Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

wifi

Zamieszcza historie od: 11 czerwca 2014 - 11:05
Ostatnio: 1 kwietnia 2017 - 13:16
  • Historii na głównej: 6 z 8
  • Punktów za historie: 1288
  • Komentarzy: 41
  • Punktów za komentarze: 128
 

#77487

(PW) ·
| Do ulubionych
Pamiętacie komunikator GaduGadu? On jeszcze istnieje. Niestety nie służy do rozmowy. A szkoda, bo chyba do rozmowy został stworzony.
Pojawiła się w gadulcu funkcja Losuj Rozmówcę. No to Wi-fi losuje, a nuż trafi się jakiś rozmówca o podobnych zainteresowaniach. Ale Wi-fi to jednak głupia bestia. Na GG szukać kogoś do pogadania...

Teraz na GG szuka się do spotkań sponsorowanych (delikatnie rzecz ujmując...). Zacytuję kilka kwiatków:
1. "hej wale sb stringami siostry zlac sie w nie i wyslac ci foto?"
2. "Parka po 30 szuka chętnej do trójkąta-zainteresowana? odpisz"
3. "Hej mała, lubisz adrenalinę? może skok ze spadochronu i seks w trakcie?"

Pisownia oryginalna, bo co dziwniejsze wiadomości to robię screena rozmowy. A tego typu propozycji jest mnóstwo.
Najbardziej dziwią mnie reakcje na odmowę. Zostałam nazwana już ku**ą, dziwką, szmatą, a najbardziej śmieszy mnie drewniana cipka :D bo odmówiłam spotkania w wiadomym celu (gdzie sens i logika).

Zdjęcie profilowe:
1. jeśli nie mam - wyślij fotę, najlepiej w bieliźnie, albo nago, ewentualnie się opisz.
2. jeśli mam siebie z facetem (głupia myślałam, że to debili odstraszy) - zostaw tego przeszczepa, ja będę lepszym partnerem/kochankiem.
3. jeśli na profilowym mam cokolwiek (książkę, motocykl, kwiatka, piłkę, kota)- wyślij zdjęcie, opisz się (patrz punkt pierwszy).
Już wiem dlaczego na GG zostało mi 6 znajomych. Reszta komunikator usunęła (też to zrobię).

Z ciekawości wlazłam na czat. CZAT TEMATYCZNY. Wymyśliłam nick związany z moją pasją i wiekiem (np. łyżwiarka_34, zmotoryzowana_27, paznokciowa_19). Liczyłam (o ja głupia!) na rozmowę związaną z nazwą pokoju. Czyli o szkole, książkach, sporcie itp. Ale było to samo co na gadu. Propozycje dyskretnych spotkań za kasę. NIKT nie zapytał o pasję/hobby. A nazwy niektórych osób odstraszały:
1. mlody_z_duzym
2. zonaty_kochanki
3. stary_ale_jary
4. dyskretny_sponsor
5. w_trasie_chetny
I mogłabym tak w nieskończoność. Powtarzam: Czat tematyczny.

Były pytania, czy przyjadę na piwo i sex, czy ocenię przyrodzenie, czy XX cm mi wystarczy... Zdjęcia członków zamiast dzień dobry to standard (nie pytając, czy chcę takie zdjęcie).
Rozmawiałam o tym z koleżanką. Dla zbity weszła na ten czat z nickiem ciasna_15tka. Wyszłyśmy na fajkę. Po powrocie było 408 (!) powiadomień o chęci prywatnej rozmowy. I to nie był czat erotyczny. Tam nie miałabym odwagi zajrzeć.

Myślałam, że człowiek jest istotą rozumną i potrafi pohamować swoje instynkty. Myliłam się. Wiem, że człowiek w internecie może być każdym. Ale używanie rozumu nie boli.
Nie wiem jak to skomentować. Puenty też nie będzie.

Ludzie! Dla mnie to jest CHORE...

instynkty człowieka

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (Głosów: 260)

#77315

(PW) ·
| Do ulubionych
Potrzebowałam siłowników klapy bagażnika, ponieważ mój 26-letni złomek lata świetności ma dawno za sobą. Zamówiłam więc takowe w jednej z grup motoryzacyjnych, do której należę. Znalazłam używki za grosze. Wysyłający GWARANTUJE, że sprawne. Wszystko sprawnie poszło. Jedna z wielu szybkich i udanych transakcji.

