Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

sotalajlatan

Zamieszcza historie od: 12 sierpnia 2011 - 14:28
Ostatnio: 19 kwietnia 2018 - 15:06
  • Historii na głównej: 34 z 35
  • Punktów za historie: 21205
  • Komentarzy: 186
  • Punktów za komentarze: 614
 
poczekalnia

#81946

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Impreza. Pary, single. Towarzystwo częściowo się zna, częściowo nie.

Mój kolega powiedzmy Wojtek, jest singlem. Gadamy i w pewnym momencie podpija do nas dziewczyna, dajmy jej Gosia. Zaczęła flirt z Wojtkiem, on odpowiedział, ale nie flirtem, tylko miło, grzecznie z uśmiechem. Wszyscy z grupy wiedzieli, że nie podjął gry.

Dziewczyna jeszcze kilkakrotnie próbowała, mniej lub bardziej natrętnie podrywać Wojtka, ale ten nie reagował i zazwyczaj delikatnie krótkim "przepraszam" wycofywał się z rozmowy i dołączał do innej grupy.

W końcu niestety nachalność Gosi tak się dała we znaki Wojtkowi, że po prostu postanowił opuścić imprezę i pożegnawszy się z gospodarzami, wyszedł.

Kilka dni później spotkaliśmy się w knajpie i wywiązała się rozmowa na temat tej imprezy. Wojtek usłyszał, że:

od mężczyzn:
- ej trzeba było bzyknąć, co by Ci szkodziło
- ja pie***lę, co Ty kurde nie staje Ci? hehehe
- Gośce "bolca potrzeba" hehehe to było widać

od kobiet:
- mógłbyś jej nie odmawiać, przecież wiesz, że dawno nikogo nie miała (!!!)
- przecież nie masz dziewczyny, wiec się nie wykręcaj!
- co z Ciebie za facet, że Cię nie interesują dziewczyny
- no i co z tego że ma kilka kilo za dużo? (Gosia nie ma nadwagi, Gosia jest otyła) Dyskryminujesz ją za to jak wygląda??!!
- czy Ty sobie zdajesz sprawę ile ją kosztowało przełamanie nieśmiałości i zagadanie do Ciebie?

Dodatkowo Wojtek dowiedział się, że powinien się dwa razy zastanowić, zanim odmówi dziewczynie, bo jej może być przykro.

Wtedy Wojtek zwrócił się do facetów, z któych dwóch też było singlami. "A dlaczego Wy jej nie poderwiecie?"

odpowiedź: "No chyba sobie żartujesz"

Stwierdzam, że ludzie są nienormalni.

Czy naprawdę facet nie może po prostu nie być zainteresowany? Sam Wojtek jest wysoki i szczupły i takie dziewczyny też woli. Czy naprawdę czyni go to "męską szowinistyczną świnią?"

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (144)

#81862

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie jestem jeszcze mamą, ale praktycznie wszystkie moje koleżanki już tak, więc większość imprez na jakie jestem zapraszana to imprezy dzieciowe. I na ostatniej z nich byłam świadkiem takiej oto sytuacji.

Ciepło, dzieci na dworze przed domem, impreza urodzinowa typowo. Są prezenty, tort, posiłek, zabawy w chowanego itp. W pewnym momencie dzwonek do drzwi. Gospodyni idzie otworzyć i...

G - Ooo, Magda, Patryczek, nie wiedziałam, że będziecie.
M - No wiesz nie dostaliśmy zaproszenia, ale wszyscy z okolicy tu są, więc pomyśleliśmy, że pewnie zapomniałaś nam powiedzieć ostatnio, że robisz urodziny synkowi.
G - (lekko zmieszana) - Tak tak, wejdźcie.

G wróciła do towarzystwa dorosłego i powiedziała, że najprawdopodobniej urodziny jej synka będą zepsute. Specjalnie nie dawała im znać o imprezie, ale dzielnica domków jednorodzinnych, wszyscy się znają, nie dało się ukryć.

