Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#58800

(PW) ·
| Do ulubionych
Jedna niedziela w pracy może zaskoczyć dużą dawką piekielności.
W roli wstępu: Pracowałam jako hostessa przy otwarciu nowego Smyka. Przeprowadzałyśmy z koleżanką konkursy, gdzie za zaśpiewanie piosenki lub powiedzenie wierszyka dziecko mogło wygrać jakąś nagrodę.

Sytuacja I.
Kończą się nam nagrody więc informujemy, że tym razem z uczestników wybierzemy zwycięską trójkę i dostaną kolejno za pierwsze miejsce dużą lalkę, za drugie film, a za trzecie małą laleczkę.
Zgłosiły się dzieci, zaśpiewały, idziemy się naradzić. Czas rozdania nagród - dziewczynka, która zajęła drugie miejsce podchodzi, praktycznie wyrywa koleżance film z ręki i odchodzi w stronę rodziców. Koleżanka mówi, że jakieś dziękuje by się przydało no, ale trudno. Ja zasiadam przy stoliku (tam dzieci mogły robić własną biżuterie itp.) i po chwili podchodzi do mnie ta sama dziewczynka. Myślę - zreflektuje się i podziękuje. O ja naiwna. Pełna pretensji prawie rzuca we mnie tym filmem i tak o to rzecze:

[D]-Chce lalkę zamiast filmu!
[J]-Przykro mi, ale lalka była za pierwsze miejsce.
[D]-Ale ja chcę lalkę!
[J]-Nie mogę dać ci lalki ,nagrody zostały już rozdane.

Nie powiem, podniosła mi ciśnienie, poszłam ochłonąć. Wracam i przechodzimy z koleżanką obok jej rodziców gdzie wywiązał się taki oto dialog:

[Mama D]-Przepraszam, czy moja córka może wymienić film na lalkę?
[Moja koleżanka]-Przykro mi, ale pani córka zajęła drugie miejsce, za które był film.
[M]-Ale jak to?! Moja córka zaśpiewała po włosku, a nie po polsku (tu pogarda). Powinna zająć pierwsze miejsce! Nikt nie śpiewa po włosku.

Wspomnę od razu, że piosenka opierała się na refrenie złożonym z trzech banalnych włoskich słów.

[MK]-No dobrze, ale według nas tamta dziewczyna zaśpiewała lepiej i otrzymała lalkę.
[M]-Moja córka nie jest za filmami, ona woli lalki! Poza tym ma już wszystkie filmy.

Skoro nie jest za filmami, to po co ma wszystkie?

[MK]-Proszę pani, to była darmowa nagroda, za którą nawet nie usłyszałyśmy dziękuję. Ja bym się cieszyła, że dostałam cokolwiek.
[M]-Cieszyłabym się jakby to nie był film!
[MK]-No dobrze, jeżeli się pani nie podoba, to może pani nam go zwrócić. Jestem pewna, że jakieś dziecko się z niego ucieszy.
[M]-A dlaczego moja córka nie zajęła trzeciego miejsca? Ona chciała zająć trzecie.
[J]-Przed chwilą pani mówiła, że pani córka powinna zająć pierwsze miejsce.

Tu się kobieta zapowietrzyła.
W końcu ucichła (wbrew pozorom to jest i tak skrót tej rozmowy) i mogłyśmy odejść.

Sytuacja II.
Koleżanka zaraz po konkursie karaoke przeprowadzała interaktywną grę planszową. Nie mówiła nic o nagrodach, bo nie wiedziała jeszcze jakie będą. Szefostwo dla dzieci biorących udział przeznaczyło lizaki jako słodki upominek za grę.
To nie spodobało się jednemu tatusiowi, który podszedł do naszego stolika:

[Tatuś]-Przepraszam, a gdzie moja nagroda?
[MK]- Przecież pana syn dostał lizaczka.
[T]-I to ma być nagroda?
[MK]-Owszem.
[T]-Jeszcze pani zobaczy...

Po chwili rzeczywiście zobaczyłyśmy, zmierzającego w naszą stronę kierownika.

[Kierownik]-Dziewczyny macie jakieś nagrody dla chłopców?
[J]-Mamy, ale tylko za karaoke.
[K]-Dajcie temu facetowi, bo się awanturuje. Dałem mu już słonika, ale ciągle uważa, że to za mało, bo on ma dwójkę dzieci.
[MK]-Ale jedno brało udział w konkursie.
[K]-No wiem, ale lepiej mu dać, niech się już po prostu odczepi.

Dałyśmy facetowi film, który zadowolony z łupów odszedł w siną dal.

Sytuacja III.
Najbardziej piekielne wychowanie zostawiłam na koniec.
Jako, że cały dzień na nogach, to należała nam się jakaś przerwa. Wybraliśmy się wszyscy aby zjeść coś w popularnym fast foodzie i po ok.20 minutach wróciliśmy na stanowiska. Podeszła do mnie pracownica sklepu i pyta się czy te lizaki to mamy dla dzieci, bo grzebały nam w torbie.
Tu mi się zapaliła czerwona lampka, bo w tej torbie były wszystkie nasze nagrody. Tu muszę zaznaczyć, że torba stała tuż przy stanowisku ochroniarza. I co? I nagród nie ma.
Na monitoringu udało nam się zobaczyć taką oto sytuację:

Przyszła mamusia z dwoma córkami, jedna ok.15 lat, druga max 6. Dziewczynki na zmianę podchodziły do naszej torby (czekały aż bramki zapiszczą i ochrona odejdzie - a to zdarzało się często) i brały nagrody, które podawały mamusi, a ona chowała je do torebki. Na koniec naradziły się we trzy i wyszły...

Nie ma to jak wychowanie.

smyk

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 778 (842)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…