Ale nie byłoby tej historii tutaj...

Po otwarciu paczki okazuje się, że siłowniki nie mają zaczepów. Co, wiadomo, uniemożliwia mi założenie ich. Wiadomość więc do sprzedającego.

[Ja] Proszę Pana, te siłowniki są wybrakowane/uszkodzone.
[S] Wiem.
[Ja] Zapewniał Pan, że są sprawne i gotowe do montażu, a brakuje zaczepów.
[S] Wiem. A czego się Pani spodziewała po używce za 20zł? Z poprzednich niech SE Pani przerzuci.
[Ja] (Już wpieniona) To po kija zapewnia Pan, że są sprawne? Wprowadza Pan klienta w błąd. Poza tym myśli Pan, że zamawiałabym nowe siłowniki, gdyby moje były sprawne? Te siłowniki zostaną odesłane w takim stanie jak je dostałam.

Sprzedający zgodził się na zwrot. Ciekawe tylko czy znowu je wystawi.
Co za tupet.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (Głosów: 184)

#77202

(PW) ·
| Do ulubionych
Losując, trafiłam na historię o tym jak godzinę po odjeździe karetki pogotowia kobieta zmarła, ponieważ ratownicy stwierdzili, że jest w pełni zdrowa. Przypomniało mi to historię mojego kolegi.

Mieszkał on z niepełnosprawną matką i z babcią. Kobita po 80-tce, ale na chodzie. Drewno przyniosła, ugotowała. I porozmawiać lubiła.

Pewnej nocy kolega ten usłyszał przeraźliwy wrzask z babci pokoju. Pobiegł tam i zastał babcię biało-fioletową. Wrzeszczała ponoć okropnie, że ma niesamowity ból głowy. Szybki telefon na 112, i kilkanaście minut później jechali karetką na szpital. Przywieźli, położyli i poszli. Zero badań, nic.
Kolega wkur****y niesamowicie (wcale się nie dziwię). Pyta lekarza:
- Dlaczego jej nie zbadacie? Zdjęcie chociaż zróbcie. Ta kobieta umiera!
- Sam pan zdjęcie zrób. Niedziela jest. Nie pracuje się.

I odszedł. A babcia zmarła. Na udar. Kolega wściekły, mówił, że pozwie ich wszystkich.
A czy pozwał - nie wiem. Nie miałam serca dopytywać. I tak ledwo się trzymał.

służba zdrowia

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 276 (Głosów: 320)

#76992

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam piekielną sąsiadkę. Babka grubo po 80-tce, ale wyprostowana chodzi jak niejedna 40-tka. Szelma 120 lat będzie żyć i krew zatruwać.

Historia 1.
Jestem panienką lekkich obyczajów. Tzn. sąsiedzi tak twierdzą, bo:
Mając 15 lat miałam chłopaka, który miał lat 17. Więc nie miał prawka ani auta. A że mieszkaliśmy jakieś 6 km od siebie (bez autobusów, bo wiocha zabita dechami), to mój ówczesny facet prosił siostry/znajomych/wujków żeby po mnie przyjechali lub żeby przywieźli lubego do mnie. Więc sąsiadka puściła plotkę, że jestem dzi**ą, bo co tydzień do mnie inny samochód przyjeżdża.

Historia 2.
Jestem alkoholiczką. Tzn. sąsiedzi tak twierdzą, bo:
U sąsiadki za ogrodzeniem znaleziono 5-6 puszek po piwie. Wielka awantura u mnie w domu, że libację zrobiłam i jej na podwórko puszki wrzuciłam. A wyglądało to tak: ja nie piję, bo nie mogę, poza tym miałam wtedy może 16 lat. A puszki okazały się być własnością 52-letniego wtedy syna sąsiadki (kawalera zresztą), który chcąc ukryć fakt, że pije - wymyślił sobie historie o moim melanżu.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (Głosów: 281)
zarchiwizowany

