Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takatamtala

Zamieszcza historie od: 26 czerwca 2012 - 15:59
Ostatnio: 19 czerwca 2018 - 21:44
  • Historii na głównej: 82 z 100
  • Punktów za historie: 32270
  • Komentarzy: 451
  • Punktów za komentarze: 2493
 

#82338

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję ostatnio na budowie.
Nie, nie kopię rowów i nie zginam zbrojenia własnymi rencyma. Na kolanie.
Odwalam najczarniejsza pracę intelektualną.
W każdym razie. Wybuchła dzisiaj afera.
Bo okazało się, że na budowie zorganizowana jest melina (żeby chłopaki daleko nie chodzili).
A zorganizowana jest przez byłego pracownika, który był wpuszczany na teren budowy, bo ochrona nie wiedziała, że go zwolniono.
A zwolniono go za jazdę po pijanemu.
Koparką.
Tadam tsss...

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (172)

#81645

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiosna przyszła. Ptaki śpiewają, słoneczko zaświeciło, branża okołoremontowa budzi się do życia.
Przyszło zapytanie na "remont stropu". Jakiego stropu? Ile metrów tego stropu? Na czym opartego? Z czego ten strop? A co mu się stało, że potrzebuje remontu? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Ponieważ te dwa słowa to zdecydowanie za mało, by zrobić wycenę dokumentacji zgodnie ze swoja upierdliwą naturą poszłam drążyć temat.

Mamy więc kamienicę z 1830 roku. Czyli leciwa nawet jak na kamieniczne standardy. W tej kamienicy ktoś doszedł do wniosku, że standard życia z 1830 mu nie odpowiada i postanowił sobie zrobić łazienkę. Bo nie miał. W celu zrobienia tej łazienki, podzielił pokój na pół ścianką Z CEGŁY i wylał na DREWNIANY strop ZAZBROJONĄ WYLEWKĘ na 5 cm po czym położył na niej płytki. Wylewkę tą ułożył na tym stropie jak naleśnik, tzn. wylał i już. Piętro niżej niczego pod ścianką działową z cegły nie postawił (bo cudza piwnica), w żaden sposób stropu nie wzmocnił, a styk wylewki ze ścianami uszczelnił listwą przypodłogową i silikonem.

Na tym postawił wannę, prysznic, pralkę i inne takie osprzęty.
Prysznic i wanna z natury swojej wylądowały pod ścianą. Podczas kiedy szanowny pan się kąpał, woda spływała po ścianie za listwę (silikon chyba się wykruszył), wpływała pod wylewkę i tam kisła razem ze stropem.

5 LAT TEMU strop podstemplowano, bo się ugiął i starano się wytłumaczyć facetowi co zrobił źle, ale zaparł się nogami i rękami. Z tego co zrozumiałam zarzewiem konfliktu było, ze on nie będzie płacił za wymianę stropu, bo konstrukcja budynku to cześć wspólna, więc powinna być remontowana ze wspólnego funduszu remontowego. Na co wspólnota: zepsułeś to napraw ze swoich pieniędzy.

I ten pat trwał tak i trwał aż strop w grudniu zeszłego roku się załamał. A jak padł, to do wszystkiego wkroczył Nadzór Budowlany i zmusił wspólnotę do zrobienia projektu i później wyremontowania stropu. Wspólnota zamierza pozwać faceta od łazienki.
- A wie Pani, Pani Talu co jest najlepsze?
- ?
- Ten facet dalej korzysta z tej łazienki.
- ALE JAK?
- Bo trzyma się jeszcze tak ze pół metra z jednej i z drugiej strony i ta wylewka mu trochę siadła, płytki popękały, ale się na zbrojeniu podłoga trzyma. Ja pani pokażę.

I poszliśmy do tej piwnicy, a tam leżą dwie belki złamane w pół, czarne od pleśni na całej długości pomieszczenia, nad nimi widać dziurę w stropie na wylot, a nad dziurą leży jak pokrywka zbrojenie i wylewka. Widoczna od spodu. A podłoga łazienki trzyma się na jednej belce przy ścianie i drugiej belce pod ścianką działową (która to belka jest podparta stemplem, ale też zaraz rypnie).
"Remont stropu"- dwa słowa a za nimi historia o gniewie, uporze i nienawiści. Z sądem w tle.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 226 (232)

#81457

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dziadka. Dziadek ma działkę i nadmiar wolnego czasu. Efektem tego na działce ma m.in. drzewka owocowe. Drzewo jak to drzewo - jest wyższe nieco od krzaka, do jego obsługi potrzebna jest więc drabina. I miał mój dziadek taką, używał jej od lat 70'. Drzewo jednak ma to do siebie, że rośnie - w przeciwieństwie do drabiny.