I tak oto Patryczek, lat 6, dołączył do grupy. Dzieci też nie chciały się z nim bawić, ale nie było wyjścia.

1) Hasło: oglądamy ulubiony film solenizanta "Gdzie jest Nemo". Po kilkunastu minutach rozległ się ryk Patryczka, bo kogoś tam zabili na początku (nie znam fabuły wybaczcie). Mama nie mogła go uspokoić prawie do końca filmu. Jego wycie było słychać mimo bycia w drugim pokoju. Chłopak dostał po prostu spazmu. Oczywiście Magda na początku nie pomyślała, żeby z nim wyjść do osobnego pomieszczenia, dopiero inne mamy ją o to poprosiły. Reszta towarzystwa dokończyła film, ale widziałam, że solenizantowi jest trochę przykro. Nie do końca rozumiał, dlaczego kolega płacze i (jak się potem okazało) myślał, że to jego wina.

2) Podczas zabawy w berka Patryczek dostał szału, bo ktoś go tam poklepał wyznaczając na tego ganiającego. Kolejne spazmy były, gdy został znaleziony podczas zabawy w chowanego.

3) Tort był dzielony na wszystkich zaraz po odśpiewaniu "Happy birthday". Patryczek zaczął znowu wyć, bo on chce "sto lat". Solenizant, Pawełek, a właściwie pół na pół z "Paul", ze spuszczoną głową, ale jednak dobitnie powiedział, że woli "Happy birthday" i że nie lubi "sto lat", bo on będzie żyć dłużej niż sto lat! Towarzystwo dorosłe w śmiech, ciekawa logika jak na 7-latka, no ale mama Patryczka powiedziała, że moglibyśmy zrobić mu przyjemność i zaśpiewać. Pomysł się nie spodobał, bo połowa dzieciaków nie znała polskiego nawet. Potem Magda podeszła do Pawełka i (w jego urodziny!!) powiedziała tylko "widzisz, co zrobiłeś?" To tylko utwierdziło chłopca w poczuciu winy.

2) Prezent od Patryczka nie spowodował u solenizanta oczekiwanej reakcji, więc Patryczek zaczął wyć i bić! Pawełka krzycząc, że jest niedobry.

3) Tort był orzechowy tak w ogóle. Patryczek nie dość że wypluł, to jeszcze rzucił papierowym talerzykiem z krzykiem, że fuuu on nie będzie jadł tego gówna. Porcja tortu wylądowała w dmuchanym basenie. Magda miała tupet, serio. Zaczęła awanturę, że chyba powinniśmy wiedzieć, że są weganami i że Patryczek nie może tego jeść.

G - ale ten tort jest wegański.
M-słucham?
G - słyszałaś mnie. Tort jest wegański, a orzechy też są wegańskie, nie wiem czy wiesz.
M - ale mój synek ma alergię na orzechy!
G - a co mnie to obchodzi?

Towarzystwo zastygło. Gospodyni zagoniła dzieci na podwórko i zamknęła przeszklone drzwi pomiędzy salonem a ogrodem. Podeszliśmy wszyscy do wyjścia, Gospodyni zaprosiła nas oraz Magdę z Patryczkiem i zaczęła konfrontację.

G - posłuchaj mnie teraz uważnie. Specjalnie nie dawałam Ci znać o imprezie bo nie chciałam żebyście przychodzili. Twój syn nie umie bawić się z innymi i nie umie sobie radzić z większymi bodźcami jakimikolwiek. To nie pierwszy raz, kiedy odwala takie akcje. Kilka miesięcy temu na imprezie u Helen dostał szału, bo na stole jest królik. Ja z mężem szanujemy to, że nie każdy jest wege, ale Twój syn płakał nad zabitym zwierzątkiem jakby zabili mu ojca. A Ty zamiast zabrać go od stołu, to zaczęłaś awanturę z gospodarzami. Dodatkowo ostatnio na basenie, na który poszliśmy grupą, Patryczek płakał cały czas, bo zjeżdżalnie miały być żółte, a były niebieskie. Generalnie uważam, że Twój syn zaczyna mieć lekki autyzm, bo aż się cały trzęsie, kiedy coś nie idzie po jego myśli. Nie lubi dotyku, nie lubi jak ktoś do niego mówi nawet! Nie umie sobie radzić z bodźcami typu zmiana pogody. Potrafi dostać ataku złości, ba zamiast słońca jest deszcz. Dlatego bardzo Cię proszę, abyś już wyszła z synem i wróciła, kiedy będzie umiał żyć z innymi.