#77071

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W sobotę byłam z ukochańcem w markecie z owadem w kropki w logo. W ''moim'' sklepie chipsy, paluszki i alkohole są w ostatniej alejce, a pomiędzy regałami z winem są drzwi na zaplecze (albo i magazyn...). Podchodząc już do kasy mój luby zahaczył o regał z chipsami, żeby na wieczór coś do chrupania było. W tym momencie zobaczyliśmy pana, który ubiorem nieco wyróżniał się z tłumu. W zbyt dużej kurtce, brudnych bojówkach i trampkach, zarośnięty. Ogólnie mało przyjemny typ. Kuca on przy winach (te tańsze są na najniższej półce) i słyszymy charakterystyczny trzask zrywnej banderoli. Rozejrzał się wystraszony i zobaczył mnie. Schował amarenę pod kurtkę i sięgnął po kolejne wino, które również otworzył. I tu (niestety dla tego pana) z zaplecza wyszła pracownica sklepu i w krzyk:
- Co pan robi?! Tak nie wolno!! CHŁOPAAAKIII!!! - zawołała ochroniarzy.
Brawo dla niej za szybką reakcję. Jako, że jedna z pracownic zareagowała, to ja z ukochanym poszliśmy do kasy płacić za zakupy (inaczej my byśmy interweniowali, akcja działa się 3 m od nas). A pan menel ustawił się w kolejce za nami dzierżąc w ręku 4 amareny ( w tym 2 otwarte), zapłacił i wyszedł.
Co mnie boli: Ochrona nie zareagowała na krzyk pracownicy. Puścili go wolno nawet nie przeszukując. Nic.
Tylko pan menel stojąc za nami w kolejce marudził pod nosem, że ''szma*a je*ana musiała ku*wa wyjść akurat wtedy, nawet się napić ku*wa mać su*a nie da...'' Ehh, równie dobrze mógł wyjść nie płacąc...
Nie zauważyliby.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (Głosów: 119)

#76953

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam ostatnio na basenie w Horyńcu. Kto tam bywa wie, że szatnie są damskie (żółte), zielone (męskie) oraz dla osób niepełnosprawnych lub/i rodziców z dzieckiem.

Sytuacja sprzed tygodnia.
Po skończonej zabawie na hali basenowej przyszedł czas na prysznic i powrót do domu. Wzięłam więc z szafki ręcznik, żel, szampon i bieliznę i poszłam pod prysznic. Po wszystkim sucha, z ręcznikiem na włosach, ubrana w biustonosz i majtki poszłam do szatni ubrać się w pozostałą część garderoby. Normalne, prawda?
Otóż NIE!

W szatni był kobieta z dzieckiem. Dziecko to było około 10letnim chłopcem. Zdziwiło mnie to nieco, bo chłopcy w tym wieku potrafią sami się ubrać i wytrzeć (mam 12letniego brata, ogarnia się sam w szatni męskiej). A jeżeli nie potrafią sami, to do tego służy szatnia dla matek z dzieckiem. Ale nie byłoby afery, gdyby ta pani się nie odezwała.
- Pani wstydu nie ma nago łazić! Tu są DZIECI! A pani dups*iem świeci tak bez pardonu!
W tym momencie co mi mogło opaść to opadło... uszy, ręce, biust... Ale grzecznie odpowiedziałam.
- W takim razie dlaczego nie kupiła pani wejściówki do szatni dla dzieci?
U pani wystąpiła chwila konsternacji poprzedzona powiększeniem się gałek ocznych. Wytarła syna w pośpiechu, ubrała mu koszulkę i wybiegli na korytarz.

Chłopiec nie był niepełnosprawny. A ja byłam w bieliźnie.

Kto był piekielny:
Ja - bo chodziłam "nago" po szatni basenowej?
Mama chłopca - bo wychowała maminsynka?
Czy sam chłopiec? Bo przecież mógł się nie zgodzić wejść do tej szatni. Wystarczająco wie o świecie i jest na tyle duży, żeby odmówić.

basen

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (Głosów: 265)

#76883

(PW) ·
| Do ulubionych
Babcia.
Dość specyficzny człowiek.
Tyle wstępu.

Babcia ta posiada ogromne podwórko, na którym stoją dwa budynki: murowany dom, w którym mieszka ona z dziadkiem (ogrzewanie obejmuje tylko pokój, łazienkę i kuchnię, reszta pomieszczeń na pietrze nie jest ogrzewana) oraz drewniana chatka licząca jakieś 150 lat (nieocieplona, z małym piecem kaflowym w jednym z pokoi).

Jako, że mój związek się rozwija w dobrym kierunku, babcia pozwoliła nam zamieszkać w tej drewnianej chatce. Ukochaniec mega ucieszony, że nie musi 100km na spotkanie drałować. Ale gdyby wszystko było takie sielankowe, to nie pisałabym tej historii.

