Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany
Urban legend z zaprzyjaźnionej firmy, która od wielu lat wysyła pracowników w delegacje do Niemiec.

1. Pan Zenon 10 km przed celem podróży zabił jelonka samochodem. Dojechał lekko spóźniony trochę pokiereszowanym samochodem. Niemcy pytają o przyczynę kraksy.
- Noszsz wyskoczył mi pod maskę ten, tego…
Tu pan Zenon zapomniał niemieckie słówko na określenie jelenia. Przy próbie gorączkowych skojarzeń przypomniał sobie, że na etykiecie jednego z popularnych niemieckich alkoholi znajduje się dostojny wizerunek tego zwierza. Uradowany natychmiast rozpowszechnił tą wiadomość.
- Wyskoczył mi przed samochód Jägermeister!!
Wszyscy wokół spojrzeli na niego z większym zainteresowaniem.
- I co dalej?
- No i zabiłem go na miejscu.
Tu gospodarze zrobili wielkie oczy.
- Jak to - zabiłem? I co dalej? Pewnie Polizei przyjechało.
Pan Zenon na pełnym luziku:
- A po co tam zaraz Polizei? Patrzę - auto na chodzie to skopałem go do rowu i oto jestem!
W tym momencie Niemcy już mieli problem z przełknięciem śliny i zaczęli rozglądać się za ochroniarzem. Na szczęście pana Zenona jeden z bardziej dociekliwych gospodarzy za pomocą kilku dodatkowych pytań wyjaśnił sytuację przed wezwaniem Polizei.

(niem. Jägermeister = myśliwy)


2. Pan Godfryd był znany z ciętych ripost na pograniczu chamstwa, a czasem nawet z przekroczeniem tej bariery. Zdarzyło się, że w drodze na megaważne spotkanie trafił dzika. Wezwał policję, zgodnie z procedurami spisali protokoły i w związku z tym dojechał mocno spóźniony. Zanim zdążył się usprawiedliwić jeden z Niemców zaczął go opierniczać. Były tam słowa o braku odpowiedzialności, zmarnowanym jego megacennym czasie i mocno niepochlebna opinia o przywarach naszego narodu. Pan Godfryd czekał spokojnie na swoją kolej wypowiedzi, ale po ostatnim słowie interlokutora szlag go trafił. Z przymróżonymi oczami, przez zaciśnięte zęby wycedził:
- Ty gościu sobie uważaj, bo ja już dzisiaj jedną niemiecka świnię zabiłem.
W sali zapadła cisza.

3. Pan Szymon był kierownikiem montażu pewnego urządzenia w niemieckiej fabryce. Przy odbiorach uczestniczyły osoby biorące udział w ustaleniach i trzymające pieczę nad poprawnym wykonaniem - czyli grupa ludzi, którzy już się znali. Podczas gdy pan Szymon tłumaczył ostatnie szczegóły dołączył do nich wolnym krokiem zupełnie nowy uczestnik w garniturze. Po chwili pretensjonalnie rozpoczął wytykanie dziwnych szczegółów: a to nie tak, a tamto nie tu, a owamto to w ogóle do bani. Pan Szymon spojrzał na niego jak na pętaka i rzekł:
- Bardzo przepraszam ale: ja z panem nic nie ustalałem, pan się nie przedstawił, ja pana nie znam. Do widzenia panu.
Gościu "łyknął śliwkę", zawinął na pięcie i zniknął.
Gospodarze z przerażeniem w oczach uświadomili pana Szymona, że właśnie pogonił prezesa ich fabryki.
Dalsza część odbiorów przebiegła pozytywnie i bez zakłóceń.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (130)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…