Profil użytkownika
rozmarynia
| Zamieszcza historie od: | 10 września 2011 - 14:38 |
| Ostatnio: | 29 kwietnia 2012 - 15:46 |
- Historii na głównej: 1 z 4
- Punktów za historie: 1476
- Komentarzy: 20
- Punktów za komentarze: -17
Anegdota linki007 o upierdliwej sąsiadce, która miała zwyczaj "wystawiania" matki przed blok, przypomniała mi inną, dużo smutniejszą historię.
Na moim osiedlu mieszkała Jola. Matka Joli, jeszcze w latach osiemdziesiątych, została wyrzucona z pracy w szpitalu, pomimo widocznej ciąży. Za co? Wyobraźcie sobie, jak bardzo musiała pić, żeby w tamtych czasach wylecieć za to z pracy, w dodatku będąc w ciąży! Tryb życia matki spowodował, że Jola urodziła się chora. Poruszała się na wózku, i to przy pomocy innych osób.
Z Jolą zetknęłam się w liceum, kiedy to została dopisana do naszej klasy. Matka nie chciała, żeby Jola uczestniczyła z nami w lekcjach, dziewczyna miała więc zajęcia indywidualne, pojawiając się w szkole sporadycznie, z okazji różnych uroczystości i imprez. Z krótkich rozmów z Jolą wynikało, że uczy się raczej średnio, ale nie była głupią dziewczyną, i przy odrobinie pracy mogłaby jako tako się usamodzielnić. Jednak matka nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby stracić źródło pieniędzy - Jola dostawała rentę, a matka - jakiś zasiłek opiekuńczy. Mamusia wymyśliła więc, że córka do matury przystępować nie będzie - bo i po co, skoro ma zapewnione pieniądze na chlanie do końca życia. Cała klasa była zdziwiona takim postępowaniem - ale cóż - nie nam się wtrącać.
W dniu wypłaty zasiłku w domu Joli było prawdziwe święto - matka szła, jeszcze trzeźwa, pchając przed sobą wózek z wystrojoną córką, do opieki. Po odebraniu pieniędzy już właściwie nic się nie liczyło. Impreza trwała godzinami, dopóki wszyscy nie padli, a Jola siedziała, "wystawiona" przed klatkę. Nigdy nie chciała, by ktoś zabrał ją do siebie, zawsze zresztą matka przypominała sobie o "wystawce", i zabierała wózek, nim zapadła noc.
Była Wielkanoc, kiedy matka zapomniała. Jola zmarła tydzień później w szpitalu, z powodu skomplikowanego zapalenia płuc, na dzień przed zakończeniem roku szkolnego dla maturzystów.
Na moim osiedlu mieszkała Jola. Matka Joli, jeszcze w latach osiemdziesiątych, została wyrzucona z pracy w szpitalu, pomimo widocznej ciąży. Za co? Wyobraźcie sobie, jak bardzo musiała pić, żeby w tamtych czasach wylecieć za to z pracy, w dodatku będąc w ciąży! Tryb życia matki spowodował, że Jola urodziła się chora. Poruszała się na wózku, i to przy pomocy innych osób.
Z Jolą zetknęłam się w liceum, kiedy to została dopisana do naszej klasy. Matka nie chciała, żeby Jola uczestniczyła z nami w lekcjach, dziewczyna miała więc zajęcia indywidualne, pojawiając się w szkole sporadycznie, z okazji różnych uroczystości i imprez. Z krótkich rozmów z Jolą wynikało, że uczy się raczej średnio, ale nie była głupią dziewczyną, i przy odrobinie pracy mogłaby jako tako się usamodzielnić. Jednak matka nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby stracić źródło pieniędzy - Jola dostawała rentę, a matka - jakiś zasiłek opiekuńczy. Mamusia wymyśliła więc, że córka do matury przystępować nie będzie - bo i po co, skoro ma zapewnione pieniądze na chlanie do końca życia. Cała klasa była zdziwiona takim postępowaniem - ale cóż - nie nam się wtrącać.
