Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#53368

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jako, że nie jestem osobą religijną o wszelkiego rodzaju świętach= dniach wolnych od pracy dowiaduje się zwykle koło godz. 7mej rano, przed sklepem w którym to mam zamiar kupić jedzenie dla kota.

Zwykle mam potem problem, a kot żywi się rozmrożonym filetem albo jakimś kurczakiem, więc on ze swojej strony tego typu sytuacje uwielbia :)
Na szczęście moja rodzina jest absolutnie świadoma tego aspektu mojej osobowości, więc jakąś godzinę po moim porannym czołowym zderzeniu z państwem świeckim w praktyce mam telefon od babci zapraszającej mnie na obiad.

Tam też zdążałam wczoraj o godzinie dwunastej.
A, że było gorąco, letnie słoneczko w zenicie, ubrana byłam w zwiewno- przewiewną sukienkę łopoczącą malowniczo na wietrze, a trzymającą się jedynie na górnych krągłościach.
Muszę tu dodać, że kościoły mam w mieście tak strategicznie rozmieszczone, że chcąc dostać się z jednego miejsca w mieście do drugiego stale się jest 200 m od co najmniej jednego takiego przybytku, a 500 m od dwóch i kapliczki.
Więc idę i łopoczę sobie na wietrze myśląc o rzeczach przyjemnych i przyjemniejszych i nagle przede mną wyrasta BABON.
A że szłam osiedlowym chodnikiem zatarasowała mi przejście. Chcę tu dodać, że nie byłam na terenie żadnej świątyni, a jedynie jakaś jedna była za winklem, a druga majaczyła na horyzoncie.
Tak więc: stanęła w wojowniczym rozkroku w poprzek ścieżki w swoich butach na słupkach i dalej, że jestem:
- ladacznica
- bezbożnica
- i źle wychowana
- i jak ja w ogóle śmiem tak do kościoła w święty dzień itd.

Jako, że mnie zirytowała, bo nie lubię być publicznie nazywana wywłoką warknęłam jej, że święta to jest sobota i pomknęłam szybko trawniczkiem na przełaj w moich butach na koturnach, żeby w łeb czymś nie dostać.
Od razu zaznaczam, że sobota jest tak samo dla mnie dniem roboczym jak poniedziałek. I niedziela.
Ale niesmak pozostał.

Po południu, już w domu, pewne subtelne zmiany w atmosferze mieszkania dały mi do zrozumienia, że mój kot zrobił mi w toalecie artefakt.
Z pogodnym fatalizmem zabrałam się więc do wykopków, artefakt wrzuciłam do reklamówki, reklamówkę do śmietnika, a że śmietnik w tym momencie się zapełnił to wszystko razem postanowiłam wyrzucić.
Nie nie mogłam poczekać do następnego dnia bo mi:
- śmierdzi
- nie wystawiam worków na balkon bo tak robią menele
- ani na korytarz bo to chamstwo

Idę więc do wiaty śmietnikowej a tu Babon, w butach na słupkach, nie ten sam ale podobny, jednak poglądy miał zbliżone i wyartykułował je tak samo.

Szczerze- miałam w nią ochotę walnąć tym workiem, ale ominęłam ją po prostu i wyrzuciłam to co miałam wyrzucić.
Nie moja wina, że mój kot produkuje się nie tylko w dni robocze, ale i od święta.

Czuje sie jak ofiara prześladowania religijnego.

Osiedle

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (92)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…