Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#64866

(PW) ·
| Do ulubionych
Kerownik w wojsku c.d.

Pod koniec służby trafiłem na miesiąc do wyjątkowej jednostki. Koszary bardzo duże, budynki z czasów armii carskiej i bardzo duży park maszynowy pełen sprzętu. Wojska było tylko tyle żeby obsadzić warty, za to zawodowych około 300 – cały sztab jakiejś większej formacji. Widzieliśmy ich tylko rano jak wchodzili do swojego budynku i popołudniu przy opuszczaniu jednostki.
Moja kompania była jedyną formacją bojową w tym miejscu. Mieliśmy za zadanie wyczyścić i zakonserwować cały sprzęt artyleryjski. Dni mijały na spokojnej robocie, nikt się nie wtrącał, jedzenie wyśmienite, a pogoda wręcz nas rozpieszczała. Istna sielanka. Żyć nie umierać.

Pewnej deszczowej nocy obudziła nas strzelanina. Najpierw strzał pojedynczy, a potem już pełne serie z co najmniej dwóch karabinów. Trwało to około minuty. W tak spokojnej jednostce było to niesamowite wydarzenie. Ogłoszono alarm, pobranie broni i obsadzenie stanowisk zgodnie z planem zagrożenia. Po dwóch godzinach alarm odwołano i do rana dospaliśmy spokojnie. Przy śniadaniu poznaliśmy historię nocnej kanonady.

Jeden z parków maszyn miał formę kwadratu o boku około 250 metrów. Na dwóch przeciwnych narożnikach umieszczone były posterunki. Każdy z wartowników miał pod kontrolą swoją część parku w formie trójkąta i zakaz wkraczania na obszar kolegi.
Jeden z wartowników nosił okulary z nieprzeciętnie grubymi szkłami, a drugi miał wadę słuchu w jednym uchu. Oba chłopki-roztropki zostały namaszczone przez WKU kategorią B czy C i wysłani do lekkiej służby, czyli warta co 24 godz.

W trakcie obchodu posterunku okularnikowi skończyły się zapałki i postanowił skorzystać z pomocy przygłuchego. Skorzystał z najkrótszej do niego drogi, czyli przez park między pojazdami. Będąc już prawie u celu, potknął się o jakieś stalowe liny i przy upadku karabin sam wypalił. Przetaczające się między cysternami echo wystrzału wyrwało przygłuchego ze słodkiej drzemki i poczuł się zagrożony. Pomijając wszelkie komendy i procedury odbezpieczył, przycelował z grubsza i puścił serię „na wszelki wypadek”. Okularnik zacisnął zęby, postanowił, że żywcem go nie wezmą i odpowiedział ogniem spod cysterny. I tak strzelali do siebie radośnie, aż do opróżnienia magazynków.

Najlepsze były ich wyjaśnienia przy przesłuchaniu przez oficera dyżurnego.
- Dlaczego strzelałeś?
- Paanie, samo wypaliło!
- A ty?
- Bo do mnie strzelali...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 475 (563)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…