W dniu wypłaty zasiłku w domu Joli było prawdziwe święto - matka szła, jeszcze trzeźwa, pchając przed sobą wózek z wystrojoną córką, do opieki. Po odebraniu pieniędzy już właściwie nic się nie liczyło. Impreza trwała godzinami, dopóki wszyscy nie padli, a Jola siedziała, "wystawiona" przed klatkę. Nigdy nie chciała, by ktoś zabrał ją do siebie, zawsze zresztą matka przypominała sobie o "wystawce", i zabierała wózek, nim zapadła noc.
Była Wielkanoc, kiedy matka zapomniała. Jola zmarła tydzień później w szpitalu, z powodu skomplikowanego zapalenia płuc, na dzień przed zakończeniem roku szkolnego dla maturzystów.
rodzina
Ocena:
1193
(Głosów:
1219)
zarchiwizowany
Skomentuj (15)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Pracuję w pubie. Załoga, mimo przeróżnych konfliktów i nieporozumień, trzyma się razem. Historii piekielnych zdarza się mnóstwo, jednak ta akurat dziś mi się przypomniała.
Czwartek, 10 listopada. Tłok przy barze, jakby to była sobota. Barman przy barze sam, uwija się jak w ukropie. Na zapleczu trochę spokojniej, kelnerki były dwie. Pomogłybyśmy barmanowi w podawaniu sprzedaży, ale zwyczajnie nam nie wolno. Zaznaczam, że jedna z kelnerek uderzyła o jakieś graty nogą i uszkodziła sobie palca prawej stopy. Chód jej przypominał więc Herr FLicka z serialu "Allo, Allo."
Sytuacja właściwa. Tłok przy barze, ale wszyscy widzą, że barman jest sam, więc grzecznie ustawiają się w kolejce. Oprócz panienki, która próbowała wymusić obsłużenie poza kolejką. Dramatis personae: [J]a, [K]oleżanka-kelnerka, [B]arman, [P]iekielna.
[P] Dwa piwa!
[J] Dobry wieczór, kolejka jest z drugiej strony baru.
I poszłam. Ona się nie ruszyła. Jakiś czas później [K] wychodzi za bar, w celu dostawienia szkła, filiżankek, uzupełnienia lodówki itp.
[P] Piwa chcę!
[K] Dobry wieczór. Rozumiem, że jest pani spragniona, jednak, jak pani widzi, kolejka ustawiła się z drugiej strony baru i nie ma możliwości obsłużenia poza nią.
[P] Ale ja chcę piwa!
[K] (Tłumaczy dalej to samo)
Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, z podobnym finałem. Ja usłyszałam, że jestem "spasłą kur.ą," koleżanka natomiast "tłustą, powolną szmatą," barman, że śmierdzi.
Ustawiła się w końcu w kolejce. Zamówiła piwo i kamikadze. I tu przejawia się piekielność barmana naszego, który obsłużył ją na samym końcu, szczegółowo sprawdził dowód i... no właśnie. Kostkarka w naszym barze mieści się na zapleczu. Barmani nabierają sobie lodu w kubełek, oprócz tego jednego właśnie. Żeby nabrać lodu do szklanki lub shakera, znika na chwilę z pola widzenia klientów. Dziewczę dostało swoje kamikadze, przyjmując przy okazji całkiem sporą ilość płynów ustrojowych naszego barmana. My, kelnerki, już nie musiałyśmy się mścić. Wystarczył nam widok piekielnej spożywającej swoje shoty. Dobra rada: nigdy, przenigdy nie obrażajcie osoby, która ma do czynienia z waszym jedzeniem, czy piciem.
Historia miała swój dalszy ciąg, jednak ta część wydaje mi się wystarczająco długa. Jak się spodoba, wrzucę kontynuację.