No i przychodzi któregoś dnia (jesienią) dziadek na obiad i kuśtyka. Mama zaczęła więc go przesłuchiwać i po 15 minutach zadawania krzyżowych pytań i wysłuchiwania wymijających odpowiedzi dowiedziała się prawdy:

(teraz proszę usiąść i złapać się za głowę)

Drabina była za krótka, więc dziadek dosztukował do niej dwie listewki (całkiem dobre listewki, które ktoś zupełnie głupio wywalił na śmietnik), przy pomocy sznurka (takiego konopnego, co tam w szufladzie leżał) i tak tej drabiny używał. Ale chyba związał za lekko, bo ja stanął na górze tej drabiny, to to łączenie się rozwiązało, drabina poleciała, a dziadek został uczepiony gałęzi. I tak wisiał. Póki nie spadł. A jak spadł, to teraz kuśtyka.

Po tym jak pierwsza fala żywej reakcji mojej mamy przeszła, a środki uspokajające zaczęły działać i mój wujek przestał w krótkich, żołnierskich słowach wyrażać swoją opinię nt. drabin, wiśni i jabłonek, doszliśmy wszyscy do porozumienia.

Ojciec pojedzie z dziadkiem na pogotowie zobaczyć, czy NA PEWNO nic mu się nie stało, a ja kupię mu drabinę.

Żeby było ciekawiej - faktycznie dziadkowi nic się nie stało, tylko się potłukł.

No to kupiłam - aluminiową, lekką (tak, że mogłam ją nieść jedną ręką), składającą się z trzech elementów, które można było dowolnie zestawiać, z zapięciami, żeby jak się te elementy zestawi, to konstrukcja była stabilna.

Pojechałam też na działkę i zabrałam starą drabinę z przywiązaną jedną listewką boazeryjną. I wszystkim nam się wydawało, że sprawa drabiny jest załatwiona. Do wczoraj.

…(werble)...

Jako że jestem jedyną osobą, która ma auto terenowe w rodzinie, oddelegowano mnie do odebrania dziadka z działki. Dziadek tam sobie chodzi pieszo.

No i ja przyjeżdżam i patrzę co dziadek robi - a on przycina drzewka. Stojąc na drabinie. Nie - nie na drabinie - na 1/3 drabiny aluminiowej, przedłużonej przywiązanymi do niej jakimiś patykami.

Powtórzyłam sobie trzy razy, że jestem białą lilią spokoju na falującej tafli urfa jeziora spokoju i pytam się go, co robi.

No drzewa przycina, bo już czas. No to widzę, ale dlaczego na 1/3 drabiny? Dlaczego sobie nie zestawił dziadzio dwóch elementów i nie zabezpieczył ich na te zapięcia, jak dziadziowi pokazałam? Tylko tak sztucznie drabinę przedłuża.

No bo:

- 1/3 drabiny jest w garażu. Dziadzio sobie nią wychodzi na dach garażu i zamiata. Ten dach garażu. Żeby był czysty.
- 1/3 drabiny jest w mieszkaniu. Bo dziadziowi wygodniej wyciągać rzeczy z szafek niż ze stołka. Dziadzio zabezpieczył górę drabiny dwiema skarpetkami, żeby nie porysować mebli na wysoki połysk, o które opiera 1/3 drabiny.
- no i 1/3 jest na działce, ale jest za krótka, żeby z niej obsługiwać drzewa, to se dziadzio dosztukował na długość.

!

A komórkę trzyma w domu w krysztale, bo nie chce żeby go inwigilowali. No i co z tego, że jak spadnie, to umrze. To będzie spokój.

