Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

vonavi

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2016 - 14:10
Ostatnio: 16 czerwca 2018 - 1:34
  • Historii na głównej: 20 z 27
  • Punktów za historie: 3124
  • Komentarzy: 36
  • Punktów za komentarze: 65
 
zarchiwizowany

#82416

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia o psychologach i ich leczeniu przypomniała mi jedną historię raczej smutną niż piekielną ale się nią podzielę.

Była sobie pewna dziewczyna imieniem Zuzanna (Z). Studiowała ona razem z Marią (M), z którą się szybko zaprzyjaźniła. M miała jednak pewien problem. Otóż cierpiała ona na depresję i to do tego stopnia, że psychologowie postanowili ją na jakiś czas zostawić w szpitalu. Z w czasie jej pobytu tam przynosiła jej notatki z zajęć i ją odwiedzała. Gdy dziewczyna wyszła Z dalej pomagała M oraz ją mocno wspierała, czasami zaniedbując narzeczonego, rodzinę i innych przyjaciół. I tak dotrwały do końca studiów.

Po zakończeniu edukacji na uczelni dziewczyny się rozeszły w swoich kierunkach jednak obiecując sobie, że będą w ciągłym kontakcie. Początkowo wyglądało to obiecująco jednak z biegiem czasu M coraz mniej się odzywała do Z mimo, że ta próbowała zachować z nią ciągły kontakt. Próby te trwały do momentu gdy M ogłosiła przez twarzoksiążkę, że wyszła za mąż. Dla Z było to zaskoczenie, gdyż M, mimo coraz rzadszych kontaktów to jednak w momencie gdy się odzywała nie chwaliła się, że kogoś ma a co dopiero, że mają się pobierać. Z zrobiło się przykro, że osoba którą uważała za przyjaciółkę nawet nie dała znać że coś takiego się wydarzy. Chciała nawet M zaprosić na swój ślub, jednak postanowiła ją skreślić z listy gości. Przestała się też odzywać do M, a i ta nie szukała z nią później kontaktu. Tak oto zakończyła się "przyjaźń".

przyjaciółki

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -15 (21)
zarchiwizowany

#78014

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odnośnie historii Morningstar o numerze http://piekielni.pl/77929 opowiem o swojej historii z ostatniego weekendu.

Wracamy z Lubą z weekendu u moich rodziców. Spokojnie sobie ciągniemy do przodu jedną z krajówek, która w tym akurat miejscu jest jednopasmowa. Długa prosta więc i dobre miejsce do wyprzedzania. Jedziemy sobie: jedno autko (chyba VW ale nie jestem pewien), ja i za mną jeszcze kilka samochodów. Pojawił się za nami też on: Pan i Władca szos w srebrnym Vivaro. Stwierdził, że nasza "stówka" na liczniku to dla niego za mało i postanowił nas wszystkich wyprzedzić. No i tak brał nas wszystkich za jednym wyprzedzaniem aż zamigała mu wysepka na drodze przed pasem do skrętu w lewo. Nie mógł jej brać po pasie do jazdy z drugiej strony bo jechały auta więc postanowił wcisnąć się przede mnie. Przyhamowałem dosyć mocno, żeby mu nie wjechać w "tyłek". Gościu jednak niczym nie zrażony zaraz jak lewoskręt się skończył postanowił dalej wyprzedzać jak szalony. Tylko co mu to dało na koniec? A no niewiele bo do miasta wojewódzkiego (które też było naszym celem) dojechałem tuż po nim (widziałem jak wysiada ze swojego auta przy jednym z domów na przedmieściach).

kierowcy dk5

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 32 (84)
zarchiwizowany

#76417

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dużo historii o weselach się ostatnio pojawia to ja podzielę się jeszcze jedną, którą opowiadała nam siostra (S) mojej lubej i za jej zgodą ją publikuję.