Czwartek, 10 listopada. Tłok przy barze, jakby to była sobota. Barman przy barze sam, uwija się jak w ukropie. Na zapleczu trochę spokojniej, kelnerki były dwie. Pomogłybyśmy barmanowi w podawaniu sprzedaży, ale zwyczajnie nam nie wolno. Zaznaczam, że jedna z kelnerek uderzyła o jakieś graty nogą i uszkodziła sobie palca prawej stopy. Chód jej przypominał więc Herr FLicka z serialu "Allo, Allo."
Sytuacja właściwa. Tłok przy barze, ale wszyscy widzą, że barman jest sam, więc grzecznie ustawiają się w kolejce. Oprócz panienki, która próbowała wymusić obsłużenie poza kolejką. Dramatis personae: [J]a, [K]oleżanka-kelnerka, [B]arman, [P]iekielna.
[P] Dwa piwa!
[J] Dobry wieczór, kolejka jest z drugiej strony baru.
I poszłam. Ona się nie ruszyła. Jakiś czas później [K] wychodzi za bar, w celu dostawienia szkła, filiżankek, uzupełnienia lodówki itp.
[P] Piwa chcę!
[K] Dobry wieczór. Rozumiem, że jest pani spragniona, jednak, jak pani widzi, kolejka ustawiła się z drugiej strony baru i nie ma możliwości obsłużenia poza nią.
[P] Ale ja chcę piwa!
[K] (Tłumaczy dalej to samo)
Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, z podobnym finałem. Ja usłyszałam, że jestem "spasłą kur.ą," koleżanka natomiast "tłustą, powolną szmatą," barman, że śmierdzi.
Ustawiła się w końcu w kolejce. Zamówiła piwo i kamikadze. I tu przejawia się piekielność barmana naszego, który obsłużył ją na samym końcu, szczegółowo sprawdził dowód i... no właśnie. Kostkarka w naszym barze mieści się na zapleczu. Barmani nabierają sobie lodu w kubełek, oprócz tego jednego właśnie. Żeby nabrać lodu do szklanki lub shakera, znika na chwilę z pola widzenia klientów. Dziewczę dostało swoje kamikadze, przyjmując przy okazji całkiem sporą ilość płynów ustrojowych naszego barmana. My, kelnerki, już nie musiałyśmy się mścić. Wystarczył nam widok piekielnej spożywającej swoje shoty. Dobra rada: nigdy, przenigdy nie obrażajcie osoby, która ma do czynienia z waszym jedzeniem, czy piciem.
Historia miała swój dalszy ciąg, jednak ta część wydaje mi się wystarczająco długa. Jak się spodoba, wrzucę kontynuację.
Pub
Ocena:
70
(Głosów:
270)
zarchiwizowany
Skomentuj (0)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Historia, która przydarzyła się mojej ciotce, w czasach, gdy była młodą mężatką, w latach ′70, lub ′80. Jej mąż miał problem alkoholowy, i często, gęsto bywało, że zasypiał w ciągu dnia pod wpływem upojenia alkoholowego. Ciotka, choć miała często ochotę rzucić to wszystko w cholerę, trwała przy mężu.
Historia właściwa. Któregoś popołudnia ciotka odbiera telefon. W słuchawce męski głos.
Głos: Jaśka?
Ciotka: No, Jaśka.
G: Stary jest?
C: No, jest.
G: Pijany?
C: Tak, ale o co chodzi?
G: To przyjdź, ja czekam.
Do dziś nie wiadomo, czy ktoś robił sobie żarty, czy rzeczywiście nastąpiła tak osobliwa pomyłka.
Historia właściwa. Któregoś popołudnia ciotka odbiera telefon. W słuchawce męski głos.
Głos: Jaśka?
Ciotka: No, Jaśka.
G: Stary jest?
C: No, jest.
G: Pijany?
C: Tak, ale o co chodzi?
G: To przyjdź, ja czekam.