I gadaj tu z nim.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 266 (270)

#81294

(PW) ·
| Do ulubionych
Jest sobie bardzo duża kamienica. Za kamienicą jest bardzo duże podwórze. Żeby nie skłamać - specjalnie na potrzeby historii zmierzyłam - 1090 m2. Na teren został wydany Miejscowy Plan Zagospodarowania (MPZ), zezwalający na budowę garaży. Niestety w planie nie za bardzo jest napisane cokolwiek więcej - garaże należy sytuować na warunkach ogólnych i tyle. Tzn. 3 m od granicy działki ścianą bez otworów okiennych i drzwiowych i 4 metry ścianą z otworami. Albo w granicy działki, jeśli do tej granicy coś już przylega.

Wszystko było pięknie, póki nie kupiło się mapy do celów projektowych. A na mapie wyraźnie widać, że choć podwórze jest puste, to wcześniej były tam kamienice i zostały po nich tylko kształty działek składające się na to podwórze. Czyli tak jakby dwie litery C sklejone ze sobą, z prostokątną działką w środku. Żeby było śmieszniej, środkowa działka ma 90 właścicieli z których niekoniecznie wszyscy żyją.

Gdyby w planie miejscowym napisano, że można sytuować budynki w granicy działki, dałoby się to z głową zagospodarować. Ale że jest na przepisach ogólnych, a działka ma 10 m szerokości - to muszę odsunąć garaże na 3 m od muru granicznego. Dodajemy do tego 5.5 m szerokości garaży i wychodzi 8.5, czyli mam ścianę z bramami 1.5 m od felernej działki pośrodku. Czyli źle.

Oczywiście mogę je obrócić o 90 st. i ustawiać w rządku, przyklejone do siebie tylnymi "plecami", po dwa-przerwa na manewry i znowu dwa, ale to wygląda ewidentnie głupio.
Bo w punktu widzenia nieświadomego widza będzie to 5 par garaży porozrzucanych na podwórzu, nieprzylegające do niczego, wolnostojące, potwornie zagracające przestrzeń pustego, niezagospodarowanego pola.

A ludzie z kamienicy specjalnie jak kupowali tą działkę - pytali się.
Tylko spytali się "czy można będzie tam stawiać garaże". No tak można. MPZ pozwala. No to skoro można, to zdecydowali się kupić te dwie działki w kształcie liter C od miasta. Bo tej środkowej nie mogli.
I naprawdę to nie była by taka masakra gdyby w tym planie miejscowym (MPZ), który obejmuje TYLKO TO PODWÓRZE, ktoś pomyślał i wpisał to sytuowanie obiektów w granicy działki. Tylko tyle.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (111)

#81285

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak z okazji minionego dnia Babci i Dziadka.
Moja Babcia zmarła we wrześniu. Kompletnie znienacka, nic jej jakoś szczególnie nie było. Tzn. nowego. Bo nadciśnienie i cholesterol miała od lat 70.
W każdym razie - wstała rano, zjadła śniadanie, wypiła herbatę i umarła. W minutę.

Zostawiła rodzinę w rozpaczy i kompletnym osłupieniu.
Tzn. wszyscy wiedzieliśmy, że babcia kiedyś umrze. Ale żeby TERAZ? Byliśmy przygotowani na to jak trzy razy miała raka. Jak miała zator żylny. Jak miała cztery operacje, przy których za każdym razem nam lekarz mówił, że może się nie obudzić.
Ale żeby tak w taki pospolity wtorek, gdy nic się nie działo?

W każdym razie - zostawiła nas w osłupieniu i rozpaczy. To co działo się później jest właściwie śmieszne - z dzisiejszej, styczniowej perspektywy.

Więc po pierwsze - dziadek został jedynym wdowcem w bloku samych wdów. Tzn. jeśli patrzymy na lokatorów pierwszego rzutu, ale z jego perspektywy. "młodzi" to w tym bloku nie istnieją, tylko mu zastępują w pewnym momencie znajomych.

Więc został jedynym wdowcem w bloku wdów. I jednym z czterech ocalałych samców z całego osiedla. Okazało się, że samce gnieżdżą się w garażu, grają w karty i popadają w alkoholizm. Zaprosili go do swojego towarzystwa. A ponieważ mój dziadek nigdy jakoś szczególnie nie pił, odchorował dwa dni i zaczął okrążać garaże.

Dopadły go wdowy i ruszyły z kondolencjami. No miło, tylko nagle okazało się, że za każdym razem jak go widzą to - jak to określił dziadek - obłapiają go i obcałowują i ileż można. Dziadek zaczął wstawać o piątej i ewakuował się na działkę, żeby unikać obłapiania.

