Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

vonavi

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2016 - 14:10
Ostatnio: 23 czerwca 2018 - 14:25
  • Historii na głównej: 20 z 27
  • Punktów za historie: 3130
  • Komentarzy: 36
  • Punktów za komentarze: 65
 
zarchiwizowany

#76417

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dużo historii o weselach się ostatnio pojawia to ja podzielę się jeszcze jedną, którą opowiadała nam siostra (S) mojej lubej i za jej zgodą ją publikuję.

Mąż siostry (nazwiemy go MS) ma znajomą (Z) z czasów licealnych z którą utrzymuje dobry kontakt. W dodatku kończyli studia na tym samym wydziale więc znajomość naturalnie się utrzymywała i tak pomimo upływu lat ciągle się utrzymuje. MS nigdy nie zabiegał o względy Z szczególnie, że ona była ze swoim partnerem (P) jeszcze od czasów gimnazjalnych i zawsze deklarowała do niego wielką miłość. Oczywiście jeśli jest wielka miłość to i musi być wielkie i w dodatku wspaniałe wesele. Ile to MS się nasłuchał o przygotowaniach to S nie potrafiła zliczyć. Oczywiście Z obiecała MS, że będzie zaproszony na wesele i dlatego jakieś pół roku przed nim Z razem z P przyjechali do mieszkania MS i S wręczyli zaproszenia. Oczywiście Z deklarowała, że będzie wesele wspaniałe, cudowne i o niebo lepsze niż wesele jej kuzynki o którym to opowiadała same negatywne rzeczy a w dodatku że u niej na weselu na pewno będą wszyscy się bawić. Po tym trajkocie pojechali do domu dalej szykować się do wielkiego dnia.

S i MS oczywiście zjawili się na tym weselu, odebrali swój zarezerwowany pokój i zaczęły się piekielności:
1) MS musiał zapłacić za pokój chociaż było obiecane ze strony Z, że tego robić nie będzie musiał. Na szczęście jakoś to przełknął.
2) Do kościoła musieli jechać ponad 50 km od sali a i znaleźć go nie było łatwo. Na szczęście zjawili się na 15 min przed rozpoczęciem ceremonii.
3) Po ślubie kawalkada jechała z taką prędkością, że można było ją uznać za jakiś grupowy wyścig samochodowy w dodatku po drogach po których prędkość większa niż 50 km/h była bardzo ryzykowna.
4) Nim wszyscy goście dotarli na salę młodzi byli już po życzeniach, szampanie, pocałunku i usiedli przy stole by zjeść obiad.
5) MS był przy swoim stole praktycznie jedyną osobą pijącą, gdyż mimo zapewnień Z, że ekipa jest taka co bardzo lubi pić nikt z tej ekipy nie pił.
6) Para Młoda do 2:30 w nocy (gdy S i MS się zwinęli do pokoju) zatańczyła ze sobą może 2 kawałki oprócz pierwszego tańca. Nawet MS więcej z Z tańczył.
7) Pomimo zapewnień, że rodzina jest z takich co lubi tańczyć na parkiecie oprócz S i MS stałych par było może ze 3 a i zawsze znalazły się jakieś 2 dodatkowe, którym akurat odpowiadał kawałek (a wesele na 120 osób). A S mówiła, że zespół grał naprawdę świetnie.
8) Pan Młody zniknął gdzieś na godzinę i nikt go znaleźć nie mógł. Poza tym był w takim stanie, że wesele mógł już skończyć o 21.
9) W sumie nie wiem czy piekielność to jest ale napiszę: S miała przez całe wesele wrażenie, że Z chyba wolałaby za męża MS, gdyż wydawało się, że zalotnie się do niego odnosi.
10) 3/4 gości ulotniło się przed 2. S i MS wyszli o 2:30, gdyż już mieli dosyć. Z później zarzekała się, że wesele skończyło się o 5.
11) Mimo, że się umówili na południową kawę Para Młoda się nie zjawiła i nie dała nawet szansy S i MS podziękowania, za zaproszenie na wesele. Później mieli jeszcze pretensje, że się z nimi nie pożegnali.