Wiedziałam, że Gospodyni ma rację. Co innego sporadyczne dziecięce fochy, a co innego w przypadku Patryczka. To dziecko, jakkolwiek miłe, nie umiało sobie poradzić z czymkolwiek. Potrafił nagle dostać ataku paniki, bo uzmysłowił sobie, że ma na sobie zieloną koszulkę, a miała być niebieska. Nie pytajcie o kontekst, ale pamiętam to jak dziś.

G - przykro mi Magda, ale nie radzisz sobie z własnym dzieckiem.

Magda z Patryczkiem wyszła oczywiście oburzona. Wygrażała się, że dyskryminujemy jej synka bo jest wrażliwy.

Reszta urodzin na szczęście się udała. Dzieciaki szybko zapomniały o Patryczku, tylko my dorośli zastanawialiśmy się nad tym, czy rzeczywiście Magda z Patryczkiem nie powinna pójść do psychologa.

EDIT:
Tata Patryczka siedzi wiecznie w pracy, więc synek wychowywany jest praktycznie tylko przez mamę. Moim zdaniem jest to autyzm, bo furia i szał do jakich dochodzi są inne niż te, które widziałam do tej pory. Trzęsienie się, bicie pięściami ścian aż pojawia się krew. Jak zostanie dotknięty to drapie to miejsce aż do czerwoności. Kiedy się złości, to tak potrafi się złapać za włosy, że je wyrywa. Przykre, że matka nie widzi problemu i uważa, że synek jest tylko wrażliwy. Jej zaniedbanie i bagatelizowanie problemu zniszczy to dziecko już za kilka lat. Przykre to.

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (232)

#81882

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam rodzinę w UK. W ich mieście jest tak dużo Polaków, że jest polski kościół. Są też "polskie" tradycje.

Moja siostrzenica opowiedziała mi, że jej koleżankę w poniedziałek oblali chłopcy. Ale zmoczyli ją tak, że ledwo dziewczyna się pozbierała. Z kilku wiader podobno lali. Dziewczynka lat 13.

Co piekielnego? Dziewczynka miała okres, okulary, telefon w ręku i pompę insulinową.

Reakcja rodziców napastników? "To tylko zabawa, przecież to taka tradycja i to znaczy że ona im się podoba, żeby przestała robić z siebie ofiarę".

Ludzie myślcie :/

Z tego co wiem sprawa jest w toku, bo wszystko trzeba kupić. Telefon i okulary do wymiany, pompa... O wstydzie i upokorzeniu nie wspomnę.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (222)

#81719

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja Mama, lat teraz 57, jakiś rok temu w końcu wzięła się za siebie. Mająca od urodzenia problemy z wagą, od zawsze posiadająca kilkanaście kilogramów za dużo, w końcu osiągnęła to, o czym zawsze marzyła.

Ja, zawsze szczupła, przytyłam, w związku z czym zamieniłyśmy się garderobą, śmiejąc się przy tym. Oczywiście chodzi tu tylko o odzież wierzchnią, nie muszę chyba tego tłumaczyć. Wymianie podlegały kurtki, bluzki, bluzy, swetry itp. Wszystko w dobrym stanie, bo waga zmieniła nam się w pół sezonu praktycznie.

Koleżanki i znajomych Mama zawsze miała wyselekcjonowanych, ale od kiedy waży 30 kg mniej niż ja stało się coś, czego obie się nie spodziewałyśmy. Znajomi jakby się... zdematerializowali...