Moja mama zaproponowała dziadkowi, że będzie mu dowozić obiady. Dziadek powiedział, że nie chce, on poza kotami na działce musi sobie z kimś pogadać, musi się ruszać - będzie przychodził do rodziców i do wujostwa.
No i przychodzi od września codziennie. Nosi też pranie i ma sprzątaczkę.

W okolicy połowy października mamę zatrzymała koleżanka z dzieciństwa i w krótkich żołnierskich słowach powiedziała jej, co myśli o tym że opuściliśmy dziadka i o niego nie dbamy. Mama zaczęła się zaklinać i tłumaczyć i okazało się, że osiedlowe wdowy dziadka obserwują. i same mu chciały serwować obiady, tylko go nigdy nie ma. Waliły w drzwi i waliły, bo myślały, że nie słyszy. Aż ta młoda z mieszkania obok coś tam buczała. Nawet myślały że on też umarł, ale zauważono że przestawiają się firanki, więc nie wzywano policji.

Okazało się również, że dziadek jest "ciachem" nie tylko dla ludzi po 80-tce. Stał sobie raz w supermarkecie w kolejce i dopadła go jakaś menelica z dzieckiem. Złożyła mu gromkim głosem kondolencje i spytała się, czy nie potrzebuje kobiety w domu, bo ona oferuje swoje usługi. Przekonywała go całą drogę do kasy i do domu. Następnego dnia też. Głośno i na całą ulicę. Trzeciego dnia dziadek nie wytrzymał i ją trochę zjechał. To mu wysmarował ktoś gównem garaż.

I tak sobie dziadzio żyje. Pewnie tez któregoś dnia umrze nam znienacka. Po prostu nie przyjdzie na obiad.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (129)

#81165

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem osobą pracująca w domu. Znaczy to, że raczej w nim jestem. Dom ten to właściwie mieszkanie w bloku. Pod blokiem jest kiosk. W kiosku siedzi pani. Pani ma teczki. Na teczkach są nazwiska a w teczkach gazety.
Taką teczkę posiadam i ja.
Starożytny ten system okazał się posiadać niespodziewaną zaletę.

Mianowicie: idę sobie spokojnie nie wadząc nikomu i nagle widzę, że Pani z kiosku macha na mnie intensywnie. No to podchodzę do okienka i...
- Tani Talu, ja pani jakieś papiery mam.
- Ale ja wybrałam gazety.
- Ale to nie takie papiery- i podaje mi POCZTĘ. Tu należy dodać, że nasz blok nie ma domofonu, a kiosk jest na trawniku pod moim budynkiem. 30 metrów od wejścia do bloku. Skrzynki są na parterze.

Żeby było jeszcze śmieszniej, to 100 m od mojego bloku jest placówka poczty.
Ja patrzę co w tej poczcie, a tam koperta z ZUSu i jakiś raport. Raport o niedostarczeniu przesyłki poleconej. Też z ZUSu. Z października. A na kopercie stempel... z listopada.
- Ile to u pani leży?
- Dziś rano pracownica odebrała.
- Ale tu trzeba było podpisać zwrotkę, żeby to odebrać.
- To młode, głupie takie to podpisała. A ja skojarzyłam nazwisko Pani z teczki.
Cóż było zrobić. Podziękowałam i ruszyłam do naszego miejscowego pałacu ZUS.

Po raptem dwóch godzinach czekania dowierzałam się, dlaczego nie dostałam numeru konta do rozliczania (nieodebrana przesyłka). W kopercie była informacja o JPK VAT. Prawdę mówiąc nie rozumiem, dlaczego ZUS informuje mnie o JPK VAT, a nie urząd skarbowy, ale to już zmartwienie księgowej.
To pisać skargę czy nie? Jak myślicie?
Mocne na skargę, słabe na odpuszczenie sobie.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (175)

#80871

(PW) ·
| Do ulubionych
Był sobie blok. Między blokiem a chodnikiem było 13 m trawnika ze starymi drzewami owocowymi. Blok garaże już miał w odpowiedniej ilości, a za trawnik trzeba było płacić podatki, co mieszkańcom nie odpowiadało. Dodać tu trzeba, że ulica wzdłuż której był wspomniany trawnik i blok była główną arterią miasta, choć raczej mówimy tu o jej peryferyjnym fragmencie.