Do dziś nie wiadomo, czy ktoś robił sobie żarty, czy rzeczywiście nastąpiła tak osobliwa pomyłka.
rozmowy kontrolowane
Ocena:
-5
(Głosów:
23)
zarchiwizowany
Skomentuj (6)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Parę lat temu rodzice moi, mając po uszy odpłatnych plaż pełnych awanturujących się mamusiek z sikającymi dziećmi, którym przeszkadzał pies (oczywiście na smyczy i w kagańcu), postanowili kupić działkę nad jeziorem. Mieszkamy na Mazurach, znaleźli więc niedrogie działki oddalone ok. 20 km od miejsca naszego zamieszkania. Na początku było to zwykłe pole, zarośnięte jezioro - dzicz. Wspólną pracą, razem z sąsiadami, doprowadzili zarówno drogę dojazdową, jak i plażę, do stanu obecnego - czyli bardzo przyjemnego. Muszę zaznaczyć, że plaża jest dostępna dla wszystkich, pod warunkiem utrzymywania na niej czystości. Działki jednak są podzielone na sektory, i każdy sektor ma swoją plażę.
Nie wiem, kto okazał się bardziej piekielny, pani plażowiczka, czy moja mama. Ale od początku.
Na naszej plaży zaczęli się w tym roku pojawiać ludzie z innego sektora - nikt nie robił im problemów, każdy może się kąpać, gdzie chce. Pani miała jednak podły nawyk palenia papierosów i rozrzucania niedopałków po plaży, choć na drzewie był zawieszony worek na śmieci. Matula, choć z natury wredna, zaciska zęby - w końcu nie chce wyjść na piekielną. Miarka się przebrała, kiedy pani plażowiczka zaczęła mieć roszczenia. Muszę zaznaczyć, że rodzice zdecydowali się na działkę również ze względu na psa - nasze psy zawsze uwielbiały wodę, a plaże publiczne uniemożliwiały im kąpiel. Któregoś popołudnia mama przychodzi na plażę z naszym psiskiem (owczarek niemiecki, długowłosy - przy upałach najchętniej w ogóle nie wychodziłby z wody)- a pani plażowiczka na to, że mama ma wy**lać z tym psem, bo ona się brzydzi. Matula nie wytrzymała. Po jej odpowiedzi "ja brzydzę się pani, a jednak pani stąd nie gonię", paniusia zabrała się i poszła do siebie, na "swoją" plażę. Może w końcu zabierze się za jej porządkowanie.
Nie wiem, kto okazał się bardziej piekielny, pani plażowiczka, czy moja mama. Ale od początku.
Na naszej plaży zaczęli się w tym roku pojawiać ludzie z innego sektora - nikt nie robił im problemów, każdy może się kąpać, gdzie chce. Pani miała jednak podły nawyk palenia papierosów i rozrzucania niedopałków po plaży, choć na drzewie był zawieszony worek na śmieci. Matula, choć z natury wredna, zaciska zęby - w końcu nie chce wyjść na piekielną. Miarka się przebrała, kiedy pani plażowiczka zaczęła mieć roszczenia. Muszę zaznaczyć, że rodzice zdecydowali się na działkę również ze względu na psa - nasze psy zawsze uwielbiały wodę, a plaże publiczne uniemożliwiały im kąpiel. Któregoś popołudnia mama przychodzi na plażę z naszym psiskiem (owczarek niemiecki, długowłosy - przy upałach najchętniej w ogóle nie wychodziłby z wody)- a pani plażowiczka na to, że mama ma wy**lać z tym psem, bo ona się brzydzi. Matula nie wytrzymała. Po jej odpowiedzi "ja brzydzę się pani, a jednak pani stąd nie gonię", paniusia zabrała się i poszła do siebie, na "swoją" plażę. Może w końcu zabierze się za jej porządkowanie.
prywatne plaże
Ocena:
218
(Głosów:
232)
1
« poprzednia 1 następna »
