Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takatamtala

Zamieszcza historie od: 26 czerwca 2012 - 15:59
Ostatnio: 22 marca 2017 - 21:56
  • Historii na głównej: 68 z 84
  • Punktów za historie: 29474
  • Komentarzy: 384
  • Punktów za komentarze: 2000
 

#77531

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiło się ostatnio trochę historii z PUPy - czyli Powiatowego Urzędu Pracy.
Szczególnie spodobała mi się ta, w której ktoś musiał napisać biznesplan, żeby dostać się na szkolenie z pisania biznesplanów- w ramach dofinansowania do rozpoczęcia działalności.
A więc- ja również, swego czasu uczestniczyłam w takim szkoleniu. PUPa uważa mnie pewnie za swój sukces i dowód efektywności, bo dofinansowanie dostałam, rozliczyłam i firmy nie zamknęłam.
W każdym razie- wtedy (7,5 lat temu) przysługiwało bezrobotnej osobie jedno bezpłatne szkolenie w roku. A że zarejestrowałam się tylko po to, żeby dofinansowanie otrzymać to od razu wpisałam się na szkolenie pt "ABC Biznesu".
Szkolenie składało się z siedmiu dni po 8 h w proporcjach: 1 dzień prawa, 1 dzień księgowości, 5 dni BHP.
Po dniu prawa stwierdziłam, że świat jest straszny i przerażający, po 8 h robienia rozliczeń uznałam, że będę zatrudniać księgową a po BHP napisałam skargę.

A napisałam skargę bo facet był absolutnie kopnięty.

Z zarzutów takich dotyczących generalnie irytującego stylu bycia to:
- Stawiał stoper, który cykał bardzo głośno i wydzwaniał na 45minut lekcji i 15 minut przerwy. Jak dzwonił, to gość przerywał w połowie zdania i kontynuował od tego przecinka co przerwał na następnej lekcji. Myśmy tam siedzieli na du..e plackiem cały boży dzień, więc byliśmy " w ciągu", ale to były szkolenia łączone i przychodzili np. ludzie z kursu na wózek widłowy w środku dnia na opis ratowania człowieka przy oparzeniu i wychodzili po trzeciej minucie filmu o połknięciu środków żrących. Nie było bloków tematycznych, po prostu facet mówił ciurkiem i jedne grupy wchodziły, inne wychodziły a on sobie mówił nie przejmując się np. wyczerpaniem jakiegoś bloku tematycznego dla danej grupy.
- Mówił modelując głos z bardzo niska do bardzo wysoka. W cyklu dwuminutowym. 8h przez 5 dni. Oszaleć można było.
- Puszczał film a potem robił wykład dublując treść filmu i pokazując plansze dotyczące tego co na filmie. Cały czas modulując głos.

Ale tak właściwie skarga poszła bo facet ilustrował wykłady historyjkami:
-puenta: "osobę po wypadku należy pocieszać aż do przyjazdu ratowników" zilustrował opowieścią o kobiecie która w wyniku wypadku samochodowego nabiła się damską częścią ciała (waginą) na pedał hamulca.
-puenta: "świętowanie imprez powinno odbywać się poza miejscem pracy" zostało zilustrowane opowieścią o kobiecie, która była nauczycielką i jak miała urodziny, to koledzy zaczęli ją podrzucać na rękach i nabiła się wiadomą częścią ciała na wieszak.
-puenta: "należy przechowywać substancje żrące w oryginalnych opakowaniach" została zilustrowana opowieścią, jak kobieta postanowiła się podmyć tam na dole wodą z butelki która była kwasem solnym przechowywanym w nieoryginalnym opakowaniu.

I tak 8 h. przez 5 dni.
No i napisałam tą skargę. No i co?
Teściowa mojego brata jest nauczycielką i wysłali ją na szkolenie BHP bo coś tam. Tak, w tym roku. I siedzimy na obiedzie i ona zaczyna opowiadać:
- Wy nie wiecie co ja przeżyłam w tym tygodniu. Jakiego ja miałam wariata na szkoleniu BHP i co on opowiadał...- czyli dalej wariat mieli ludziom mózgi siedząc w tej samej instytucji.
Rok po mnie dwoje moich znajomych szło po to samo dofinansowanie, to mieli zupełnie inny program (min. wysłali ich na praktyki do firm o podobnym profilu działalności), ale musieli za nie płacić.
Trzy lata później koleżanka szła i miała tylko jeden dzień z wszystkimi blokami.
I szukaj sensu człowieku.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (Głosów: 195)