Co prawa w tej skali miasta peryferie te były 10 minut pieszo od centrum - niemniej jednak fakty są takie: główna ulica, trawnik wzdłuż niej, a potem blok.

W każdym razie wydzielili działkę szerokości 9 m i na całą długość bloku. A blok miał 5 klatek. Działkę sprzedali. Wydawało im się, ze na działce szerokości 9 m nie da się nic zbudować (hłe, hłe, hłe).

Inwestor wystąpił o Warunki Zabudowy dla budynku z trzema ścianami w granicy działki bez otworów okiennych z czwartą ścianą z witrynami cofniętą - po bożemu, wg. przepisów o 4 m. Budynek parterowy w typie pawilon handlowy.
Na etapie informowania sąsiadów o postępowaniu, wybuchła awantura. Blok protestuje, nie zgadzają się by stawiać im budynek i odgradzać ich od ulicy! Teraz przecież mają widok na ładny sad, a zły inwestor wszystko wytnie i każe im patrzeć na "plecy" pawilonu handlowego.
Niestety argumenty estetyczne na nikim nie zrobiły wrażenia.

No to zacienia!
No nie zacienia, bo stoi od północnego zachodu, poza tym jest parterowy.
To za blisko, bo nie ma 8 metrów wymaganych przez strażaka.
To Inwestor zrobi ścianę oddzielenia pożarowego i będzie dobrze.
Ale on musi drzewa wyciąć! Ochrona przyrody!
Drzewa owocowe można wycinać.
I tak wystawienie WZ przeciągnęło się z 3 miesięcy przepisowych do roku.

- Powinienem ich pozwać o straty finansowe Pani Talu - zakończył opowieść Inwestor - Co oni sobie myśleli, jak sprzedawali mi tą działkę? Że ja ją dla jabłek kupiłem?

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (180)

#80713

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna kamienica postanowiła podłączyć się pod MPEC.
W tym celu zamówiła inwentaryzację wszystkich kondygnacji - łącznie z piwnicą - oraz przewodów kominowych.
Bo podobno żadnej dokumentacji nie ma, sanitarny nie ma na czym rysować rurek i grzejników, poza tym trzeba wydzielić miejsce w piwnicy na węzeł.
Dokumentacja oddana, odebrana, protokół spisany, pieniądze zainkasowane.

Po dwóch miesiącach dzwoni do mnie jeden z inwertorów, że jest afera z działem wspólnot u administratora i mam tam iść na dywanik, bo są uwagi do dokumentacji. Tyle, że w umowie czarno na białym mam napisane, że uwagi do dokumentacji można wnosić przez tydzień po oddaniu, a ja mam protokół z odbioru sprzed dwóch miesięcy, nie wnoszący zastrzeżeń. Czyli są po terminie. Oni nie ja.

Do działu wspólnot idę z panem Pawłem z działu technicznego, który dokumentację odebrał.
- Czy pani sobie wyobraża, że mu teraz z każdym lokalem będziemy szli do sądu zmieniać zapisy w księgach wieczystych, bo pani inaczej wyszło?! - przyszpiliła mnie pani Bożenka już na progu.
- Inwentaryzacje robi się z obmiaru w naturze, a ja żadnej dokumentacji wyjściowej nie miałam, bo podobno nie było - wyrecytowałam na jednym wydechu linię obrony.
- Jak nie było? Jak nie było? A była pani u nas? Mamy pełny obmiar lokali z wykupu razem z komórkami w piwnicy! - i szast mi na biurko teczką.
- A po ile są różnice?
-Zazwyczaj od 0.1 do 0.3m2 na mieszkanie, ale w lokalu nr 3 0.7!

W tym momencie moje myśli zaczęły lecieć dwutorowo: na pierwszym torze jeden głos mówił, że skoro jest wspólnota, to mieszkania muszą być wykupione, czyli ktoś, gdzieś, kiedyś musiał je mierzyć do tego wykupu. No logiczne przecież. No mogłaś o tym wcześniej pomyśleć Talu!
Na drugim torze drugi głos, zachowując lodowaty spokój, zwracał mi uwagę, że w lokalu nr 3 jest jeden pokój więcej, bo sobie facet postawił ścianę z cegieł w środku pokoju i podzielił go na dwa.

