Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#10624

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnym weterynarzu...
Pamiętam swoje początki ze szczurami. Mało obyty jeszcze byłem, nie znałem dobrego weterynarza - wtedy jeszcze myślałem: wet to wet, każdy się nada. Jak się okazało, nie każdy, większość nadaje się tylko do piesków i kotków lub w ogóle nie nadaje się do niczego. Miałem wtedy dwa szczury, jeden zaczął mi kichać i prychać to w te pędy do doktora, a że "nasz" (od kotów i fretek) był poza zasięgiem (urlop) to poszukiwanie innego.

Znaleźliśmy.
Doktor obadał, posłuchał, zamyślił się... "To serce" - padła odpowiedź. Kichanie od serca? No, ale to doktor w końcu... Trzeba zaufać, kto się zna jak nie on? Wet przytargał jakieś tabletki - "jedna dziennie" rzucił. Spojrzałem z niedowierzaniem na to opakowanie.

-Jedna? CAŁA jedna dziennie?
-Tak. Zgnieść i z wodą podać.
-Absolutnie nie chcę podważać pana diagnozy, ale czy cała tabletka dla małego szczura to nie za dużo? - tabletka wielkości mojego paznokcia, jak fretki do weta woziłem to góra pół takiej na raz mogły dostać... A szczur, ze dwa razy mniejszy, całą?
-Tak, całą podać. Z wodą.

Spakowałem szczura, zapłaciłem, podziękowałem, wyszedłem.
I na wszelki wypadek zahaczyłem profilaktycznie o inny gabinet weterynaryjny. Okazało się, że szczuras nie serce, a oskrzela chore miał... Chodziliśmy przez kilka dni na zastrzyki i wydobrzał. Do dziś ze szczurami chodzę tylko do tego weterynarza.
Jeszcze dodał, że gdybym podał te tabletki, które dostaliśmy, to by w takiej dawce na zdrowe serce w godzinę szczur padł. A tabletki, że nam niepotrzebne, daliśmy panu i za to mieliśmy darmową wizytę. :)

Weterynarz

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 550 (588)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…