#77355

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowieść nie tyle o babie na budowie, co babie w procesie okołobudowlanym.
Dostaję telefon, że mam przyjść "na dywanik" do Inspektora Nadzoru, bo coś tam.
Inspektor Nadzoru to ktoś, kto na budowie reprezentuje interes Inwestora. Inwestor nie musi znać się na budownictwie - jak już się do tego sam przed sobą przyzna (bo wszyscy znają się na budownictwie), to może taką osobę zatrudnić, żeby pilnowała jakości wykonywanych prac. Przy pracach z dotacji Inspektor Nadzoru jest obowiązkowy.

Otóż pan Inwestor Nadzoru ma uwagi do "projektu" - jak mi napisał w mailu stosując cudzysłów. Szłam więc na to spotkanie już z pewnym nastawieniem.
Jak pojawiłam się na miejscu, rozłożył mój projekt z uwagami napisanymi CZERWONYM DŁUGOPISEM na egzemplarzu dokumentacji Inwestora. Moje nastawienie się pogłębiło.

Otóż sprawa banalna. Dach z ostatniej historii. 120 lat i remont w postaci wymiany pokrycia i impregnacji więźby.
IN: Czy pani W OGÓLE mierzyła ten dach?
Ja: Nie potrafię robić inwentaryzacji inaczej - telepatycznie jeszcze nie ogarniam.
IN: To jakieś bzdury są.
Ja: Dach jest zmierzony rzetelnie - moje nastawienie pogłębia się.
IN: Wszystkie elementy maja ten sam przekrój. Jakby pani wiedziała jak się dach konstruuje, to by pani nie rysowała mieczy i krokwi w wymiarze 17x17! Jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że słupy, ale że i płatwie, i słupy, i murłaty - wszystko 17x17?! Pani sobie jaja robi?
Ja: Ja wiem, jak się dach konstruuje, ale może oni nie wiedzieli. Ja rysuję co jest w naturze.
IN: Tu są krokwie w rozstawie 200 cm!
Ja: Bo one w naturze są w rozstawie co 180-200 cm (co jest logiczne, skoro są dwa razu za grube).
IN: Połowa elementów jest przeskalowana!
Ja: To chodźmy zobaczyć dach.
IN: Ja nigdzie z panią chodzić nie będę! - ale drzeć mordę przy Inwestorze i sugerować, że spartaczyłam zapłaconą robotę to może?
Ja: To proszę popatrzeć na zdjęcia - bo ja zawsze fotografuję dach w całości i po kolei wszystkie typy złączy ciesielskich na dachu. I zapobiegawczo wzięłam pendrive.

I wyszło na moje. Tzn. że ktoś cały dach zbudował z jednego rodzaju belki. Widać było jak na dłoni: miecz wchodzący w słup tej samej szerokości, stojący na tramie tej samej szerokości, podtrzymujący płatwie o kwadratowym przekroju TEJ SAMEJ SZEROKOŚCI.
Z punktu widzenia ekonomii idiotycznie, ale kto bogatemu zabroni?

Inspektor Nadzoru coś tam pomruczał i zaczął przyczepiać się do kosztorysanta. Kosztorys poprawiony był czerwonym długopisem na każdej po kolei pozycji.
Uj nie Inspektor.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 261 (Głosów: 279)

#77075

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję przy opracowywaniu dokumentacji na pozwolenie na budowę.
Jakoś tak wyszło, że głównie na obiektach zabytkowych.
I nie na Wawelu ani żadnym Zamku Królewskim. Ani Wieliczce.
Na zabytkach w stanie wskazującym (na potrzebę remontu oczywiście).

I jest pewna rzecz, która niezwykle mnie zadziwia.
Np. wczoraj: mierzę sobie dach. Dach jak dach: przez 50 lat nikt nie zabezpieczył okna, więc podłoga pokryta jest pięciocentymetrową warstwą ptasich odchodów. Tak samo jak wszystkie elementy więźby dachowej. Te odchody zasychają i odpadają od tych mieczy i płatwi całymi płatami, zachowując kształt - jak gips. Są tam też inne odchody, występujące razem z puszkami po piwie, bo przez 50 lat nikt też nie zabezpieczał drzwi. Z klatki schodowej wionie charakterystycznym zapachem niekastrowanego kota.
Z dachu się leje. Z podłogi pyli prawdopodobnie tym, co to odpada od tej więźby i co tam leży przy puszkach. Dobrze, że jest zima, bo latem to jeszcze wszystko jedzie w sposób dla siebie charakterystyczny.