Wskazuję więc na ten fakt Pani Bożence i porównuje obmiar do KW i mój, i jak byk u mnie jest ta ściana, a tam nie ma.
- I on ją na stropie drewnianym postawił, bez podparcia u dołu - jęknął Pan Paweł, który wie, że tak nie można.
- Proszę mi skorygować wymiary i usunąć tą ścianę z tego mieszkania! - założyłam w tym momencie, że Pani Bożence nie chodzi o to, żebym w lokalu nr 3 przeprowadziła prace rozbiórkowe, tylko żebym sfałszowała dokumentację.
- Inwentaryzację przeprowadza się na podstawie obmiaru i jest odbiciem stanu istniejącego - powtarzam.
- Ale mi się powierzchnie nie zgadzają.
- Ale dla projektu przyłącza to żadna różnica - wtrąca się Pan Paweł.
- Ale ja to będę musiała korygować w sądzie.
- Ale po co? Przecież to są materiały dla sanitarnego do innego projektu!
- Ale mi się w książce obiektu nie zgadza! Poza tym...- otworzyła rzut piwnic - pani nie zaznaczyła, które piwnice są czyje!
- Zaznaczyłam - wskazuje na tabelkę gdzie czarno na białym jest kto jaką komórkę zajmuje.
- Tu pani pokazała kto jaka komórkę UŻYTKUJE, a nie POSIADA. W KW!
- Ja nie miałam takich informacji!
- To trzeba było po nie przyjść.
- Ale ja tego nie miałam w umowie!
- Ale z punktu widzenia po co ta inwentaryzacja? To nie ma znaczenia!b- dodaje pan Paweł.
- Ale JA nie wiem, która komórka należy do kogo. Bo oni mają po jednej komórce w KW, a trzy w użytkowaniu! I te wszystkie komórki są prawie takie same wielkością, więc po ich metrażach nie dojdzie.
- Ale po co to przeprowadzać przez sąd? To miała być tylko inwentaryzacja budowlana.
- Niech to idzie do sanitarnego i tyle. 0.1 m to płytki na ścianie zajmują. Z punktu widzenia dokumentacji na przyłącza MPEC ani te 0.1 m na mieszkanie ani ta dodatkowa ściana nie robią różnicy - Pan Paweł.
- Niech pani weźmie obmiary z KW i przerysuje je jako swoją inwentaryzację!
- Ale to jest poświadczenie nieprawdy! Nie mogę tamtej ściany wykasować i nie będę biegać po kamienicy i pytać się, kto ma którą komórkę w KW a którą w użytkowaniu.
- Ja nie będę biegać po sądach!

I tu proszę Państwa mamy pat.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (150)

#80423

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiła się niedawno historia o nieoczekiwanym skutku, jaki przyniosło użyczenie drukarki komuś, żeby wydrukował sobie CV.
Przypomniało mi całkiem podobne zdarzenie.
Było to na samym finiszu mojego życia studenckiego. Miałam już wtedy na koncie całkiem sporo fuch. Głównie inwentaryzacji, ale też trochę projektów graficznych (bo w końcu Corel to też program wektorowy, więc taki uproszczony Auto Cad z kolorkami - połowa grafików padła teraz na zawał).

Z tych projektów graficznych to min. robiłam broszurę dla pewnego koła naukowego materiałoznawców i całe opracowanie graficzne ich prezentacji na konferencji.
Oczywiście ile razy coś robiłam tyle razy gadałam o tym ze znajomymi na piwie.

No i przychodzi do mnie "przyjaciółka" i prosi o użyczenie drukarki, żeby wydrukować CV. No to drukuj.
Poszłam sobie zalać zupkę chińską (zjeść obiad) - jak wróciłam okazało się, że wydrukowała pół ryzy papieru. Już miałam wyartykułować, że chyba powinna się dorzucić do ryzy, gdy spojrzałam na nieszczęsne CV.
Nazwa koła naukowego była napisana samymi dużymi literami, więc od razu rzuciła się w oczy.
8 na 10 robót z podpunktu "doświadczenie" to były moje roboty.
Zamurowało mnie.

Na moje pytające spojrzenie usłyszałam "w CV się zawsze kłamie".
No i wzięła te 200 (sic!) CV i poszła je rozsyłać. Za pół ryzy zwróciła, za tusz nie "bo pożyczam ci aparat cyfrowy, a akumulator można ładować tylko określoną ilość razy, więc mi go zużywasz".

