Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#48219

(PW) ·
| Do ulubionych
Zostałam poproszona o odebranie M. ze szkoły. Nie wchodząc w szczegóły M. jest licealistką jeżdżącą na wózku. Dziewczyna jest maturzystką (tegoroczną), uległa wypadkowi, więc nadal chodzi do szkoły nieprzystosowanej do jej aktualnego stanu. To wszystko nic. Ludzie są uczynni, ktoś zawsze pomoże.

Umówiłyśmy się, że M. zadzwoni godzinę przed końcem lekcji. W momencie, gdy już wchodzę do szkoły M. dzwoni ponownie.
- Certain! (Tutaj wstawcie dźwięk pomiędzy śmiechem, a szlochem oraz kilka nieartykułowanych dźwięków)
- Gdzie jesteś?
- Na pierwszym piętrze!
Wbiegam po kilka schodów pełna najgorszych przeczuć. Słyszę śmiech.
- Puść mnie teraz! Puść!
Podnoszę głowę do góry i w tym sam momencie odskakuje. Ze schodów zjechał wózek. Na nim mężczyzna. Niemal wbił się w ścianę.
- Ku*wa Staaaary! Nic ci nie jest?
Chłopak leży bez ruchu. Dookoła krew. Kątem oka widzę siedzącą na schodach M., która płacze.
Chłopak nieprzytomny, ale oddycha. Dzwonie na pogotowie. Panikującego mężczyznę, który próbował podnieść nieprzytomnego kolegę uderzyłam w twarz - inaczej nie docierało, że jego przyjaciel może mieć uszkodzony kręgosłup i zrobi mu krzywdę. Piekielnego zabrała karetka na sygnale. Przeżyje, ale gojenie się licznych złamań (również otwartych) potrwa i nie będzie przyjemne. Jakoś nie jest mi przykro z tego powodu.

Jak do tego doszło? Zabrali M. wózek i zaczęli się bawić. Jeden wpadł na wyżej wymieniony "genialny" pomysł.

Panowie nie byli uczniami szkoły. Dwaj absolwenci - magistrzy postanowili pochwalić się w byłej szkole świeżo uzyskanymi tytułami...

wykształcenie?

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1147 (1231)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…