Mąż siostry (nazwiemy go MS) ma znajomą (Z) z czasów licealnych z którą utrzymuje dobry kontakt. W dodatku kończyli studia na tym samym wydziale więc znajomość naturalnie się utrzymywała i tak pomimo upływu lat ciągle się utrzymuje. MS nigdy nie zabiegał o względy Z szczególnie, że ona była ze swoim partnerem (P) jeszcze od czasów gimnazjalnych i zawsze deklarowała do niego wielką miłość. Oczywiście jeśli jest wielka miłość to i musi być wielkie i w dodatku wspaniałe wesele. Ile to MS się nasłuchał o przygotowaniach to S nie potrafiła zliczyć. Oczywiście Z obiecała MS, że będzie zaproszony na wesele i dlatego jakieś pół roku przed nim Z razem z P przyjechali do mieszkania MS i S wręczyli zaproszenia. Oczywiście Z deklarowała, że będzie wesele wspaniałe, cudowne i o niebo lepsze niż wesele jej kuzynki o którym to opowiadała same negatywne rzeczy a w dodatku że u niej na weselu na pewno będą wszyscy się bawić. Po tym trajkocie pojechali do domu dalej szykować się do wielkiego dnia.

S i MS oczywiście zjawili się na tym weselu, odebrali swój zarezerwowany pokój i zaczęły się piekielności:
1) MS musiał zapłacić za pokój chociaż było obiecane ze strony Z, że tego robić nie będzie musiał. Na szczęście jakoś to przełknął.
2) Do kościoła musieli jechać ponad 50 km od sali a i znaleźć go nie było łatwo. Na szczęście zjawili się na 15 min przed rozpoczęciem ceremonii.
3) Po ślubie kawalkada jechała z taką prędkością, że można było ją uznać za jakiś grupowy wyścig samochodowy w dodatku po drogach po których prędkość większa niż 50 km/h była bardzo ryzykowna.
4) Nim wszyscy goście dotarli na salę młodzi byli już po życzeniach, szampanie, pocałunku i usiedli przy stole by zjeść obiad.
5) MS był przy swoim stole praktycznie jedyną osobą pijącą, gdyż mimo zapewnień Z, że ekipa jest taka co bardzo lubi pić nikt z tej ekipy nie pił.
6) Para Młoda do 2:30 w nocy (gdy S i MS się zwinęli do pokoju) zatańczyła ze sobą może 2 kawałki oprócz pierwszego tańca. Nawet MS więcej z Z tańczył.
7) Pomimo zapewnień, że rodzina jest z takich co lubi tańczyć na parkiecie oprócz S i MS stałych par było może ze 3 a i zawsze znalazły się jakieś 2 dodatkowe, którym akurat odpowiadał kawałek (a wesele na 120 osób). A S mówiła, że zespół grał naprawdę świetnie.
8) Pan Młody zniknął gdzieś na godzinę i nikt go znaleźć nie mógł. Poza tym był w takim stanie, że wesele mógł już skończyć o 21.
9) W sumie nie wiem czy piekielność to jest ale napiszę: S miała przez całe wesele wrażenie, że Z chyba wolałaby za męża MS, gdyż wydawało się, że zalotnie się do niego odnosi.
10) 3/4 gości ulotniło się przed 2. S i MS wyszli o 2:30, gdyż już mieli dosyć. Z później zarzekała się, że wesele skończyło się o 5.
11) Mimo, że się umówili na południową kawę Para Młoda się nie zjawiła i nie dała nawet szansy S i MS podziękowania, za zaproszenie na wesele. Później mieli jeszcze pretensje, że się z nimi nie pożegnali.

Tych piekielności ponoć było więcej ale te S najbardziej pamiętała. 2 lata później S i MS zorganizowali swoje, skromniejsze wesele ale za to do samego końca bawili się prawie wszyscy.