Tych piekielności ponoć było więcej ale te S najbardziej pamiętała. 2 lata później S i MS zorganizowali swoje, skromniejsze wesele ale za to do samego końca bawili się prawie wszyscy.

wesele

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -15 (23)

#74818

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedziela w delegacji z pracy więc i tak muszę czekać do poniedziałku, żeby pozałatwiać sprawy i wrócić do domu.

Odpaliłem sobie na laptopie jeden z programów motoryzacyjnych o dziwnych sytuacjach na drodze i przy okazji jednej z takich sytuacji przypomniało mi się co się jeszcze lat parę temu działo w moim rodzinnym mieście na osiedlu, na którym się wychowałem. Ale do rzeczy.

Rzeczone osiedle na którym się wychowałem do dużych nie należało. Raptem z 5 krótkich bloków (po 2 klatki w każdym). Były jednak tam dwie spółdzielnie mieszkaniowe. Do pierwszej (która była naszą spółdzielnią) należał wjazd na osiedlowy parking (droga biegła wzdłuż jednego z bloków), do drugiej natomiast owy parking. Przez lat 20 z hakiem wszyscy się dogadywali: oni mogą wjeżdżać na parking przez nasz wjazd, my możemy tam sobie parkować. Wjazdu inaczej wytyczyć nie dało się gdyż obok były inne zabudowania. Wszystko było cacy do momentu gdy w spółdzielni nr 2 nie zmienił się Prezes.

Jako, że był to człowiek od niedawna mieszkający na tym osiedlu nie zdawał sobie spraw do końca jak sytuacja wygląda. Postanowił trochę w jego mniemaniu unormować sytuację z parkingiem i zakazał nam parkowania tam. Nikt sobie nic z tego nie robił do momentu, gdy pan Prezes nie zaczął wzywać straż miejską by zakładali blokady i inne tego typu rzeczy. A straż miejska była łasa na kasę (jak chyba wszędzie) to i mimo iż nieprawnie (jak się dowiedzieliśmy później) zakładała blokady na koła i nakładała mandaty. Nasz Prezes próbował interweniować u tamtego ale tamten był głuchy na prośby o rozmowę. Po kilku takich sytuacjach zwołano nadzwyczajne zebranie naszej spółdzielni, na którym wyjątkowo stawili się wszyscy (ja również z ciekawości z ojcem poszedłem). Zapadła decyzja: skoro wjazd jest nasz to montujemy tam metalowe blokady, a mieszkańcy naszej spółdzielni otrzymują po kluczu. Przez czas do zamontowania owej blokady wszyscy parkowali tak, żeby tamten Prezes nie mógł się do niczego przyczepić. Aż przyszedł dzień, w którym przyjechał majster i zamontował.

Jakież zdziwienie było ludzi wracających z pracy a nie mogących wjechać na parking przez tę blokadę. Jakiś czas później przyjechał i tamten Prezes i zobaczywszy co się stało domagał się rozmowy z naszym Prezesem. Zanim do spotkania doszło przed parkingiem nazbierało się dosyć dużo samochodów nie mogących nań wjechać. Jakież było zdziwienie gdy się okazało, że wjazd należy do naszej spółdzielni i że skoro nie zamierzają przestrzegać dawnego porozumienia to niech wytaczają sobie nową drogę.

W końcu Prezes drugiej spółdzielni skapitulował i pozwolił nam parkować na ich parkingu, a my obaliliśmy blokadę we wjeździe (jest tam jednak zamontowana do dziś w razie podobnych sytuacji w przyszłości)

absurdy drogowe parking

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 282 (302)

#74569

(PW) ·
| Do ulubionych
Lubej jakiś czas temu zmarł dziadek. W sumie był poczciwy staruszek. Jednak miał swojego ulubieńca - najmłodszego kuzyna lubej. Nie narzekała nigdy i nie wypominała po śmierci dziadziusiowi, że jej nie kochał, ale ogólnie było widać różnicę w traktowaniu kuzyna z traktowaniem reszty swoich wnuków (coś na zasadzie jak wszystkim dam jednego cukierka to ten dostanie ich trzy).