Usłyszałyśmy obie, ale szczególnie Mama, wiele przykrych słów. Mama dowiedziała się, że ma raka (!) i powinna się zbadać. To było najbardziej przykre. Zaczęto nam obu strasznie dosrywać, że jak niby można się tak utuczyć jak prosiak (ja) oraz wysuszyć (Mama). Kiedy opowiadałyśmy o zamianie ubrań, zostałyśmy okrzyknięte lumpeksem stulecia. Nagle obie wyglądamy po prostu strasznie wg opinii i wszyscy się z nas śmieją. Wiem, że w wieku 57 lat nie ma się jędrnej skóry, ale mimo wszystko jest bardzo dobre dla organizmu nieposiadanie nadwagi 20 kg, prawda? Dodam, że Mama nie umie sobie poradzić z tymi podśmiechujkami i bardzo to przeżywa.

Wszystko się wydało podczas kolejnej imprezy, na której jedna z (byłych już) koleżanek otwarcie prosto w oczy wypaliła, że takie osoby jak Mama powinny zostać pulchne już zawsze, a jak mają raka, to nie powinny się w ogóle pokazywać. I wtedy Tata wkroczył do akcji. Powiedział, że jego żona zawsze była i na zawsze będzie jedyną kobietą w jego życiu, niezależnie od tego ile ma kg. Było to szokujące, bo Tata jest na co dzień bardzo spokojnym człowiekiem. Mi aż łezka poleciała z dumy.

Chodziło o to, że Tata zawsze miał wiele adoratorek przez to, że czas jest dla niego łaskawy. Oczywiście było to wszystko w granicach przyzwoitości i dobrych zasad, ale teraz, kiedy Mama schudła, chętne panie zaczęły swoją zazdrość, złość i zawiść wylewać na nią, straciwszy nadzieję na "okazję".

O piekielnościach związanych z Tatą następnym razem.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (184)

#81237

(PW) ·
| Do ulubionych
Na mój polski numer próbował się dodzwonić numer spamowy. Mam aplikację, która to monitoruje, stąd wiem, że spam.

Nie odpuszczali, więc w końcu odebrałam. A co mi tam :)

[T] telemarketerka.
[J] ja.

[T] Dzień dobry Pani, nazywam się Anna Kowalska, dzwonię z firmy X i mam przyjemność poinformować Panią, że Pani numer został WYLOSOWANY (uwielbiam to słowo :D) wśród mieszkańców miasta Warszawa...

[J] (przerywam) Ale ja nie mieszkam w Warszawie. Nie wiem, skąd to założenie.

[T] Jak to?

[J] Tak to.

[T] Ale ja mam w systemie (!) że Pani mieszka w Warszawie.

[J] Nie interesuje mnie co ma Pani w systemie, to Pani system.

[T] A to gdzie ja się dodzwoniłam?

[J] Na telefon komórkowy proszę Pani, a nie stacjonarny.

[T] No tak, ale do jakiego miasta?

[J] No chyba Pani żartuje, że podam Pani moją lokalizację, może jeszcze adres?

[T] A dlaczego nie może Pani podać?

[J] Bo Pani nie znam. Poza tym, nie ma Pani tego w systemie?

Pani telemarketerka rozłączyła się.

Śmieszy mnie to trochę, a trochę martwi. Bo ilość tych telefonów dochodzi nawet do kilku dziennie :(

Przestrzegam, jeśli ktoś chce Wam za darmo wysłać zaproszenia np. na pokaz garnków, to te zaproszenia faktycznie mogą być niezobowiązujące, jak i sam pokaz. Ale adres już podajecie :/

call_center

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (111)

#67639

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym jak przez jedną samogłoskę mój znajomy stracił pracę.

Jak wiadomo często przychodzi nam pracować z ludźmi hmm... nie chcę napisać "głupimi", ale co najmniej takimi, którzy nie wiadomo jakim cudem dostali się na swoje stanowisko. Ma się wrażenie, że mają zawód "syn" lub "córka".

