Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

welcomeTOmyWORLD111

Zamieszcza historie od: 26 września 2011 - 20:59
Ostatnio: 15 stycznia 2017 - 22:45
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 1662
  • Komentarzy: 66
  • Punktów za komentarze: 127
 
Temat świeży.
Ostatnio wydałam moje dwie kamizelki odblaskowe zupełnie obcym ludziom. Jak do tego doszło?

Szalała śnieżyca, jechałam sobie wolno i starałam się nie wpaść w poślizg. Z naprzeciwka jechało auto które miało źle ustawione światła mijania (swoją drogą to również olbrzymia piekielność) i oślepiało mnie. Postanowiłam się zatrzymać.

Nie ma za co, panowie piesi którzy szli sobie brzegiem jezdni bez żadnego oświetlenia czy odblasku. Kolesie wcale nie chcieli tych kamizelek, powiedziałam że albo biorą albo dzwonię na policję.

Tak tylko przypomnę, że mamy jedno życie i nie jesteśmy cyborgami.

w drodze do domu

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (Głosów: 167)

#75825

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłam sobie kiedyś półbuty, takie coś a'la adidasy w popularnym sklepie z butami na D. Zapłaciłam 100zł i zadowolona z nich wróciłam do domu.

Niecały miesiąc później zauważyłam, że brudzą mi skarpetki i trochę piachu czułam, ale nic nie wylatywało. Żeby dojść do samochodu muszę przejść ścieżką z piasku, więc pomyślałam, że może mi się nabrało - chociaż sama średnio w to wierzyłam.
Zaczęły się deszcze - zaczęło mi się robić mokro, bynajmniej nie na widok przystojniaka, lecz nieprzyjemnie, bo w butach i to od deszczu. Coś mnie tknęło i zaczęłam je dokładnie oglądać. Na podeszwie było pęknięcie. Szybka decyzja, reklamacja bo kasy szkoda, a buty ładne. Poszłam w tym celu do sklepu.

Spotkałam jedną panią i jednego chłopaka, którzy byli z podobnym problemem jak ja. Pani ekspedientka powiedziała, że w tym miesiącu nie ma tygodnia by ktoś nie przyszedł i nawet powód ten sam. Jednocześnie poinformowała nas, że nie warto, bo odpowiedź jest zawsze taka sama: w tych butach się nie chodzi po deszczu.

Żeby nie niskie temperatury to zaprawdę powiadam Wam, że nosiłabym cały rok trampki za dychę od chińczyka. Najstarsze wytrzymały mi już 3,5 sezonu wiosenno-letniego i pomimo kilku prań nie wyglądają jakby chciały odejść na emeryturę.

galeria

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (Głosów: 201)

#75383

(PW) ·
| Do ulubionych
O moim tatusiu, który zmotywował mnie do szybkiej wyprowadzki i bezstresowego życia.

1.Oszczędny aż do... smrodu

Wiadomo, na gospodarstwie częściej klepie się biedę niż żyje w raju (mówię tutaj o skromnych rolasach co to mają ledwie 10-30 hektarów) ale mój ojciec od paru lat przesadza i to ewidentnie. Myje się raz na tydzień (przy dobrych wiatrach) i teraz wyobraźcie sobie, że ten człowiek rano i wieczorem spędza przynajmniej godzinę w oborze pełnej świń i krów + wyrzucanie im obornika. CODZIENNIE. Dla tych co nie mają rozeznania powiem tylko, że aby złapać całą gamę zapachów takiej obory wystarczy stanąć na chwilę w progu. Nie wyobrażacie sobie jak ten człowiek śmierdzi, jak śmierdzi w pokoju rodziców, najgorzej zimą bo po 16 już przychodzi do domu i ogląda TV do późnej nocy.
To nie wszystko, sposobem na oszczędzanie jest również niespłukiwanie po sobie wody w toalecie oraz nie mycie po TYCH czynnościach rąk. W toalecie śmierdzi coś na wzór publicznej/szkolnej czyli zwyczajnie moczem i kałem. Wstyd kogokolwiek przyprowadzić. Oczywiście szczotka do toalety gryzie.
Pilot od telewizora się strasznie klei, nawet nie chcę wiedzieć od czego.