Tak się akurat stało, że dziadek wyciął swojemu ulubieńcowi numer i zmarł niecałe dwa tygodnie przed jego weselem. Jako, że do wesela był krótki termin to rodzina zastanawiała się czy nie odwołać zespołu. Rodzice przyszłej małżonki kuzyna uznali, że nie będzie odwoływania ani wesela, ani zespołu i że wszystko ma się toczyć tak jakby nic się nie stało, a młodzi na to przystali (co już w sobie było dla mnie piekielnością). Rodzina lubej jakoś się z tym pogodziła, ale większość uznała że po prostu sobie na weselu posiedzą.

Gdy przyszedł dzień pogrzebu dziadka, a było to dokładnie tydzień przed weselem, wszyscy ubrani na czarno udali się, by ciało pochować i odprawić modły za duszę zmarłego. Zjawili się wszyscy z wyjątkiem... ukochanego wnuka dziadunia i jego narzeczonej. Babcia lubej, a wdowa po dziaduniu to wyłapała, zresztą jak i reszta rodziny. Kilka dni po pogrzebie babcia postanowiła zadzwonić do wnuka dlaczego na pogrzebie się nie stawił.

Wiecie jaka była odpowiedź młodego? Nie było go, ponieważ nie chciał sobie psuć nastroju tak ponurym wydarzeniem na tydzień przed weselem, a poza tym to nie było nic ważnego. Babcia mało co zawału nie dostała.

babcia kuzyn wesele dziadek pogrzeb

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 259 (319)
zarchiwizowany

#74554

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia z podróży służbowej. Jako, że jeżdżę po kraju a i często do Niemiec zdarza mi się nocować w różnych hotelach. Są takie, z którymi firma ma umowy i po prostu wcześniej mi rezerwują wszystko a ja tylko zajeżdżam i się melduję. Są też takie, w których rezerwacje robię sam najczęściej przez jeden z portali do tego przeznaczonych. I wtedy właśnie zajechałem do hotelu w którym sam zrobiłem takową rezerwację. Dla dopełnienia historii dodam, że hotel nie miał swojego parkingu. Zaparkowałem na prywatnym parkingu niedaleko hotelu, poszedłem do recepcji i ustawiłem się za mężczyzną (nazwiemy go Kowalski) który w tym momencie się meldował. Jako, że miałem chwilę to w telefonie postanowiłem poszukać potwierdzenia rezerwacji przesłanej przez portal. Jednak pan Kowalski zwrócił moją uwagę bo dosyć głośno protestował i domagał się darmowego parkingu twierdząc, że tak mu obiecano na portalu przez który bukował (tak, to był ten sam portal w którym ja rezerwowałem). Recepcjonistka grzecznie tłumaczyła mu, że parkingu nie posiadają oraz, że nie doczytał informacji w portalu rezerwacyjnym na temat parkingu. Jako, że dosyć mi się spieszyło wtrąciłem się do rozmowy i powiedziałem, że faktycznie była tam ta informacja na ten temat. Pan Kowalski na mnie spojrzał i powiedział pełnym oburzenia głosem, że się mylę i że nigdzie nie było o tym mowy. Pokazałem mu w telefonie moje potwierdzenie rezerwacji, gdzie takowa informacja była i stwierdziłem, że niech sobie sprawdzi w swoim potwierdzeniu, bo też ją ma. Pan Kowalski postanowił sprawdzić włączając swojego laptopa. Ja w tym czasie się zameldowałem i poszedłem do pokoju. Gdy pół godziny później wychodziłem na kolację w miasto dopytałem Recepcjonistkę o to czy udało się sprawę rozwiązać. Była mi wdzięczna za wtrącenie się oraz powiedziała, że pan Kowalski kłócił się z nią od 10 min o to.

Ludzie zanim coś kupicie, zarezerwujecie, podpiszecie czytajcie wszystko dokładnie. A jak nie jesteście czegoś pewni to po prostu dopytajcie (jak chodzi o fejsbuczka i inne rzeczy to telefony nie gryzą ale jak trzeba zadzwonić to już niektórych strach oblatuje). Oszczędzi to stresu wam jak i osobie po drugiej stronie.

parking hotel

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (111)

#74012

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewnie podobnych historii było już tutaj wiele ale mimo wszystko postanowiłem się podzielić też swoją.

