Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#45626

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakieś 2-3 miesiące temu padł i system, podejrzenie było, że i dysk.
No to się poszło do sklepu (Komputronik) w celu zakupienia nowego.

Ok, dysk wybrany, spłacany miał być ratalnie. Ogólnie łącznie wyniosłyby (łącznie z ubezpieczeniem dysku) jakieś 430 złotych.
Na pytanie czy można w sklepie gdzieś podłączyć i sprawdzić czy działa, odpowiedź brzmi oczywiście nie.
Co się okazuje, w domu? Dysk uszkodzony, kompletnie nie da się z niego korzystać, bo komputer dopiero po kilkugodzinnych bojach wreszcie go wykrył, a nawet wtedy zamiast 1 tera dysk miał, uwaga, 32 mega.

Ok, no to następnego dnia wycieczka do sklepu, dysk oddany (ciekawe, nagle odkryli, że jednak mają możliwość sprawdzić na miejscu czy działa - oczywiście nie działa, tak jak i w domu).
No to przeprosiny, w ciągu tygodnia zadzwonimy.
W międzyczasie na moje pytanie kiedy mogę zacząć spłacać raty odpowiedź brzmi, na 10 dni przed upływem terminu.

Jakieś dwa dni później odbieram nowy dysk, wszystko cacy, dysk działa, teraz tylko pospłacać...
I tu zaczyna się cyrk.

Dwukrotnie próbowałam wysłać ratę, dwukrotnie mi ją odesłano.
Po telefonie do banku oznajmiono mi, że oni takiej umowy ratalnej nie mają i trzeba się skontaktować ze sklepem, ale proszę się nie martwić, oddzwonimy w ciągu dwóch tygodni.
No to telefon do sklepu, tak samo, sprawdzimy, oddzwonimy.
Tak się składało, że akurat wyjeżdżałam na działkę (gdzie za bardzo do internetu etc dostępu nie mam, tylko telefon).
Cały weekend miło spędzony, w międzyczasie telefon, że z umowa było coś nie tak, trzeba przyjechać do salonu podpisać nową.

No to ok, przyjeżdżam, ale coś z nowa umową są problemy, więc na moje pytanie, czy zamiast bawić się kolejne parę tygodni nie można zapłacić gotówką i z tymi ratami dać sobie spokój.
No to tak, umowa ratalna do zniszczenia, zapłata gotówką, potwierdzenie i do domu ze świadomością, że mam już święty spokój.

Tuz przed świętami przychodzi mi SMS od banku, że zalegam z wpłatą raty.

Po telefonie okazuje się, że umowa przyszła dzień, czy dwa po mojej ostatniej próbie wpłaty, sklep jej najwyraźniej wcześniej nie wysłała. Nie, nie da się jej rozwiązać, na to są dwa tygodnie od podpisu, a że podpisywana była miesiąc temu...

Wyobraźcie sobie mój nastrój, gdy się o tym dowiaduje.
Po n czasu spędzonego na telefonach dowiaduje się, że sytuacja wygląda następująco:

Sklep nic nie wie, kierownika nie ma, trzeba zaczekać, on oddzwoni jeszcze dzisiaj.
Bank naliczył już odsetki, muszę wszystko ze sklepem załatwiać, bo z ich strony jest wszystko w porządku, więc albo to sklep spłaca raty, albo oddaje pieniądze.

Cały dzień czekania, telefonu od kierownika brak. Po moim telefonie kiedy będzie odpowiedź brzmi, nie wiedzą, nie mają jego grafiku.

Po kilku kolejnych telefonach w tym do infolinii, udaje się dostać bezpośredni numer do kierownika.
Bardzo grzecznie wyjaśniam mu się sytuację i proszę o rozwiązanie.
Oczywiście, zajmie się tym, musi tylko dostać potwierdzenie od banku, że to faktycznie umowa od nich i zwrócą mi pieniądze, proszę się nie martwić, on do 18 oddzwoni.
Oczywiście telefonu brak.
Ani, że cokolwiek załatwili, ani nawet pocałujcie mnie w d***.

Następnego dnia również głucha cisza. No to kolejny telefon. Tym razem rozmowa z mojej strony przeprowadzona już nie tak grzecznie i z groźbą, wniesienia sprawy do sądu, jeśli do końca dnia nie rozwiąże tej sprawy.

Skutek?

5 minut później telefon, że wszystko załatwione, można przyjechać odebrać pieniądze.

Po przyjeździe co prawda pieniądze odzyskałam, ale usłyszeć "przepraszam" to już oczywiście byłoby za dużo szczęścia na raz.

Wniosek?
Chcesz coś załatwić, gróź sądem, bo po dobroci nic nie załatwisz.

Komputronik

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 493 (569)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…