2. Zabunkrowany w swoich racjach

"ja tak mówię i tak masz robić" najbardziej znienawidzona kwestia w moim życiu. Ojciec jest typem choleryka-dyktatora, jeśli on tak chce to tak musi być i koniec kropka. Będzie się z Tobą kłócił i wszelkie argumenty będą się od niego odbijać jak piłeczka kauczukowa od ściany. Nie wygrasz, a tylko dorobisz się wrzodów albo refluksu żołądka.
Ciężko wybrać najlepszą sytuację opisującą ten punkt bo jest ich zbyt wiele... Po przełożeniu opon okazało się, że na jednej z nich mam dość spory balon. Stwarza on duże zagrożenie w trakcie jazdy, nawet gdy jedzie się wolno. Koniecznie chciałam wymienić tą oponę, a w sumie 2 bo jeśli ktoś się orientuje opony muszą być takie same na jednej osi. Takiej samej nie znalazłam więc trzeba wymienić dwie, koszt: 120zł. Jako wtedy uczennica bez grosza, zapytałam się ojcu czy pożyczy mi te 120 zł na wymianę.

Usłyszałam, że opona jest dobra i jeszcze mogę pojeździć z 5 lat na niej! Jak się jeździ wolno i bezpiecznie to nie ma prawa się nic stać! Opona jednym z ważniejszych elementów bezpieczeństwa?! kto ci takich durnot naopowiadał? Jak się jeździ spokojnie to nie ma prawa się nic stać!
To było tak w skrócie, mama ukradkiem pożyczyła mi te pieniądze i dokonałam wymiany. Dodam fakt, że w tamtym czasie woziłam pełen samochód ludzi do szkoły. Nie wyobrażam sobie wypadku z powodu wadliwej opony gdy jadę sama, a gdzie tutaj pełne auto... No ale przecież wystarczy jechać 50km/h (3/4 trasy to droga krajowa, pełna tirów).

3. Jesteś złośliwa

To o mnie, rzekomo robię wszystko na złość i w ogóle jestem taka wredna. Kiedy najczęściej to słyszę? Oprócz codziennych sytuacji... Gdy szukamy czegoś w internecie. Kiedyś ojciec chciał kupić kombajn, podał mi wszystkie interesujące go parametry, które wpisałam gdzie trzeba i zaczęło się.
- jak mi rano Jurek szukał to tutaj były inne ogłoszenia
- już koniec? Na pewno nie, kłamiesz mnie, wczoraj jak oglądałem z Jurkiem to było więcej!
- Jurek znajdywał lepsze, ty nie umiesz szukać
- jak sobie szukasz to umiesz znaleźć a mi specjalnie nie chcesz pokazywać
Teksty te wypowiedziane ze złością, wręcz wściekłością. Ludzie wierzcie mi, że nie robię tego specjalnie. Co by mi to dało? Wpisuję to co go interesuje i pokazuję każde ogłoszenie, jeszcze doczytuję za niego niektóre info, spisuję numery, no normalnie full wypas, niczym to się nie różni od szukania "dla mnie". I tak jest za każdym razem, koniec końców jestem wyzwana od najgorszych, niewdzięczna i złośliwa, szukam nie to co trzeba, nie znalazłam nic interesującego. Chodzi zaś pół godziny i słyszę jaką jestem wstrętną córką bo nic ciekawego mu nie znalazłam i on na komputerze Jurka widział lepsze, do tego przeklina niesamowicie. A mi się wtedy chce tylko płakać.

+ Uprzedzam pytania; a sam nie może szukać? Ojciec nie zna się na komputerach i wcale nie chce tego zmieniać.

4. Cisza i spokój

Największy spokój jest gdy jedzie do swojej pracy dorywczej i nie ma go przynajmniej 8 godzin. W domu panuje cisza i spokój, nikt się nie denerwuje, można spuszczać wodę w toalecie bez obawy o krzyk: "ku*wa wiesz ile to kosztuje" i można sobie spokojnie porozmawiać (ojciec nie umie rozmawiać, umie tylko krzyczeć i przeklinać). Niezależnie czy wraca z pracy czy z podwórka od razu na wejściu zaczyna swój wściekły monolog pełen przekleństw i wyrzutów jaką jesteśmy złą rodziną, jak matka źle prowadzi dom.