Dzień I.
Przed świętami w grudniu wywiązał się temat pasterki. Babcia umówiła się z moim ukochańcem, że pojadą razem (ja kościół omijam, ale to nie jest istotne). Po wigilii więc poszliśmy z ukochańcem do siebie (drewnianej chatki), żeby babcia się zdrzemnęła jeszcze kilka godzin. Chłop mi jednak padł. Dzwonię więc do babci (nie chciało mi się wychodzić :p) około 23, że ja ją zawiozę bo mój ukochaniec zasnął.

- Nieeee, nie trzeba, jutro na 16 sobie pojedziemy, niech śpi.
Pytam dla pewności, czy na pewno nie chce jechać. I tak nie śpię to pojadę.
- Nieee, nie trzeba, jutro na 16 pojedziemy.
OK.

Dzień II.
W Boże Narodzenie po obiedzie (około godziny 13) poszliśmy z ukochańcem do siebie. Z racji, że temat kościoła na godzinę 16 był aktualny, to chłop mój wyszedł o 15:20 odśnieżyć i zagrzać auto. Wpada zdziwiony chwilę później, że babci nie ma. Panika. Dziadek tłumaczy, że poszła do kościoła na piechotę.
OK.

Wróciła z kościoła oburzona, że musiała iść pieszo(!).
- Bo na Was nie można liczyć, trzeba było chociaż po mnie przyjechać, skoro w jedną stronę poszłam pieszo!
Zaczęłam się zastanawiać nad sensem umawiania się z nią.
Wieczorem przy kolacji:
- Ciocia D zapraszała nas na Szczepana do siebie. Nie wypada odmówić, więc bym Was prosiła o podwózkę do niej.
Dobrze, żaden problem, o której chcesz to pojedziemy.


Dzień III.
Z samego rana pytam babcię, o której chce jechać do cioci.
- A nie wiem, pewnie po obiedzie.
OK.

Przychodzimy na obiad. Babci nie ma. Zostawiła telefon. Nie było jej ponad 5 godzin. Po powrocie mówię, że mieliśmy przecież jechać do cioci...
- Nie byłam u cioci, bo mnie nie zawieźliście. Za to poszłam sobie do kościoła.

Niech ktoś mnie oświeci. Jak mam z nią rozmawiać, żeby się dogadać? Ze mną jest coś nie tak czy z nią? Różnica pokoleń?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (Głosów: 296)
zarchiwizowany

#76958

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Studiując w jednym z większych miast na podkarpaciu często widziałam starszego pana z kubeczkiem w ręku. Nie, nie był to pijaczyna żebrający pod sklepem o 2 zł bo suszy. Ten pan był ogolony, zadbany, i strasznie chudy. Siedział na schodkach pod jedną z najstarszych kamienic w mieście, a pod tyłek zawsze podkładał beżowy kożuch. W zimie za to siedział w tym kożuchu. Szkoda mi go było, więc za każdym razem jak byłam na mieście i owego pana spotkałam, to kupiłam mu cebularze, bułki, dwie duże wody mineralne, jakiś owoc i coś czekoladowego. Staruszek cieszył się z podarunku ze łzami w oczach. Ściśnięte z płaczu gardło odbierało mu schrypiały głos. Nawet idąc z koleżankami nie wstydziłam się podejść, zapytać co kupić. Robiłam mu skromne zakupy za każdym razem gdy go widziałam.
Pewnego słonecznego dnia, gdy po raz kolejny podarowałam panu wyprawkę cebularzy, usłyszałam za plecami krzyk kobiety.
- PANI MU NIC NIE KUPUJE!! ON MA RENTĘ!!!!

...

Zatkało mnie.

Odwróciłam się, aby zlokalizować tego babsztyla. Niestety był tłum ludzi (obok jest apteka, lodziarnia, a 200m dalej dworzec). Bez słowa poszłam do domu. Wracając zadzwoniłam do przyjaciółki i płacząc opowiedziałam tą sytuacje.
Do dziś nie mogę uwierzyć w to co usłyszałam. Wstyd mi za tą kobietę.
Studia skończyłam i niestety nie mieszkam już w tym mieście. Dla chętnych mogę podać gdzie można spotkać tego pana.

Bezduszność ludzi nie zna granic

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (Głosów: 90)

1