Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#55432

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Siedzę sobie dzisiaj w moim współdzielonym z trzema innymi doktorantami gabineciku i odbywam tzw. konsultacje. Jako, że jest dopiero październik, prawdę mówiąc nie spodziewałam się ujrzeć na nich żywej duszy.

A jednak - drzwi się uchylają, zagląda przez nie Dolly Parton... wróć, mocno umalowana tleniona pani i się pyta, która z pań to ja.

Macham łapką, choć pani nie kojarzę - a kogoś o tak oryginalnej fizjonomii trudno nie wychwycić nawet wśród dużej liczby studentów.

Pani siada, i się kręci. Zachęcając, pytam o nazwisko i grupę.

- Maciek Jankowski (rzecz jasna, zastępcze na okoliczność tej historii).

Zmęczona trochę byłam, bo było to piątkowe popołudnie po prawie 10 godzinach zajęć. Znalazłam rzeczonego Macieja i dopiero wtedy moja mózgownica załapała, że pani na Maćka zdecydowanie nie wygląda.

Więc kto mnie odwiedził? Mamusia, a jakże. Zatroskana, bo synek nie zaliczył dwóch kartkówek już.

[Tu następuje rys sytuacyjny: tę grupę prowadziłam w zeszłym semestrze letnim i prowadzę w obecnym, najpierw z jednego przedmiotu, później z drugiego. Jako, że są to jedne z czterech najważniejszych przedmiotów w całym planie studiów, jak to się mówi - cisnę studentów. Choć generalnie mam opinię "lajtowej", nie robię problemów z zaliczeniem i rozdaję plusiki za otwarcie podręcznika na właściwej stronie, na tych dwóch przedmiotach robię co tydzień kartkówkę-wejściówkę, dwa krótkie pytania z materiału z ostatnich zajęć. Bo niektórych jak nie dociśniesz, to później, już pracując w zawodzie, bredzą i wprowadzają ludzi w błąd.]

Pierwsza myśl: to jakieś jaja są. No bo jak, dorosły chłop przysyła na konsultacje swoją matkę?

Informuję panią, że przykro mi bardzo, ale po pierwsze, syn jest dorosły i może sobie nie życzyć udzielania informacji na swój temat nawet (albo zwłaszcza) rodzicowi, a po drugie, jest chyba na tyle dojrzały, żeby samemu załatwiać swoje sprawy. Pomijając już to, że nie mam pewności, czy pani faktycznie jest matką tego pana.

Pani się marszczy, że to takie zdolne dziecko, tylko leniwy trochę, i żebym może patrzyła na niego łaskawszym wzrokiem. I jakiegoś plusika na zachętę dała. I najlepiej to zwolniła z tych kartkówek, bo on biedny uczy się całą niedzielę na poniedziałkowe zajęcia i weekendu nie ma.

Jakoś się pani pozbyłam, zajrzałam też z ciekawości do kartkówek z zeszłego poniedziałku - tradycyjnie pan Maciej oddał pustą kartkę. Jakoś chyba siedemnastą z rzędu od kiedy go znam. Mamusia chyba nie wie, że z przedmiotu nr 1 synek ma warunek zarówno z ćwiczeń jak i z egzaminu, bo nie dał ani mnie, ani egzaminatorowi choćby cienia podstawy do wystawieni nieszczęsnego 3,0.

I smaczek na koniec - mam dostęp do PESELi studentów, nasz pan Maciek to rocznik... 1981 ;)

alma mater

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 684 (742)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…