Nadmienię tutaj, że wystrój domu nie zmienił się odkąd pamiętam czyli od 25 lat... Nawet remontu nie było. No może mama raz dostała jakiś wazon na imieniny czy coś, to jedyne co doszło do wystroju. Mimo to, każdego dnia (od 3-4 lat) mama ma awantury, że dom jest ZAGRACONY! On nie ma gdzie przejść, najlepiej jakby nic nie było na korytarzu (bo przecież szafka na buty zajmująca mniej niż połowę korytarza to za wiele) i w pokojach to samo! Powiedzcie... Czy szafa na ubrania, stół, krzesła i łóżko to pokój zagracony? Tak schludnego domu nie widziałam u nikogo... Nawet ozdoby w stylu wazonów i innych dupereli nie mają miejsca u nas w domu. Mimo to awantury są. Kilkugodzinne narzekanie i wściekanie się o to. Przekleństwa, ubliżanie, obrażanie, wyzywanie, obarczanie winą. Każdego dnia.

Chyba starczy na tą historię. Oczywiście tego jest więcej.

dom rodzinny

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 305 (Głosów: 333)
zarchiwizowany

#75401

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historię dedykuję wszystkim tym, którzy za brzydkie parkowanie naklejają naklejki z męskimi narządami na samochody.

Ja nienawidzę "mistrzów parkowania". Tak jak chyba większość, jak nie wszyscy i sama byłam za tym, żeby naklejki takowe przyklejać. Lecz historia, która przydarzyła się mojej siostrze otworzyła mi umysł na drugą stronę medalu. To tak w skrócie.

Siostra parę lat temu upatrzyła sobie wymarzone autko. Odkąd jej tylko wpadło w oko nic tylko o nim gadała. Miała wybrany rocznik, model, wygląd, dodatki, kolor no dosłownie wszystko. Wiecie jak jest trudno znaleźć takie auto... No część z Was wie. Siostra przez długi czas pracowała w weekendy, a niekiedy i w tygodniu po szkole byleby starczyło na auto marzeń. W końcu uzbierała (byliśmy w szoku jej wytrwałości) i rozpoczęła poszukiwania żmudne i trudne. Ale znalazła, szczęśliwa była niesamowicie, grzebała przy nim, pucowała, chuchała i dmuchała.

Pewnego razu jej dobry kolega, który pomagał jej nie raz, zapytał się czy pożyczy mu auto. Jego w naprawie, a on miał wizytę u lekarza w sąsiednim mieście. Wizyta wyczekana bo po pół roku. Siostra nie miała nic przeciwko, pomogła znajomemu. Kolega nie mógł znaleźć miejsca do parkowania więc krążył trochę po mieście, a że wyjechał "tak akurat" to czas go gonił. W końcu znalazł miejsce, niefortunne bo obok mistrza parkowania. Chcąc nie chcąc zaparkował tyle na ile pozwolił mu mistrzu obok i pobiegł do doktora. Kiedy wrócił auto siostry (oraz mistrza obok) było obklejone naklejkami "karny ch*j za ch*jowe parkowanie" i piękny rysuneczek na nich. Przynajmniej po jednej naklejce na szybie, drzwiach itd.

Ja rozumiem, sama nie lubię takich ludzi i uważam, że należy ich upominać. Ale na litość Boską, czy to nie może być zwykła papierowa kartka wsadzona za wycieraczkę? Tylko naklejka, której nie sposób zdjąć z karoserii czy szyby. Nie wiem co to był za klej, ale ustrojstwo pomimo zdjęcia naklejek nadal tam jest. Wygląda na prawdę mocno nieestetycznie, takie kleiste plamy do których lepi się dosłownie wszystko.