wesele

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -15 (23)
zarchiwizowany

#74554

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z podróży służbowej. Jako, że jeżdżę po kraju a i często do Niemiec zdarza mi się nocować w różnych hotelach. Są takie, z którymi firma ma umowy i po prostu wcześniej mi rezerwują wszystko a ja tylko zajeżdżam i się melduję. Są też takie, w których rezerwacje robię sam najczęściej przez jeden z portali do tego przeznaczonych. I wtedy właśnie zajechałem do hotelu w którym sam zrobiłem takową rezerwację. Dla dopełnienia historii dodam, że hotel nie miał swojego parkingu. Zaparkowałem na prywatnym parkingu niedaleko hotelu, poszedłem do recepcji i ustawiłem się za mężczyzną (nazwiemy go Kowalski) który w tym momencie się meldował. Jako, że miałem chwilę to w telefonie postanowiłem poszukać potwierdzenia rezerwacji przesłanej przez portal. Jednak pan Kowalski zwrócił moją uwagę bo dosyć głośno protestował i domagał się darmowego parkingu twierdząc, że tak mu obiecano na portalu przez który bukował (tak, to był ten sam portal w którym ja rezerwowałem). Recepcjonistka grzecznie tłumaczyła mu, że parkingu nie posiadają oraz, że nie doczytał informacji w portalu rezerwacyjnym na temat parkingu. Jako, że dosyć mi się spieszyło wtrąciłem się do rozmowy i powiedziałem, że faktycznie była tam ta informacja na ten temat. Pan Kowalski na mnie spojrzał i powiedział pełnym oburzenia głosem, że się mylę i że nigdzie nie było o tym mowy. Pokazałem mu w telefonie moje potwierdzenie rezerwacji, gdzie takowa informacja była i stwierdziłem, że niech sobie sprawdzi w swoim potwierdzeniu, bo też ją ma. Pan Kowalski postanowił sprawdzić włączając swojego laptopa. Ja w tym czasie się zameldowałem i poszedłem do pokoju. Gdy pół godziny później wychodziłem na kolację w miasto dopytałem Recepcjonistkę o to czy udało się sprawę rozwiązać. Była mi wdzięczna za wtrącenie się oraz powiedziała, że pan Kowalski kłócił się z nią od 10 min o to.

Ludzie zanim coś kupicie, zarezerwujecie, podpiszecie czytajcie wszystko dokładnie. A jak nie jesteście czegoś pewni to po prostu dopytajcie (jak chodzi o fejsbuczka i inne rzeczy to telefony nie gryzą ale jak trzeba zadzwonić to już niektórych strach oblatuje). Oszczędzi to stresu wam jak i osobie po drugiej stronie.

parking hotel

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (111)
zarchiwizowany

#74173

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Znajoma 3 lata temu powiła swoją córeczkę. A wiadomo jak to z małymi dziećmi - uwielbiają się brudzić. Jako, że jest lato wyjechali z małżonkiem i pociechą na wakacje. Nie było ich z tydzień ale wrócili w sobotę wieczorem. No to znajoma postanowiła robić pranie w niedzielę od rana, szczególnie tej najmłodszej członkini ich rodziny, gdyż miała w poniedziałek jechać na tydzień do dziadków na wieś. A że mieszkają na parterze w bloku to pranie na balkonie każdy widzi. A jak to na blokowiskach zdarzają się i piekielne emerytki komentujące wszystko i wszystkich. Cztery takie zasiadły na ławeczce parę metrów od balkonu znajomej i zaczęły komentować jaka to ona grzesznica, że pranie robi w niedzielę, że pracować nie wolno w dzień pański i takie tam podobnego typu. Jako, że upał tego dnia był to znajoma drzwi balkonowe miała otwarte i wszystko usłyszała. W pierwszym odruchu chciała iść coś już powiedzieć tym emerytkom ale małżonek jeszcze ją powstrzymał. Jednak za drugim razem jak głośniej powtarzały swoją tyradę to znajoma nie wytrzymała i wyszła do nich mówiąc "Drogie sąsiadki. Większym grzechem od robienia prania w niedzielę, jest bezczelne obgadywanie na ławeczce. Więc radzę szybciutko biec do spowiedzi coby grzechu śmiertelnego nie mieć jak się będzie na mszy komunię przyjmować". Emerytki oburzone poszły sobie na inną ławkę przy tym pomstując jak ta młodzież dzisiaj jest niewychowana, a małżonek znajomej przez kilka dni na wspomnienie tego śmiał się do rozpuku.

bloki pranie

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (58)
zarchiwizowany

#74130

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja z dzisiaj.

