Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

timo

Zamieszcza historie od: 23 kwietnia 2012 - 11:05
Ostatnio: 22 listopada 2017 - 0:33
  • Historii na głównej: 36 z 67
  • Punktów za historie: 14633
  • Komentarzy: 1992
  • Punktów za komentarze: 8831
 

#80703

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia 80688 przypomniała mi o moich perypetiach z nową na polskim rynku firmą Geis (a może to stary gracz, który zmienił nazwę?).

Towar zamówiony dnia pierwszego (dla historii nieistotne są dni tygodnia, których nie pamiętam - ważne, że były to dni robocze) rano. Powinien być dnia drugiego. Nie był. Dnia trzeciego też nie był. Był dnia czwartego. Pani kurierka otwarcie przyznała, że "miała za dużo paczek i nie przyjechała, bo musi kiedyś odpocząć". Cóż - jakby mi się nie spieszyło, to towar zamówiłbym do paczkomatu, płacąc 8 zł, a nie 24, a i tak dostałbym go szybciej. Wybrałem kuriera, bo zamówione urządzenie było potrzebne na już - jego brak wstrzymywał budowę.

Efekt olewactwa firmy Geis: wstrzymana na dwa dni budowa, odwołana najęta ekipa, odwołana dostawa betonu, zmarnowane okienko pogodowe. Nie wiadomo, kiedy będzie się dało dalej prowadzić prace (potrzeba bezdeszczowej pogody z temperaturą powyżej +5 stopni przez przynajmniej 3 doby non stop). Straty pójdą w grube tysiące, o ile pogoda nie będzie wyjątkowo łaskawa.

Firma co prawda reklamację przyjęła, ale okazało się, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Stanowczo odradzam korzystanie z tej pseudofirmy.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (92)

#80667

(PW) ·
| Do ulubionych
Znalazłem w skrzynce awizo - mniejsza o to, że cały dzień siedziałem w domu, może trafiło akurat na te 10 minut, kiedy wyszedłem do sklepu (nie sądzę, bo wiem, w jakich godzinach chodzą listonosze).

Niefortunnie 3-4 dni później, kiedy chciałem pójść na pocztę po odbiór przesyłki (wcześniej nie miałem czasu), okazało się, że awizo gdzieś się zapodziało, a tym samym nie znam numeru przesyłki. Idę więc na pocztę i proszę o wydanie poleconego na moje nazwisko - robiłem tak wielokrotnie i nie było problemu. Pani w okienku powiadomiła mnie, że nic do mnie nie ma. Poprosiłem o ponowne sprawdzenie, efekt ten sam. Cóż, konsekwencje nieodebrania listu spadają na mnie (list, którego nie udało się doręczyć ani nikt go nie odebrał w terminie 14 dni uważa się za doręczony).

Okazało się, że była to ważna przesyłka sądowa - wezwanie na świadka. Czyli poczta dała ciała (powtórnego awizo także nie dostałem), ale problem mam ja, nie państwowy postkomunistyczny moloch.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (134)

#78328

(PW) ·
| Do ulubionych
"Wolne media" w Polsce - podobno na TVN24, który to portal uważa się za ostoję wolności słowa w naszym kraju - każdy może wszystko komentować (o ile oczywiście mieści się w granicach prawa i nikomu nie ubliża - choć niektóre komentarze, które zostały zaaprobowane przez moderatorów, nieraz temu ostatniemu przeczą). Nie można jednak komentować niekompetencji i braku wiedzy "redaktorów" - autorów publikowanych na tym portalu bzdur.

Przykład nr 1.
Artykuł dotyczący Motu Cłowego w Szczecinie, którego konstrukcja została przygotowana bodajże w Gdyni. Do miejsca docelowego popłynął barką. Autor artykułu napisał, że "most ma wyporność xxx (nie pamiętam liczby) ton". Dla tych, którzy nie wiedzą: wyporność dotyczy wyłącznie jednostek pływających (za Wikipedią: podstawowy parametr określający wielkość okrętów, rzadziej innych jednostek pływających. Wyporność jest miarą siły wyporu, określa masę wody wypartej przez zanurzoną część okrętu zgodnie z prawem Archimedesa).
Napisałem komentarz z pytaniem, jakim cudem - według autora - most, niebędący jednostką pływającą, może mieć wyporność.
Komentarz wymoderowany.