Jedną z takich współpracownic miał właśnie mój znajomy. Lalusiowata dziewczyna, za którą trzeba było wykonać całą pracę. Potrafiła wysłużyć się wszystkimi przy każdej czynności, sama spędzając czas ze swoim smartfonem. Nawet skserować trzeba było za nią. Wiadome było w biurze, że na nią na pewno nie można liczyć. Roboczo niech będzie jej Martyna.

Z kolei znajomemu któregoś razu po prostu puściły nerwy, bo było bardzo dużo pracy i nikt poza Martyną nie myślał o żadnej przerwie, papierosie, jedzeniu czy toalecie. Wszyscy pracują w pocie czoła i dodatkowe ręce do pracy są na wagę złota. Ręce, które teoretycznie powinny pracować, bo projekt był przewidziany na konkretną liczbę osób,a przy braku jednej, deadline był niemożliwy praktycznie do zrealizowania.

W takiej atmosferze mój znajomy poprosił Martynę o bodajze skserowanie czegoś (czy tam użycie faksu, drukarki, nie pamiętam). Martyna odmówiła wyjaśniając, że ona nie umie obsługiwać takich maszyn. Serio tak powiedziała.

Znajomy nie wytrzymał i niestety wypalił:
- No czy Ty naprawdę KU..A nie wiesz jak to zrobić???

Nastała cisza, po której Martyna skierowała się wprost do kierownictwa. Znajomy w tym czasie zdążył ochłonąć, wszyscy zrobili sobie przerwę. Po kilku minutach wchodzi szef i dialog nastąpił o taki:

S - szef Z - znajomy P - pracownicy (reszta grupy) M - Martyna

S - Nie będziesz wyzywał swoich pracowników!
Z - Słucham?
S - Przed chwilą Martyna powiedziała, ze jej ubliżyłeś, a to jest w tej firmie niedopuszczalne rozumiesz?? (podnosi głos)
Z - Chwileczkę, nic takiego nie powiedziałem!
M - A właśnie że tak! Nazwałeś mnie Ku..ą!
Z - Nieprawda!
M - Owszem!
P - Potwierdzamy wersję Z. Powiedział "kur.A", a nie "Kur.O".
S - A dlaczego użył tego słowa?
P - Szefie, jest napięta atmosfera, dużo pracy...
S - Widzę, że za dużo chyba, skoro więc nie radzicie sobie psychicznie z takim stresem, to może trzeba zmienić pracę? (żelazna logika - pozbyć się pracownika, bo jest za dużo roboty).
Z - Szefie to nie o to chodzi, ja..
S- Przeproś.
Z - Słucham?
S - Przeproś Martynę tu i teraz za to jak ją nazwałeś.
Z - Nie zrobię tego, bo tak nie powiedziałem. Nie mogłem tak powiedzieć, bo ja w ten sposób o Martynie nie myślę.
S - Mimo to przeproś (!)

Znajomy przekalkulował, że zabawa w przedszkole, a tak tu nastąpiła, jest mniejszym złem niż utrata pracy.

Z - (westchnął) Dobrze przepraszam.
S - A za co?
Z - Że wybuchłem na Martynę (zgodnie z prawdą)
S - Nie, nie za to masz przeprosić. I to pełnym zdaniem proszę.

Fantastyczny szef, doprawdy.

I wtedy nastąpiło coś, czego nie spodziewał się nikt w firmie. Znajomy pożegnał się uprzejmie, po czym opuścił salę. Następnego dnia kolejne cztery osoby z sześcioosobowej grupy przysłało mailem zwolnienia lekarskie. Piątym członkiem zespołu był znajomy. Martyna została więc sama.