I na tym strychu wisi pranie. Pościel. Bielizna. I ubranka dla niemowląt.
Zawsze. Na każdym strychu.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 302 (Głosów: 318)

#76922

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiła się opowieść o leczeniu chomika, a w niej stwierdzenie babci autorki, że nie ma co leczyć zwierzęcia za kilka złotych.

Przypomniało mi to rozmowę z moja współlokatorką z mieszkania studenckiego. Normalna kobieta na pierwszy rzut oka.
Siedzimy i rozmawiamy o zwierzętach. No to ja jej opowiadam: że rybki, że królik, że trzech młodszych braci itd. A ona na to, że tylko zawsze chomiki. I że kiedyś na jednego stanęła i usłyszała tylko trzask, ale od razu nie zdechł.

- I co zrobiłaś?- spytałam z automatu wyobrażając sobie eutanazję chomika u weterynarza.
- To była zima a my mieszkaliśmy na trzecim piętrze w bloku. Zrobiłyśmy małą katapultę z drewnianej łyżki kuchennej i wystrzeliłyśmy go przez okno balkonowe na zaspę, żeby szybciej zdechł.
- I zdechł?
- Po jakimś dłuższym czasie. Chodziłyśmy sprawdzać z siostrą czy dycha.
- A ile miałyście lat?
- No ja w liceum byłam.
Na szczęście mieszkałam z nią krótko.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 234 (Głosów: 268)

#76856

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeglądanie skrzynki mailowej dostarcza mi ostatnio sporo emocji. Samych niespodziewanych.
Przychodzi mail z tytułem "podanie o praktyki".
A w mailu "...jestem uczniem technikum budowlanego (...) kce odbyć praktyki w Państwa Firmie...".
Ech...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (Głosów: 205)

#76780

(PW) ·
| Do ulubionych
O mało nie padłam ofiarą wyłudzenia.

Ale po kolei: wielu wykonawców skarżyło mi się, że mojej firmy nie ma w internecie i gdy np. mają zapytania do dokumentacji, to nie mogą nigdzie znaleźć mojego nr tel. To pouzupełniałam się po różnych serwisach. I wtedy się zaczęło.
W ciągu miesiąca dostałam:

- wezwanie do zapłacenia podatku za pracę w Wielkiej Brytanii (nigdy tam nie pracowałam)
- rachunek za prąd na firmę (a prąd mam na osobę fizyczną)
- mandat za niezarejestrowanie bazy danych (moja skrzynka mailowa automatycznie zapisuje maila każdej osoby do której pisze i to ta baza danych niby miała być zarejestrowana).

Ale to wszystko nic, bo nie było poważne i wystarczyło to ignorować.
O mało nie dałam się naciągnąć w bardziej idiotyczny sposób.

15.12.2016 zadzwonił do mnie telemarketer i zaprosił mnie na 7 dni testowego korzystania z platformy wiedzy o prawie polskim. Jako, że byłam świeżo po dyskusji w urzędzie, czy teren chowalny cmentarza można uznać za biologicznie czynny (można), a Prawo Budowlane jest częściej interpretowane niż Biblia i w każdym urzędzie inaczej pomyślałam sobie "czemu nie".
I to był błąd.

Facet telefonicznie przeprowadził mnie przez rejestrację na serwisie, trzy razy zapewnił, że tydzień za darmo, a potem po prostu albo się zdecyduję albo nie i miało być ok.
Tylko, że nie mogłam przeglądać treści je...ego serwisu, bo nie miałam nr klienta i hasła, a ich pomoc techniczna nie odpowiadała. Pomyślałam sobie, ze nowy serwis, mają problemy techniczne i właściwie to tyle.

No nic. Tydzień się skończył. Święta przyszły, sylwester minął.

05.01.2017 w czwartek o 15.00 siedzę sobie i siorbię kawę, gdy nagle przychodzi mi sms: "faktura taka, a taka na konto takie, a takie jest płatna do 9.01.17. wartość faktury 1500 zł".
O mało nie oplułam monitora.