Z natury jestem raczej życzliwym człowiekiem, który pomaga ludziom jeśli tej pomocy faktycznie potrzebują. W dodatku mieszkam też w małej miejscowości, z której dojeżdżam do pracy do jednego z większych miast wojewódzkich.

Tego dnia akurat jechałem na popołudniową zmianę. Tak jak zawsze przesiadłem się z pociągu którym jeżdżę do komunikacji miejskiej i podjechałem kilka przystanków w stronę miejsca swojej pracy. Tak się akurat stało, że wysiadłem przystanek wcześniej, by podejść do sklepu kupić sobie coś na ząb, bo byłem w tym dniu bez obiadu.

Gdy wyszedłem ze sklepu ruszyłem w kierunku pracy i doszedłem do jednego z większych skrzyżowań na mojej drodze (wiadomo po 2 pasy dla każdego kierunku jazdy w dodatku w środku pas zieleni). Gdy ustawiłem się grzecznie przy przejściu zauważyłem, że przed światłami stoi samochód z włączonymi światłami awaryjnymi, a wśród innych samochodów biega roztrzęsiona Pani, która próbuje się gdzieś dodzwonić i w dodatku prosi innych kierowców o pomoc. Jej prośba do tego momentu spotykała się z odmową. Dla nas na przejściu włączyło się zielone, doszedłem do miejsca akcji, podszedłem do Pani i zaoferowałem swoją pomoc. Jako, że w tym czasie dla tego kierunku jazdy włączyły się też zielone światła na sygnalizacji, to wszyscy pojechali, a niektórzy mieli jeszcze czelność trąbić, że to auto stoi mimo, że było zepsute. Dopiero kiedy ja się zaoferowałem z pomocą jednego z kierowców ruszyło sumienie i pomógł mi przepchnąć auto na wysepkę żeby nikomu nie zawadzało.

Najbardziej oburzył mnie fakt, że mimo iż Pani prosiła o pomoc, to nikt się nie ruszył. Nawet osoby, które stały obok mnie przed przejściem dla pieszych po prostu zignorowały ten fakt. I choć wiem, że nie wolno życzyć nikomu źle, to jednak życzę tym wszystkim którzy albo patrzyli bezradnie albo odmówili pomocy tej osobie, żeby spotkał ich podobny los.

ulica auto skrzyżowanie

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (187)
zarchiwizowany

#74173

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Znajoma 3 lata temu powiła swoją córeczkę. A wiadomo jak to z małymi dziećmi - uwielbiają się brudzić. Jako, że jest lato wyjechali z małżonkiem i pociechą na wakacje. Nie było ich z tydzień ale wrócili w sobotę wieczorem. No to znajoma postanowiła robić pranie w niedzielę od rana, szczególnie tej najmłodszej członkini ich rodziny, gdyż miała w poniedziałek jechać na tydzień do dziadków na wieś. A że mieszkają na parterze w bloku to pranie na balkonie każdy widzi. A jak to na blokowiskach zdarzają się i piekielne emerytki komentujące wszystko i wszystkich. Cztery takie zasiadły na ławeczce parę metrów od balkonu znajomej i zaczęły komentować jaka to ona grzesznica, że pranie robi w niedzielę, że pracować nie wolno w dzień pański i takie tam podobnego typu. Jako, że upał tego dnia był to znajoma drzwi balkonowe miała otwarte i wszystko usłyszała. W pierwszym odruchu chciała iść coś już powiedzieć tym emerytkom ale małżonek jeszcze ją powstrzymał. Jednak za drugim razem jak głośniej powtarzały swoją tyradę to znajoma nie wytrzymała i wyszła do nich mówiąc "Drogie sąsiadki. Większym grzechem od robienia prania w niedzielę, jest bezczelne obgadywanie na ławeczce. Więc radzę szybciutko biec do spowiedzi coby grzechu śmiertelnego nie mieć jak się będzie na mszy komunię przyjmować". Emerytki oburzone poszły sobie na inną ławkę przy tym pomstując jak ta młodzież dzisiaj jest niewychowana, a małżonek znajomej przez kilka dni na wspomnienie tego śmiał się do rozpuku.

bloki pranie

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (58)
zarchiwizowany

#74130

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja z dzisiaj.