Powiedzcie mi jaka jest pewność, że mistrzu jest swoim autem? Krzywdzicie wtedy niewinną osobę. Dlatego jeśli jesteś jedną z tych osób, które kleją auta to następnym razem zastanów się dwa razy czy tego chcesz. Bo to jest po prostu niszczenie mienia, niekiedy niewinnej osobie. Nie polecam widoku załamanej dziewczyny, która przez tyle czasu i z takim uporem szukała swojego idealnego autka.

parking

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (Głosów: 27)

#74673

(PW) ·
| Do ulubionych
Po pracy wpadłam na zakupy do pewnego dużego sklepu z owadem w kropki. Jak wiecie są tam bułki i inne dobrodziejstwa, również te słodkie w postaci drożdżówek czy pączków.
Miałam nadzieję, że nie będę miała okazji tego zobaczyć...

Stoi chłopaczek lat około piętnaście i wybiera pączki, ale jak... każdego maca ręką wcale nie odzianą w żadną foliową rękawiczkę czy chociażby torebkę. Zrobiło mi się aż niedobrze gdy pomyślałam ile razy dziennie odwiedzał toaletę w szkole i ile razy mógł nie myć rąk - no nieważne, sam fakt. Stałam przez chwilę i patrzyłam jak każdy pączek jest przez niego zmacany, a do foliówki włożył dopiero dwa. Zwróciłam mu uwagę na co on z oburzeniem odparł:
- ja tylko sprawdzam czy świeże są i miękkie.

Wytłumaczyłam mu, że na specjalnym uchwycie obok leżą torebeczki foliowe które spokojnie można nałożyć na rękę i dotknąć sobie pączusia jeśli mu tak bardzo zależy. A on dalej jak mantrę powtarzał: ja tylko sprawdzam czy miękkie, ręce mam czyste!
Jedna z pracownic zainteresowała się naszą rozmową i podobnie jak ja upomniała młodzieńca i powiedziała, że powinien kupić teraz wszystkie które dotknął, na co on zostawił te pączki i głosem jakby miał się zaraz rozpłakać:
- pie*dolę, nie chcę już ich

Nie mam pojęcia jak zakończyła się ta sprawa, ponieważ wróciłam do swoich zakupów ale jedno wiem: choćbym umierała z głodu nie kupię nigdy niczego wystawianego w taki sposób w sklepach.

sklepy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (Głosów: 192)

#74547

(PW) ·
| Do ulubionych
Było już kilka historii o podobnych akcjach, ale i tak opiszę co się odwala w moim mieście.
Rowerów jest dużo, sama nawet czasami dojeżdżam sobie gdzieś rowerem zamiast samochodem. Tylko, że mam wrażenie jakoby rowerzyści byli niezniszczalni, ponieważ świadczy o tym ich zachowanie. Chyba, że pojawiła się jakaś miksturka niezniszczalności o której nie wiem?

Sytuacja 1.
Jedziesz sobie przez miasto, dwa pasy. Lewy pusty, za tobą mazda, a przed tobą rower (na nim pan lat ok.50-60). Mazda nie zamierza się wlec 20km/h więc zjeżdża na lewy pas i zaczyna wyprzedzanie. W tym samym momencie rowerzysta niespodziewanie zjeżdża na ten pas, żadnej wyciągniętej ręki czy chociażby spojrzenia za siebie. Mazda hamuje, kierowca trąbi i przez otwarte okna tylko usłyszałam "ku*wa uważaj gdzie jeździsz!" pan natomiast beztrosko jak gdyby nic dojechał do pasów i wjechał na chodnik.

Sytuacja 2
Wracałam popołudniu do domu, pierwsze skrzyżowanie w mieście. W zasadzie było pusto jak na tę porę dnia, ale euro trwało, godzina meczu także nawet to zrozumiałe. Przede mną chłopaczek lat może z 17, radośnie mknie na swoim góralu, słuchawki w uszach i pędzi. Podwójna ciągła do tego za chwile pasy i skrzyżowanie dlatego wstrzymałam się z wyprzedzaniem co prawdopodobnie uratowało moją karoserię i kartotekę ;) Chłopak nie oglądając się, nawet nie sygnalizując chęci zmiany kierunku, na wysokości pasów jak gdyby nic zjechał na chodnik po LEWEJ stronie, dość niespodziewany manewr prawda? Zrobił to dość energicznie i szybko dlatego w pierwszej sekundzie odebrałam to jako wywrotkę. Mikrozawał miałam mimo zachowania odległości od niego, hamulce nie były zadowolone. Co gdyby ktoś olał przepisy i go wyprzedził w tym momencie?

