Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

zaszczurzony

Zamieszcza historie od: 1 czerwca 2011 - 18:23
Ostatnio: 3 maja 2018 - 22:59
Gadu-gadu: 11909198
O sobie:

Chcesz poznać szczura bliżej?Bez obaw!Tu bywam:
GG:11909198
www.facebook.com/zaszczurzony - tu FP Zaszczurzonego. ;) Zapraszam. ;)
Mój blog: http://ratgod.blogspot.com/
---
FAQ:
-Czy pójdę na piwo/zaproszę do swojej stacji?
Nie.
-Czy kobieta powinna iść na RM?
Przejdź się po wszystkich miejscach gdzie zatrudnia się RM,sprawdź w ilu zatrudniają kobiety.
-Coś mi się zrobiło-co to?
Nie wezmę odpowiedzialności za twoje zdrowie.
-Dlaczego dziennikarze szukali cię na piekielnych?
Przez jedną z historii.
-Nie przyjechaliście!Czemu!?
RM nie odpowiada za odmowę wysłania karetki.
-Za nieudzielenie pierwszej pomocy coś grozi?
Pierwszej pomocy - nie, pomocy ogólnie Art.162.KK i 93.KW.
-Czemu nie wystawiliście mandatu za bezpodstawne wezwanie?
Ratownik medyczny NIE MOŻE wystawić żadnego mandatu.

  • Historii na głównej: 151 z 163
  • Punktów za historie: 164595
  • Komentarzy: 1826
  • Punktów za komentarze: 15087
 

#10649

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z początków mojej pracy.
Pracuję w pogotowiu, jeżdżę zazwyczaj (niestety) na karetce S, ale tym razem miałem to szczęście być na P razem z kolegą ze studiów.

Dostaliśmy zgłoszenie do duszności kobiety po 60, która choruje na serce. To pojechaliśmy. Jesteśmy, otworzyła nam kobieta ok 40, obok niej chłopiec z 7 latek. Na miejscu zawsze pytamy czy w domu są zwierzęta, które biegają luzem - i to nie ze względu na moją kynofobię, ale po prostu zwierzęta nie powinny kręcić się przy narzędziach medycznych. "Nie, nie mamy zwierząt" - usłyszeliśmy. No to wchodzimy do domu i leci do nas pies, niewielki, ale szczeka jak nawiedzony.

- Pani weźmie tego piżmaka! - Zawołałem trzymając plecak medyczny, który ściągnąłem szybko, przed sobą żeby pies do mnie nie podbiegł.
- Proszę pana, to nie piżmak! To pies! - Powiedziała to, uśmiechając się jak do idioty.
Na to odzywa się chłopiec:
- Mamo! Ci panowie pracują w pogotowiu, nie w zoo! Nie muszą tego wiedzieć!

Śmiać się z tego zacząłem dopiero po powrocie do bazy. Teraz zawsze jak jedziemy to każemy "piżmaki zamknąć w łazience". ;)

Pogotowie :)

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 662 (746)

#10625

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze jedna u weterynarza, lecz tym razem nie weterynarz był piekielny, a pani "technik weterynarii", która wydawała zwierzęta po leczeniu właścicielom.

Dla wyjaśnienia, mam trzy całkowicie białe kotki. To był czas kiedy zaadoptowaliśmy trzecią kicię. Poprzedni właściciel oddawał ją bo kotka miała problemy z drogami rodnymi, wymagała sterylizacji i leczenia, a nie było go stać, nie chcąc kotki na męczarnie skazywać wolał oddać ją do adopcji. Jak tylko do nas trafiła to zgodnie z obietnicą wylądowała w klinice weterynaryjnej. Tam po ogólnych oględzinach ustaliliśmy, że faktycznie potrzebna jest sterylizacja.
Po kilku dniach kicia została w klinice na dobę i mieliśmy odebrać ją następnego dnia.

I tu się piekiełko zaczęło.

Przyjechaliśmy ok 12 odebrać kota. Podeszliśmy do pana doktora (ja i moja dziewczyna), a ten odesłał nas do w/w pani technik, która siedziała w sklepiku. Ponoć ona opiekowała się zwierzętami po zabiegach.

- Dzień dobry, my po kota.
- Nazwisko.
- Piotr Szczurnięty.
- Proszę za mną.

Czekaliśmy pod drzwiami, aż pani technik przyniesie nasze maleństwo. Przyniosła, ale... Nie tego kota co trzeba!

- Proszę pani, to nie nasz kot.
- Ale był pod nazwiskiem Szczurnięty!
- Ale to nie nasz! Nasz jest biały!
- No ten też biały jest...
- Ale w ŁATY. Nasz cały biały, bez łat, bez niczego. W dodatku to samiec jest! A nasza to dziewczynka!
- Nie mogę wam wydać innego kota, ten był pod waszym nazwiskiem, więc tego musicie wziąć.
- Chce pani żebym wziął nie swojego kota??? - Kompletnie zgłupiałem... Miałem wziąć kota obcej osoby i udawać, że to bez różnicy czy to samiec czy samica, czy jest biały czy ma łaty?
Jeszcze przez chwilę pani namawiała nas żebyśmy wzięli tego, bo ładny taki, zadbany...
Moja dziewczyna, mało cierpliwa osoba, zaczęła krzyczeć, że na pewno wydali naszego kota komuś innemu. Awantura się rozkręciła. Inni zaczęli się ochoczo przyglądać naszym słownym potyczkom i biednemu kotu, którego pani technik siłą wpychała nam w ręce... Po chwili wyczłapał się doktorek, dołączył się do "dyskusji".
Z początku dziwił się dlaczego nie chcemy TEGO kota, które nam dawali. Bo ładny był przecież i rasowy jakiś.
Jak już zacząłem się śmiać i poddałem się całkiem, to moja dziewczyna wywalczyła w końcu właściwego kota.

Do dziś zastanawiam się jak to możliwe, że chcieli nam wydać nie naszego kota...

Weterynarz ;)

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 766 (864)
zarchiwizowany
Historia dziwna, tym razem nie ze szczurami. Od dziecka panicznie boję się psów (mały, duży, kundel, rasowiec - wszystko jedno). Po prostu za kilkulatka zostałem pogryziony przez psa (większego ode mnie ze trzy razy) i mam, że tak powiem, lekką awersję. Konwersacja z użytkownikiem Balam przypomniała mi sytuację sprzed dwóch lat.

Wracałem z uczelni i najspokojniej w świecie zacząłem otwierać drzwi (jest tak, że pierwsze drzwi są na domofon, a za nimi jest maleńki korytarzyk i drugie drzwi). Wszedłem pewnym krokiem, nagle szczekanie, a po chwili wyleciałem stamtąd jak poparzony i z wrażenia aż przysiadłem na chodniku przed klatką. Okazało się, że jedna z moich inteligentnych sąsiadek zostawiła swojego wilczura w tym przejściu między drzwiami bo "chciała sprawdzić pocztę". Czułem serce w swoim gardle. Osoba, która lubi psy mogłaby się wystraszyć, a co dopiero ja. Wybiegła sąsiadka:

-Psa mi pan straszysz!
-Ja straszę PANI PSA!? Żarty sobie pani robi!?
-Pocztę chciałam sprawdzić! Co pan, psa się pan boisz!? Cipa pan jesteś, a nie facet!

I jakby nigdy nic wzięła psa i poszła do domu.

Klatka schodowa

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 338 (404)