Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#28702

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Uwielbiam się bać. Kocham zjawiska paranormalne, niewyjaśnione, często ogladam horrory. Jednocześnie jestem cholernym pasjonatem ponadczasowego - moim zdaniem - "Z archiwum X". Z tych właśnie powodów, odkąd tylko pamiętam, uwielbiałem wysłuchiwać wieczornych opowieści członków rodziny czy znajomych rodziców/dziadków/etc. I taką niegdyś historię usłyszałem z ust mojej babci.

Pochodzę z terenów bogato obrodzonych przez naturę. Łąki, bagna, dzika przyroda, lasy. A jak lasy, to i grzyby, na które wybrała się babcia. Tutaj muszę nadmienić, że niedaleko mojej miejscowości znajduje się malowniczo położony Szpital Psychiatryczny, połączony z Ośrodkiem Psychiatrii Sądowej - w skrócie - ludzie umysłowo chorzy, mordercy, pedofile, gwałciciele, do wyboru do koloru. Dodatkowego mroku szpitalowi nadają fakty, iż jest on prawie stuletni, mieszczący się w kompleksie leśnym, z dala od innych wiosek.

Historia sprzed lat.
Dość deszczowe popołudnie, babcia w las się zapuściła. A grzyby, jak wiemy, lubią rosnąć w miejscach ciężko dostępnych. I takim właśnie miejscem było gwałtowne obniżenie terenu, otoczone niewysokimi skarpami. Zniża się więc babinka po prawdziwki, podgrzybki itp. Podnosząc głowę znad koszyka, a jednocześnie przybierając pozycję wyprostowaną, ukazuje jej się widok, którego, szczerze mówiąc, sam nie chciałbym doświadczyć. Na skarpie, tuż nad babcią, stoi młodzieniec o miłej twarzy i lekkim uśmiechu. Jedną rękę trzyma w nosie, drugą w spodniach. Spodnie białe, jak i reszta ubioru, do złudzenia przypominającego szpitalny fartuch. Na dodatek, Pan był boso - dziwne co najmniej jak na tę porę roku i panującą pogodę. Babinka, jak to babinka przeżywająca nawet pierwszy siniak u Lightmanka, czym prędzej rzuciła koszyk i zaczęła zwiewać w tempie, niczym Usain Bolt na Igrzyskach w Pekinie. Raz obejrzała się jedynie za siebie, Pana już na danym miejscu nie było, co babci dodało jeszcze większą dawkę energii w nogach. Dotarła do domu, nie odzywała się parę godzin, po czym szybko poszła spać.

Wieczorem pukanie do drzwi. Otwiera [D]ziadek, któremu ukazuje się znajomy Pan [M]ilicjant.

[M]: Dobry wieczór, obywatelu! Nie widział może obywatel kogoś podejrzanie się zachowującego, ubranego w biały fartuch? Ze szpitala pacjent uciekł.
[D]: Nie, nikogo takiego nie widziałem. Jak będę coś wiedział, to najwyżej zgłoszę.
[M]: Dobrze. Proszę póki co uważać i po zmroku lepiej nigdzie samemu nie chadzać. Zbieg jest niebezpieczny, był zamknięty w ośrodku za zabójstwo rodziców. Matkę udusił w domu, ojca dorwał gdzieś na polu i podziabał siekierą!

Od tej pory dziadkowie zawsze zamykają dom na klucz, co niegdyś w ogóle było niepotrzebne.

"Miłego" młodzieńca złapano na następny dzień - w lesie, jakieś 2km od naszego rodzinnego domu. Miał przy sobie, w kieszeni dwa małe, zdechłe koty. Podobno "nie chciały spokojnie się bawić, to pociągnął je za łebki".


Babcia do dziś usilnie tłumaczy swą siwiznę właśnie tamtym zdarzeniem.

piękne Mazowsze

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 240 (292)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…