Próbuję zadzwonić na numer, z którego przyszedł sms. Kilka razy. Za każdym razem odrzucają po drugim sygnale. No to odpisałam sms: nie mam dostępu do faktury. Proszę o kontakt, bo nie mogę zanieść faktury do księgowej w celu rozliczenia".
I zadzwonili 30 sekund później.

No i okazało się, że przeprowadzając skuteczną rejestrację na tym serwisie, podpisałam z nimi umowę, a oni żadnego okresu próbnego nie mają.

Aha.
Babsztyl jeszcze w swojej bezczelności śmiał twierdzić, ze wysłano mi fakturę i umowę na maila 15.12, a skoro nie odstąpiłam od umowy w ciągu przepisowych 2 tyg., to umowa jest wiążąca. Potem w swojej bezczelności wysłali mi DUPLIKATY z datą 15.12. A skoro zobaczyłam je na oczy 05.01, to byłam już pod dwutygodniowym terminie. I poinformowali mnie, że jak nie zapłacę, podadzą mnie do e-sądu i naślą na mnie komornika.

Trzy ataki szału później zrobiłam to co każda rozsądna osoba by zrobiła: poszłam na piwo i poskarżyłam się wszystkim znajomym jaki świat jest okrutny.
Dowiedziałam się, że ten rodzaj przekrętu nazywa się na Pobieraczek, bo był kiedyś taki serwis, który ten model przekrętu stosował. Że mam stawić jakikolwiek opór i się odpieprzą.

Toteż następnego dnia: uzbrojona w wydrukowaną korespondencję (1 mail z umową i fakturą z 05.01) i daty rozmów, oraz wydrukowany KRS naciągaczy (firma zarejestrowana pod koniec października zeszłego roku na ulicy na Ł. w Krakowie, na polu z kontenerami wg. google), ruszyłam do prawnika. Uznałam, że opór z pieczątką prawnika będzie wyglądać poważniej niż opór napisany własnoręcznie.

Prawnik wysłuchał mnie i mówi: wszystko zależy od tego co było w rozmowie. Zażądamy przekazania nam nagrań, ale oni mogą ich nie wysłać i od razu wystąpić do e-sądu, który na podstawie samej faktury wyda wyrok. Pani musi tego pilnować i od razu się odwołać. Wtedy to, że my wysłaliśmy pismo o nagrania, a oni nie odpowiedzieli, będzie działało na pani korzyść. Ale muszę Panią ostrzec, ze to różnie może być.

A było tak, że jak naciągacze dostali pismo od prawdziwego prawnika, to od razu anulowali mi tą fakturę. A tych nagrań nie wysłali.
Siedzę więc u prawnika i mówię mu: zgłośmy próbę wyłudzenia na policję. Niech ich ścigają.
A on mi na to: ale Pani nie jest poszkodowana.
Ale czy próba wyłudzenia nie rożni się tym od wyłudzenia, ze jest nieudana?

Owszem, ale mamy domniemanie niewinności i musielibyśmy udowodnić, że pracownik z premedytacja wprowadził Panią w błąd a oni nigdy nie zamierzali świadczyć Pani usług. Oni powiedzą, że pracownik był młody i dostał naganę, a reklamacja została przyjęta. Uznając Pani reklamację i anulując tą fakturę zabrali Pani argument i mogą się w dochodzeniu bronić... brakiem profesjonalizmu.
A to, że regulamin na początku przewidywał okres próbny, a jak patrzyłam na niego 05.01, to nie to nie jest oszustwo?
Jest, ale policja w ramach działań operacyjnych musiałaby udowodnić, że regulamin został zmieniony.
Z punktu widzenia prawa, dopóki nie udowodni się, że jest inaczej - to doszło do nieporozumienia.

Tak więc: skoro nie mam wyroku sądu, nie mogę podać danych firmy ani ich serwisu.
Po prostu jak ktoś będzie do was dzwonił z ofertą darmowego testowania serwisu poświęconemu prawu, to od razu pieprznijcie słuchawką. Oszczędzicie sobie nerwów.

PS. Niemniej jednak powiedzieć komuś, kto dzwoni do ciebie z mordą o niezapłaconą płatność "proszę kontaktować się z moim prawnikiem" - to zadziwiające uczucie.

naciągacze

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 215 (Głosów: 227)

#76451

(PW) ·
| Do ulubionych
Wigilia.
Opowieść ku przestrodze.