Jak sobie poradziła tego nie wie nikt. Znajomego niestety czeka sąd, bo dyscyplinarka kiepsko wygląda w papierach :/

EDIT: haha! rozmawiałam wczoraj z tym znajomym i dowiedziałam się, że:
1) Jak wyszedł z pokoju to było już mniej więcej półtorej godziny po planowej godzinie końca pracy.
2) Za nadgodziny przez dwa lata pracy w tej firmie NIGDY nie otrzymał żadnych pieniędzy.
3) Jak sam przyznał, zaraz po wyjściu udał się do toalety, by następnie ubrać się i wyjść.
4) Wezwano znajomego do wyjaśnienia, dlaczego opuścił miejsce pracy. A z niego bystry chłopak :D Nie stawił się, lecz zadzwonił do najwyższej góry firmowej. I zdziwiony powiedział:
"Ależ jak to bez wyjaśnienia? Przecież mój przełożony jak mnie tylko zobaczył kazał mi iść do domu. Martyna, moja koleżanka, poszła po niego bo zobaczyła, że kiepsko wyglądam i chyba jestem chory. Przyprowadziła szefa i ten jak mnie zobaczył to rzeczywiście kazał mi pójść do domu. Wyszedłem, poszedłem jeszcze do toalety, pożegnałem się z ochroną i tyle. Jeszcze tego samego dnia udałem się do przychodni, gdzie otrzymałem zwolnienie, które do państwa przesłałem. W związku z tym nie rozumiem o co chodzi".
5) Wersję znajomego potwierdzono na kamerach, które rejestrują tylko obraz bez dźwięku. Wszyscy członkowie grupy poza Martyną potwierdzili wersję znajomego. Wystarczyło się wcześniej porozumieć;) A dlaczego wszyscy jak leci przysłali zwolnienia lekarskie? To proste: "wszyscy siedzieliśmy po 12 godzin w tym samym pomieszczeniu w pocie czoła, więc nie trudno było się zarazić.
6) Jak Martynka i jej projekt, tego nie wiem. Bo znajomy też nie wie. Siedzą wszyscy na razie na zwolnieniu.

szef przedszkolanka

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 787 (835)

#67642

(PW) ·
| Do ulubionych
Firma, w której pracuje moja przyjaciółka brała jakiś czas temu udział w ogólnomiejskiej hmm... kampanii? Chodziło o pomoc ubogim rodzinom. Pewna fundacja to organizowała. Kilka firm przez podajże trzy miesiące zbierało fundusze, które w całości miały być przekazane tymże rodzinom. Każda firma miała wylosowaną "swoją" rodzinę i podstawowe informacje o niej (adres, ilość osób, czego im najbardziej brak itp.) Zbierano pieniądze do specjalnej puszki ustawionej wewnątrz firmy, wkładali pracownicy, klienci, ochrona. Każdy chciał pomóc, tym bardziej, że w "ich" rodzinie były małe dzieci, więc i sumka zebrała się spora. Bodajże kilka tysięcy pln.

Jeden ze współpracowników chciał pomóc jeszcze bardziej, a że był to majsterkowicz pasjonat, zmontował kuchenkę :) Wiedział, że rodzina jej nie posiada. Przez ok. dwa tygodnie po pracy sklecił kuchenkę, która "stary" miała chyba tylko "podwozie". Reszta była cała wymieniona, nowe palniki, kurki, dokładnie się nie znam, ale przyjaciółka pokazywała mi zdjęcia, bo się jej znajomy chwalił i fakt faktem - kuchenka wyglądała jak nowa :) Wszyscy w firmie mu gratulowali talentu, dołożyli się symbolicznie na nowe części nawet i cieszyli się, że rodzina otrzyma dodatkową pomoc. Nawet czekali na telefon, czy rodzinie się prezent podobał.

I z taką oto kuchenką majsterkowicz pojechał do rodziny. Kobieta nie chciała prezentu przyjąć. Nie dlatego, że była skromna, tylko "bo miała już upatrzony inny model, nowy w konkretnym sklepie". Na nic były tłumaczenia, że ta kuchenka jest praktycznie nowa. Ona czeka na pieniądze, bo "jej powiedzieli w tej fundacji, że pieniądze dostaną". Ona żadnych "starych gratów" przyjmować nie będzie. Mogła wziąć, podziękować i potem sobie z tym zrobić co chce, bo autor kuchenki nic przecież nie chciał w zamian. Ale nie. Nakrzyczała na niego i zasłoniła zasłonkę od mieszkania. Nie, nie było tam drzwi. Taka "slumsowa" dzielnica.