Przykład nr 2.
Artykuł o tym, że facet szedł po plaży i znalazł wyrzucony na brzeg karabin maszynowy - Maxim wz. 1910, czyli wprowadzony w 1910 roku. Według TVN24 został on wyprodukowany pod koniec XIX wieku, czyli kilkanaście lat przed swoją premierą.
Napisałem komentarz z pytaniem do autora, jakim cudem karabin mógł być wyprodukowany tyle lat przed tym, jak został opracowany.
Komentarz wymoderowany.

tvn24

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (289)
zarchiwizowany

#78329

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczorajsza trasa z miasta wojewódzkiego do mojej pipidówy - ok. 70 km. Jadę sobie spokojnie, bez pośpiechu, bo z przyczepką. I tak nie ma za bardzo jak wyprzedzać, bo i w naszym kierunku sporo aut, i z przeciwka. Ale znalazł się "rajdowiec" w octavii, który musiał wyprzedzać nawet tam, gdzie nie było takiej możliwości. Tak sobie "cykał" po jednym aucie, podnosząc ciśnienie pozostałym użytkownikom drogi. Ja jechałem spokojnie swoim tempem (~90 km/h). W mieście powiatowym po drodze byłem już bezpośrednio za "rajdowcem". Kolejne 5 km dalej wyprzedziłem go, ani przez chwilę nie przekraczając dozwolonej na tej drodze prędkości - facet jechał ok. 70 km/h za ciężarówką mając idealną okazję do wyprzedzania - długą prostą z doskonałą widocznością.
Wniosek: gościu spalił niepotrzebnie dużo więcej paliwa przez dynamiczną i "szarpaną" jazdę, nie zyskał nic na czasie, wku*wił wielu innych kierowców, stworzył kilkukrotnie zagrożenie...
Pytanie brzmi: po co?!

P.S. Tak, wiem, że dozwolona prędkość z przyczepą to 70 km/h na "zwykłej" drodze, ale myślę, że większość kierowców zgodzi się ze mną, że ten przepis jest archaiczny (z lat 70-tych ubiegłego wieku) i ustanowiony w czasach ówczesnych realiów technicznych (słabsze hamulce w samochodach itd.). Jazda 90 km/h z przyczepką o wadze ~300 kg nie powoduje pogorszenia np. drogi hamowania, natomiast wolniejsza jest utrudnienie w ruchu i np. prowokuje do niebezpiecznego wyprzedzania "zawalidrogi".

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (26)

#77175

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez kilka lat, tzn. przez okres studiów i jeszcze trochę, mieszkałem w Opolu. Co jakiś czas bywałem w tamtejszym Kauflandzie i o ile odwiedzałem go w miarę regularnie, to pamiętałem, aby nie dotykać metalowych elementów ruchomego chodnika (w tym obiekcie parking jest pod sklepem, na poziomie 0, a sala sprzedaży nad nim, na poziomie 1 - pomiędzy nimi nie ma klasycznych schodów ruchomych, tylko takie "spłaszczone", na które da się też wjechać wózkiem zakupowym wyposażonym w odpowiednie samoblokujące kółka).

Otóż jeśli chwyci się tylko za gumową poręcz chodnika, wszystko ok. Gorzej, jeśli nasze palce wystają nieco dalej i dotkną metalowego elementu, który stanowi prowadnicę tejże gumy. Ta blacha po prostu kopie prądem. I to nie delikatnie, jak to się czasem zdarza w wyniku naładowania elektrostatycznego przedmiotów. To na prawdę mocno kopie!

Dziś, pierwszy raz od bardzo długiego czasu, znów byłem w tym sklepie. Zdążyłem zapomnieć o "niespodziance", więc położyłem rękę na poręczy, a palcami dotknąłem metalowej części. No i cóż, defekt schodów dobitnie mi o sobie przypomniał. Chociaż jestem zdrowym człowiekiem, to skutki odczuwałem przez około dwie godziny - przyspieszone tętno, uczucie duszności, trudności z oddychaniem.

Oczywiście zgłosiłem sprawę pani w biurze obsługi klienta - przy okazji wspomniałem, że ten sam problem zgłaszałem już kilka lat temu i to wielokrotnie. Okazało się, że obsługa sklepu doskonale o tym wie, a - podobno - wzywany wiele razy serwis nie widzi problemu. Zapytałem, czy pani ma świadomość, że dla osoby np. z padaczką lub z rozrusznikiem serca takie kopnięcie może się skończyć tragicznie - odpowiedziało mi smutne pokiwanie głową.

Cóż, jutro uruchomię odpowiednie instytucje (na razie przychodzi mi na myśl jedynie nadzór budowlany i ewentualnie sanepid...).
Póki co przestrzegam przed dotykaniem czegokolwiek metalowego na ruchomym chodniku w tym sklepie.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 252 (272)

#77039

(PW) ·
| Do ulubionych
Pani premier miała wypadek, to już chyba cała Polska słyszała. Piekielności jest w tej sprawie wiele, począwszy od tego, czy kolumna w uzasadniony sposób jechała jako uprzywilejowana, czy konieczne było angażowanie takich sił i środków, kto spowodował kolizję itd. Ale ja nie o tym.

