Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#28495

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu: Nienawidzę, jak ktoś nie szanuje czyjejś pracy, jakakolwiek by ona nie była.

Niedziela, jedyny mój dzień odpoczynku i załatwiania spraw domowych. Zapasy lodówkowe na wykończeniu. Wypadałoby udać się do Świątyni Przybytku Wszelkiego, w tym wypadku - HiperSuperTurbomarket na warszawskim Bemowie.

Jeździ sobie Lightmanek wózeczkiem między półkami (tu mi z dzieciaka pozostało, popylam wózkiem jak Keanu autobusem w Speedzie), od czasu do czasu zastanawiając się czy lepszy będzie pasztet spod laski za 2,09 czy też belgijsko-holenderski za 2,08. Dojeżdżam do długiej jak kolejka w pośredniaku alejki z napojami. Od razu me uważne oko wyłapało dwójkę owocowych młodzieńców rasy "mój tatuś ma pieniądze, a ja robię co mi się podoba", w wieku ok. przedpełnoletnim. Nagle jeden do drugiego:
([D1]-Debil 1, [D2]-Debil 2)

[D1]: Patrz stary, co odpi*rdolę!

I jeb, szklaną butelką Frugo o podłogę. Nie trzeba być superinteligentnym, by domyślić się, że szkło rozbite na małe kawałeczki, a nektar bogów płynie po całej szerokości alejki. Lecę do nich i z gromkim pozdrowieniem:

[J]: Poj*bało was?!
[D2]: Spokojnie, zaraz pewnie przyjdzie ktoś i posprząta!
[J]: Sam to powinieneś teraz zlizać...
Po czym oddaliłem się z miejsca zdarzenia, lecz coś mnie tknęło, żeby jeszcze z dalszej perspektywy trochę poobserwować. Widzę jak podbiega młody [Ch]łopak z obsługi, w rękach dzierżąc mop i wiadro. I taka oto wywiązała się dyskusja:

[D1]: Spadło z półki, sprzątaj cieciu, od tego jesteś!
[D2]: Właśnie, buraku. Zapi*rdalaj na tym mopie, robolu!... Haha, patrz jak się słucha!

Widzę, że chłopak cały czerwony, no ale co ma zrobić. Toć "klient nasz pan" i za dużo powiedzieć nie może. Sprząta.

[D1]: Dobry pies, mój ojciec ma takich samych w firmie... hehehe
Debil 2 w tym momencie zaczął cmokać i pogwizdywać, rzeczywiście jak do zwierzęcia.

Tu już chłopak nie wytrzymał i (nieumyślnie przeszkadzając pędzącemu Lightmanowi, z pianą w pysku i lewym sierpowym) szybkim prostym zwalił dzieciaka z nóg, po czym wziął swoje wiaderko i odmaszerował.

Ale dzieciaki, jak to w tych czasach, pomimo swojej głupoty, to istoty niesamowicie sprytne i lecą do kierownika na skargę. Że ich pobili, że przecież sami zgłosili, że tam butelka się stłukła, że "zostali ofiarami". No aniołeczki, k*rwa. Co najgorsze, widzę, że kierownik rzeczywiście zaczyna im wierzyć. Chłopaka szkoda, bo widzę jak stoi ze zdjętą czapeczką w dłoniach, przerażeniem jak na skazaniu. Wiadomo, o robotę trudno, nawet w stolicy. Nie wytrzymuję, włączam się do dyskusji, sytuację wyjaśniam. Gówniarze zabrani przez ochronę do kanciapy czekają na przyjazd tatusiów.
Ja wracam. Bogatszy o zakupy, dobry uczynek i 0,7 Finlandii od chłopaka.

sklepy

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1269 (1309)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…