Znajomy przyjaciółki, jak już ochłonął, zanim ruszył w drogę powrotną zadzwonił do firmy i opowiedział jak przebiegła sytuacja. Szef po jego telefonie zadzwonił do fundacji i poprosił o możliwość wylosowania innej rodziny. Fundacja odmówiła.

Kierownictwo firmy otworzyło puszkę i rozdało lwią część kasy pomiędzy wszystkich pracowników. A w tej firmie pensja przeciętnego pracownika wynosi średnio 1500 pln netto, więc kasa im się przydała. W puszcze zostało ok. 30 zł.

Wszystkim było przykro, chociaż nie oczekiwali niczego poza zwykłym "dziękuję".

Autor kuchenki sprzedał ją na olx za 500 zł.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 659 (695)

#67090

(PW) ·
| Do ulubionych
Szukamy mieszkania do wynajęcia.

Jest ciężko :/ W związku z tym zaczęliśmy także brać pod uwagę oferty z agencji. Jedna z takich ofert przypadła nam do gustu i umówiliśmy się, że razem z "opiekunem oferty" obejrzymy mieszkanie.
Agent czekał pod klatką i powiedział, że właścicielka czeka na górze.

I teraz uważajcie :D ku przestrodze!

[W]łaścicielka mieszkania przywitała nas ciepło i zaprosiła do środka. My oglądamy, a [A]gent stoi w przedpokoju. Po chwili Pani pyta:

W - Przepraszam bardzo, a pan nie ogląda?
A - Nie, jestem tylko tych państwa pośrednikiem.
W - Aha.

I w tym momencie wracamy do przedpokoju i pytamy:

- Jak to NASZYM? Przecież pan jest pośrednikiem Tej Pani!

Wtedy facet zaczął coś kręcić, że prawnie to on nie jest związany z nikim, bla bla bla.

Właścicielka jak nie furknęła, że co to ma być! Że ona umawiała się z osobą prywatną i jeśli agent nie jest z nami, to ma natychmiast wyjść albo zgłosi próbę oszustwa!

Facet wybiegł, dosłownie klnąc pod nosem.

Czaicie akcję? Facet, po naszym pierwszym telefonie zadzwonił sobie do właścicielki jako osoba prywatna i umówił się na oglądanie. Nam powiedział, że skontaktuje się z właścicielką i oddzwoni. Agencja bezprawnie wcisnęła na swoją stronę ogłoszenie.

Każdy orze jak może.

Koniec końców nie wynajęliśmy tego mieszkania, ale za to miło pogawędziliśmy z Panią i mamy nauczkę na przyszłość, aby być czujnym ;)

chatki szukanie

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 669 (683)

#65643

(PW) ·
| Do ulubionych
Z innej strony o zatrudnianiu osób niepełnosprawnych i tolerancji.

Wieeeeele lat temu zaczęłam pracę w sieci restauracji Pizza Hut jako kelnerka.

W tamtym czasie w restauracji zatrudniony był m.in. chłopak z zespołem Downa, nazwijmy go powiedzmy Łukasz.

Oczywiście możecie mnie "hejtować", ale napiszę to: Łukasz był nie do zniesienia i nikt nie chciał z nim pracować. Unikałam go jak ognia, nie tylko ja z resztą.

Po pierwsze Łukasz nie słuchał poleceń i nie stosował się do zasad, które obowiązywały wszystkich. Między innymi to, że kucharze ani kierowcy na salę i bar nie wchodzą. Łukasz stał za barem i nie chciał się z niego ruszyć, krzyczał śliniąc się przy tym okropnie, także uniemożliwiając rozmowy z klientami. Dostawał po prostu szału, jeśli cokolwiek mu się zabroniło. Bo on tu chce stać i my go specjalnie odpychamy. I ryk.