Ludzi przy stole multum i nagle Jedyny Lekarz w Rodzinie:
JLwR: A co babcia taka czerwona na twarzy?
Babcia: A tak od rana mnie dusi, w głowie łomoce, cała spocona jestem - khe khe - czas umierać...
JLwR: A leki na ciśnienie dzisiaj babcia brała?
Babcia: A brałam, brałam.
JLwR: W skroniach babci pulsuje? W uszach szumi? - w tym momencie ciocie biegają szukając ciśnieniomierza.
Babcia: A szumi, szumi. Słuch już nie ten - ciocie znajdują ciśnieniomierz i starają się babci zmierzyć ciśnienie. Wujek chce dzwonić na pogotowie.
Babcia: Ta, nie dzwońcie, na mnie już szkoda zachodu, khe khe, na każdego przyjdzie czas.
JLwR: A jakie te leki i kiedy babcia brała?
Babcia: No rano do torebki wrzuciłam.
JLwR: Ale kiedy babcia łykała?
Babcia: Ja ich nie łykam, bo przeczytałam ulotkę i tam jest dużo skutków ubocznych.
Ciotka: MÓWIŁA MAMA, ŻE BRAŁA!
Babcia: Bo wzięłam. Mam ze sobą. Są w torebce.

Badum tssss.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 401 (Głosów: 419)

#76301

(PW) ·
| Do ulubionych
- A wie pani, pani Talu - zaczął znajomy wykonawca tak w ramach okołobudowlanych ploteczek - ...reklamację ostatnio miałem.
- Zdarza się. A podstawy były?
- I były, i nie były - westchnął, lekko przewracając oczami. - Ale z jedną uwagą facet rozłożył mnie na łopatki.
- ? - zainteresowałam się uprzejmie.
- Że rury w łazience krzywo chłopaki zamontowali.
- ?! - wyraziłam swój szok i niedowierzanie.
- Jak mi gość to przez telefon powiedział, to wezwałem chłopaków i się pytam, co tam narobili. A oni: że ściana jest otynkowana na glac, a w części płytki i rur nie widać. To myślałem, że może po skosie przez ścianę puścili, a nie pod kątem prostym, jak Pan Bóg przykazał. Są takie urządzenia, że przez tynk rury wykrywa. Ale się zarzekają, że jest prosto, a nie na skos przez ścianę. I wie pani, o co gościowi chodziło?
- ?!!
- Na zamontowanej baterii położył poziomicę i wyszło mu, że między rurką z ciepłą i zimną wodą jest 2 stopnie pochyłu, znaczy się odchyłu od poziomu.
- Aha - skomentowałam. Na to bym nie wpadła. - I co pan zrobił? - spytałam wyobrażając sobie pana Piotra, który dostaje ataku apopleksji nad tą baterią w tej łazience.
- Skorygowałem. Kluczem. Obyło się bez wykuwania rur i poziomowania ich. Powiedziałem facetowi, że muszą mieć trochę spadku, żeby woda leciała. Ale facet zniżkę i tak chciał. A potem ja mam wrzody i nadciśnienie.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (Głosów: 217)

#76148

(PW) ·
| Do ulubionych
Dom z ogródkiem - marzenie wielu.
Znajomi odziedziczyli takiż dom po wuju. Ochom i achom nie było końca, jak zawsze było jednak pewne "ale":
- Wuj był bardzo religijny?
- Bez przesady. Normalnie religijny - odrzekł znajomy.
- To skąd macie kapliczkę w ogrodzie?
- No postawił. Właśnie zastanawiamy się czy jej nie wykopać i nie przestawić bliżej ogrodzenia, bo tak w środku ogrodu to głupio - się chłop zakłopotał.
- No właśnie: bo ten ogród ma wgląd od ulicy, jak obsadzę to żywopłotem, żeby ludzie w głąb nie patrzyli to nie będę miała pół ogrodu- zwierzyła się jego szlachetna małżonka.
- A ona jest w kulcie?
- Ta, ludzie nam kwiaty pod ogrodzenie przynoszą, modlą się, procesje się zatrzymują...

Czyli dyskretne wyburzenie odpadało. Zresztą znajomi religijni ludzie są.