Otóż pani premier jest "potłuczona", ale "przejdzie dodatkowe rutynowe badania" i jest w tym celu "transportowana do Warszawy śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Normalny człowiek jak jest tylko "potłuczony", to nawet na pomoc w SOR-ze nie może liczyć, bo go odeślą do POZ-tu. Czy "potłuczenia" wymagają badań, których nie da się przeprowadzić nigdzie indziej, tylko w Warszawie? Ten śmigłowiec może być potrzebny komuś, kto naprawdę będzie POWAŻNIE poszkodowany. Ale on być może umrze, bo nie jest VIP-em. Ot, równi i równiejsi.

Dodatkowo pacjenci czekający na pomoc w oświęcimskim SOR-ze zostali z niego wyrzuceni - poza tymi w najcięższym stanie - bo przyjęto panią premier.

Czy arogancja obecnej władzy ma jakieś granice? Trudno wymienić rząd, który nie dał społeczeństwu powodów do narzekań, ale to, co się obecnie wyprawia, przechodzi wszelkie pojęcie. Antoś i Beatka rozbijają się po kraju opancerzonymi rządowymi autami, a ta druga z powodu bzdurnego potłuczenia blokuje śmigłowiec ratowniczy, który służy do interwencji W NAJCIĘŻSZYCH PRZYPADKACH ZAGROŻENIA ŻYCIA I ZDROWIA - to nie jest latająca taksówka! Przypominam, że za to wszystko płacimy my - obywatele.

Skomentuj (78) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 328 (470)

#76897

(PW) ·
| Do ulubionych
O ZUS-ie napisano już wiele. Dodam do tego jedną kwestię: infolinię tejże instytucji. Dodzwonić się można bez problemu, ale już po wyborze opcji rozmowy z konsultantem i tematu otrzymujemy komunikat o średnim czasie oczekiwania. Kilka raz usłyszałem o 18 minutach, 25... Dziś ten czas wynosi 47 minut.

Tak właśnie ZUS szanuje przedsiębiorców, którzy odprowadzają składki. W końcu oni się nudzą, to niech sobie powiszą na telefonie.
Uprzedzając komentarze: nie dzwonię w sprawie, na temat której wszystko można sobie wygooglać, a w kwestii niejasności w ICH formularzu.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (157)

#76388

(PW) ·
| Do ulubionych
Wystawiłem coś do sprzedania na OLX-ie. Nieważne co, istotne, że jest to komplet składający się z czterech sztuk. Cena całości 1600 zł, do MAŁEJ negocjacji, co jest wyraźnie napisane w ogłoszeniu.

Oto jedna z wiadomości, które otrzymałem (pisownia oryginalna - proszę mnie nie pytać, co miał na myśli autor): "pieknie zakomentaz moge zaplacic po 200 zl za sztuke z dowozem woj lodz pozdrawiam".

Czyli nie dość, że facet chce kupić za połowę ceny, to jeszcze w cenie mam mu dowieźć dość spory kawałek (rzecz raczej nie do przewiezienie osobówką - trzeba jechać z przyczepką)... Niestety, reszty przekazu nie zrozumiałem ;)

Cóż, odpisałem panu, że lepiej przeznaczył fundusze na zakup słownika...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (186)
zarchiwizowany

#75490

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O tym, jak nie zostałem klientem Play. Dosłownie sprzed chwili.

Mam już w tej sieci telefon, a ze świadczonych usług jestem zadowolony. Może nie jest idealnie, ale naprawdę dobrze. Numer - wraz z kilkoma innymi - jest zarejestrowany na mojego ojca (w ofercie dla firm), mniejsza o przyczyny tego stanu.
Dziś w reklamie telewizyjnej usłyszałem o ofercie, które potencjalnie mogłaby być atrakcyjna dla mojej działalności. Dzwonię więc na infolinię - z różnych powodów nie miałem czasu na grzebanie po stronie, a akurat miałem taką robotę, że telefon na słuchawkach kompletnie mi nie przeszkadzał. Cóż, niestety nie udało mi się tak porozmawiać z nikim kompetentnym.
Odsłona pierwsza: odbiera (bardzo szybko) pani o miłym głosie, wyłuszczam jej sprawę. Ona mówi, że połączy mnie z działem sprzedaży. Ok, spoko. Słyszę przełączanie, a po 3-4 sekundach połączenie zostaje zerwane.
Odsłona druga: odbiera (równie szybko) inna pani o miłym głosie, nawet przez chwilę myślałem, że ta sama. Mówię, że przed chwilą byłem przełączany do działu sprzedaży, ale coś się nie udało. Pani jest baaardzo zdziwiona, bo "Ale jak to? My nie mamy takiej technicznej możliwości, żeby połączyć do działu sprzedaży". Aha, czyli pierwsza pani mnie najzwyczajniej okłamała. No to cóż, składam skargę na zachowanie pierwszej pani. Sama procedura przyjęcia skargi to komedia - pani nie rozumiała, co się do niej mówi, zadawała niezrozumiałe pytania (np. "i co jeszcze mam TU wpisać?" - zupełnie, jakbym wiedział, jakie ona ma pola do wypełnienia w formularzu), ogólnie masakra - miałem wrażenia, że rozmawiam z osobą, która jakby miała jeszcze jeden zwój mózgowy mniej, to srałaby gdzie popadnie. Na koniec pytam, jaki w takim razie jest numer do tego działu sprzedaży. Pani podaje (zaznaczam: jest godzina ~17:00 w niedzielę).
Odsłona trzecia: dzwonię na podany numer. Automat informuje mnie, że infolinia jest czynna od poniedziałku do piątku w godzinach jakichś tam, a w soboty w jakichś tam innych. W niedziele nieczynna. Pani podająca mi numer nie wiedziała, w jakim godzinach pracuje ICH dział sprzedaży?