Jako, że mój pojazd zwany Kijanką się ubrudził, a w weekend wybieramy się na wesele postanowiłem wybrać się na myjnię. Jako że nie lubię machać za dużo pojechałem na myjkę ciśnieniową ale samoobsługową. Podjeżdżam pod myjnię i co widzę: jedno ze stanowisk do odkurzania zajęte ale te do mycia wolne więc podjechałem pod stanowisko nr 1, które było najbliżej stanowisk do odkurzania. Wydłubałem z portfela drobne i chcę już wrzucać w maszynę gdy podchodzi pan Piekielny, który chwilę wcześniej odkurzał swoje auto i mówi stanowczym tonem, że tutaj nie wolno myć auta bo jest rezerwacja. Patrzę po całym stanowisku ale o takim czymś żadnej informacji nie ma. Pytam się więc gościa kto zarezerwował to miejsce i dlaczego nie można myć skoro nie ma żadnej informacji na ten temat. Pan Piekielny coraz bardziej stanowczym tonem, że on, że mam odjechać bo zaraz on tu stanie i że mam spadać. Na co odpowiedziałem, że skoro odkurza auto to stanowisko to jest wolne i nie odjadę a po drugie to ma pozostałe dwa wolne więc jak chce to może podjechać pod któreś z nich. Na co pan Piekielny stwierdził, że on koniecznie musi tutaj myć, że to jego stanowisko i dalej powtarza, że mam spadać. Cała sytuacja pewnie by trwała jeszcze chwilę, ale akurat pod stanowiska odkurzania podjechał znajomy Policjant (swoją drogą to znany wszystkim w naszym miasteczku Pan Komendant) i słysząc, że się kłócimy podszedł do nas. Pan Piekielny widząc Komendanta zaczął się jeszcze bardziej spierać, że jemu to miejsce się należy na co Komendant stwierdził, że zadzwoni do serwisu myjni i dowie się o regulamin jej. Na to pan Piekielny odpuścił ale coś jeszcze pod nosem marudził, że mi pokaże i się odegra. Jakoś niespecjalnie się przejąłem.

myjnia_samochodowa

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (127)
zarchiwizowany

#74050

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia jaka zdarzyła się jakiś czas temu mojej znajomej. Z racji, że jest ona recepcjonistką w jednym z Hoteli to ma praktycznie cały czas kontakt z mniej lub bardziej piekielnymi klientami. Jako, że ich hotel nie posiada swojego parkingu to sprawia to różne nieprzyjemne sytuacje. Ale do meritum.

Przyjechał gość w interesach do miasta w którym znajoma pracuje i miał zamówiony nocleg przez pośrednika. Standardowa procedura przy meldowaniu, gość zadaje pytania na różne tematy i wszystko na razie jest cacy. Po chwili dochodzi do tematu parkingu. Jak już wspomniałem ten hotel nie posiada takowego ale przed budynkiem znajduje się parking należący do prywatnej firmy, z którą współpracują. Gość stwierdził, że w zamówieniu posiada parking i po okazaniu dokumentu od pośrednika faktycznie takowy był gwarantowany. Znajoma nic tylko sprawdziła w swoich dokumentach i okazało się, że pośrednik nie zamówił parkingu o czym go kulturalnie poinformowała oraz również, że postara się wyjaśnić sprawę. Gość poszedł do pokoju i koleżanka zajęła się wyjaśnieniem. Jako, że też inne osoby się meldowały zajęło jej to trochę czasu ale w końcu udało się wszystko i z pośrednikiem i parkingiem wyjaśnić. Poinformowała gościa, że jak najbardziej wszystko jest tak jak ma na zamówieniu od pośrednika i przeprosiła go problemy.

Gdzie piekielność? A no dwa dni po wyjeździe gościa przyszła od niego skarga na koleżankę, że utrudnienia robiła, była niekulturalna, zbywała gościa oraz że nie powinna pracować w takim miejscu. W dodatku oskarżył ją o kłamstwo, bo na pewno od początku wiedziała, że ten parking był gwarantowany. I jak tu później być nastawionym pozytywnie do klienta?

hotel parking

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (120)

1