- A ona taka specyficzna...
- No tak jakby w stylu zakopiańskim... niby... - była to konkretnie rura fi50 zalana betonem, na niej trójkątna skrzynka pokryta blacha falistą z Maryjką w środku. Maryjce towarzyszyła lampka biurkowa oświetlająca ją od spodu. Prąd do lampki ciągnięty był z domu.
- Założyłam żarówkę ledową- dodała szlachetna małżonka kolegi.
Jakiś czas później, w ramach około budowlanych ploteczek z pewnym inż. weteranem licznych pozwoleń na budowę rozmowa zeszła na tą konkretną działkę i kapliczkę.
- A ten facet co to ją postawił to też był aparat!
- ?
- Chcieli mu pół działki odebrać w latach 70. pod drogę do nowego osiedla, ale postawił sobie kapliczkę i od razu sprawa padła. Opór społeczny, rozumie pani.
Acha :)

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 288 (Głosów: 338)

#75364

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio trafiłam na bardzo fajny blog pt. "Pani swojego czasu". Trafiłam i czytam każdy post jak prawdziwe objawienie. Ostatnio zaczęłam przeglądać archiwum i znalazłam wpis pt. "ludzie, dla których nie warto tracić czasu" (http://www.paniswojegoczasu.pl/czas-weekendu/ludzie-ktorych-warto-tracic-czasu/).
Jeden z wymienionych typów to "człowiek nie-da-się"... i każde zdanie autorki oczywiście jest trafne ... ale...

ALE:
Kwestia sumienia.
Kiedyś, czyli jakieś 7 lat temu wylądowałam w knajpie ze znajomymi. No i siedział tam taki znajomy znajomych- typowy człowiek "nie-da-się".
Zaczęłam z nim gadać: wyszło na to, że jest bezrobotny i nie ma pomysłu jak ten stan zmienić. Jako, że byłam właśnie po założeniu własnej firmy i przeszłam całe piekło... wróć! - proces otrzymywania dofinansowania z PUP. to zaczęłam opowiadać co jak i dlaczego i którędy.

-Ale ja nie mogę wziąć takiego dofinansowania.
-No ale dlaczego?- spytałam się przychylnie chętna służyć świeżą wiedzą i pomocą.
-Bo jedyny biznes, który mógłbym prowadzić to kafejka internetowa - pragnę przypomnieć, ze 7 lat temu był 2009 r.
-Ale kafejki internetowe to już się zamyka, teraz to każdy internet ma w domu.
-Ale moja kafejka byłaby nastawiona tylko na gejmersów. Na ludzi grających w gry MMORPG - po polsku: czyli chodziliby wirtualnym elfem waląc wirtualne potwory kijem, żeby wypadło z nich złoto i żeby mogli kupić lepszego kija do zabijania lepszych potworów. I tak drużynowo.
-Noo... jeśli uważasz że jest na to rynek...- zaczęłam ostrożnie, bo co ja tam wiem.
-Ale nie mogę tego zrobić z powodów religijnych!- dodam tu, że jestem osobą niereligijną i nie jestem na bieżąco ze stanowiskiem kościoła do gejmersów - Bo w tych grach używa się magii - dodał w odpowiedzi na moje pytające się spojrzenie - i ktoś mógłby się tą magią zainteresować, a to prosta droga do satanizmu. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby ktoś przeze mnie wpadł w sidła Szatana!
-A ty nie wpadniesz?- spytałam się z automatu, bo właściwie chciałam się już tylko z tej rozmowy ewakuować.
-Nie, no ja jestem dorosły i mam silną wiarę.

I tu właściwie mogłaby skończyć się ta opowieść... gdyby...
...gdybym nie spotkała się ostatnio ze znajomymi i nie nawiązała się folgowaniu sobie w uzależnieniach.
I z przeszłości zostało wywołane widmo tamtego kolesia właśnie.

-Facet tak uzależnił się od gier, że nie spał po kilka dni, a potem odsypiał kilka godzin. I tak miesiącami. I nie spał tyle, że dorobił się trwałych uszkodzeń neurologicznych i ma narkolepsję. W ogóle nie śpi normalnie 8 godzin jak inni ludzie, tylko zasypia np. na minutę, a kilka minut normalnie funkcjonuje. Nie kontroluje tego w ogóle. I tak całą dobę. Normalnie rentę na to ma. I siedzi w domu i napierdziela dalej na kompie.

I tak sobie przypomniałam o tym facecie, czytając wpis na blogu PSC.
Pewnie jakbym go wyśmiała, to nic by nie zmieniło. Ale jeśli wszyscy pokiwali głową i odeszli... no to stało się to co się stało.
Za każdym razem jak o tym facecie pomyślę, odczuwam niejasny wyrzut sumienia, choć widziałam go tylko raz...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (Głosów: 199)