Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#66374

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję przy opracowywaniu dokumentacji na pozwolenie na budowę. Jakoś tak wyszło, że często robię papiery dla obiektów na granicy katastrofy budowlanej, które na potrzeby historii określać będę "zabytkami".

Robiłam więc zlecenie w gminie X., która była daleko od wszystkiego, a od mojego miejsca zamieszkania to już zwłaszcza. Trzeba było pojechać tam jakieś cztery razy, za każdym zajmowało to cały dzień, a jak się schodziło z obiektu, to człowiek wyglądał wybitnie niewyjściowo. Robotę robiłam dla księdza, ale w gminie był też wójt, bardzo zainteresowany sprawami krojącego się remontu.

I ten wójt za każdym razem jak jechałam umawiał się ze mną, żebym do niego wstąpiła. Nawet umawiał się na godzinę. Więc przyjeżdżałam na tą godzinę i czekałam. Za pierwszym razem od ósmej do jedenastej, aż stwierdziłam, że będę miała cały dzień zmarnowany i poszłam na obiekt realnie pracować. Jak się wstaje o piątej rano, żeby być na ósmą to się człowiek robi niecierpliwy.
Kolejne trzy razy czekałam pół godziny i szłam do pracy. Za każdym razem na wójta czekały trzy/cztery osoby umówione na tą samą godzinę co ja. Wójta nie było, nie wiadomo gdzie polazł, trzy służbowe komórki zostawił w gabinecie i wszystkie dzwonią.
Potem dzwonił do mnie gdzieś o 19, kiedy ja już dawno byłam poza X i właśnie jadłam hot doga na stacji benzynowej, żeby nie zemdleć z głodu w drodze do domu. Za każdym razem przepraszał, tłumaczył się sprawami służbowymi i mówił, że musi się ze mną spotkać, żeby omówić remont (który już miałam omówiony z księdzem). Po uj?

W każdym razie, w okresie kiedy robiłam tamte papiery spotkać nam się nie udało.
Jakieś pół roku później dzwoni. I dzwoni. No to odbieram.
- Bo ja mam dla paniii (mówił tak z akcentem na to "i", że aż przechodziło w "y") robotę.
- A jaką?
- Kościół drewniany, cały do roboty.
- Ale co konkretnie? Fundamenty? Dach? Belki będziemy wymieniać?
- Ja się tam na budowlance nie znam. Przyjedziesz paniii i zobaczysz. Sama paniii ocenisz.
Tu nastąpiło umówienie się na konkretna godzinę i datę. Pchana wewnętrznym niepokojem zadzwoniłam do księdza z X., spytać się o ten kościół, ale okazało się, że to nie jego parafia. Do księdza z właściwej parafii się nie dodzwoniłam.

Więc przyjeżdżam. I wszystko jest jak zawsze. Trzy osoby w kolejce, dzwoniące komórki w gabinecie, nikt nie wie gdzie jest wójt.
Zapobiegliwie zaopatrzyłam się w dwie gazety i mahjonga na komórce.

Byliśmy umówieni na 9. Przyszedł o 13.30. Wysłał mnie, żebym posiedziała sobie w sali ślubów bo tam będziemy spokojnie rozmawiać, a sam poszedł gadać z tymi osobami, z którymi solidarnie czekaliśmy od rana.
O 14.45 miałam już przeczytane gazety, 5% baterii w komórce i całkiem niezłą adrenalinę. Wtedy przylazł. Wsadził mnie do auta pojechaliśmy na obiekt.

Zatrzymujemy się. Wysiadamy. A ja patrzę i oczom nie wierzę.
Fundament nowy. Dach nowy. Szalunek nowy. Nawet ogrodzenie i droga procesyjna była. No dobra - okna były stare.
- Ale tu nie ma nic do remontu! - zakrzyknęłam, zanim złapał mnie szczękościsk ze stresu.
- Ale jest! Wszystko do remontu! Paniii zobaczy! - no to wchodzimy do środka, a tam śliczny ołtarz choć w złym stanie i lekko nadszarpnięte duchem czasu polichromie na płótnie. Dalej nie widzę co ja mam robić.
- O tu! Tu! - podchodzi do ściany ten xxx(!) i szarpie za troczące się płótno z polichromią - Widzi paniiii w jakim jest stanie! To trzeba wszystko przykleić! Remont zrobić!

Poczułam jak mi krew uderza do głowy.

- A tu! Tu! - podchodzi do ołtarza i puka w drewniany gzyms, w połowie zjedzony przez korniki, trzymający się na zardzewiałym podwodziu - To trzeba remontować!
- ALE JA KONSERWACJI WNĘTRZ NIE ROBIĘ. TYLKO BUDOWLANKĘ - o dziwo nawet nie krzyknęłam.
- Ale się Paniii zajmujesz zabytkami!
- Ale mówiłam: fundamenty, dachy, okna, ściany.
- No ale to też jest zabytek!- i majta mi przed nosem ksero wypisu z rejestru dla polichromii i ołtarza.

Policzyłam do 10 markując zainteresowanie polichromią. Westchnęłam. Policzyłam jeszcze raz do 20.
Zmierzyłam okiem metraż, zrobiłam zdjęcia i powiedziałam, że przedstawię ofertę w ciągu tygodnia.
Po powrocie do domu rzuciłam dane znajomemu konserwatorowi i on przygotował ofertę, a potem projekt, dorzuciliśmy coś od siebie za zmarnowany dzień, a od tego czasu telefonów z Urzędu Gminy w X nie odbieram.

Przy okazji poszerzyłam sobie ofertę firmy.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 348 (410)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…