Jako, że mój pojazd zwany Kijanką się ubrudził, a w weekend wybieramy się na wesele postanowiłem wybrać się na myjnię. Jako że nie lubię machać za dużo pojechałem na myjkę ciśnieniową ale samoobsługową. Podjeżdżam pod myjnię i co widzę: jedno ze stanowisk do odkurzania zajęte ale te do mycia wolne więc podjechałem pod stanowisko nr 1, które było najbliżej stanowisk do odkurzania. Wydłubałem z portfela drobne i chcę już wrzucać w maszynę gdy podchodzi pan Piekielny, który chwilę wcześniej odkurzał swoje auto i mówi stanowczym tonem, że tutaj nie wolno myć auta bo jest rezerwacja. Patrzę po całym stanowisku ale o takim czymś żadnej informacji nie ma. Pytam się więc gościa kto zarezerwował to miejsce i dlaczego nie można myć skoro nie ma żadnej informacji na ten temat. Pan Piekielny coraz bardziej stanowczym tonem, że on, że mam odjechać bo zaraz on tu stanie i że mam spadać. Na co odpowiedziałem, że skoro odkurza auto to stanowisko to jest wolne i nie odjadę a po drugie to ma pozostałe dwa wolne więc jak chce to może podjechać pod któreś z nich. Na co pan Piekielny stwierdził, że on koniecznie musi tutaj myć, że to jego stanowisko i dalej powtarza, że mam spadać. Cała sytuacja pewnie by trwała jeszcze chwilę, ale akurat pod stanowiska odkurzania podjechał znajomy Policjant (swoją drogą to znany wszystkim w naszym miasteczku Pan Komendant) i słysząc, że się kłócimy podszedł do nas. Pan Piekielny widząc Komendanta zaczął się jeszcze bardziej spierać, że jemu to miejsce się należy na co Komendant stwierdził, że zadzwoni do serwisu myjni i dowie się o regulamin jej. Na to pan Piekielny odpuścił ale coś jeszcze pod nosem marudził, że mi pokaże i się odegra. Jakoś niespecjalnie się przejąłem.

myjnia_samochodowa

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (127)
zarchiwizowany

#74050

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia jaka zdarzyła się jakiś czas temu mojej znajomej. Z racji, że jest ona recepcjonistką w jednym z Hoteli to ma praktycznie cały czas kontakt z mniej lub bardziej piekielnymi klientami. Jako, że ich hotel nie posiada swojego parkingu to sprawia to różne nieprzyjemne sytuacje. Ale do meritum.

Przyjechał gość w interesach do miasta w którym znajoma pracuje i miał zamówiony nocleg przez pośrednika. Standardowa procedura przy meldowaniu, gość zadaje pytania na różne tematy i wszystko na razie jest cacy. Po chwili dochodzi do tematu parkingu. Jak już wspomniałem ten hotel nie posiada takowego ale przed budynkiem znajduje się parking należący do prywatnej firmy, z którą współpracują. Gość stwierdził, że w zamówieniu posiada parking i po okazaniu dokumentu od pośrednika faktycznie takowy był gwarantowany. Znajoma nic tylko sprawdziła w swoich dokumentach i okazało się, że pośrednik nie zamówił parkingu o czym go kulturalnie poinformowała oraz również, że postara się wyjaśnić sprawę. Gość poszedł do pokoju i koleżanka zajęła się wyjaśnieniem. Jako, że też inne osoby się meldowały zajęło jej to trochę czasu ale w końcu udało się wszystko i z pośrednikiem i parkingiem wyjaśnić. Poinformowała gościa, że jak najbardziej wszystko jest tak jak ma na zamówieniu od pośrednika i przeprosiła go problemy.

Gdzie piekielność? A no dwa dni po wyjeździe gościa przyszła od niego skarga na koleżankę, że utrudnienia robiła, była niekulturalna, zbywała gościa oraz że nie powinna pracować w takim miejscu. W dodatku oskarżył ją o kłamstwo, bo na pewno od początku wiedziała, że ten parking był gwarantowany. I jak tu później być nastawionym pozytywnie do klienta?

hotel parking

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (120)