy się do przejścia dla pieszych skonstruowanego tak, że gdy ludzie wejdą na chodnik, aby iść dalej muszą przejść przez przejście na ścieżce rowerowej. Chłopak jechał przede mną, trochę szybciej, ja zwolniłam, bo wiedziałam, że czasami ludzie nie patrzą na rowery i idą przed siebie. I tak się stało tym razem. Szła sobie trzyosobowa grupka facetów, na moje oko po czterdziestce. Rozchachani, prawdopodobnie jeszcze lekko podchmieleni. Doszli do ścieżki rowerowej, dwóch z nich się zatrzymało, mimo, że stali w takim kierunku, w którym prawdopodobnie mnie nie widzieli, a trzeci radośnie wszedł na ścieżkę. Wprost na mnie. Dobrze, że wolno jechałam, to zakończyło się jedynie uderzeniem w kierownicę mojego brzucha, gdy zeskakiwałam z roweru. Facet tylko się popatrzył, uśmiechnął, powiedział "Oj" i dalej przechodził przez ścieżkę. Tu już się trochę zdenerwowałam, nie na dodatek nieuważnie chodzi, to i jeszcze nie przeprasza. Powiedziałam, żeby uważał (dodając z przodu proszę pana), a on stwierdził, że to ja mam uważać. Czyli jak wyjdzie metr przed samochód na przejściu dla pieszych i zostanie potrącony to uważa, że to samochód ma uważać?

ścieżka rowerowa

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)

#78407

(PW) ·
| Do ulubionych
W związku z piękną pogodą, postanowiłam zarejestrować się na rowerach miejskich w stolicy i jeździć nimi kiedy tylko popadnie. Do tej pory wyjechałam trzy razy na ulicę, ale i tak spotkało mnie wiele piekielności.

Niedziela, piękne słońce, gorąco, więc postanowiłam wybrać się do jednego z parków ze stawami oddalonego około 20 minut jazdy rowerem ode mnie. Przez całą drogę idealna ścieżka rowerowa odgrodzona od chodnika pasem zieleni.

Prawie dojeżdżam na miejsce, a tam na ścieżce rowerowej wesoło jedzie chłopczyk około 5-6 letni, na swoim czterokołowym rowerku, a za nim idzie prawdopodobnie cała rodzina- rodzice, dziadkowie, ciocia, wujek i nawet znajomi rodziców się znaleźli!

Cała zgraja dumnie szła całą szerokością ścieżki rowerowej. Chłopczyk nie rozwijał jakiś wielkich prędkości, że nie mógłby jechać chodnikiem, a dodatkowo robił takie zygzaki, że Rikkon z Gry o Tron mógłby się od niego nauczyć.

Po jakimś czasie wracałam także i rowerem. W tamtym miejscu ścieżka rowerowa prowadziła brzegiem rzeki, za to chodnik był jakieś 5 metrów, znajdował się przy samej drodze, a między ścieżką a chodnikiem były krzaki.

Jechałam rowerem po idealnie oznaczonej ścieżce rowerowej (co chwila znak, dodatkowo na drodze narysowane dwa rowery ze strzałkami po której stornie w którym kierunku się poruszać). A tu w oddali widzę parkę spacerującą po ścieżce rowerowej z dwoma owczarkami niemieckimi.

Psów się nigdy nie bałam, jednak te wesoło biegały od krzaków, przez ścieżkę, aż w końcu wchodziły do wody. Nic dziwnego, że przez jednego musiałam ostro hamować.