Zasada, że pracownicy mają codzienny posiłek jest znana, przez pierwszy miesiąc pracy można sobie wybrać cokolwiek z menu na spróbowanie, a potem to już wszyscy tylko mała pizza lub pieczywko czosnkowe + napój. Łukasz codziennie dostawał szału, że on też chce coś innego (rotacja spora, zawsze znalazł się ktoś nowy jedzący makaron np.) i on nie chce już tej pizzy. Tłumaczenia na nic, płacz na całe zaplecze, bo on jest chory i biedny, i my go specjalnie nie lubimy, bo on jest chory. Taaa...

Kiedy dobiegał koniec jego zmiany i kierownik mówił Łukaszowi, że może już iść do domu - to samo. On nie chce, my go specjalnie wyrzucamy, bo go nie chcemy itd.

Swojej opiekunce Łukasz chwalił się, że praca jest super i wszyscy go lubią -.-' Kierownictwo co mogło zrobić? Mieli go dosyć tak samo jak kelnerzy i kucharze. Zatrudniając osobę niepełnosprawną firma dostawała kasę :/

Dla porównania w innej restauracji Hut, do której przeszłam, dwie osoby niepełnosprawne były do rany przyłóż, nigdy nie narzekały i praca z nimi to była sama przyjemność. A przy pełnej sali - ich pomoc nieoceniona.

gastronomia

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 535 (649)

#65633

(PW) ·
| Do ulubionych
jagababa91!

Na mojej byłej już uczelni dzieje się to samo, co opowiadałaś z Hiszpanami! Tyle, że dla odmiany opowiem o obywatelach chińskich.

Akademik jest mały, ale dobrej jakości, po remoncie i ogólnie oblegany. Oczywiście dla Polaków miejsca może zabraknąć, dla obcokrajowców nigdy.

Okazywało się, że we wrześniowej drugiej turze egzaminów wstępnych, na akademię dostał się jeszcze jeden obcokrajowiec, w związku z tym Polacy tracili z dnia na dzień miejsce w akademiku i 1 października był wielki dym na recepcji, płacz itd. Interwencja u dziekana, rektora nic nie dawała - obcokrajowiec przyjeżdżający na studia ma mieć obowiązkowo zapewniony pokój. I kropka.

Poza tym:
Syf w pokojach.
Zamienianie się miejscami, aby w pokojach było koedukacyjnie i hm... miło.
Syf w kuchni, bo po co po sobie posprzątać?
Wlewanie gorącego oleju prosto z patelni do kosza na śmieci.
Nie zamykanie kabin w toalecie przy robieniu wiadomo czego.
Nie zamykanie drzwiczek prysznica podczas kąpieli.
Wystawianie śmieci przed drzwi pokoju na korytarz i nie wynoszenie ich nigdy. Śmieci nie w worku tylko luzem butelki, pudełka po pizzy z resztami tejże pizzy... Wymieniać można w nieskończoność.

I na koniec wisienka:
Osobiście słyszałam na uczelni rozmowę dwóch wykładowców, jak uzgadniali ile dadzą punktów na egzaminie jednej Chince, byleby tylko zaliczyła.

Na moich wydziale od pierwszego roku był z nami Chińczyk. Mówił tylko po chińsku. Nauczyciele zaliczali mu wszystko na najniższą możliwą zaliczającą ocenę. My Polacy musieliśmy się nawkuwać.
Oczywiście na zajęcia nie chodzili, bo nie wiedzieli, że trzeba.
Wszystko tłumacząc barierą językową.

O.o

Uprzedzając pytanie: tak, oni kończą wyższe studia. Zostają absolwentami polskiej uczelni ledwo kalecząc angielski, a co dopiero po polsku. Studiowaliście kiedyś po polsku za granicą?

zagranica w polaczkowie

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 574 (666)