Zawsze wydawało mi się, że INFOlinia służy INFOrmacji klienta, a nie dezINFOrmacji. Widocznie nie w Play. Cóż, poszukam innego operatora.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (19)

#74541

(PW) ·
| Do ulubionych
W czwartek zamawiałem coś przez Allegro. Przejrzałem kilka ofert, wstępnie wybrałem 5, które obdzwoniłem. 1 odpadła, bo nie dało się ze sprzedającym skontaktować telefonicznie, a potrzebowałem zapewnienia, że towar będzie wysłany tego samego dnia. 3 pozostałe firmy uczciwie powiedziały, że kurierzy już odebrali od nich towar, więc nie wyślą tego dnia (było pomiędzy 12:00 a 13:00). Został więc piąty sprzedawca, który zapewnił, że jeśli do 15:00 zakup zostanie dokonany przez Allegro i zapłacony przez PayU (czy jak tam się ten system natychmiastowych płatności nazywa), to NA PEWNO (pytałem 3 razy - było to dla mnie bardzo ważne ze względu na dłuższy weekend) wyślą jeszcze tego dnia. Zakupu i przelewu dokonałem o 13:40, a więc ze sporym zapasem względem podanego terminu. Zapłaciłem i czekałem.

W piątek cały dzień siedziałem w domu, a kuriera ani słychu, ani widu. Sprawdzam więc maila celem sprawdzenia, czy może nie przyszła wiadomość z numerem przesyłki, żebym mógł sprawdzić, co się z nią dzieje. Wiadomość owszem, była - że przesyłka została NADANA W PIĄTEK. W dodatku kurierem InPostu - gdyby wcześniej wiedział, że wyślą przez tę firmę, to na pewno nie kupiłbym nic u tego sprzedawcy, bo InPost to jedna wielka śmierdząca kupa (przynajmniej na moim terenie funkcjonuje poniżej wszelkiej krytyki - opóźnione przesyłki, awiza podczas obecności w domu, chamstwo itd.). Na aukcji widnieje informacja, że korzystają z usług kurierskich firmy Siódemka.

Wobec powyższego dzwonię na infolinię, gdzie dowiaduję się, że... Siódemka nie istnieje, bo została przejęta przez InPost. Ok, spoko, faktycznie dawno nie widziałem aut oznakowanych Siódemką, więc przyjąłem do wiadomości, chociaż nijak nie widzę uzasadnienia, żeby nie uaktualnić tej informacji na aukcjach - klient nie musi wiedzieć, która firma którą przejęła. Pracownik nie potrafił też wyjaśnić, dlaczego wczoraj kłamał, że przesyłka na pewno od nich wyjdzie (to była ta sama osoba).

Dziś, dosłownie przed chwilą, coś mnie tknęło i wszedłem na stronę Siódemki (istnieje nadal, choć firma nie działa już pod tą nazwą). Okazało się, że nie przejął jej InPost, a DPD. Wtedy przypomniała mi się reklama telewizyjna z hasłem "Siódemka zmienia się w DPD" i już wiedziałem, że pracownik firmy po raz kolejny kłamał.

Może ten jeden dzień w opóźnieniu wysyłki to dla kogoś niedużo, ale akurat zależało mi na otrzymaniu tego konkretnego przedmiotu przed weekendem. Wysłana dzień później dotrze do mnie nie jeden, a 4 dni później.

Cóż, będzie negatyw na allegro. Zdecydowanie odradzam jakiekolwiek zakupy w firmie GlobalPlayers S.C., ul. Skrzydlata 11, 82-300 Elbląg. Nick na Allegro: automaxhit_pl - to zwykli kłamcy.

allegro

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (187)