Para, w momencie gdy im wypomniałam, ze tu nie jest miejsce dla psów, stwierdziła, że nie chcą iść po chodniku, bo tam nie ma ładnego widoku. Cóż.

rowery

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (165)

#78296

(PW) ·
| Do ulubionych
Obecnie uczęszczam na studia artystyczne. Kierunek ten jest jednak na uczelni bardziej technicznej, a oprócz mojego kierunku jest jeszcze jeden, który łączy sztukę z technologią. Mój wydział ma oddzielny budynek, położony na wielkiej działce uczelni. W drugim, głównym budynku głównie zajęcia mają studia informatyczne. Jako, że kierunek artystyczny to często się pojawiają wystawy z zajęć, czy to semestralne. I taką jedną wystawę mieliśmy w poprzednim semestrze. Wystawa składała się z powieszonych płacht wzoru, a na tych płachtach dodatkowo przyczepione były zdjęcia. Każdy mógł skanować je i otwierać dodatkową zawartość alternatywnej rzeczywistości dodaną do programu przez nas. Wystawa znajdowała się w budynku, w którym mieści się mój wydział, po miesiącu, gdy została zdjęta, wszystko było takie, jak w momencie wieszania.

W poprzednim tygodniu profesor poprosiła mnie i koleżankę, abyśmy powiesiły wystawę w głównym budynku. Miała ona wisieć na noc muzeów (która będzie w nocy z 20 na 21 maja). Powiesiłyśmy wystawę w piątek, zadowolone, bo wyszło jeszcze lepiej niż poprzednio, ze względu na więcej miejsca oraz nowe pomysły.

W poniedziałek dostałyśmy maila od pani profesor, w którym przesyłała całą korespondencję mailową z panią odpowiedzialną za noc muzeów. Pani ta pisała do pani profesor, że wystawa nie wygląda dobrze, jest porwana i prawdopodobnie to ja z koleżanką ją popsułyśmy. Pani profesor od razu stanęła w naszej obronie i kazała sprawdzić monitoring. Okazało się, że wystawę porwał w niedzielę student studiów zaocznych. Jak wyglądała wystawa po już i tak naprawach? Pogniecione płachty, porwane zdjęcia, krzywy wzór. Z tego co widziałam zniknęło też jedno, czy dwa zdjęcia. Mamy w tym momencie dwa dni na wydrukowanie połowy rzeczy na wystawę i jej powieszenie.

W zupełności nie rozumiem ludzi, którzy to zniszczyli. Jeszcze jakby to było poza uczelnią, to jakoś bym się bardzo nie dziwiła, ale wśród, jak ma się uważać, poważnych ludzi? Obecnie pani profesor nadzorująca wystawę poprosiła o wszczęcie postępowania w sprawie osoby, która to wszystko zniszczyła. Prawdopodobnie z własnej kieszeni będzie musiała zapłacić za dodruki, ale aż szkoda, że żadnej innej nauczki nie dostanie.

wandalizm studia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (153)

#78195

(PW) ·
| Do ulubionych
Ponad pół roku temu zrezygnowałam z internetu UPC. Przeprowadzałam się do innego mieszkania, gdzie już był internet. Sprawdziłam, czy na pewno wszystko jest opłacone, a potem wysłałam modem przez paczkomat Inpostu do siedziby UPC. O sprawie zapomniałam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie właścicielka poprzedniego mieszkania, że list z UPC przyszedł do mnie. Poprosiłam ją, aby otworzyła i przez telefon przeczytała o co chodzi, bo myślałam, że wysłali reklamę albo coś w tym stylu. A tu zonk, wzywają mnie do oddania sprzętu, jeżeli nie oddam, zostanie naliczona kara. Od razu zrobiłam wielkie oczy, właścicielce mieszkania powiedziałam, że oddałam modem pół roku temu i że ma się nie martwić, kolejne listy zignorować, a dodatkowo obiecałam, że zadzwonię do firmy zapytać się o co chodzi, bo list wysłany niesłusznie.

Zadzwoniłam na infolinię UPC. Tam pani sprawdziła moje dane i stwierdziła, że widzi, że zamawiałam paczkomat, aby oddać sprzęt, ale nie oddałam go po upływie 72 godzin. Ja jeszcze bardziej zdziwiona, sprawdziłam w międzyczasie maile z potwierdzeniem nadania i przekazałam pani w słuchawce numer nadania. Okazało się, że przesyłka została zgubiona przez Inpost.
Obecnie czekam tylko na wiadomość, że wszystko jest załatwione przez UPC, bo ja ponownie bawić się z Inpostem nie chcę.

poczta

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (143)