Sytuacja 3
Zeskakiwanie z roweru. Dla mnie zmora, co prawda utrzymuje odstęp od rowerzystów ale wiecie jak to jest, wy jedziecie stałą prędkością, a rowerzysta przed wami nagle się zatrzymuje poprzez zeskoczenie z roweru. Mi się udaje zatrzymać, dzięki zachowanemu wcześniej odstępowi ale nie raz i nie dwa widziałam jak jakiś kierowca gwałtownie wjeżdżał na pas obok żeby nie potrącić rowerzysty. Akurat w takiej sytuacji winne są obydwie osoby: kierowca za brak odstępu i rowerzysta za nagłe zatrzymanie się bez zasygnalizowania tego. W mieście jak w mieście, wolno się jeździ ale do takich sytuacji dochodzi również za drogach gdzie maksymalna dozwolona prędkość to 90km/h.

Oczywiście nie bronię kierowców ponieważ oni również odwalają głupoty na drodze, jednak mój wpis dotyczył rowerzystów. Do takich sytuacji dochodzi bez przerwy. Jeszcze żaden rowerzysta na moich oczach nie przejechał, nie skręcił czy nie zakończył swojej jazdy tak jak powinien. Może się czepiam, ale mnie na egzaminie na kartę rowerową w podstawówce uczono, że należy wyciągnąć rękę w celu zasygnalizowania manewru oraz obejrzeć się za siebie aby upewnić się czy coś za nami jedzie oraz czy kierowca zwraca na nas uwagę. Nawet w mieście... Nasłuchiwanie czy coś za nami nie jedzie jest kiepskim pomysłem wśród ulicznego zgiełku i hałasu. Rowerzyści chcą aby ich traktować normalnie na drodze ale nadal wielu z nich nie stosuje się do przepisów panujących na niej. Nie wyobrażam sobie teraz, żeby wszystkie samochody miały nagle przestać używać kierunkowskazów i jak gdyby nic zjeżdżać na parkingi czy skręcać na skrzyżowaniach. A jak wiemy, nie raz nie dwa zdarzy się delikwent który tego nie zrobi.
Może to po prostu urok mojej małej mieściny, a może ktoś rozdawał dodatkowe życia za darmo.

ulice miast

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (Głosów: 137)
Sprzed paru dni. Pociąg... parno, gorąco z ludzi po prostu cieknie... jechałam z kolegą z wypadu do Gdańska.

Kolega postanowił otworzyć okno - zapytał się pasażerów czy może - ot zgoda była, to otworzył.
Przyjemny powiew... ludzie odetchnęli, ale wsiadła ONA, kobieta, która nie była najmłodsza ale tapety na twarzy to miała chyba z 30 kg. i taki wielki rzucający się pieprzyk na policzku (dowiecie się dlaczego to wspominam).

(kobieta): - ZAMKNIJ TO OKNO GÓWNIARZU! ZAWIEJE MNIE!

Kolega grzeczny, pełna kulturka więc zamknął ale miny nasze i pasażerów mówiły więcej niż tysiąc słów. :)

A więc, siedzimy coraz bardziej gorąco, znowu leje się z nas pot... postanowiłam zasnąć.. nagle kolega mnie szturcha i wskazuje na panią piekielną: jak każdy zaczęła się "topić" DOSŁOWNIE! Cała tapeta zaczęła jej dosłownie spływać! Kapało jej wszędzie i na wszystko. A ten pieprzyk... też spłynął... tak po całej twarzy w dół, długa czarna wstęga w morzu tapety. :D

Powiem jedno: jedyny plus to satysfakcja nasza i pasażerów, bo kobiecina sama chciała żeby zamknąć okno.

pociąg

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 829 (Głosów: 879)

1