Z dzisiejszego punktu widzenia wiem, że powinnam wtedy zweryfikować tą znajomość, ale wtedy sobie pomyślałam, że nie można tak przekreślać kogoś, z kim znasz się 10 lat. Że ma fazę i jej minie.
Nie minęła, przeszła w eskalację.
W każdym razie - od tego czasu po skończonej robocie biorę referencje na których jest nr. tel. do zleceniodawcy. Żeby nie było.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (127)

#80275

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak zmienić sobie salon w kryptę.

Jest sobie kamienica. Kamienica ma elewację frontową od południa, a podwórkową od północy. Ścianę wschodnią ma w granicy działki i kiedyś stał tam sąsiad, ale aktualnie działka jest pusta. Niemniej jednak jest to ściana w granicy działki.

Mierzę sobie coś tam na podwórzu, obok mnie administrator stoi i pali fajkę.
Zaczynam rysować tę elewację podwórkową i co widzę?
Na drugim piętrze - i tylko i wyłącznie na drugim - cała część po lewej (czyli mieszkanie przy ścianie szczytowej wschodniej) jest ocieplona. I nie ma okna. Na długości całego mieszkania (bo wiem, gdzie klatka się zaczyna).

- Panie Zbyszku, a tam facet sobie okno zamurował?
- Ta, zamurował. Cyrki z nim były - i tu trzeba zauważyć, że na elewacji wschodniej, tj. w granicy, na wysokości drugiego piętra właśnie, widać zamurowane okno i placki po kleju.
- Ale to on w ogóle nie ma okna w tamtym pokoju?
- Nie, nie ma.
- Ale jak to?
- A tak to, pani Talu, że on ma tam salon i mu nie pasowało okno tam gdzie było, więc sobie je zamurował w ścianie północnej, a wybił we wschodniej. Od sąsiada, w granicy. Bez nadproża. Jeszcze pożyczył rusztowanie i wlazł na tamtą działkę i ocieplił sobie tylko swoje mieszkanie. A tu - wskazał zamaszystym ruchem ręki pan Zbyszek sąsiadujące z nami zasieki - jest więzienie. I na niego z tego więzienia donieśli. Znaczy się kierownictwo. No i dostał nakaz zamurowania okna z Nadzoru.
- Ale panie Zbyszku, nie można nakazać komuś zamurowania okna, jeśli jest to jedyne okno doświetlające pomieszczenie.
- Nie można, pani Talu, gdyby on samowolnie, bez poinformowania administracji nie zamurował tamtego okna w północnej ścianie. Ale administracja o tym NIE WIEDZIAŁA - znaczące spojrzenie - więc obciążając pana od samowoli, zamurowała okno i usunęła samowolne ocieplenie.
- I się nie odwoływał?
- No odwoływał, ale dostał nakaz przywrócenia stanu pierwotnego od Nadzoru, czyli ma se to okno w ścianie północnej wybić. Tylko, pani Talu, nawet jeśli wybija się okno tam gdzie było, to...
- ... trzeba mieć pozwolenie na budowę...
- ... które kosztuje i administracja nie zamierza tych kosztów ponosić. A tamten też nie. Więc chciał młotem sam sobie to okno wybić, więc go POINFORMOWAŁEM, że sam go zgłoszę do Nadzoru, bo ja go, pani Talu, powyżej uszu mam - zaciągnął się fajką i wypuścił smugę dymu. - No i mamy z nim proces, a on najwyraźniej nie rozumie, że ja mu to ocieplenie ze ściany północnej mogę w każdym momencie zerwać. I mi pyskuje - zdenerwował się pan Zbyszek. - Jakim trzeba być debilem, żeby naprzeciwko okien kierownictwa więzienia, na działce, która ma 72 właścicieli i na której wiadomo, że nie można uzyskać zgody od właścicieli na wejście w teren, STAWIAĆ RUSZTOWANIE i jeszcze przebijać okno W GRANICY, kiedy wiadomo, że nie można w granicy okien robić.
- I to jeszcze bez nadproża.
- Dobrze, że mi ściana nie popękała. To bym miał - zakończył pan Zbyszek, odpalając fajkę od fajki. - Niech se dziad siedzi po ciemku - pokręcił głową. - Administracja to nie jest zawód dla ludzi o słabych nerwach, pani Talu. Oj nie.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (204)